Nawet nie wiem jak to ocenić, dam 5, tak ze środka skali.
Ta książka to generalnie poradnik dla zmarłego, co ma teraz robić żeby nie trafić do piekła.
Albo nie tak... Ta książka to poradnik dla jego bliskich, co mają mu [denatowi] mówić i jak go instruować, żeby nie zaznał wspominanego utrapienia.
Naprawdę nie wiem jak to ocenić xD fabuły tu nie ma (no shit sherlock!) tekst jest typowo rytualny, ma więc ogrom powtórzeń ("O SZLACHETNIE URODZONY [IMIE DENATA] UJRZYSZ TERAZ BUDDE SRIDŹAJAWARDANAPIRAKOTTE I JEGO SIEDEMSET ŻON, NIE BÓJ SIĘ ICH") oraz nieco smieszne podsumowanie po każdym wywołaniu.
Nie powinienem naśmiewać się z książki religijnej, tym bardziej gdy jestem ignorantem bez kontekstu kulturowego, a tym bardziej-bardziej gdy dotyczy ona spraw pogrzebowych...
ALE
każdy instruktaż kończył się takim akapitem (oczywiście to parafraza na mój język):
"Noo, ufff, mamy to z głowy, po takim instruktażu to już każdy powinien zaznać spokojnego oświecenia. Także na pewno go już, zaznał, na pewno. NO CHYBA ŻEEEEEE" - i myk kolejny lvl spella po którym "NO TERAZ TO JUŻ NA STO PROCENT [...] NOOO CHYBAA ŻEEE" xd
Powtarzane praktycznie od początku do końca książki. Ogolnie te wszystkie modlitwy to takie bardzo abstrakcyjne dla mnie. Milion buddyjskich bóstw, potworów, duchowych kontynentów, symboliki, no poplątane z pomieszanym. I to wszystko językiem rytualnym i z celowymi masowymi powtórzeniami.
@RogerThat to prawda, ciekawe było poznać tak odmienne kulturowo spojrzenie na te kwestie. No i jaki to potężny lodołamacz na niezręczne momenty ciszy do portfolio ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@George_Stark znaczy ja miałem jakiś skan pdf z A4, stąd taka długość, normalna ksiazka ma chyba 150. Ale czyta się szybko jak zaczniesz pomijać powtórzenia i bezsensowne nazwy xd
@Barcol Też to czytałem niedawno, nie wiem skąd mi wpadło w łapy, chyba ktoś na YT coś o tym wspominał. No ciekawe, ale tak jak mówisz mocno niezrozumiałe.
Generalnie co z tego wyniosłem to że jak wybierzesz dobrą bramkę zaraz po przekręceniu się to od razu cyk oświecenie. A jak nie to i tak potem masz jeszcze z 20 innych etapów gdzie zawsze jest do wyboru przynajmniej jedna dobra bramka.
Ale jak byłeś c⁎⁎⁎em za życia to i tak wybierzesz źle, elo xD
"Wróżby to rzecz zimowa" tej autorki wywarły na mnie duże wrażenie, dlatego zabrałam się jeszcze za jej inną książkę, czyli "Nim dojrzeją maliny". To opowieść o relacjach rodzinnych między kobietami: babcią, dwiema wnuczkami, ich kuzynką, ich matką, i... dzieckiem, które trafia do nich przypadkiem. To próba odpowiedzi na pytanie, czy kobieta ma prawo iść za głosem swojego serca, czy powinna przyjąć jakąś rolę, i jeśli tak, to jaką. To próba ocalenia miejsca, które jest "od zawsze" — domu babci i sadu, który posadził dziadek.
Kuzniecowa pisze przyjemnie i lekko, zaś szczególnie doceniam to, jak jej narrator po cichu opisuje ludzi tak, że znamy ich najskrytsze myśli.
Kolejna książka z odmętów czytnika, tym razem ściągnięta na fali zachwytu "Shogunem". I tu mamy dzielnych, honorowych samurajów, piękne gejsze, i... chrześcijańskich misjonarzy. Zarys fabuły mocno przypomina "Shoguna", ale jest tu o wiele więcej subtelności.
Naprawdę dobra pozycja, nie będę spoilerować. Kto polubił "Shoguna", polubi też i tę książkę.
