14 475,38 + 12,09 = 14 487,47


Nawet dobrze mi szlo w tym tygodniu. Galareta sie topila az milo.


Do dzisiaj.


Centralnie spenialem przed dlugim biegiem! Mialo byc 1h7min a juz po paru minutach tylko myslalem zeby sie zatrzymac. Na koniec wycisnalem 30min, prawie idac ostatnie 5.


W przyszlym tygodniu test sprintu. Ostatnio jak to robilem (4lata temu) to sie na ryj wywalilem po 50metrach.


Bedzie zabawa!


#greenzollbiegniepopolowke

#galaretkanomore

#polmaraton


#sztafeta #bieganie


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

ab8d2174-b219-4965-9925-c2cf26836bbd

@Greenzoll śmiało, możesz używać mojego autorskiego tagu #galaretkanomore bardzo mi miło, ale musisz znać jego pochodzenie.


Córka czasami robiła tak jak leżałem, że podbiegała i znienacka, podciągała moją koszulkę, trzęsąc mi brzuchem krzyczała: Galaretka, galaretka!

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Opowiadanie do napisana którego zostałem zachęcony (popchnięty?; zmuszony?) wczoraj. Jakby nie było, dziękuję za to, bo bawiłem się przy nim cały dzień bardzo dobrze i może zwiastuje ono przełamanie niemocy?


Ono miało wyglądać zupełnie inaczej, ale wyszło jak samo chyba chciało (co znajduję jako jego zaletę). I, mimo że jeszcze to i owo bym w nim poprawił, to publikuję jak jest, bo już nie będę miał raczej w kwietniu czasu nawet na krótką redakcję. Proszę bardzo:


=====================================================================


Przysięga


Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i, zanim jeszcze zdążyła oprzytomnieć do końca, naciągnęła na twarz przykrywającą ją kołdrę. Monika poczuła strach. Oślepiające ją światło dostawało się do pomieszczenia przez prowadzące na korytarz drzwi, które były uchylone. Te drzwi nie powinny być uchylone. Powinny być zamknięte. Monika, zanim się położyła, zamknęła je własnoręcznie, pamiętała o tym doskonale, zresztą robiła tak co wieczór od dnia, kiedy wprowadziła się do tego pokoju. Jedyny klucz do znajdującego się w drzwiach zamka wciąż spoczywał tam, gdzie go odłożyła. Monika była tego pewna. Czuła, jak gniecie ją przez poduszkę.


***


– Ja ci nie mówię żebyś nie ufała ludziom. Po prostu bądź ostrożna – powiedział tamtego dnia Monice ojciec. Rodzice przywieźli ją do klasztoru, matka udała się poczynić ostatnie ustalenia z siostrą przełożoną, a ojciec, obejrzawszy pokój, zszedł na dół do wozu i przyniósł worek z rzeczami Moniki. Nie było tych rzeczy dużo – trzy skromne sukienki, w tym jedna, ładniejsza, na niedziele i święta, tygodniowa zmiana bielizny oraz odkładane przez rok najlepsze wiktuały, których przez cały poprzedni rok rodzice odmawiali sobie nawet w święta, chcąc wyposażyć swoją córkę na nauki najlepiej, jak tylko było to możliwe. To właśnie rok temu rodzina dowiedziała się, że Monika została wybrana.

Zanim matka zdążyła wrócić, ojciec wymienił zamek w drzwiach klasztornej celi. Spieszył się przy tej pracy, trzęsły mu się ręce i co chwila spoglądał nerwowo w głąb korytarza, tak jakby sprawdzał czy ktoś tym korytarzem nie nadchodzi.

– Pilnuj go i nie zgub. Nie ma zapasowego – powiedział Monice, kiedy skończył pracę, a skończył ją w samą porę, bo kiedy tylko Monika zawiesiła klucz na szyi i schowała go za ubraniem, usłyszała na korytarzu kroki. Zza załomu wyłoniły się matka i siostra przełożona. Kierowały się w stronę nowego lokum Moniki.

Siostra przełożona stanęła z założonymi rękami w kącie i stała tam przez cały ten czas kiedy rodzice żegnali się ze swoją córką. Wydawała się zniecierpliwiona tym i tak niedługim pożegnaniem, matkę Moniki rozpierała zaś duma. Ojciec z kolei, tak się Monice wydawało, żegnając się z nią miał łzy w oczach.

– Uważaj na siebie – powiedział, po czym odwrócił się i, nie czekając na żonę, ruszył w stronę prowadzących do wyjścia schodów. Matka uśmiechnęła się jeszcze do siostry przełożonej i podążyła za nim.

– Kiedy usłyszysz dzwonek, przyjdziesz do refektarza. Zejdziesz tymi schodami, którymi tu przyszłaś, ale nie skręcisz w prawo, tak jak do wyjścia, tylko w lewo – powiedziała do Moniki siostra przełożona i również ona opuściła pokój.


Monika została sama. Podeszła do okna i wyjrzała przez nie w nadziei, że uda się jej dostrzec odjeżdżających rodziców. Z okna swojego nowego pokoju nie widziała placu znajdującego się przed wejściem do klasztoru, na którym ojciec zostawił wóz, widziała za to w oddali wyłaniającą się lekkim zakosem prowadzącą do domu drogę. Wpatrywała się w tę pustą drogę aż nie pojawił się na niej wóz. Czy byli to jej rodzice? – Monika nie potrafiła tego odgadnąć. Wóz był zbyt daleko. Upływ czasu wcale nie ułatwiał jej zadania – wóz stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Zanim jednak zdążył zamienić się w znikający w lesie punkcik rozległ się dźwięk dzwonka. Monika musiała udać się do refektarza.


