Ostatnio wracając z urlopu znowu sobie uświadomiłem jaka zmianę w zachowaniu potrafi przynieść przekroczenie granicy.
Po tygodniu jeżdżenia po Austrii i Szwajcarii przekroczyłem granicę i wjechałem do Czech i szybko sobie przypomniałem dlaczego tak nie lubię tego stylu jazdy bo nawet chyba 2 km nie zdążyłem przejechać już mi ktoś "siedział na d⁎⁎ie" przy wyprzedzaniu bo nie robiłem tego wystarczająco szybko w jego mniemaniu. Najlepsze że ci wszyscy ludzie potrafią idealnie trzymać się ograniczeń prędkości, dystansów czy używać lewego pasa tylko do wyprzedzania kawałek wcześniej...
@KattaK W sensie, że już pepiki tak jeżdżą?
Byłem u nich rok temu na urlopie i podobnie jak Litwinów - oceniam ich jazdę jako bardzo płynną - nawet jak jedziesz za takim to wydaje się skupiony, trzyma tempo i tak się toczymy.
Rok temu pisałem, że łażenie tydzień po górach mnie tak nie zmęczyło jak przejazd 600km przez Polskę - wariaty na zderzaku, na lewym pasie, zero wpuszczania, skakanie po pasach, rozpędzanie do 150, żeby za chwile zamulać prawy pas z nosem w telefonie.
Na krajówkach 150 na prostej żeby zwolnić do 70 w zakręcie.
Szkoda strzępić
W tamtym roku zrobiłem trasę do Tallina. I wspominacie to o płynnej jeździe w krajach bałtyckich i trochę jest w tym racji. Ale myślę, że decydują o tym drogi.
Jadąc przed Litwę, czy Łotwę prawie wszystkie drogi, krajówki, są jednojezdniowe, jest sporo fotoradarów. Ale jest też bardzo mało obszarów zabudowanych (są kawałek od głównej drogi), drogi nie są kręte, normalnie, jedziesz za tirem, 90 na tempomacie i odpoczywasz. Czasem jakiś baran wielkim suvem wyprzedza i tyle.
Jak tylko wjechałem do kraju to od razu, 1,5 miliona znaków, ograniczeń, drogi krajowe prowadzą przez wsie i miasta, co chwila "zwolnij", "zginiesz", "ostry zakręt"... No i więcej baranów i to nawet nie w wielkich suvach.
Nie ma co wybielać kierowców za granicą, a że u nas jak w lesie. Po prostu wszędzie dostosowują się do lokalnych warunków, kar i ich nieuchronności. W Polsce można naprawdę dużo odpier.olić na drogach i nie ponieść żadnej konsekwencji.
Nie wiem gdzie w Austri jezdziles. Bo może i w zabudowanych trzyma sie te 59. Ale start na swiatlach w Wiedniu to rakieta w porownaniu do polski. A i jazda poza zabudowanym w Austri to raczej takie 100+
„Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało, a książka ma już ponad 50 lat. W większości książek science fiction kontakt z obcą cywilizacją oznacza spotkanie z kosmitami. Clarke zrobił coś znacznie ciekawszego. Nie pokazuje obcych. Pokazuje ich dzieło, które nagle trafia do naszego Układu Słonecznego.
Rama ma około 50 kilometrów długości i 20 kilometrów średnicy. Początkowo wygląda jak zwykła asteroida, ale gdy ludzie zbliżają się do niej, odkrywają, że jest idealnym cylindrem wykonanym z nieznanego materiału. Nie ma żadnych anten, okien, sygnałów radiowych ani oczywistych śladów załogi. Jest jak gigantyczny statek kosmiczny, który od realizuje swój własny cel.
Najbardziej fascynujące jest jednak jej wnętrze.
Po otwarciu śluzy okazuje się, że Rama jest pusta tylko pozornie. W rzeczywistości jej wnętrze stanowi cały świat. Obracając się wokół własnej osi, generuje sztuczną grawitację. Na wewnętrznej powierzchni cylindra znajdują się góry, równiny, zabudowania, a nawet morze. Ludzie, którzy wchodzą do środka, mają wrażenie, jakby znaleźli się na powierzchni nowej planety..
Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że Rama sprawia wrażenie całkowicie obojętnej na obecność ludzi. Nie próbuje się z nimi komunikować. Nie atakuje ich. Nie pomaga im. Jest jak mechanizm działający według własnego planu, którego ludzie nie rozumieją.
W pewnym sensie Rama przypomina bardziej zjawisko naturalne niż statek kosmiczny. W środku znajdują się również tajemnicze konstrukcje i biomechaniczne istoty. Nie wiadomo jednak, czy są mieszkańcami Ramy, robotami, narzędziami czy czymś jeszcze innym. Im więcej odkrywają bohaterowie, tym bardziej zdają sobie sprawę, jak niewiele rozumieją. I właśnie to najbardziej mi się podobało.