Nadrabiam bookmeterowe zaległości. Kwiecień upłynął mi pod znakiem fenomenalnych książek, a jedną z nich jest "Oberki do końca świata" Wita Szostaka. Książka, która przeleżała w pamięci mojego czytnika mnóstwo czasu, pobrana na etapie poszukiwania większej liczby chłopomańskich książek. Ot, ktoś polecił, bo fajne.
I jejku, jakaż to była uczta literacka. Książka napisana muzyką, oberkami. Rytm, powtarzające się frazy, klimat, a w tym wszystkim historia rodziny muzykantów, mistrzów oberka. Na pół realistyczna, na pół wyśniona.
Nigdy w życiu bym po tę książkę nie sięgnęła. Ani tytuł, ani okładka mnie by nie zachęciły. Ale taka mocna polecajka skłoniła mnie do tego i o rany! Z żalem się odrywam, gdy obowiązki wzywają. Dzięki, @Wrzoo
Tylko że według mnie fikcja prawdziwsza jest od rzeczywistości. Fikcja ustanawia wymiar naszych doświadczeń, naszą pospolitość podnosi właśnie do rangi losu.
Jeszcze nie zacząłem o tej książce pisać, a już pojawił się problem. Problemem było wybranie z Ostatniego rozdania cytatu otwierającego wpis, bo z pół książki sobie w czytniku przy lekturze tego dzieła pozaznaczałem. Kiedy już poradziłem sobie (raczej gorzej niż lepiej, przynajmniej w moim odczuciu) z wybraniem tego jednego, pojawił się zaraz kolejny problem. Chciałbym tutaj napisać coś ładnego albo może coś mądrego, a najbardziej to chciałbym napisać i ładnie i mądrze naraz. Tymczasem nie mam nawet pojęcia jak zacząć.
Ja lubię pisać o książkach. Lubię o nich pisać (i rozmawiać, choć – czy pisanie nie jest formą rozmowy?) prawie tak bardzo, jak lubię je czytać. A jednak, i jest to kolejny raz po lekturze którejś z książek pana Myśliwskiego, że nie bardzo wiem co mógłbym napisać. Chcąc być dokładnym, to właściwie nie bardzo wiem co wybrać z tego, co napisać chciałbym. I na dodatek nie bardzo wiem jak ubrać to w słowa. Bo ubieranie w słowa jest ważne, tak zresztą uważał sam autor Ostatniego rozdania twierdząc, że najważniejszą sprawą w całej powieści jest jej język (jako że w moim małym małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne, pozwalam się sobie z nim zgodzić i mnie ta moja zgoda interesuje). Więc tak, pan Myśliwski pięknie ubierał rzeczy w słowa i – wydaje mi się – pisząc o jego książkach warto byłoby się również posługiwać najpiękniejszym dostępnym mi językiem. Nie po to jednak żeby z autorowi próbować dorównywać, a już, nie daj Boże, próbować robić to lepiej od niego. Wydaje mi się (a w moim małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne), że tak po prostu wypada.
No tak. Pisać ładnie. Ale żeby pisać ładnie, to trzeba najpierw wiedzieć o czym. A o czym można napisać w przypadku dzieła, które jest kompletne? Które broni się samo i w którym – mam wrażenie (a w moim małym…) nie ma ani jednego słowa za mało i ani jednego słowa za dużo? Można napisać na przykład o swoich skojarzeniach. Literacko, wśród tych książek, które znam, w czasie lektury przychodziły mi do głowy takie pozycje jak Spis cudzołożnic pana Jerzego Pilcha (tam też cała opowieść osnuta jest wokół notesu) czy Septologia pana Jona Fosse (może dlatego, że Asle, bohater pana Fosse, również jest malarzem, tak jak bezimienny narrator pana Myśliwskiego; a może z powodu ogólnego klimatu obu tych utworów, dla mnie (a w moim małym…) tak bardzo zbliżonego?). Również literacko, choć już nie szukając śladów w twórczości, a raczej w ogólnym podejściu do literatury (a może i do życia?) prezentowanego w wywiadach i twórczości okołoliterackiej, Ostatnie rozdanie skojarzyło mi się z panem Szczepanem Twardochem. To zaskakujące jak – moim zdaniem – powieści pana Twardocha są literacko (narracyjnie?) odległe od powieści pana Myśliwskiego (choć obu autorów cenię ogromnie), a jednocześnie jak podobne wątki podnoszą. Jak choćby ten, który u pana Myśliwskiego (nie tylko w tej książce, dl mnie w Uchu Igielnym nawet bardziej) wybija się na pierwszy plan – to, że składamy się ze wspomnień i być może nie jesteśmy niemal niczym więcej niż tylko pamięcią.