***


Minęło pół roku, a w tym czasie Monika nauczyła się klasztornego życia. Nauczyła się modlitwy i pracy, nauczyła się również być posłuszną siostrze przełożonej, bo za każde nieposłuszeństwo groziły surowe kary. Kara taka spotkała Monikę już na samym początku pobytu, wtedy gdy siostra przełożona poprosiła ją o oddanie żywności, którą zostawili jej rodzice, bo jej posiadanie, jak stwierdziła przeorysza, było zabronione. Monika odparła, że ona żadnej żywności nie posiada, na co natychmiast dostała w twarz, a kiedy zapłakana wróciła do swojej celi, do której została przez siostrę przełożoną odesłana, zauważyła, że zniknęły suszone mięsa i konfitury malinowe, w które wyposażyli ją rodzice. Przez następny miesiąc Monika w czasie każdego posiłku dostawała tylko kromkę chleba i szklankę wody. Z zazdrością przypatrywała się wyjątkowo wykwintnym i smakowitym posiłkom jakie jadały Klara, Weronika, Justyna i Joanna – pozostałe adeptki, które wraz z Moniką zostały wybrane, nie narzekała jednak na swój los. Od tamtej pory Monika wykazywała się całkowitym posłuszeństwem wobec siostry przełożonej.



Mimo że była pewna, że nie zrobiła nic niestosownego, Monika czuła się nieswojo, kiedy siostra przełożona po śniadaniu poprosiła ją o to, żeby została w refektarzu. Siedziała niecierpliwie na swoim miejscu zastanawiając się o co może chodzić i przyglądała się, jak przeorysza niespiesznie ociera usta po posiłku. Kiedy zostały w sali same, siostra przełożona podeszła do Moniki.

– Pewnie zastanawiasz się po co się w ogóle tutaj znalazłaś? – zapytała.

Monika nie wiedziała co odpowiedzieć. Na szczęście nic odpowiadać nie musiała, bo siostra przełożona po chwili milczenia sama odpowiedziała na swoje pytanie:

– Ten klasztor, w którym się znajdujesz jest, Moniko, tak stary, jak stary jest świat. On nie został zbudowany, on został razem z tym światem stworzony, a więc stoi tutaj od zawsze i również zawsze będzie tutaj stał. Klasztor musi mieć jednak swoją przełożoną, tak również było od zawsze i zawsze tak będzie, bo taki jest porządek świata. Właśnie teraz nadszedł czas żeby wyłonić kolejną przełożoną, tę która mnie zastąpi, a zostanie nią jedna z waszej piątki. Wszystkie pięć zostałyście wybrane, ale prawdziwą Wybraną może zostać tylko jedna i o tym, która to będzie, zadecyduję ja. Po tym czasie, który już tutaj spędziłyście, wydaje mi się, że mój wybór padnie na ciebie. A jest się o co starać. Ta, która zostanie Wybraną będzie się cieszyć długim życiem. Tak długim, jak tylko tego zapragnie, bo sama będzie o tej długości decydować. Będzie miała możliwość pozyskiwać dla siebie wszystko, czego tylko zapragnie. W istocie to właśnie ona obejmie ten klasztor w posiadanie, a to jak dalej potoczą się jego losy będzie zależeć wyłącznie od jej woli. Będzie też po części panią całego świata, bo jej jurysdykcja, o czym być może się przekonasz, będzie obejmować właśnie cały świat. Moje życie było długie i skosztowałam w nim wszystkiego co chciałam, wszystkiego o czym tylko marzyłam, przychodzi więc pora aby wybrać tę, która mnie zastąpi. Zapałałam do ciebie, Moniko, wyjątkową sympatią, dlatego mówię ci to wszystko w zaufaniu i mam nadzieję, że tego zaufania nie nadużyjesz. A teraz przysięgnij! Przysięgnij na swoje życie, że żadnej z pozostałych dziewcząt nie powtórzysz tego, co tutaj usłyszałaś!



Tamtego dnia Monika taką przysięgę siostrze przełożonej złożyła.


***


Cisza nocna rozpoczynała się wraz z zachodem słońca i nigdy wcześniej nie zdarzyło się żeby wypoczynek adeptek został przerwany. Monice dłuższą chwilę zajęło zorientowanie się w sytuacji, kiedy w środku nocy została nagle wyrwana ze snu donośniejszym niż zwykle i jakby bardziej nerwowym dzwonieniem. Wciąż zaspana miała problemy nie tylko z kojarzeniem, ale też z otwarciem drzwi. Przez jakiś czas nie mogła zrozumieć dlaczego drzwi nie chcą się otworzyć. Pomimo dwóch lat spędzonych w klasztorze, wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, że drzwi należy otwierać kluczem. Razem z rodzicami Monika mieszkała w jednej tylko izbie, a jedyne drzwi tej chaty, te prowadzące na zewnątrz, były zamykane na zasuwę. Zaspana Monika zmitrężyła trochę czasu zanim przypomniała sobie, że klucz, zgodnie z zaleceniami ojca, trzyma schowany pod poduszką.


Monika stawiła się w refektarzu. Przywitał ją tam chłodny wzrok stojącej w drzwiach siostry przełożonej, dziewczyna jednak nie zwróciła na to uwagi. Jasna w ciągu dnia sala, rozświetlana od rana do wieczora promieniami słońca wpadającymi przez ogromne, znajdujące się na trzech ścianach zdobione witrażami okna, tym razem tonęła w mroku. W szczytowej części pomieszczenia, przy stole, przy którym zazwyczaj w samotności swoje posiłki jadała siostra przełożona, stały cztery rozstawione w narożnikach świece. Przed stołem stały odwrócone tyłem trzy dziewczęce postaci. Monika odetchnęła, uświadamiając sobie, że nie jest ostatnia. Ostatnią z adeptek, jeśli siostra przełożona uznała, że pojawiła się na wezwanie zbyt późno, zdarzało się, że spotykała kara.

