770 + 1 = 771


Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 10/10


#bookmeter


***


Tylko że według mnie fikcja prawdziwsza jest od rzeczywistości. Fikcja ustanawia wymiar naszych doświadczeń, naszą pospolitość podnosi właśnie do rangi losu.


Jeszcze nie zacząłem o tej książce pisać, a już pojawił się problem. Problemem było wybranie z Ostatniego rozdania cytatu otwierającego wpis, bo z pół książki sobie w czytniku przy lekturze tego dzieła pozaznaczałem. Kiedy już poradziłem sobie (raczej gorzej niż lepiej, przynajmniej w moim odczuciu) z wybraniem tego jednego, pojawił się zaraz kolejny problem. Chciałbym tutaj napisać coś ładnego albo może coś mądrego, a najbardziej to chciałbym napisać i ładnie i mądrze naraz. Tymczasem nie mam nawet pojęcia jak zacząć.


Ja lubię pisać o książkach. Lubię o nich pisać (i rozmawiać, choć – czy pisanie nie jest formą rozmowy?) prawie tak bardzo, jak lubię je czytać. A jednak, i jest to kolejny raz po lekturze którejś z książek pana Myśliwskiego, że nie bardzo wiem co mógłbym napisać. Chcąc być dokładnym, to właściwie nie bardzo wiem co wybrać z tego, co napisać chciałbym. I na dodatek nie bardzo wiem jak ubrać to w słowa. Bo ubieranie w słowa jest ważne, tak zresztą uważał sam autor Ostatniego rozdania twierdząc, że najważniejszą sprawą w całej powieści jest jej język (jako że w moim małym małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne, pozwalam się sobie z nim zgodzić i mnie ta moja zgoda interesuje). Więc tak, pan Myśliwski pięknie ubierał rzeczy w słowa i – wydaje mi się – pisząc o jego książkach warto byłoby się również posługiwać najpiękniejszym dostępnym mi językiem. Nie po to jednak żeby z autorowi próbować dorównywać, a już, nie daj Boże, próbować robić to lepiej od niego. Wydaje mi się (a w moim małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne), że tak po prostu wypada.


No tak. Pisać ładnie. Ale żeby pisać ładnie, to trzeba najpierw wiedzieć o czym. A o czym można napisać w przypadku dzieła, które jest kompletne? Które broni się samo i w którym – mam wrażenie (a w moim małym…) nie ma ani jednego słowa za mało i ani jednego słowa za dużo? Można napisać na przykład o swoich skojarzeniach. Literacko, wśród tych książek, które znam, w czasie lektury przychodziły mi do głowy takie pozycje jak Spis cudzołożnic pana Jerzego Pilcha (tam też cała opowieść osnuta jest wokół notesu) czy Septologia pana Jona Fosse (może dlatego, że Asle, bohater pana Fosse, również jest malarzem, tak jak bezimienny narrator pana Myśliwskiego; a może z powodu ogólnego klimatu obu tych utworów, dla mnie (a w moim małym…) tak bardzo zbliżonego?). Również literacko, choć już nie szukając śladów w twórczości, a raczej w ogólnym podejściu do literatury (a może i do życia?) prezentowanego w wywiadach i twórczości okołoliterackiej, Ostatnie rozdanie skojarzyło mi się z panem Szczepanem Twardochem. To zaskakujące jak – moim zdaniem – powieści pana Twardocha są literacko (narracyjnie?) odległe od powieści pana Myśliwskiego (choć obu autorów cenię ogromnie), a jednocześnie jak podobne wątki podnoszą. Jak choćby ten, który u pana Myśliwskiego (nie tylko w tej książce, dl mnie w Uchu Igielnym nawet bardziej) wybija się na pierwszy plan – to, że składamy się ze wspomnień i być może nie jesteśmy niemal niczym więcej niż tylko pamięcią.


Skoro już pojawiło się słowo o wątkach, to może krótko o czym jest Ostatnie rozdanie. A jest właśnie o pamięci. Bezimienny bohater-narrator powieści przeglądając swój stary notes, przeglądając znajdujące się w nim nazwiska, adresy i telefony próbuje przypominać sobie kim byli ci ludzie, którzy są w nim zapisani. Przy okazji (a może to jest jego celem) próbuje przypomnieć sobie również i siebie, bo przecież tych ludzi, których ma w swoim notesie, zapisał tam kiedyś z jakiegoś powodu. Coś kiedyś splotło jego los z ich losami. To przypominanie sobie nie idzie narratorowi dobrze: Pamięć czy niepamięć to tylko różne odmiany tej samej udręki – stwierdza w którymś momencie.


Oczywiście to nie jest tak, że cała książka skupia się wokół człowieka ślęczącego nad notesem. Narrator opowiada o tym, co wiąże się z tymi nazwiskami, które w swoim notesie znajduje. Przypomina sobie, że tego czy innego człowieka, którego nie jest pewien czy dobrze pamięta i czy nie pomylił go z kimś innym spotkał na przykład w pensjonacie prowadzonym przez jego matkę. Tę książkę skończyłem jakiś czas temu, ale zanim zabrał się o pisanie o niej musiałem ją trochę przetrawić. To, co w czasie tego trawienia uderzyło mnie, to fakt, że w notesie nie było nazwisk tych, o których w opowieści jest najwięcej: matki bohatera, krawca Radzikowskiego czy szewca Matei. Tak jakbyśmy tych, którzy w naszym życiu zajmują najwięcej miejsca, w ogóle nie mieli potrzeby zapisywać czy w jakikolwiek inny sposób utrwalać. Jakbyśmy zakładali, że oni po prostu są i będą. Że nie będziemy musieli ich szukać.


Ja bym tu jeszcze mógł dużo napisać, bo jest przy okazji Ostatniego rozdania pisać o czym. Mógłbym napisać o listach Marii albo mógłbym napisać o moim zachwycie nad dygresjami-rozważaniami we wspomnieniach bohatera, jak choćby ta dotycząca zmiany kolejności liter w alfabecie, która przecież, choć byłaby zmianą w czymś dla nas absolutnie fundamentalnym, w żaden sposób nie zmieniłaby naszego życia. Mógłbym pisać wiele, ale tylko, w nawiązaniu do ostatnich zdań poprzedniego akapitu, do tego co w Ostatnim rozdaniu uderzyło mnie najbardziej, sięgnę po cytat z zupełnie innej estetyki, można by wręcz rzec, że z całkowicie przeciwnego krańca estetyki niż ta reprezentowana przez pana Myśliwskiego. Bo równie zaskakujące (dla mnie) jest to, że choć forma skrajnie różna, treść wydaje mi się dokładnie taka sama:


Z każdym dniem łapię chwile

Ulotne jak motyle

Na stałe

Koduję we fragmentach bądź całe

Zapamiętałem już ich bez liku

Wszystkie mam w sobie

Żadnej w pamiętniku

Zaś w notatniku, bądź w kalendarzyku

Notuję zadania i termin wykonania *




* – Paktofonika, Chwile ulotne




EDIT: A, jeszcze teraz mi się przypomniało, że ten cytat, który wybrałem na sam początek, to niemal kropka w kropkę słowa, którymi pan Szczepan Twardoch tłumaczył to, że jego relacja z pobytu w okolicach frontu w wojnie Rosji z Ukrainą nie ukazała się, jak było zaplanowane, w formie eseju, ale w formie powieści (Null). No w książkach pana Myśliwskiego jest wszystko!

ed637d7f-1280-42b0-acda-8f0fa323d0ae

Komentarze (3)

Zaloguj się aby komentować