Skoro już pojawiło się słowo o wątkach, to może krótko o czym jest Ostatnie rozdanie. A jest właśnie o pamięci. Bezimienny bohater-narrator powieści przeglądając swój stary notes, przeglądając znajdujące się w nim nazwiska, adresy i telefony próbuje przypominać sobie kim byli ci ludzie, którzy są w nim zapisani. Przy okazji (a może to jest jego celem) próbuje przypomnieć sobie również i siebie, bo przecież tych ludzi, których ma w swoim notesie, zapisał tam kiedyś z jakiegoś powodu. Coś kiedyś splotło jego los z ich losami. To przypominanie sobie nie idzie narratorowi dobrze: Pamięć czy niepamięć to tylko różne odmiany tej samej udręki – stwierdza w którymś momencie.
Oczywiście to nie jest tak, że cała książka skupia się wokół człowieka ślęczącego nad notesem. Narrator opowiada o tym, co wiąże się z tymi nazwiskami, które w swoim notesie znajduje. Przypomina sobie, że tego czy innego człowieka, którego nie jest pewien czy dobrze pamięta i czy nie pomylił go z kimś innym spotkał na przykład w pensjonacie prowadzonym przez jego matkę. Tę książkę skończyłem jakiś czas temu, ale zanim zabrał się o pisanie o niej musiałem ją trochę przetrawić. To, co w czasie tego trawienia uderzyło mnie, to fakt, że w notesie nie było nazwisk tych, o których w opowieści jest najwięcej: matki bohatera, krawca Radzikowskiego czy szewca Matei. Tak jakbyśmy tych, którzy w naszym życiu zajmują najwięcej miejsca, w ogóle nie mieli potrzeby zapisywać czy w jakikolwiek inny sposób utrwalać. Jakbyśmy zakładali, że oni po prostu są i będą. Że nie będziemy musieli ich szukać.
Ja bym tu jeszcze mógł dużo napisać, bo jest przy okazji Ostatniego rozdania pisać o czym. Mógłbym napisać o listach Marii albo mógłbym napisać o moim zachwycie nad dygresjami-rozważaniami we wspomnieniach bohatera, jak choćby ta dotycząca zmiany kolejności liter w alfabecie, która przecież, choć byłaby zmianą w czymś dla nas absolutnie fundamentalnym, w żaden sposób nie zmieniłaby naszego życia. Mógłbym pisać wiele, ale tylko, w nawiązaniu do ostatnich zdań poprzedniego akapitu, do tego co w Ostatnim rozdaniu uderzyło mnie najbardziej, sięgnę po cytat z zupełnie innej estetyki, można by wręcz rzec, że z całkowicie przeciwnego krańca estetyki niż ta reprezentowana przez pana Myśliwskiego. Bo równie zaskakujące (dla mnie) jest to, że choć forma skrajnie różna, treść wydaje mi się dokładnie taka sama:
EDIT: A, jeszcze teraz mi się przypomniało, że ten cytat, który wybrałem na sam początek, to niemal kropka w kropkę słowa, którymi pan Szczepan Twardoch tłumaczył to, że jego relacja z pobytu w okolicach frontu w wojnie Rosji z Ukrainą nie ukazała się, jak było zaplanowane, w formie eseju, ale w formie powieści (Null). No w książkach pana Myśliwskiego jest wszystko!