– Wreszcie jesteś! Chodźmy! – rzuciła siostra przełożona i porwała rękę Moniki prowadząc ją w stronę stołu.


Kiedy Monika została doprowadzona w miejsce, w którym stały Klara, Weronika i Justyna okazało się, że jednak dotarła do refektarza jako ostatnia. Siostra przełożona zwolniła uchwyt na przedramieniu Moniki i popchnęła ją w stronę stołu, a dziewczyna zauważyła wówczas, że na blacie leży Joanna. Joanna oddychała ciężko, miała zamknięte oczy, ręce splecione na piersiach, a jej piękne, ciemne włosy, których Monika w skrytości tak bardzo koleżance zazdrościła, okalały twarz bledszą nawet niż sukienka, w którą Joanna była ubrana.


– Joanna, wasza siostra i przyjaciółka ciężko dzisiaj zachorowała. Módlmy się o jej wyzdrowienie – powiedziała siostra przełożona, która zajęła miejsce za stołem, po przeciwnej jego stronie niż stały Klara, Justyna i Monika. Siostra przełożona opuściła głowę i pogrążyła się w skupieniu, adeptki po chwili poszły w jej ślady. W całym refektarzu zapadła pełna skupienia cisza.

– Do świtu pozostało sześć godzin – skończywszy się modlić, odezwała się siostra przełożona. – O świcie poślemy po księdza Antoniego, a do tego czasu będziecie czuwać przy swojej siostrze w półtoragodzinnych zmianach. Pierwsza zostanie Justyna, później zastąpi ją Weronika, następna będzie Klara, na koniec zaś przyjdzie Monika. Po upływie półtorej godziny usłyszycie dzwonek. Będzie to oznaczało, że nadszedł czas na zmianę.

Klara uklęknęła przed stołem, pozostałe dziewczęta skierowały się do wyjścia. Tuż przed drzwiami prowadzącymi na korytarz zatrzymał je głos siostry przełożonej:

– Zaczekaj Moniko. Ciebie poproszę ze mną.


***


Monika po raz pierwszy w czasie swojego pobytu w klasztorze weszła do pokoju siostry przełożonej. Zdziwiło ją to, że jest on urządzony równie skromnie jak ten pokój, który został przydzielony jej samej. Monika, po tym co usłyszała od przeoryszy w refektarzu półtorej roku temu, często zastanawiała się jak może być urządzone jej mieszkanie. Spodziewała się luksusów, co najmniej takich jak w tych baśniach o księżniczkach, których słuchała w rodzinnej wsi wieczorami, zanim jeszcze została wybrana i zamieszkała w klasztorze. W pokoju siostry przełożonej znajdowała się jednak dokładnie taka sama prycza, taki sam kufer, taki sam stolik z krzesłem, na którym siedziała teraz siostra przełożona i taka sama miska na wodę do mycia jaki Monika miała w swoim. Monika przypatrywała się tym wszystkim tak dobrze jej znanym sprzętom z zainteresowaniem, a robiła to tylko po to, żeby zająć myśli czymś innym niż mającą odbyć się za chwilę rozmową i karą, którą spodziewała się otrzymać.

– Joanna umrze dzisiaj nad ranem – po chwili milczenia odezwała siostra przełożona. – Jutro umrze Justyna, później Klara, a ostatnia będzie Weronika.

– Ale… Ale jak to?! – spytała przerażona Monika. – Ale jak to? Epidemia? Tyfus? Ospa? Cholera? Przecież to było dawno! Mówili, że pokonaliśmy już epidemie! Że to już skończone!… – Monika urwała, a następnie zapytała po chwili zawahania. – A ja? Ja kiedy umrę?

– Ty nie umrzesz, Moniko. Ty je zabijesz.

– Słucham?… – rzuciła Monika bez zastanowienia, a nim zdążyła w pełni wypowiedzieć to krótkie pytanie, głos jej przygasł. Kwestionowanie poleceń siostry przełożonej, a nawet samo zadawanie na ich temat pytań wiązało się przecież z surowymi karami.

– Zastanów się, Moniko, kiedy ostatni raz uczestniczyłaś w pogrzebie? Kiedy ostatni raz widziałaś jakiś pogrzeb? Kiedy ostatni raz w ogóle słyszałaś żeby ktoś umarł?

Monika zamyśliła się. Jak przez mgłę przypomniała sobie pogrzeb babci Franciszki, matki jej matki. Babcia Franciszka umarła dawno temu, umarła kiedy Monika miała pięć lat. Monika pamiętała smutek swojej matki i łzy dziadka Józefa, męża babci Franciszki, obraz ten mocno wyrył się w jej pamięci, ale to był ostatni pogrzeb, który Monika potrafiła sobie przypomnieć. I choć zastanawiała się długo, choć szukała głęboko we wspomnieniach, nie potrafiła znaleźć tam żadnego innego pogrzebu. Owszem, ludzie we wsi mówili, opowiadali o pogrzebach, wspominali zmarłych. Owszem, Monika wraz z rodzicami odwiedzała groby – co roku pierwszego listopada ojciec zaprzęgał wóz i jechali we trójkę na cmentarz, i palili światło babci Franciszce a także babci Anieli i dziadkowi Klemensowi, rodzicom jej ojca, których Monika nie zdążyła poznać. Ale żeby po babci Franciszce ktoś umarł? – nie, tego Monika nie potrafiła sobie przypomnieć.

