767 + 1 = 768

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Weir

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: ebook

ISBN: 9788328728905

Liczba stron: 512

Ocena: 8/10


Prywatny licznik: 7/24


Nie będę pisał tu nic o fabule, bo ciężko napisać cokolwiek, żeby nie narobić spoilerów. Książkę czyta się dobrze i szybko. Podobała mi się dwutorowa narracja i stopniowe odkrywanie tajemnicy z przeszłości. Nie podobała mi się natomiast ta hollywoodzkość części historii. Fabuła w niektórych kwestiach była uproszczona i była to dla mnie przyjemna historia do szybkiego łyknięcia. Bez jakiegoś wielkiego efektu wow.

Zastanawiałem się między 7 a 8. Dałem 8 bo ostatnie 150 stron nieźle mnie wciągnęło i mam dziś dobry humor.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #dwanascieksiazek

03dbc3df-2e29-42b3-9719-cf9aa37120a1

Komentarze (11)

@splash545 ciekawe czy tak duża popularność Projekt Hail Mary czy ostatnio Dungeon Crawler Carl to nie jakiś efekt tiktokizacji literatury, gdzie ma być ciągle dużo wszystkiego i szybko

@JapyczStasiek na dobrą sprawę w książce momentami to był taki typowy hoollywoodzki film katastroficzny z masą totalnie przerysowanych scen, pustymi postaciami, które wpisywały się w dokładnie jeden amerykański stereotyp i ultra kompetentnym głównym bohaterem, który potrafi wszystko i to z głowy. Od fizyki, przez biologię, programowanie, wiedzę o właściwościach materiałów, kończąc na lingwistyce i perfekcyjnym słuchu, bo bez niego to by nie było tak dobrej i szybkiej nauki pewnego języka. W ogóle gdyby podejść do tego tematu tak, jak autor podchodzi do fizyki, to nauka powinna trwać latami, o ile w ogóle byłaby możliwa.


Dla mnie PHM to taki tytuł, co poszedł w świat z łatką twardego SF i dzieła wybitnego, a to po prostu popcorn, który fajnie się czyta - choć nie zawsze, jak człowiek na jakimś etapie zwątpi.

@Dziwen no dokładnie. Zupełnie nie tego się spodziewałem. A po tych pierwszych wstawkach z akcją na Ziemi. Te przeloty odrzutowcami i wszechwładna kierownik projektu, to prawie zrobiłem dnf. Większość książki miałem przed oczami ocenę 7, a ja ogólnie mam tendencję do zawyżania ocen o jedno oczko. Dla mnie to była książka na poziomie jakiegoś kryminału, albo o może jakiejś książki z Reacherem w roli głównej.

@splash545 ja miałem dwa podejścia, bo za pierwszym uznałem, że szkoda się irytować tylko po to, by wiedzieć o co chodzi z tym astrophagem. Odpadłem chyba gdzieś na krótko po pewnym ultra dziwnie napisanym romansie naukowców, jak Ryland znowu odkrywa, że coś pamięta z głowy, mimo że nigdy się jakoś specjalnie tego nie uczył. Ogólnie w pewnym momencie dla mnie ta postać totalnie straciła wiarygodność i gdyby nie Rocky, to chyba bym tego w ogóle nie skończył, nawet za 2 podejściem. Nienawidzę takich postaci, co potrafią wszystko, czego wymaga fabuła, a ich błędy najczęściej wynikają z przyczyn losowych, a nie ich własnych pomyłek. Ryland na spokojnie nie musiałby być ekspertem we wszystkim, miał komputer pokładowy, jakieś tam w miarę ogarnięte SI pokładowe, mógłby z tego korzystać i pozostać wiarygodny. Zamiast tego jest intelektualnym terminatorem. xD

@Dziwen też się jakoś z nim nie polubiłem i prawdą jest co napisałeś. Ale po tych absurdach na Ziemi, to mnie to aż tak nie razilo xd, bo zacząłem traktować tę książkę z przymrużeniem oka. No i tak Rocky również dla mnie był siłą tej książki.

@splash545 fajna książka, ale to pozycja przygodowa i młodzieżowa napisana niewyszukanym językiem i pełna odniesień do popkultury. Jak ktoś podejdzie z takim nastawieniem, to będzie się dobrze bawił.

Zaloguj się aby komentować