Znowu zapatrzyli się smętnie w podłogę. Wszystkie podróże w czasie mają jedną wspólną cechę: człowiek nigdy nie jest do nich przygotowany. Rincewind uznał, że może teraz liczyć tylko na jedno: że znajdzie Źródło Młodości Quirma i zdoła jakoś przeżyć parę tysięcy lat, by w odpowiedniej chwili zamordować własnego dziadka. Był to jedyny aspekt podróży w czasie, który wydał mu się choćby śladowo interesujący. Zawsze uważał, że jego przodkom należy się jakaś nauczka..
Wydawnictwo W.A.B. zapowiada historyczne wznowienie. "Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu" Petera Frankopana rozpocznie się 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 352 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Oksfordzki historyk Peter Frankopan przedstawia nowe spojrzenie na przyczyny pierwszej krucjaty, która zapoczątkowała świętą wojnę.
W 1096 roku kwiat rycerstwa europejskiego ruszył wyzwalać Jerozolimę z rąk muzułmanów. Bezpośrednią przyczyną pierwszej krucjaty miało być przemówienie papieża Urbana II wygłoszone w Clermont. Co sprawiło, że zaczął nawoływać do świętej wojny, obiecując w zamian odpuszczenie grzechów? Peter Frankopan poszukuje odpowiedzi na te pytania nie tam, gdzie jego poprzednicy, ale w stolicy cesarstwa wschodniego, w Konstantynopolu. Przejrzyście przedstawia splot interesów politycznych cesarstwa i papiestwa, który doprowadził do świętej wojny.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Czemu nikt mi nie przypomina, że kwiecień już się skończył i trzeba zrobić podsumowanie XXVI (słownie: 26) edycji #naopowiesci ? Dobrze, że się zorientowałem, bo byłoby jak z nagrodami za #jesiennewyzwania albo podsumowaniem #zimowewyzwania.
No dobrze, skoro jednak się zorientowałem, to podsumujmy to co wydarzyło się przez ostatni miesiąc w naszym grafomańskim światku. A wydarzyło się całkiem sporo.
Do konkursu zgłosiło się pięcioro (słownie: 5) autorów (i autorek), którzy w sumie zgłosili pięć (słownie: 5) opowiadań. Dla formalności przypomnę, że jedyną zasadą w kończącej się właśnie edycji było rozpoczęcie historii od słów: “Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i…”.
Pierwszy do konkursu zgłosił się kolega @cyberpunkowy_neuromantyk ze swoim opowiadaniem “Dzień z życia wannabe pisarza” Ewidentnie brak narzuconych zasad nie przysłużył się koledze, bo swoją historię, a raczej historie (liczba mnoga) rozpoczynał - jeśli dobrze policzyłem - cztery (słownie: 4) razy tylko po to, żeby na sam koniec poddać się słowami “A pi⁎⁎⁎⁎lę to wszystko, nic nie napiszę!”. No coż, za dobre chęci też należą się gratulacje
Kolejna praca, którą mieliśmy przyjemność przeczytać to “Zobowiązania” koleżanki @Cori01 . Autorka oddała w nasze ręce utwór, który bardzo zgrabnie balansuje między tragedią egzystencjalną a subtelnym, zakamuflowanym panegirykiem nekrofilii. Nie mnie oceniać fetysze, ale ogromne brawa za tak zgrabne wplątanie postaci ze słowiańskiego bestiariusza w historię osadzoną we współczesnych czasach, co dodatkowo wzmocnione zostało wspaniałym maskulatywem “strzygoń”. Okazuje się, że wspólny kredyt zdecydowanie mocniej cementuje związek niż słowa przysięgi “oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”.
Zachęcony przeze mnie @George_Stark również wygospodarował trochę czasu na opowiadanie pod tytułem “Przysięga”. Opowiadanie mroczne, tajemnicze o zaskakującym zakończeniu. Na co jednak należy zwrócić szczególną uwagę to fakt, że jest to opowiadania z gatunku fantastyki, który to gatunek nie leży (a proszę mi wierzyć, wiem to z pierwszej ręki) w obszarze i tak bardzo szerokich zainteresowań autora. Doceniam też mrugnięcie oczkiem, poprzez “WERSALIKOWANE” nawiązanie do jednego z moich ulubionych pisarzy.