– Sama więc widzisz. – Siostra przełożona, jakby czytając jej w myślach, przerwała Monice przeszukiwanie jej wspomnień. – I tak jest nie tylko u was, nie tylko w waszej wsi. Wszędzie jest tak samo. A teraz przypomnij sobie wszystkich tych starych, zmęczonych ludzi, których znasz. Przypomnij sobie swojego dziadka Józefa. Pomyśl o tym, jak bardzo tęskni za babcią Franciszką. Ile razy powtarzał, że bez niej życie nie jest już wiele warte. Albo pomyśl o ojcu Weroniki. Weronika opowiadała wam o nim. Pomyśl o tym, jak leży przykuty do łóżka, jak co dzień zmaga się z toczącą go chorobą. Jak modli się o to, żeby już rozstać się z życiem, bo jego życie jest już tylko bólem. Pomyśl o tym jak on jest już tym bólem zmęczony. Jak bardzo chciałby umrzeć. Tylko ojciec Weroniki nie może na razie umrzeć. Nie może na razie umrzeć, bo ja też już jestem ogromnie zmęczona.

– To znaczy, że ty…?

– Tak, Moniko. Jeszcze przez chwilę.

– A my? Mówiłaś… Mówiła siostra, że jedna z nas ma ją zastąpić. To znaczy, że od początku było wiadomo, że jedna z nas miała zostać…

– Tak, Moniko. Po to zostałyście wybrane. Zupełnym przypadkiem, odpowiadam uprzedzając twoje pytanie. Każda istota ma bardzo ograniczony wpływ na swój los. Żadna z was nie zrobiła nic, co by ściągnęło na was ten wybór, żadna również nie mogła zrobić nic, co mogłoby go od niej odsunąć. Nazwij to jak chcesz: przeznaczeniem, losem, szczęściem, pechem, przypadkiem albo rachunkiem prawdopodobieństwa, każda z tych odpowiedzi będzie równie dobra, jak i równie zła. Ja nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, tak jak nie mam też pojęcia dlaczego musiałam przychodzić w danym momencie właśnie do tego, a nie innego człowieka. Ja tylko wykonywałam rozkazy,, że tak powiem, choć o tym, kto te rozkazy wydawał, o tym również nie mam żadnego pojęcia.

– No dobrze. Ale było nas cztery…

– Pytasz dlaczego ty? Bo kogoś musiałam wybrać. Tak, decyzja należy wyłącznie do mnie i, możesz mi wierzyć albo nie, ale nie było mi łatwo ją podjąć. To nie jest łatwa praca, sama się o tym przekonasz. Owszem, bywa satysfakcjonująca, bo zdarzają się ludzie źli, którzy żyć nie powinni. Zdarzali się czasem na przykład pozbawieni wszelkich skrupułów mordercy. Muszę ci się przyznać, że lubiłam do nich przychodzić. Lubiłam widzieć ten strach w ich oczach, to przerażenie, kiedy wreszcie przychodziła ich kolej. Wiesz, to było to samo przerażenie, które widziałam w oczach tych, do których byłam wzywana za ich sprawą. Nie, znów odpowiadam zanim zapytasz, nic nie mogłam na to poradzić, jak już mówiłam, ja tylko wykonywałam rozkazy. Tyle co mogłam, to uczynić to w miarę szybko i bezboleśnie. Choć, tak jak w przypadku tych morderców, czasami wcale się nie spieszyłam… – siostra przełożona urwała i podniosła się z krzesła. – Przepraszam na chwilę, zaraz wrócimy do rozmowy.

Siostra przełożona opuściła swoją celę pozostawiając w niej Monikę samą. Dziewczyna próbowała zebrać swoje rozbiegające się myśli i kiedy już wydawało się jej, że choć mniej więcej pojęła znaczenie tego, co przed chwilą usłyszała, myśli znów się jej rozproszyły za sprawą przenikliwego dzwonienia, które rozległo się na korytarzu.

– Na czym to ja skończyłam? – zapytała siostra przełożona kiedy wróciła do celi. – A, tak. Dlaczego ty? Zdecydowałam się na ciebie z kilku powodów. Z was czterech to ty nie masz problemu z samotnością, to ty na noc zamykałaś się w pokoju podczas kiedy pozostałe wymykały się i zabawiały rozmowami czy buszowaniem po klasztorze albo w sadzie. Z was czterech to ty najszybciej nauczyłaś się być całkowicie posłuszną i nie kwestionować poleceń, w dodatku zwykle nie z obawy przed karą, ale z powodu uznania słuszności polecenia, nawet jeśli jego sensu nie rozumiałaś. Z was czterech to ty, po usłyszeniu ode mnie sekretu to ty nie zmieniłaś swojego zachowania, nie zaczęłaś spiskować i próbować podstępem zdobyć dla nagrody dla siebie. Z was czterech to to okazałaś się sprawiedliwa. Wreszcie z was czterech to ty, jako jedyna potrafiłaś dochować sekretu, a co za tym idzie tylko ty dotrzymałaś przysięgi. A wszystkie cztery przysięgałyście przecież na swoje życie, stąd pozostałe muszą umrzeć. Idź, Moniko, odpocznij jeszcze chwilę. Później zabijesz Joannę, zabijesz Justynę, Klarę i Weronikę, a ja ci w tym pomogę, pokażę ci jak należy to zrobić. Później zabijesz i mnie i zostaniesz tutaj zajmując moje miejsce. Ale teraz idź, odpocznij. Przyjdę po ciebie, kiedy nadejdzie właściwy moment.