Współczesne science fiction często stara się wszystko wyjaśnić. Clarke robi coś odwrotnego. To trochę jak wejście do piramidy zbudowanej przez cywilizację miliony lat bardziej zaawansowaną od naszej. Możemy mierzyć ściany, opisywać pomieszczenia i analizować mechanizmy, ale nie jesteśmy pewni, po co to wszystko powstało. I chyba dlatego Rama robi tak wielkie wrażenie. Jest tajemnicą. A Clarke doskonale rozumiał, że czasami największy zachwyt budzi nie odpowiedź, ale rodzące się pytanie.
Dzisiaj chciałbym pochwalić Samsung za obsługę klienta.
W styczniu 2019 roku kupiłem piekarnik tej firmy. Po okresie gwarancyjnym, po pieczeniu, zaczęło mi się w nim samo włączać i wyłączać oświetlenie. Potem, w trakcie pieczenia, zaczął przestawiać programy i temperaturę. Ostatnio zauważyłem jednak, że po kilku godzinach po pieczeniu, piekarnik sam się włączał, wybierał program i ustawiał temperaturę. Istny bunt maszyn.
Poszukałem na internetach, że potencjometry w moim piekarniku były zrobione z materiału, który śniedział. Ich wymiana praktycznie nieopłacalna bo za 2 musiałbym zapłacić 400zł, a nowe najtańsze piekarniki zaczynają się od ca. 800zł.
Postanowiłem więc, że wyczyszczę potencjometry. Najpierw jednak napisałem na infolinię Samsunga i okazało się, że producent, mimo iż od zakupu minęło 7,5 roku, poczuwa się do odpowiedzialności i naprawi mi piekarnik na swój koszt.
Napisałem to bo uważam, że to jest zachowanie fair wobec klienta i takie postawy należy nagradzać takim marketingiem szeptanym bo to rzadkość. #chwalesie #agd
Miałem podobną historię z Russel Hobbs (tylko koszt o wiele niższy) - w blenderze do smoothie wyskoczyła uszczelka w trakcie blendowania, przez co uległa zniszczeniu. Dawno po gwarancji, ale napisałem do wsparcia technicznego z pytaniem czy mają w sprzedaży części zapasowe. Przysłali mi kurierem dwie uszczelki, bezpłatnie, nawet nie pytając o dowód zakupu. Niby pierdoła, ale nie byłem w stanie dopasować nic z budowlanego, a bez tej uszczelki sprzęt nieużywalny.
Ciekawostka etymologiczna na dziś. Słówko: ortodoncja, eng. orthodontia
Słowo jest połączeniem dwóch słówek z starożytnego języka greckiego:
Orthos - oznaczającego prosto, równy
odonthos - oznaczającego ząb
Dziś, słowo te używa się w kontekście specjalizacji stomatologii, która zajmuje się leczeniem wad zgryzu, wad szczękowo-twarzowych oraz korygowaniem nieprawidłowości zębowych.
W pierwszych klasach podstawówki sporo czasu spędziłam u tego specjalisty, łącznie przeszłam 2 ruchome i 1 stały aparat ortodontyczny. Może kiedyś skrobnę coś na ten temat.
No Szymon Jadczak ma płacone, a do października 2023 miał nawet płacone przez Zbigniewa Ziobro z Funduszu Sprawiedliwości :3 Nieprawdopodobna jest jego przemiana, najpierw zamienił się w bufona, a później w buca.
PS. Artykuł, którego Jadczak nie przeczytał, został napisany przez jego kolegę z redakcji Michała Janczurę, który chcąc nie chcąc musiał mu zwrócić uwagę, czym jeszcze go pogrążył
Pisałem dzisiaj o uszkodzeniu rurociągu z ropą.
Mam kolegę z OSP, który był na akcji. Teraz rozkmincie ludzki tupet.
W miejscu zdarzenia były znaki, żeby nie wjeżdżać, zakaz i tak dalej. Wszystko po to, żeby nie rozprzestrzeniać zanieczyszczeń. Podobno też komunikaty były w lokalnych mediach.
Mimo tego jedna delikwentka zignorowała znaki, wjechała na drogę , gdzie trwały działania straży i uwaliła sobie samochód roztworem tej rozlanej ropy.
Już po całej akcji, kobieta zajeżdża samochodem pod remizę i z tekstem do strażaków, że mają jej umyć samochód. Przy okazji, uwalając im tym syfem z miejsca zdarzenia nowo wybudowany chodnik przed jednostka, który jeszcze nie przeszedł odbioru.
Ludzie to jednak są czasem odklejeni...
#ludzietodebile
Nigdy nie sądziłam, że doczekam się takiej pracy w której pracownicy sami bez okazji chcą dać prezent dla swojego przełożonego bez okazji, tak po prostu w podzięce za bycie normalnym i ludzkim czlowiekiem, który nie dojeżdża pracowników a ich wspiera i rozumie. Dzisiaj wpadła taka propozycja od jednej z koleżanek żeby zrobić taką zbiórkę i pierwsza moja myśl nie była "o niech już nie przesadzają" tylko "o kurcze czemu ja na to wcześniej nie wpadłam" . Niestety tak nas życie kształtuje że gdzie nie była to przełożony zawsze miał niezła odklejke, byli oczywiście w porządku, których nawet lubiłam, ale jakaś odklejka zawsze była, która sprawiała, że nie było tego połączenia i zrozumienia na linii pracodawca - pracownik.