A skoro kogoś zachęciłem/zmusiłem/popchnąłem* (*niepotrzebne skreślić) do napisania opowiadania, to bardzo nieelegancko byłoby samemu czegoś nie napisać. Przygotowując to pierwsze zdanie, które było tematem przewodnim edycji, miałem w głowie zupełnie inny pomysł na opowiadanie. Jednak jak tylko siadłem do pisania historia Moniki i Anny sama wylała mi się na klawiaturę. Musiałem ją tylko pozbierać i zamknąć w słowach. I chociaż w komentarzach pisaliście, że opowiadanie “Dzień, którego nie było” Wam się podobało, to ja i tak nie jestem do końca przekonany, że udało mi się udźwignąć ten trudny temat.
Na sam koniec, tuż przed zamknięciem listy dołączył do nas jeszcze @sireplama ze swoją wersją historii Moniki. Nie od dziś wiadomo, że życie pisze najlepsze scenariusze więc nie powinno nikogo dziwić, że kolega zainspirował się historią “na faktach autentycznych” innego hejtowicza. Wystarczyło wziąć, podrasować, dopieścić, dorobić odpowiednie zakończenie i opowiadanie gotowe. Muszę przyznać, że doskonale się bawiłem czytając tę historię zwłaszcza, że nie jest daleka od moich własnych - równie autentycznych - wspomnień z czasów studenckich. Nie powiem, nostalgłem…
No dobrze - najwyższa pora na ogłoszenie zwycięzcy.
Zgodnie z tym co napisałem otwierając tę edycję zabawy #naopowiesci, o wygranej decyduje liczba otrzymanych piorunów co oznacza ni mniej ni więcej, że laur zwyciężczyni przypada koleżance @Cori01.
Gratulacje i czekam na wiadomość z informacją jaką lekturę mam wysłać w ramach nagrody.
Krótki horrorek od Kinga. Trzyma w napięciu, historia dość ciekawa i tajemnicza.
Rodzeństwo słyszy wołanie o pomoc chłopca, który zgubił się w wysokiej trawie i postanawia go poszukać. Jednak po wejściu w wysoką trawę zauważają, że wyjście stamtąd jest niemożliwe.
Nie będę pisał tu nic o fabule, bo ciężko napisać cokolwiek, żeby nie narobić spoilerów. Książkę czyta się dobrze i szybko. Podobała mi się dwutorowa narracja i stopniowe odkrywanie tajemnicy z przeszłości. Nie podobała mi się natomiast ta hollywoodzkość części historii. Fabuła w niektórych kwestiach była uproszczona i była to dla mnie przyjemna historia do szybkiego łyknięcia. Bez jakiegoś wielkiego efektu wow.
Zastanawiałem się między 7 a 8. Dałem 8 bo ostatnie 150 stron nieźle mnie wciągnęło i mam dziś dobry humor.
@splash545 ciekawe czy tak duża popularność Projekt Hail Mary czy ostatnio Dungeon Crawler Carl to nie jakiś efekt tiktokizacji literatury, gdzie ma być ciągle dużo wszystkiego i szybko
@splash545 fajna książka, ale to pozycja przygodowa i młodzieżowa napisana niewyszukanym językiem i pełna odniesień do popkultury. Jak ktoś podejdzie z takim nastawieniem, to będzie się dobrze bawił.
Tytuł: Otwierać! Policja. Brutalna prawda o życiu na służbie
Autor: Sierżant Bagieta
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: MANDO
Format: audiobook
ISBN: 9788327738165
Liczba stron: 256
Ocena: 6/10
Nie znam pana z internetów, ale książka całkiem ok. Policjant opowiada różne historie i anegdotki ze swojej pracy (dopóki tam pracował). Opowiadane historie od szkółki do odejścia z policji, a i coś z wcześniej się trafi. Może być.
@crs333 znam wojskowych i policjantów, po⁎⁎⁎⁎ne akcje mieli, napierdalali ludzi i czasem padały strzały bo tak trzeba. nie chciał bym tam pracować zwłaszcza w policji jak tyle patologi jest.
@Hoszin chyba zależy gdzie pracujesz i w jakim wydziale, no i najbardziej jakim człowiekiem jesteś. Nie ma co mówić, że wszyscy są jebnięci. Znam kilku policjantów jeden w powiatowym w narkotykach, dla niego normalka było przymusić kogoś do zeznań a w domu z tego co wiem lał żonę i takie tam. Drugi też w powiatowym, ale większym, zwykły krawężnik co jeździ na interwencje i w porządku koleś.