***


Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i, zanim jeszcze zdążyła oprzytomnieć do końca, naciągnęła na twarz przykrywającą ją kołdrę. Monika poczuła strach. Oślepiające ją światło dostawało się do pomieszczenia przez prowadzące na korytarz drzwi, które były uchylone. Te drzwi nie powinny być uchylone. Powinny być zamknięte. Monika, zanim się położyła, zamknęła je własnoręcznie, pamiętała o tym doskonale, zresztą robiła tak co wieczór od dnia, kiedy wprowadziła się do tego pokoju. Jedyny klucz do znajdującego się w drzwiach zamka wciąż spoczywał tam, gdzie go odłożyła. Monika była tego pewna. Czuła, jak gniecie ją przez poduszkę.


Mimo tego drzwi były jednak otwarte. Do pokoju Moniki wlewało się jasne światło. Pomimo wciśnięcia głowy w poduszkę, pomimo nakrycia uszu kołdrą, Monika usłyszała dźwięk trzeciego dzwonka. Nie podniosła się z łóżka.

– WSTAWAJ, MONIKO. JUŻ CZAS – do uszu dziewczyny dobiegł spokojny, choć nieco zmieniony, trochę jakby chłodniejszy głos siostry przełożonej.


=====================================================================


#naopowiesci

#zafirewallem


2771 słów, choć to przecież nie ma żadnego znaczenia.

@George_Stark zaraz tam zmuszony. Zachęcony - o, to jest odpowiednie słowo. No i niezła historia jak na kogoś, kto twierdzi, że nie przepada za fantastyką

Zaloguj się aby komentować

25 kwietnia 2026

Sobota

Święto św. Marka, ewangelisty


(Mk 16, 15-20)

Jezus ukazawszy się Jedenastu powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie". Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.


Mark 16:15-20

At that time: Jesus appeared to the Eleven and he said to them, ‘Go into all the world and proclaim the gospel to the whole creation. Whoever believes and is baptised will be saved, but whoever does not believe will be condemned. And these signs will accompany those who believe: in my name they will cast out demons; they will speak in new tongues; they will pick up serpents with their hands; and if they drink any deadly poison, it will not hurt them; they will lay their hands on the sick, and they will recover.’ So then the Lord Jesus, after he had spoken to them, was taken up into heaven and sat down at the right hand of God. And they went out and preached everywhere, while the Lord worked with them and confirmed the message by accompanying signs.


#ewangelianadzis

https://www.youtube.com/watch?v=nGfeZuNdwp4

@groman43 ja mam bezkofeinową na takie okazje. Idzie dostać ziarniste, oddzielny młynek, ekspres z zasypem i nie mam skrupułów

@eloyard Ja ostatnio kupiłem pierwszą i to jest złoto, gdy jest późno lub piję kolejną. Ja akurat przelewy, także nawet kombinowania nie ma, a smakuje lepiej niż niektóre kofeinowe xD Oczywiście kofeinowe też mam

Zaloguj się aby komentować

Mlyn na wode dla kretynow

Hurr durr, plokulatula kaze jej przestac, bo by odkryla cos, co chca ukryc hurrr lacz kropki, otworz oczy durrr, wylacz tv, wlacz myslenie

Ale teatr. Wspolczuje rodzinie zmarlego. #niewiemjaktootagowac

ed92e478-2fac-4179-87f3-7cd566f4cfc4

@bartek555 gdyby tylko w Polsce nie było "precedensu" pobłażliwości wobec bandytów drogowych - znajomości w służbach, naciski na świadków, lewi biegli, śmieszne wyroki... to może bym się przejął. A tak? Powodzenia jej życzę.

@eloyard


Jestem przeciw samosądom.


Niestety, casusy Majtczaka, Szydło, Mejzy, Macierewicza bardzo dobitnie dowodzą, że nadużycia się zdarzają.


Mam tylko nadzieję, że prokuraturze dobrze patrzą na ręce.

Zaloguj się aby komentować

Powinienem zjeść ale nie chce mi się pchać. Zrobię tak, że zostawiam co jest a jutro są croissanty na śniadanie jak co niedziela, więc zamiast jednego zjem dwa i jednego fest wypcham Twarogiem.


#galaretkanomore


  • Zjedzone: 4 000 kcal

  • Spalone: 5 050 kcal

  • Kroki: 24 500

  • Rower: 15 km po zakładzie w pracy

  • Bieg: 11.4 km

  • Książka: sporo

#chlopskadyscyplina

#dobrenawyki


Trochę zaniedbuję norweski ostatnio, ale za to dużo czytam. Nie można mieć wszystkiego ale popracuję nad dyscypliną bo w kwestii nauki to ona jest taka średnia.


#adelbertthemighty

f58d259f-2591-4e8c-be76-44db981cbcf2

Zaloguj się aby komentować

@Spider Amiga Basic bazował na Microsoft Basic, a dyskietka Amiga Extras zawierała właśnie Amiga Basic stąd ten copyright. Workbench w wersji 1.3 był na dwóch dyskietkach, ta "nowsza" wersja jest po prostu dyskietką Workbench, a nie Amiga Extras

Zaloguj się aby komentować

14 463,98 + 11,4 = 14 475,38

Jak mi się dzisiaj nie chciało. No po prostu. Znowu miałem prawie każdą możliwą wymówkę (chociaż jednak się wyspałem) a wiater taki, że głowę chce urwać. To jednak, że mi się nie chce to żadna wymówka i trzeba. Trzeba ubrać buty. Trzeba wyjść. Trzeba pobiec. Jak dzisiaj mi się nie chce a zrobię to następnym razem zrobię pomimo, że mi się nie chce. Bo raz już zrobiłem. A zatem- nie chciało mi się ale zrobiłem i 270m w górę też. Elegancko.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#sztafeta #bieganie

0658c6fd-8fa0-4a17-96f1-ef2d6ccfe2a4

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wartości wzajemnie się wykluczają. To tak, jakby liczby prowadziły ze sobą cichą wojnę. Niestety muszę ogłosić jej wynik.


