I teraz ciekawe pytanie. Czy Karol zawetuje bo „ogranicza przedsiębiorczość” czy też puści dalej bo zakazy wkurzą patusów, przepraszam, elektorat i będzie można na Tuska zwalić winę.
puści dalej bo zakazy wkurzą patusów, przepraszam, elektorat i będzie można na Tuska zwalić winę.
Chyba nawet patusy nie są tak głupie, więc zawetuje jak tylko zacznie się braunowo-konfiarski kwik. A wcześniej przewiduję dzielną walkę z ustawą ministra Kierwińskiego, bo walka o dostęp do wódy to chyba największa misja polityczna tej ochlejmordy.
Wiedzieliście na przykład, że w Iranie można legalnie przejść tranzycję płci? Tak, islam dopuszcza pewne przypadki - oczywiście życie takich ludzi tam to koszmar, ale sama możliwość jest. Ja w każdym razie nie wiedziałam.
Między marzeniem i nadzieją może zdarzyć się wiele rzeczy. Na przykład taka, że sprawia, iż realizacja płynie. Relacja, obserwacja z punktu widzenia zakochanej partnerki Azad, która szuka swojego ukochanego, który zaginął nagle, próbując uzyskać zgodę ojca na zmianę płci. Iran.
Hańba rodziny, z której nie mogą się otrząsnąć mężczyźni, to oni uprowadzają córkę, a ta partnerka go szuka.
Film trochę skręca gatunkowo, co nadaje mu fajnego, ostrzejszego rysu. Nie czułam jakieś super chemii między Azadem a jego partnerką, ale sam fakt, jak dziewczyna była uparta i lojalna to sztos - nie bała się wpaść w sam środek tego Iranu na obrzeżach, gdzie baba to przedmiot i starać się uratować swojego ukochanego.
Film mimo wszystko wydaje się trochę wybrakowany, ale dobrze się oglądało. Są różne smaczki, typu gdy na początku Azad dowiaduje się, że jednak uzyskanie zgody na tranzycję nie jest takie proste i narzeka na to przed urzędnikami oni kwitują to "płacze jak baba, a chce być facetem" - czy coś w tym stylu.
To był mój ostatni film festiwalu!
Od teraz będę wrzucać na bieżąco już Dziękuję za cierpliwość!
Islam w Iranie bo tamtejsze rządzące turbany takie fatwy dali, większości muzułmanów to nie dotyczy. Jeszcze jakiś czas temu Iran był drugim po Tajlandii krajem z największą liczbą takich ludzi.
Dzień świra trochę? Ale poziom amatorski, niskobudżetowy.
Dwie młode nauczycielki, które są parą, z dnia na dzień tracą mieszkanie i ruszają w odyseję poszukiwań nowego lokum, co okazuje się okazją do zrewidowania swoich oczekiwań wobec życia.
Dużo gagów słownych, jazda samochodem z rejestracją KWA 2137, neutralne relacje z rodzicami.
Ogólnie film śmieszny, choć po zastanowieniu te sytuacje, z jakimi borykają się młode dziewczyny, wcale nie są w gruncie rzeczy śmieszne. Śmieszne teksty lecą, ale reszta realizacyjna nie do końca styka się z dziełem filmowym, można wybaczyć, bo debiut za małą kasę.
@WujekAlien jak ty to robisz? cwiczyles szybkie czytanie? ja sie tak opusciłem w czytaniu, ze czytam całą książkę raz na kilka lat. wiele zaczynam i nie kończę
Obserwujemy dwie równoczesne historie: opowiadaną w 2004 roku historię (opisywaną przez scenarzystę) Elsy, reżyserki reklam i jej boyfrienda, strażaka i striptizera, oraz dziejący się współcześnie proces twórczy starszego nieco reżysera i scenarzysty, który coraz więcej zaczyna czerpać z życia innych niż ze swojego, jak np. z życia swojej przyjaciółki agentki, co naraża ich na spory konflikt.
Zaczyna też nieco olewać swojego partnera, co ma swoje odbicie w książce. Proces twórczy wybucha z siłą po kłótni z przyjaciółką.
Można się wściekać na wiele niewspółmiernych rzeczy w obu historiach, ale warto wziąć pod uwagę, że to samokrytyczny film Almodovara, w którym rozlicza się z samym sobą, z tego jak pracuje, jak mu to idzie coraz toporniej i on jest tego świadomy i jak wybuch inspiracji bierze go w posiadanie mimo wszystko.
Ta kwestia bardzo mi podwyższyła ocenę filmu - wiadomo, bez zrozumienia tego, kim jest Almodovar, może być ciężko, chociaż konkluzja wciąż pozostaje ta sama: twórca mierzy się z rzeczywistością w ten sposób, że bierze sobie z niej co chce i przekształca na swój wzór. I chociaż często wydaje się to złe, to dla twórcy zawsze będzie takie samo - proces twórczy musi się toczyć bez względu na wszystko.
Ciekawy był to seans zaraz po "Historiach równoległych", które przecież również opowiadają o tworzeniu w oparciu na obserwacji, tego co widzimy.
Młoda para z Delhi. Gdy popadają w finansowe tarapaty... No niestety brak chemii, ciężko polubić bohaterów. Snuje się to i nie wciąga. W tle podobne problemy rówieśników głównej pary.
@Mahjong kiedyś widziałem kilka filmów z Indii i każdy jest w pewnym sensie ciężki do oglądnięcia. Ich kultura jest zbyt inna, aby to mogło się podobać.
No nie, są naprawdę dobre indyjskie filmy, nie wspominając o klasycznej już twórczości Satyajita Raya (którą każdy kinoman moim zdaniem powinien mieć ogarniętą - przynajmniej jego trylogię o życiu Apu), z nowszych przecież całkiem niezły Wszystkie odcienie światła.
Zanim powstał "Kieł" Lanthimosa, była "Twierdza cnoty".
Tutaj zamknięta rodzina wytwarza domową trutkę na szczury. Trójka dzieci, w tym dorastający syn i córka, całe życie żyją w zamknięciu, nie wychodzą z domu. Ojciec uczy ich sam, bo świat jest do d⁎⁎y i to ma niby ich ochronić.
Ale kto ochroni ich przed samym ojcem? Oprawcą, cholerykiem i przemocowcem? Na pewno nie stłamszona matka, która stara się jak najbardziej przypodobać mężowi, któremu wciąż jest za mało jej uczuć.
Dla mnie bardziej thriller niż dramat, szaleństwo ojca pogłębia się, a może zawsze takie było, ale rodzina wierzy mu na słowo, więc wytrzymuje wszystko, nawet jego bezpośrednie groźby, że ich zabije.
Zaskakująca końcówka, ładny smash tam mamy - choć ja podejrzewałam, że skończy się jednak trochę inaczej i co innego rozwali ową "twierdzę cnoty". Polecam film, warto nadrobić.