Trochę historii z SORu, trochę z karetki i wyjazdów. Do tego historie z granicy z Białorusią i z początków wojny na Ukrainie. Wymienione też trochę absurdów prawnych i przepisowych. Całkiem spoko.
“Nie czyni nas wyjątkowymi staczanie się na dno ani nawet wznoszenie się ku światłu. Wielkość charakteru mieści się pomiędzy tymi dwoma ekstremami, w niekończącej się walce z nimi.” Sanguinius
XXI część cyklu Herezja Horusa
Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Mistrz Wojny kieruje Sanguiniusa wraz z jego legionem Krwawych Aniołów ku położonej na krańcu galaktyki gromadzie Signus, w której ludzkim światom grozi agresja obcych.
Tym razem nie jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z innych książek serii tylko samodzielna powieść, której akcja dzieje się zarówno przed, w trakcie, jak i po wydarzeniach w systemie Isstvan.
James Swallow operuje odmiennym stylem literackim, w którym mniej jest dramatycznego zadęcia, a więcej szczegółowych opisów. Opowieść rozwija się powoli i płynnie zmienia ton poczynając od przygodowego, a następnie przekształca się w pełen tajemnic kosmiczny horror. Podobało mi się to, że większość akcji przedstawiona została z perspektywy nie kapitana kompanii, a szeregowego medyka. Mniej więcej w połowie książki autora poniosła jednak wyobraźnia: warstwa horroru stała się surrealistyczna by nie rzec niedorzeczna i niebezpiecznie zbliżyła się do fantazji Grahama Mastertona.
Nieco irytuje też postsowieckie polskie tłumaczenie, w którym legioniści zwracają się do przełożonych w liczbie mnogiej.
Samodzielna opowieść dziejąca się gdzieś na uboczu od głównego wątku oraz potwierdzająca twierdzenie, że Herezja Horusa jest jak pudełko czekoladek: po dwóch przepysznych smakołykach ta okazała się po prostu niezła, a w ostatecznym rozrachunku ocenę końcową ratuje satysfakcjonujące zakończenie.
Moja ocena tej książki była dosyć trudna. Z jednej strony strasznie długo się z nią męczyłem. Ale chyba po prostu miałem kryzys czytelniczy. A z drugiej strony czytało mi się ją całkiem dobrze. Brzmi to dziwnie ale tak było xD
Jest to pierwsza biografia Lema jaką przeczytałem więc nie mogę porównać jej do innych. Autor bardzo często odnosi się do "Wysokiego zamku" i rozmów z Beresiem.
Książka teoretycznie jest bardzo dobra. Pisana bardzo przyjemnym językiem, przedstawia życie Lema od dzieciństwa do śmierci, no ale coś mi nie zagrało. Jakoś nie zaskoczyła mi i czułem że temat jest tylko liźnięty powierzchownie. Jak ktoś chce poznać życie Lema bez wchodzenia w większe szczegóły to jest świetna pozycja. No ale czuć lekki niedosyt.
@Pstronk Orliński jest fanem Lema i bardzo dobrze zna jego twórczość, ale popełnił w książce trochę błędów, które wymienił Ebenezer Rojt na swoim blogu: https://kompromitacje.blogspot.com/2018/03/orlinski-znowu-o-lemie.html#przyp1 O ile rozumiem (słuszne!) zastrzeżenia Rojta, to nie ukrywam, że podobała mi się książka Orlińskiego. Biogram Orlińskiego ma tylko jedną poważną wadę - nierównomierny rozkład zagadnień. Pasje motoryzacyjne Lema nie są tak istotne jak ostatnie lata życia, gdzie Lem na bieżąco komentował sprawy polityczne i nowe trendy w nauce. Orliński zaś ostatnie lata życia Lema potraktował bardzo po łebkach.
Polecam z całego serca przeczytać jeszcze biografię "Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia" Agnieszki Gajewskiej. Autorka zrobiła naprawdę dobrą robotę, docierając do nieznanych wcześniej źródeł, które zdemaskowały nieco lemowskich mitów.