⚠️ Powtórzona wartość początkowa z poprzedniego wpisu: 316 611,91

⚠️ Wartość początkowa (316 611,91) jest inna niż końcowa (316 602,61) z poprzedniego wpisu

⚠️ Prawdopodobnie nieprawidłowa wartość końcowa


To jest automatyczny komentarz z hejtostats.pl .

Przepraszamy za niewygodę — Marvin nie miał wyjścia.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci #zafirewallem


ZOBOWIĄZANIA



Monika otworzyła oczy, oślepiona intensywnym światłem i z grymasem na twarzy, wymamrotała "A ten znów się tam tłucze..". Leniwie zwlekła się z łóżka i ruszyła do kuchni, skąd również dochodziły irytujące hałasy.



-Musisz się tak teraz tłuc i mówiłam, żebyś nie włączał górnego światła? zajmij się może nową aplikacją, albo nie wiem, pozamiataj?



-Hrrrr... – to było jedyne, co Stefan od dłuższego czasu potrafił powiedzieć. Odszedł zrezygnowany od zlewozmywaka, złapał za miotłę, porzucając niedomyte naczynia i odkręconą wodę.



-Przepraszam, po prostu wiesz, nie wysypiam się... – przerwała w połowie zdania nie dopuszczając, by jej słowa przerodziły się w narzekanie, które w tej sytuacji nikomu nie było potrzebne - a zwłaszcza jej mężowi. Podeszła do niego i czule poklepała po ramieniu, czując chłód bijący od ciała. Nie potrafiła się do tego przyzwyczaić. Zapach już dawno przestał jej przeszkadzać, ale dotyku nie da się tak łatwo oszukać. Wróciła do łóżka patrząc z rozczarowaniem na zegarek - druga w nocy. A to znaczyło, że znów do pracy pójdzie zmęczona i rozdrażniona.



Poranek był cięższy, niż się spodziewała, a wytrzymanie ośmiu godzin przy biurku, w nieustannej walce z opadającymi powiekami – jeszcze trudniejsze. Myśl, że po powrocie do domu znów będzie czekał ją ten sam koszmar, stawała się żartem w obliczu problemów, które generował. Już nawet przestawała się przejmować kolegami z pracy, którzy zaczęli jej unikać. W sumie nawet im się nie dziwiła, a widok osób zakrywających czy marszczących nos w jej otoczeniu był dla niej jak kołtun dla chłopa pańszczyźnianego – przynajmniej nikt jej nie męczył zbędnym small-talkiem czy udawanym współczuciem.



Na początku wszystko zdawało się być dla niej bajką. Lekko mroczną, bo to nie była historia o rycerzu na białym koniu ratującym księżniczkę w opałach. Dla młodej wdowy ujrzenie własnego męża w jego gabinecie zaraz po powrocie z pogrzebu był właśnie jak bajka, o której nikt nie chce śnić. lekko odmieniony, ale dalej to był jej własny mąż.



-Ccco.. jak to, to jakiś nieśmieszny żart? - zapytała przecierając zamglone od łez i opuchlizny oczy. Jej mąż długo nie odpowiadał, był blady, a jego wzrok nie miał już tego dawnego uwodzicielskiego blasku.



-Dokończyłem zlecenie, wyślij je proszę za mnie - odpowiedział z mechaniczną bezsilnością...



Minęło sporo czasu, zanim Monika pojęła, co zaczęło dziać się w jej życiu. W jej świecie martwi mężowie nie wstają z grobu, żeby utrzymać rodzinę czy jak w jej przypadku, marnie zarabiającą żonę - A jednak jej się to przytrafiło. Kiedy już emocje opadły, a myśli z powrotem stały się klarowne, zaczęła zastanawiać się do kogo może pójść żeby poszukać odpowiedzi. Nawet przez chwile pomyślała o egzorcyście. Rozsądek jednak odciągał ją od zwierzenia się komukolwiek, nawet rodzinie. Dlatego został jej jedynie „niezawodny” chat GPT. Prócz standardowych formułek, że takie sytuacje nie mają miejsca w rzeczywistości, zalecił zwrócenie się do specjalisty, ponieważ trauma mogła wywołać omamy i przewidzenia. „Ale to żadne przewidzenia, ja nawet z nim... Eh było dziwnie” - pomyślała Monika.



Starała się podejść do sprawy na tyle zdroworozsądkowo na ile mogła. Nawet zaczęła wierzyć, że to wszystko jest wytworem jej chorej od rozpaczy wyobraźni, ale jednego była pewna, z jej dwoma lewymi rękoma do komputerów, a tym bardziej do programowania nie napisałaby żadnej aplikacji. „Prędzej szympans prędzej by to zrobił, a nawet Charon ” – Pomyślała, patrząc na niewinnie merdającego ogonem czworonoga. Zaczęła więc wertować książki, legendy, powieści ludowe. Wytłumaczeń było tyle co kultur na tej Ziemi. Zostało jej tylko jedno, cieszyć się dodatkowymi chwilami z jej „niemężem”.



Początkowo dobre relacje i pomoc, jaką otrzymywała od Stefana, były dla Moniki wybawieniem, ulgą i spokojem. Choć to nie był już ten sam Stefan, znacznie mniej się śmiał i często jego myśli były zupełnie gdzie indziej. Mijały miesiące, a relacje z jej martwym mężem były coraz, o ironio, chłodniejsze.



Zapach w domu zaczął przypominać prosektorium. Masa świeczek, kadzideł czy porozwieszanych wszędzie kolorowych Wunderbaumów jedynie chwilowo maskowały problem. Przestała przyjmować gości. Wymówka nie była trudna - „żałoba przecież nie trwa kilka dni”. Wygląd męża z zaświatów stawał się coraz bardziej odpychający i mroczny. Jego policzki zapadły się, a w miejsce oczodołów pojawiły się czarne wgłębienia. Nawet kazała mu nosić okulary przeciwsłoneczne. Wszystko mogła znieść ale dziury zamiast oczu wywoływały w niej ciarki obrzydzenia za każdym razem, kiedy w nie spojrzała.



Wprost proporcjonalnie do prędkości spłacania hipoteki w jej głowie wzrastał żal do siebie o brak reakcji i próby odesłania Stefana tam gdzie teraz powinien zaznawać świętego spokoju. „Ale kto by nie uległ tak wygodnej sytuacji?” – Zadawała sobie to pytanie, żeby choć trochę zracjonalizować swoją bezczynność. Przecież miała męża tylko dla siebie, co prawda przez 8 godzin doby. Pojawiał się zawsze równo o 21:00 i punkt 5:00 rano po prostu znikał. Każdego dnia od jego pogrzebu bez przerwy pomagał we wszystkim. Prawie żadne obowiązki domowe nie należały już do niej, posprzątane, pozmywane, poprane, śmieci wyrzucone, pies nakarmiony, wyczesany i wybawiony. Jedynie nie pozwala mu gotować. Widok żywego trupa przy garach odbierał jej apetyt. W łóżku też na początku było cudownie, inaczej - ale zaspokajało to jej potrzeby.



Wszystkie te chwile nieuchronnie wymykały jej się przez palce. Nie zastanawiała się nad tym kiedy to się skończy, a ewidentnie ciało Stefana nie chciało zostać w tym świecie. Jego umysł również coraz mniej należał do jej rzeczywistości. Jego zachowanie, stawało się coraz bardziej obce i obojętne. Nawet jak prosiła, żeby odpuścił sobie, choć jeden dzień. Nie słuchał jej, a czasami chyba nawet nie rozumiał.



Wszystko jednak miało swój kres wytrzymałości i zarobione przez Stefana pieniądze przestawały wygrywać wojnę argumentów za i przeciw. Miarka się przelała, kiedy przestał zupełnie jej słuchać. Wykonywał obowiązki domowe, których nie chciała żeby robił. Marnowało się mnóstwo jedzenia, które gotował ze wszystkiego co znalazł w domu, nawet z psiej karmy.



Zaczęła jeść na mieście, Charona oddała pod opiekę swoich rodziców. Bała się, że i jego znajdzie kiedyś pyrkającego na wolnym ogniu. Skończyło się na tym, że mąż zaczął gotować samą wodę i podawać jako zupę. Gdy zaczynało mu się nudzić zaczął odmalowywać ściany w pokoju - suchym pędzlem. W gruncie rzeczy nie był szkodliwy, a tym bardziej agresywny. Musiało się jednak to wszystko skończyć, postanowiła, że weźmie się za siebie i spłaci kredyt sama. „Parę lat ciężkiej pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziło” – motywowała się Monika. Choć znała już się na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że lekko nie będzie.



Znalazła w internecie ogłoszenie wróżki. Pomyślała, że wróżki same w sobie są lekko odklejone, więc przy nich poczucie wstydu nie będzie aż tak trudne do przełamania. Ogłoszenie było zachęcające i czuła, że wybiera się do profesjonalistki. Zakres usług był szeroki, od wróżenia z fusów po wypędzanie duchów z nawiedzonych domów. Wszystko z czego Monika zawsze szydziła. „Jak to nie pomoże to spróbuję gdzieś indziej, aż do skutku, albo Stefan całkowicie się rozpadnie w mieszkaniu”. Parę dni wcześniej znalazła jego palec w jej ulubionym kubku. Na szczęście zniknął tak samo jak on o 5 rano. Jednak gdy Stefan wrócił, na miejscu serdecznego palca w prawej dłoni, sterczał kikut.



Pomieszczenie do którego weszła Monika było najbardziej stereotypowym domem wróżki, jaki można sobie wyobrazić. Mnóstwo symboli, suszonych ziół, kolorowych paciorków i tkanin zajmujących niemal całą możliwą wolną przestrzeń na meblach, ścianach, a nawet suficie. Ostra woń kadzideł drapała ją w gardło powodując niezręczny kaszel.



-Witam zbłąkaną dusze, w czym mogę ci pomóc? – Z enigmatycznym uśmiechem na twarzy przywitała ją młoda, zadbana kobieta, wystrojona równie stereotypowo, co jej lokum.



-A to pani nie wie? Myślałam, że jest Pani wróżka.



Inteligentne spojrzenie szybko ją zmieszało — Monika poczuła się jak dziecko, które właśnie opowiedziało nikogo niebawiący fekalny żart.



-Przepraszam nie mogłam się powstrzymać. Głupio wyszło. – Wytłumaczyła się wdowa, po czym kontynuowała.



-Przyznam, że i tak czuję, że mi pani nie uwierzy, ale niech mnie pani powącha. Tak pachnie całe moje mieszkanie! - Wróżka, zdziwiona wykonała polecenie, powąchała ubranie klientki i odruchowo odsunęła się parę kroków w tył



-Ukradła je pani nieboszczykowi czy co? – odpowiedziała jednocześnie zszokowana i zaintrygowana.



-Nie.., nieboszczyk odwiedza mnie. Przychodzi do mnie codziennie mój zmarły mąż. Na początku było fajnie, ale on z czasem zaczął się rozkładać. Tak, wiem, pewnie bierze mnie Pani za wariatkę. Ale ja nie zwariowałam. Proszę u mnie przenocować. Mam też nagrania, ale one niewiele dadzą, pewnie pomyśli pani że to SI czy coś… Niech pani u mnie przenocuje, naprawdę, a zobaczy pani! – Monika słysząc siebie, sama zaczęła myśleć o sobie w kategoriach „lekko szurnięta”. Z nikim jeszcze o tym nie rozmawiała i opisanie tej sytuacji na głos wywołało w niej lekką niespodziewaną dezorientacje.



-Zapłacę pani ile pani chce - dodała



-Nie trzeba... nie pani pierwszą to spotkało. Czy będzie trudno się go pozbyć? To już zależy już od pani. Z opowieści mojej świętej pamięci babci wiem, że choć rozwiązanie wydaje się proste, jego realizacja dla wielu kobiet jest trudniejsza niż przepłynięcie Atlantyku wpław – Mówiąc to, wróżka cały czas przeszukiwała ze skupieniem liczne drobne szufladki w antycznym sekretarzyku. Na jej twarzy brakowało zdziwienia, bardziej zszokowana była zapachem ubrań Moniki niż opowiedzianą przez nią historią. Nie tak to sobie wyobrażała. Była tym nawet pozytywnie zaskoczona.



– Czyli wie pani, co to jest?! – wykrzyknęła Monika z entuzjazmem.

-Cóż...Ma Pani w domu strzygonia. Słyszała pewnie Pani o tej legendzie...



-Kojarzę coś o strzydze, ale strzygoń?



-Do babci przychodziły kobiety w podobnej sytuacji, choć nie zwlekały na tyle długo, żeby ich ubrania przesiąkły zapachem rozkładających się mężów. Chyba wolę nie pytać, dlaczego tak późno Pani reaguje...cóż każdy przeżywa żałobę na swój sposób. – Spokojna i pełna wyrozumiałości wróżka wyjaśniała wdowie jej położenie, zerkając na nią znad okularów zsuniętych na czubek lekko garbatego nosa.



-Nie do końca chodziło o żałobę - odburknęła Monika



-Proszę?



-Nic nic...To co musimy zrobić, żeby się go pozbyć? Znaczy, odesłać go w zaświaty, żeby zaznał spokoju - poprawiła się, czując jak wyrachowanie jej słowa zabrzmiały.



-Jak już wspomniałam, to pozornie łatwe, ale musi go pani po prostu przeprosić i szczerze wytłumaczyć, że nie jest już pani potrzebna jego pomoc. Strzygonie obwiniają się w różny sposób. Łączy ich to, że są to materialne zjawy mężów, którzy czują wyrzuty sumienia, że zostawiają swoich bliskich samych sobie. Wina ta musiała być wywołana jakimś wydarzeniem, słowami, czy kłótnią mającą miejsce krótko przed lub po jego śmierci. Jego dusza została obciążona silną energią, która uniemożliwia przedostanie się na drugą stronę. Ich dusze cierpią, nie wiedzą, co się z nimi dzieje, nie postrzegają już świata tak jak żywi. Desperacko szukają rozwiązania, pomagając swoim bliskim na wszelki możliwy sposób, ale to nie jest rozwiązanie. To właśnie przez to pani mąż tutaj utknął i żyje życiem, które nie jest już jego. – Wróżka w końcu wygrzebała z sekretarzyka małe słomiane zawiniątko, i włożyła je delikatnie w dłoń Moniki.



-Proszę to rozpalić w domu przed rozmową z mężem, mieszanka ziół pozwoli oczyścić powietrze z negatywnych emocji i pozwoli się pani wyciszyć. – poleciła jej wróżka, pełna troski i współczucia.



Monika powąchała podarunek, którego zapach był jeszcze bardziej odpychający niż jej męża. Zamaskowała wyraz obrzydzenia na twarzy i podziękowała ze skruchą w głosie.



Wracając rozmyślała nad tym co mogło obciążyć duszę Stefana i bez większych wątpliwości domyśliła się czym zostało to wywołane. Wyrzuty sumienia wracały do niej wielokrotnie — z powodu pierwszej myśli, jaka pojawiła się w jej głowie po telefonie od policjanta. Nie był to żal czy brak nadziei na szczęśliwe życie bez ukochanego, a po prostu „jak ja teraz sama spłacę ten kredyt”. Pozostało jej jedynie go przeprosić, szczerze czuła, że już dawno powinna to zrobić. Wiedziała, że na to zasługiwał.

”Powinien odpoczywać w spokoju, a nie być tutaj i się dosłownie rozpadać.” – pomyślała, a jej oczy zeszkliły się od łez.



W tej samej chwili przyszło powiadomienie z banku: „Dziękujemy za nadpłacenie kredytu. Ilość pozostałych rat do spłaty to 35” – Pomyślała, że może jeszcze trochę poczeka z przeprosinami. „W końcu te parę miesięcy to i tak nic w obliczu wieczności.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować