Co sądzicie o napiwkach w restauracjach?
#gastronomia #rozkminy
Co sądzicie o napiwkach w restauracjach?
#gastronomia #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
#jezykpolski #rozkminy #pytanie
Skąd w języku polski i kiedy to się stało, że w internecie ludzie zamiast słowa "Ponieważ" zaczęli używać "Jako że"...?!
Co to za moda?
Zaloguj się aby komentować
Solevita - producent soków, napoi, które można kupić w Lidlu.
Nie posiada przytwierdzonej nakrętki 🙄
Mają wyjebane na prawo unijne czy jaki uj
#rozkminy #lidl
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Dzień z życia w psychiatryku tym razem w trybie manii.
37.
W kontrze do poprzedniego wpisu dodaje wpis jak wygląda dzionek w czubkowie gdy ma się zbyt dużo chęci i mocy
0:00 Nie mogę spać, myśli kłębią się jedna za drugą. Nie odczuwam ani grama zmęczenia. Najlepiej jakbym mogła teraz wstać i zacząć sprzątać, albo tańczy, albo cokolwiek. Na nocnym obchodzie dostaje tabletki nasenne, więc chcąc nie chcąc odpływam.
7:30 Wstaje z budzikiem- lecę po poranne leki. Myślę o tym, że może pójdę spać, ale w ostateczności póki nie ma tłumów na sali pierdolne sobie taką jogę jakiej świat nie widział. Tak mi leci pół godzinki, wołają na śniadanie.
8:00 Czas na szamkę i leki, stanie w kolejce generuje we mnie tonę frustracji, przeskakuje z nogi na nogę czekając na dojście do okienka. Słyszę komplement, że bardzo radośnie wyglądam od Pani kucharki. No baa, Pani nie wie nawet jak bardzo. Śniadanie zjadam w pośpiechu, nie mam na to czasu. Jedna kanapka wystarczy w zupełności. Biegnę na rowerek stacjonarny. Jakoś trzeba spożytkować tę energię.
8:30 Rowerek wieje już nudą, muszę pochodzić zanim zacznie się obchód. Rozpoczynam korytarzowe turnusy z hardbassami na słuchawkach. Teraz tylko one mnie rozumieją.
9:00 Próbuje grzecznie wyczekać na lekarz w łóżku, nie ma bata muszę wrócić do chodzenia. Bezruchu generuje we mnie niepokój i drazliwość. Zreszta jak będzie coś chciała to złapie mnie jakoś. Wychadzam kolejne kroki, a moja postać dreptająca w tę i z powrotem powoli wpisuje się w krajobraz oddziału.
10:00 Gadka z moją lekarz prowadzącą odbywam w trakcie marszu. Pyta jak tam zyciu mija i inne takie takie. Mówię, że ciężko i wspaniale, nudzi mnie to chodzenie, ale nie widzę innych perspektyw dla siebie w tym miejscu, drażnią mnie nawet Ci co chodzą wolniej ode mnie. Dodaje że mogłabym podbić świat, ale nie tutaj. To generuje kolejną fale złości. Zostaje mi przypisana kolejna dawka relanium.
11:00 Spotkanie społeczności, każdy mówi jak się czuje, co osiągnął w tym tygodniu i jakie rzeczy sprawiły mu radość. Słucham z 20 pacjentów, odpowiedzi są różne. Odchodzę raz bo nie jestem w stanie wysiedzieć, kolejka dochodzi do mnie, więc się chwalę, że czuję się przewspaniale, bosko i wzzechmocnie. Dodatkowo rozdzielanie są obowiązki oddziałowe na pacjentów typu: wycieranie stołów po posiłkach, odpowiedzialność za bibliotekę, czy dołączenie do komisji czystości, która sprawdza i ocenia pierdolnik we wszystkich salach (dla najbardziej schludnego pokoju jest słodka nagroda, zupełnie jak w jakimś teleturnieju). Ja bym się mogła zgłosić do wszystkiego, ale nie pozwolili mi. Ach ta moja chorobową nadgorliwość. Wybieramy również rodzaj ciasta na spotkanie przy herbatce. Wygrało jebane ciasto czekoladowe, ja wolałam rabarbarowe. Czekoladowe można jeść zawsze, rabarrborowe już nie. Jestem tym zdruzgotana. Resztę czasu do 12 spędzam na chodzeniu.
12:00 Czas na zajęcia plastyczne. Koloruje sobie ptaszki, było fajnie. Nawet godnie wysiedziałam ten czas. Koleżanka zwróciła uwagę, że pierwszy raz widzi mnie taką spokójną. Samą mnie to zdziwiło, bo kobita ma rację.
12:30 Powtórka z rozrywki, nie mam czasu na jedzenie. Zjadam w pośpiechu połowę papryki z farszem i zmykam.
13:00 Ruszamy na spacer, który ja bym raczej nazwała konduktem pogrzebowym, bo zamiast chodzenia mamy człapanie. Dobija mnie to do reszty, bo ja wolę chodzić sama i własnymi ścieżkami. Tutaj nie mogłam z powodu ryzyka, że ktoś uzna, że próbuje zwiać. Wymęczyłam się na nim, pomimo wolnego tempa.
14:00 Wkurw rośnie, za mało miejsca, dobijający ludzie, czekam do 15 na relanium. Wciąż chodzę, a bity nierozłącznie ze mną.
15:00 Zegar wybił, It's relanium time! Po pół godziny mój umysł zwalnia. W końcu siadam sobie na łóżku i czytam na spokojnie komiks. Ten proszek był dla mnie niczym melisa. Więc to tak jest, jak można skupić myśli i coś zrobić bardziej statycznego. No nie powiem nawet fajnie.
Do 16:00 korzystam z klarownego umysłu. Czytam, rozmawiam na spokojnie, puzzelki sobie ułożę nawet i odpoczywam, w końcu odpoczywam.
16:30 Kolacja, zjadam nawet więcej niż zazwyczaj. Zaczynam odczuwać głód, jak ludzki człowiek.
17:00 Mam odwiedzinki siostry, miałam mieć przepustkę na wyjście z nią, ale z powodu środowego ataku furii na cały świat, lekarze cofnęli mi ten przywilej. No cóż. Wzamian możemy wyjść na ogródek, gdzie zawsze jest łatwiej uzewnętrznić się niż w socjalnym. Siedzę prawie spokojnie, ale to i tak niebo w porównaniu z tym co wcześniej.
18:30 Siostra wychodzi, a ja zostaje w najgorszym możliwym czasie. Wiem, że nie tylko ja czekam na leki.
19:00 Ni c⁎⁎ja nie wiem co się działo od 19, ale wiem że dobiłam w krokomierzu 12 km. Nie wiem czy mam się czuć z tego powodu dumna.
20:00 Znowu umysł mi przyspiesza, chcę iść na rolki. Błagam. Potrzebuje złapać oddech. Wciąż chodzę.
21:00 Leki, chwała Bogu leki! To dla mnie nadzieja na chwilę wytchnienia. Wjeżdża lit, lamitrina, relanium i c⁎⁎j tam jeszcze co. Jestem królową życia, ale nadal zamknięta w swojej wieży. Do 22 siadam z paroma innymi pacjentami do gry w uno. Nawet ten czas jakoś zleciał.
22:00 Wyłączamy światło, cisza nocna moi drodzy. Nie ważne że jesteś dorosłym człowiekiem z pełnia praw obywatelskich, sio do łóżka, raz dwa! Czasami ludzie chowają się do palarni, by sobie pogadać na intymne tematy typu jak ktoś chciał się zabić i dlaczego, ale ja tym razem w tym nie partycypuje. Mam już wenę aby coś kolejnego dla Was napisać.
23:00 Powoli kończę, powoli zasypiam. Może dzisiaj zasnę bez dopalaczy. Życzę tego sobie. Zwłaszcza miło wstać bez porannej zamułki. Dobrej nocy wariatuńcie. Czas przytulić się do podusi.
To jeden z dni w oddziale. Ogólem zajęć i konsultacji jak np. z psychologiem jest więcej, ale nie miało to miejsca tego dnia. Powiem Wam że nie wiem jak się czuje czasami, to bardzo trudne do opisania. Może jak się ustabilizuje łatwej mi będzie złapać większą perspektywę. Zresztą jak to myślałam o poprzednim poście tego typu, to uznałam że w sumie spanko i myślenie o śmierci zamieniłam na zapierdalanko i napęd na robienie wielu rzeczy na raz. To nie brzmi zdrowo. Ch⁎⁎⁎we są te choroby psychiczne. Nie polecam.
Dziękuję bardzo, bardzo i nie na podziękuję się Wam za Waszą obecność i wsparcie pod wieloma kątami, a hasełko na dzisiaj dla wytrwałych czytających to Relanium, a co mogło być innego. Fajnie ze to przeczytaliście. :) Buziaczki i miłej niedzieli.

Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Pierdololo, niespełnione pragnienia, potyczka z oddziałowym goliatem i fantazje na temat masego mordu.
36.
Możliwe, że dzisiejszy post będzie jednym wielkim bełkotem. To też dobrze, czasem w życiu się pi⁎⁎⁎⁎li. Chociaż znając siebie i tak przed publikacją będę go redagować z dziesięć razy. Ach i sorka, za bombardowanie Was moimi postami w ostatnim czasie, wiem że już wiele osób przewraca oczami widząc na tablicy moje kolejne wypociny, ale jak już wiele razy pisałam, bardzo mi to pomaga i jest to jedna z niewielu rzeczy, które mogę robić w skupieniu. Zresztą kto jest tym zmęczony, polecam dać tag do czarnej listy i problem się szybciutko rozwiąże. A teraz wracamy do sedna!
Pędzi wszystko w mojej głowie jak starlinki wypuszczone w niebo. Nawet nie jestem stanie wyłapać tej jednej konkretnej. Jest wszystko i nic zarazem. Gdyby tylko moje ręce nadąrzały za tym co chcę Wam przekazać, ten post miałby już z 3 nowe akapity. Oficjalnie jestem w manii, nie ma przelewek. Maszyna nazywana moim ciałem jest w takiej matni, że to się nawet filozofom nie śniło. Tańczę, chodzę znaczy sorki, zapierdalam po korytarzu robiąc 10 km w ciągu 4 godzin. Jak myślicie ze to pikuś to zapraszam do siebie na oddział, to zrozumiecie ile kółek musiałam zrobić, aby osiągnąć taki szałowy wynik. Potem chwilka rowerku. Pedałuje jakby wściekły nosorożec mnie gonił na safarii. Później joga na korytarzu, moje ciało gibkie jak u węża napierdala najtrudniejsze dla mnie pozy, bez żadnej asekuracji. Mi się nie uda?! Weź tylko potrzymaj mi psychotropy. Niby wszystko fajnie, bo działam w myśl zasady źle Ci, to idź pobiegać tylko problem jest w ilości, wytrzymałości, oraz tym, że znacznie więcej spalam niż przyjmuje energii w jedzeniu. Nie mam czasu na jedzenie, nawet to robię szybko. Zobaczymy ile jeszcze pociągnę na takim speedzie.
Męcze się, strasznie się męczę. Mam milion nowych koncepcji na siebie: tatuaż, lekcje tańca, trening rolek, pisanie książki, powrót do jogi, praca wykonywana na 120% i milion nowych niepotrzebnych, materialnych pierdół jak pędzel do czyszczenia klawiatury, wielki plecak od chińczyków, czy ostrzałka od noży. A jeszcze był skorpion, bo przecież tylko on jest mi potrzebny do życia. Bez skorpiona się nie obędzie. To zbyt dużo jak na jeden raz, szybko by to mnie wyczerpało, albo potem bujała bym się z konsekwencjami swoich wyborów (skorpiony potrafią bardzo długo żyć o dziwo). Wszystkie pomysły za sugestią lekarzy zapisuję i mam je rozpatrzeć po tym jak już ustabilizuje mi się nastrój, bo do tego trzeba na spokojnie przysiąść. A że tutaj nie ma miejsca na to bym realizowała swoje cele, a partner już niechętnie odbiera za mnie kolejne paczki, to chodzę, piszę, tańczę i znów chodzę. Jak w jakimś koszmarze w stylu filmowego Dnia Świstaka.
Wczoraj do tego wszystkiego dostałam ataku furii. Wspominałam Wam, że w manii stany rozdrażnienia mogą być tak silne, że człowiek czuję iż jest od krok od popełnienia masowego morderstwa? Nie?! To już wiecie. Miałam tak właśnie wczoraj. Zaczęło się od spaceru, bo grupa za wolno chodziła, a skończyło się na grożeniu największemu bysiorowi na oddziale cedzac przez zaciśnięte zęby, że rzucę się na niego jak będzie do mnie teraz mówił. Ziomuś zapytał tylko przyjaźnie co tam u mnie, więc należało mu się c'nie? Po chwili patrząc na jego szerokie bary, szybko zreflektowałam się i dodałam, że może bym przegrała, ale i tak się bym się na niego rzuciła. Oczywiście przeprosiłam go za to dzisiaj i już w spokoju, oraz zgodzie pogadaliśmy sobie w palarni. Poprosiłam lekarz prowadzącą o pomoc warcząc i krzycząc, że ja nie wytrzymam tutaj ani minuty dużej i rozpierdolę to miejsce i każdego z osobna. Wcale moje słowa nie były na wyrost. Znaczy były, ale nie dla mnie przekonanej w tamtym momencie o własnej wyższości. Spacyfikowała mnie czymś, co sama określiła że mnie rozłoży na łopatki i pójdę spać. Rzeczywiście rozłożyło mnie na łopatki na parę dobrych godzin i przyznaje, że wtedy przyjęłabym cokolwiek, byle to uczucie mnie opuściło.
Dobra, lecę po mojego czasowego rozluźniacza w postaci relanium i klasycznie na papieroska. Może będzie fazka. Do następnego!
PS Na zdjęciu widać rękę Pana Edzia z demencją, który chciał mi pomóc w układaniu 1000 puzzli. Ta sterta losowych elementów w rogu to jego robota. Daliśmy mu promil procenta, bo statystycznie istniała szansa, iż jeden element w końcu znajdzie się na właściwym miejscu. Niestety nie tym razem, ale było widać wysiłek intelektualny na twarzy Pana Edzia. Nie miałam serca mu tego odbierać, ale konieczność ponownego sortowania tego wszystkiego sprawiła że odpuściłam dalszych prób skończenia. Tak to jest jak bierzesz się za coś większego w szpitalu.

Zaloguj się aby komentować
A co jeśli to @moll likwiduje konkurencję i nie zobaczymy więcej wpisów @UmytaPacha tak samo jak już nie zobaczymy @Suodka_Monia ?
#gownowpis #hejto #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Żyjemy w czasach kiedy możemy z człowieka usunąć wiele elementów: nogi, miednice, ręce. I dalej taką osobę nazywamy człowiekiem.
Człowiek może żyć bez nerek (robimy dializy), bez tarczycy (dajemy tabletki), żołądek, organów rozrodczych, bez serca (płucoserce na chwile). Dalej kogoś takiego nazywamy człowiekiem.
Idąc dalej tą analogią usuńmy oczy, nos, uszy, język. Skoro usunęliśmy te fragmenty, po co trzymać obszary mózgu odpowiedzialne za ich funkcjonowanie? Też teoretycznie można je usunąć. I dalej tak upośledzony organizm możemy nazywać człowiekiem: DNA człowieka, ciało człowieka, mózg też człowieka.
Jeżeli usuwamy fragmenty mózgu, usuńmy fragmenty np odpowiedzialne za mowę (ośrodki Brokiego i Wernickiego). I chyba też możemy nazwać taką osobę człowiekiem. Jesteśmy w momencie kiedy ktoś taki nie ma kończyn, nie może wyrażać myśli, odbierać bodźców, więc rozdzielmy półkóle mózgu rozcinając spoidło wielkie (wtedy wykształcą się najpewniej dwie osobowości).
Stąd nasuwa się pytanie: ile możemy usunąć ze zdrowego człowieka zanim przestanimy go nazywać człowiekiem?
A teraz przeprowadźmy rozumowanie w drugą stronę.
Piercing, tatuowanie, skaryfikacja stały się już normą. Wiemy że możemy modyfikować ciało w celu zmiany jego wyglądu. Prostowniki serca, endoprotezy, pompy insulinowe też nikogo nie dziwią.
Można powiedzieć że żyjemy w czasach kiedy to każdy z nas jest przyszyty do telefonu i internetu. Może zamiast kupować nowe modele poprostu wszyjemy sobie taki moduł do ciała?
Jeżeli technologia pójdzie do przodu możemy stworzyć organy które będą odbierać sygnały radiowe oraz ze spetkrum elektromagnetyzmu których nie widzimy. Może jak gołębie będziemy widzieć pole magnetyczne.
Teraz na scenę wchodzi Elon Musk z neuralinkiem: połączmy mózg bezpośrednio do sieci. Dodajmy nowe elektroniczne kończyny, nowe oczy, nowe organy.
I teraz kolejne pytanie: Ile i czego możemy dodać do człowieka zanim przestaniemy go nazywać człowiekiem?
A k⁎⁎wa, powinienem mniej pić na wieczór...
#rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Całkowita biomasa planety wynosi około 550 miliardów ton węgla. Blisko 82% całkowitej biomasy stanowią rośliny (450 miliardów ton). Drugą grupę stanowią bakterie – 70 miliardów ton (13%). Udział ten może być wyższy, gdyż bakterie prawdopodobnie w sporej ilości występują głęboko pod ziemią, w skałach litosfery.
A co, jeśli - biorąc pod uwagę, że jelita 'są drugim mózgiem', w sporej części decydują o naszych emocjach, decyzjach i ogólnym samopoczuciu emocjonalnym i psychicznym (a to wynika z odpowiedniej flory bakteryjnej) - co jeśli jesteśmy jakąś tam iteracją ewolucyjną bakterii? Co jeśli jesteśmy k⁎⁎wa BAKTERIAMI?
#rozkminy #przemyslenia #nauka #biologia
Zaloguj się aby komentować
Czy znacie swoich telefonicznych sąsiadów. Mam swój numer telefonu od bardzo dawna, ale nigdy nawet smsa nie posłałem na numer o jeden mniej i więcej. Czy jestem przez to nieuprzejmy?
#rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Nurtuje mnie jedno pytanie w temacie majówki. Jaki procent z Was wywiesza flagę narodową na święta majowe? A ci, co wywieszają - w jaki dzień to robią?
Wiem, że wielu z Was aktualnie przeszlo lub przechodzi w tryb urlopowy, niemniej zapraszam do udziału w ankiecie. Mile widziane uzasadnienia w komentarzach
#rozkminy #pytanie #majowka #dzienflagi
Zaloguj się aby komentować
Jedno z moich wspomnień z dzieciństwa to wejście Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004. Chodziłem wtedy sobie do 1 klasy szkoły podstawowej, i jako że byłem dość oryginalnym dzieckiem to nie pasjonowałem się Pokemonami tylko wejściem Polski do Unii Europejskiej. Pamiętam te wszystkie debaty w TVP z Lepperem (najmocniej mi się wrył z tego okresu) który straszył naród że wszystko podrożeje a najbardziej cukier, nie mieliśmy wtedy kablówki więc do wyboru była telenowela ''Zbuntowany anioł '' na Polsacie albo programy publicystyczne w publicznej więc wybór jak mamuśka nie siedziała przed ekranem był dla mnie oczywisty
4 lata później doceniłem możliwość jaką nam dała Unia Europejska, pojechaliśmy w ciemno do życia do obcego kraju, nie trzeba było żadnych papierków, wiz, można było sobie przywieźć co dusza zapragnie, przebitka funta do złotego i ówczesnych zarobków w radmskiem (a i pewnie w całym kraju) oznaczała tyle że rodzice mogli spłacić wszelkie kredyty i pożyczki które zostawili w Polsce jedną angielską miesięczną wypłatą. Wspaniałe czasy w sumie. Dzięki temu mogłem też skończyć studia w UK , należały mi się te same świadczenia co rodowitemu anglikowi i traktowali mnie jak swojego w urzędach. Tak to jakbyśmy nie byli wtedy w Unii kto by miał mi dać po 50 tysięcy złotych za rok studiowania? Chyba jakbym się urodził jako Rockefeller to bym dostał.
Oczywiście 20 lat poźniej jesteśmy już w innym miejscu, w UE nie ma już niestety Zjednoczonego Królestwa, która to decyzja brytyjczykom odbija się coraz większą czkawką, dla mnie nie zmieniło się nic bo dalej mogę żyć w całej Europie bez ograniczeń + do tego mam jeszcze papiery na Anglię ale tak czy tak nie byłbym dzisiaj w miejscu w którym jestem gdyby nie decyzja moich rodaków z 2003 roku i przystąpienie do UE.
No i zawsze jak ktoś mówi jaka to Unia zła przypominam sobie jak wyglądała Polska przed UE - szaro, buro, brudno, ponuro, wszędzie widać postkomunę i chroniczne wręcz niedoinwestowanie czy to taboru autobusowego, dziurawych niebezpiecznych dróg czy nawet braku głupich komputerów w szkołach a tu po 20 latach Polska wygląda nierzadko lepiej niż nie jeden kraj starej Unii - serio wykorzystaliśmy tą szansę na rozwój jak mało który kraj
#polityka #rozkminy #uniaeuropejska
@MarianoaItaliano oj piękny wpis. Sam pamiętam, że byłem strasznie dumny z mojego kraju, że wchodzimy do Unii. A pierwsze wakacje w Grecji? Tych aromatów gajów oliwnych, ziół, morza, kuchni został ze mną na zawsze.
A teraz, gdy widzę komentarze w internecie, że powinniśmy wyjść z UE, które wrzucają boty i debile, to mnie po prostu krew zalewa. Gdyby nie unia robiłbym dalej w telekomunikacji polskiej za psie pieniądze bez możliwości pięcia się w górę, a nie w międzynarodowej korporacji gdzie wciąż napierdalam karierę za pieniądze, które we wczesnych latach '00 były po prostu niewyobrażalne.
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatryk #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Tylko smuty, ale tym razem bez śmieszków.
33.
Szaleje z tą produkcją postów, ale mam tyle w sobie treści wszelakich, że muszę to uzewnętrznić. Mam nadzieję, że szybko się nie znudzą, ale w sumie bez znaczenia. Do kogo trafi ten post to trafi. Ja tylko wylewam swoje wnętrzności na cyfrowy papier.
Ogarnia mnie rezygnacja. Od dwóch dni właściwie nie wychodzę z pokoju. Śpię albo próbuje zasnąć. Dzisiaj dopiero od 14 zyskałam jakieś moce przerobowe. Wcześniej leżałam i spałam na przemian, i to od 8. Takie nadmiarowe leżenie też męczy.
Od ponad dwóch tygodni nie widziałam świata poza tym co mamy tutaj. Korytarz przespacerowany serii razy. Już nawet to nie rajcuje. Skaczę przez leki między górkami, a dołami jak szalona. Aż dziw, że nie kręci mi się w głowie od tego. Walczę o przepustkę, chociaż sama nie do końca sobie ufam. Ale muszę wyjść, muszę posmakować trochę tego życia zza krat. Dopiero jutro po badaniu lekarki specjalistki psychiatrii dowiem się, czy uda mi się wyjść chociaż na jeden dzień. Wariuje tutaj.
Rozpoczął się również proces diagnozy PTSD, wypełniłam dwa kwestionariusze, zupełnie jakby miały one określić w cyferkach mój poziom cierpienia jakie doświadczyłam. Już nie mam sił. Dzień temu zesztywniałam na 1,5h nie mogąc zmobilizować mięśni do pracy. Dysocjacja spowodowała, że owładneła mnie dysmorfia ciała i odnosiłam wrażenie jakby moje dłonie, nogi i głową zrobiły się ogromne. Ciężar nowo nabytej masy uniemożliwił mi kontrolę nad kończynami. Dopiero kolejna dawka benzo pomogła mi. Pielęgniarka musiała podnosić moją głowę, bo nawet tego nie mogłam zrobić. Po tym miałam kolejny atak FMD (funcional movement disorder) przez co chodziłam sztywna jak niepełnosprawna. Próby chodzenia wręcz mnie upokarzały. Chwała Wielkiemu Lorafenowi, że szybko puściło. Wymęczyło mnie to nieziemsko. Umysł potrafi być tak samo niesamowity jak i okrutny.
Dużo też dzisiaj osób dostało wypis. Moja szajka do palenia, rozmawiania i grania w pingla się momentalnie wykruszyła. Niby człowiek wiedział jak to wszystko działa, ale nadal przykro. Sorry, taki mamy klimat.
Już nie smęcąć dalej chciałam podziękować bardzo osobom, które uznały że mój post jest na tyle wartościowy, aby go gratyfikować finansowo. Było to dla mnie mega zaskoczenie i pozostaje mi bardzo serdecznie podziękować.
Dobra, wracam do cichego cierpienia pod kołderką, chociaż liczę na to, że zaraz ktoś się odezwie i będę mogła uciec z tego świata w krainę Hejto dyskusji. Dzisiaj liczę, na to znacznie bardziej niż zazwyczaj. Pozdrowki.

@Fafalala Bardzo Ci kibicuję i wierzę, że pokonasz to cierpienie. Kibicuję Ci, bo sam mam zaburzenia psychosomatyczne i jestem autystykiem i wierzę w terapię, bo długie lata mi zajęło dojście do normalnego funkcjonowania. Do tego miałem dziewczynę, która miało dość silne epizody depresyjne i udało mi się jej jakoś też pomóc (dołożyć cegiełkę do jej leczenia)
Dlatego zawsze czytam co tam u Ciebie, mimo, że nie zawsze odpisuję.
Zaloguj się aby komentować
Tak się zastanawiam. Czy jeżeli w przyszłości nauczymy algorytmy naszej osobowości: wyrazimy zgodę na przelecenie przez wszystkie prywatne dane (np badania pana Kosińskiego z uniwersytetu stanforda), tworząc coś na wzór AIvatara.
Taki AIvatar mógłby za nas odpowiadać na maile, smsy, w mediach społecznościowych. To nawet jeżeli część tych odpowiedzi nie będzie zgodna z naszymi wewnętrznymi przekonaniami to będziemy starać się z tymi odpowiedziami utożsamiać.
Konkluzja: nawet jeżeli AIvatary będą sprzeczne z nami samymi to nasza upośledzona psychika będzie tłumaczyła to sobie że tak naprawdę tego chcemy (Kahnmann, Caldini)
#ai #rozkminy #psychologia
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Psychiatryczny, luźny potok myśli.
31.
Zastanawiam nad tematem nowego wpisu i w sumie niczego sensownego mój umysł nie wyprodukował. Chyba pójdę na spontan.
Dobija mnie tutaj nuda. Najciekawszym wydarzeniami dnia są posiłki i posiadówy w palarni, a i tutaj dochodzi do momentów, kiedy 6 osób siedzi i nikomu nie chcę się gęby otworzyć. Tak więc siedzimy w takiej wymownej ciszy. Z niektórymi dobrze się milczy, z innymi gorzej. Nooo chyba że trafią się takie osobniki, którym gębą się nie zamyka i wciąż nawijają o tych samych sprawach. Kilka osób z być może większym taktem i cierpliwością kiwają głowami w odpowiedzi, jakby to co słyszą było dla nich czymś odkrywczym. Ja się od takich odcinam słuchawkami, sorka nie słyszę, mam słuchawki. Pewnie parę osób zna ten szprytny myk. Już nie mam ani grama wyrozumiałości dla takich kwiatków.
Ogółem zauważam, że tutejsza społeczność choruje nie tylko na zaburzenia psychiczne, ale również na skrajny egocentryzm. Poza paroma osobami, które mogłabym policzyć na palcach jednej dłoni, każdy najchętniej tylko by o sobie nawijał. Wciąż ja, ja, ja. Dochodzi do takich momentów, że jedna gościówa przegląduje drugą, w stylu ja o d⁎⁎ie, on o zupie. Osobliwie wyglądają takie dyskusje, którym przyglądam się z nieukrywaną fascynacją jak to można nie słuchać innych osób, będąc zamkniętym wyłącznie w swojej jaźni. Jest to oczywiście obserwowalne również w świecie zewnętrznym, ale przez to że jesteśmy zamknięci i skazani na siebie, to nawet nie idzie powiedzieć: nie, nie będziesz moim kumplem, elko idę w inną stronę, bo i tak zaraz zobaczymy się w palarni.
Chyba chciałam pisać o nudzie. Sorka, myśli mi skaczą z tematu na temat. Pozwalam sobie na ten potok myśli. Jestem w szpitalu, gdzie jest i tak bardzo dużo aktywności. Poza spotkaniami społeczności, codziennymi wizytami lekarzy i terapeutów, mamy masę zajęć, gierek, puzzelków, baaa nawet TV z funkcją smart i amoled. Tutaj jest tak jakby luksusowo. Tyle, że wszystkim idzie się szybko znudzić i zniechęcić. Zwłaszcza jak starannie sortujesz 1000 puzzli, ale Leszek aka Cygan przyjdzie Ci i machnie rączką niszcząc owoce 2 godzin pracy i pomiesza wszystko, bo raczyłeś odejść od stanowiska na tą jedną pieprzoną minutkę. Nosz cholera jasna.
Nie ukrywam, że mam dużo frustracji w związku z pobytem, jutro mi miną 2 tygodnie i ani widu ani słychu wypisu. Widocznie, nadszedł moment kryzysowy, ale ja już mam tak dosyć ludzi. To jest piekło dla introwertyków. Tylko w jednym momencie udało mi się zapomnieć o tym, że jestem w szpitalu, jak odpaliłam sobie z koleżanką w telewizowni Fallouta wieczorkiem wczoraj. Miałam momentami wrażenie, że umówiłam się z kumpelą na wspólne oglądanie. Tylko popcornu brakowało.
W związku z tym co napisałam powyżej, dodam taką osobistą wzmiankę na temat ciekawych, nowych uczuć które przyszło mi doznać. Serial Fallout jest serialem brutalnym, krwawym, bardzo obrazowym. Osoba z którą oglądałam to wspomniana dwa wpisy temu dziewczyna, która rozwaliła w manii mamie głowę kamieniem. Opowiadała mi wcześniej, że wpadła w psychozę, kiedy obmywała się z jej krwi, opisując to z szaloną dawką szczegółów. Teraz dodając dwa do dwóch, możecie sobie wyobrazić jak stresowałam się podczas sensu, że jakaś trauma się w niej odpali gdy raz za razem ktoś tam lata zalany krwią, albo tłukł kogoś po głowie łopatą. Co chwila spoglądałam na nią z niepokojem. Jeszcze wcześniej czegoś takiego nie doznałam, do tej pory to były tylko fikcyjne obrazy przemocy. Natomiast wczoraj było to coś znacznie bardziej namacalnego. Nie wiem w sumie nawet czy udało mi się to dobrze opisać, więc w skrócie: wczorajsze oglądanie serialu, było jak seans breaking bad z człowiekiem uzależnionym od mety.
Dobra, kończe, bo czuje że mogłabym tak skakać z tematu na temat, czyniąc ten post nie potrzebnie dłuższym. Do zobaczyska!

@Fafalala
Ogółem zauważam, że tutejsza społeczność choruje nie tylko na zaburzenia psychiczne, ale również na skrajny egocentryzm. Poza paroma osobami, które mogłabym policzyć na palcach jednej dłoni, każdy najchętniej tylko by o sobie nawijał. Wciąż ja, ja, ja.
Chyba nie tylko społeczność Twojego szpitala. Przeczytałem wszystkie dotychczasowe komentarze pod Twoim postem i wszystkie zaczynają się od "ja": ja bym zrobiła to czy tamto.
Brak prywatności z powodu przebywania z tyloma ludźmi musi być dla Ciebie ciężki do zniesienia. Współczuję.
@Fafalala Papieros! O nie wiem czemu wcześniej wpisu nie widziałem. Same dobre opinie o serialu widzę, a on wciąż kisi się na liście do obejrzenia. Ja gdy mam rozbiegane myśli w głowie, często staram się pisać wiersze czy inne utwory co później się przekłada na jakiś rodzaj autorefleksji też? Ale tak ciężko doradzić co by mogło pomóc uniwersalnego, a na Cygana pewnie jakiś sposób sprytny by się znalazł, bo wszystko znieść można, ale nie niszczenie puzzli!
Ciekawa fotografia, możesz gdzieś wyjść aby zdjęcie zrobić czy widok z okna?
Zaloguj się aby komentować
Cześć wszystkim, potrzebuje porady bo już sam nie wiem co myśleć. Spotykałem się z pewną dziewczyną dość krótki okres ale bardzo przypadliśmy sobie do gustu. Ja 25 lvl ona 23 lvl. Widziałem że była w rodzinie zastępczej ale było jej tam bardzo źle. ( To taki biznes polegający na braniu pieniędzy za to że ma się w domu cudze dzieci). Nie mogła tam wytrzymać i uciekła do koleżanki potem ja jej zaproponowałem żeby się wprowadziła, bo nie mogła tam widzenie byc. Generalnie uczy się w szkole policealnej i pracuje dorywczo. Sam jestem osobą dość wycofaną, mam niską samoocenę i mam się trochę za spierdoxa. Tzw swój świat. Ale wracając do sedna. Nie chciałem nigdy forsować tematu jej biologicznej rodziny bo wiedziałem że jest to dla niej trudne, ale podczas jednej z rozmów powiedziała że jej matka piła w ciąży. To mi zapaliło lampkę w głowie i zacząłem czytać o Fas. Zauważyłem że ma charakterystyczne cechy na twarzy. Oraz wspominała o dużych problemach w szkole. Tutaj pragnę nadmienić że sam nie jestem ani nie byłem orłem. Jestem po zawodówce nawet nie mam prawka bo oblewalem praktykę 5 razy przez stres i sam pochodze z rodziny alkoholowej tzn ojciec pił a matka nie. Zaczynam sobie łączyć kropki i zastanawiam się co mam zrobić bo naczytałem się w internecie na ten temat. Generalnie moja dziewczyna nie pije, nie pali Jest wierząca, pracowita tzn pomaga mi w domu chodzi do szkoły i jest bardzo ładna, uprawiamy dużo sportu nawet ma prawko czego ja nie nie :(. Jednak świadomość tego że jest chora trochę mnie przybija i od niej oddala. Moja najbliższą rodzina ją bardzo polubiła. Widzę że ma trudności z niektórymi rzeczami. Powiedzcie co byście zrobili na moim miejscu? Czy nas związek ma sens według was. Pozdrawiam :) #zwiazki #rozowepaski #przegryw #rozkminy #niewiemjakotagowac
Jesteś wycofany , masz niska samoocenę, masz siebie za spierdoxa nie masz prawka jesteś po zawodówce - wiedz że dla większości kobiet to jest większa choroba niż jakiś tam FAS więc uważałabym z celowaniem wyżej.
Pasujecie do siebie bo oboje targacie swój krzyż a raczej czerwone flagi.
A poza tym każdy ma jakieś problemy, i lepsze te znane niż nie znane.
Czy wasz związek ma sens ? Jeżeli się kochacie to c⁎⁎j z wami ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@AmAd To co ona ma nie jest dziedziczne (!!!). Pomimo tego FAS jest wg ciebie ładna. Też masz "mankamenty" koleś. Jeśli to naprawdę jest miłość czy coś w tym stylu to sądzę,że nie ma sensu się tego czepiać. Powiem tak,idealna to ona pewnie nie jest,ale jak nie jest 1/10 i cię kocha oraz nie drze na ciebie pyska o byle co to chłopie - nie narzekaj, darowanemu koniowi nie zagląda się przecież w zęby a LEPSZE JEST WROGIEM DOBREGO. Twoja decyzja ,ale życzę jak najlepiej. Najważniejsze pytanie czy ty coś do niej czujesz i czy ona coś czuje do ciebie. Innych pytań nie zadawaj.
(No może pytanie z czego opłacić ślub i jak utrzymacie siebie i "gówniaki" ale... To jest pytanie z gatunku "zmartwienia")
Co do prawka - będą mieć na mnie kolejnego haka niektórzy - trudno. Sam zdałem dopiero za 7mym razem. Też praktyka.Trzeba mieć sensownego instruktora i nie łamać się. Egzaminatorzy to k... dążące do tego,żeby cię udupić na byle czym bo na tym obecnie zarabiają odkąd znacznie utrudniono korupcję. Bez wyjeżdżenia w cholerę godzin nie jest lekko zrobić prawko.A potem eksploatacja auta,opłaty... oj. Jeszcze ostatnie pomysły eurozjebów żeby najlepiej zakazać aut.Chore to.
PS: Patrząc na twoje poprzednie wpisy to nie wiem,czy nie ściemniasz.Ale... co mi tam.
Zaloguj się aby komentować
Jak ten czas zapieprza dopiero co był piatek a jutro już poniedziałek
#rozkminy

Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #psychologia #mania #rozkminy #trudnesprawy #iinnetakietakie
TLDR: Kto był już w psychiatryku, ten się w cyrku nie śmieje, czyli natarcie chorych starców i dysfunkcyjne rodziny.
29.
Mijają kolejne dni, a ja już dostałam upgrade w postaci przeniesienia mnie z oddziału obserwacyjnego B dla mentalnych hardkorów, do oddziału bardziej terapeutycznego C. Oznacza to że poza integracyjnymi spotkaniami przy ciasteczku i herbatce, oraz muzykoterapii czy tam innym psychorysunkiem dostaję w gratisie starców z demencją i konieczność użerania się z nimi, ponieważ wchodzą do każdej sali grzebiąc i wynosząc rzeczy innych pacjentów. Dla Ciebie to może być zwyczajna piłeczka ping-pongowa, ale dla Pana Leszka to jajeczko, którym trzeba się odpowiednio zaopiekować owijając delikatnie chusteczkami - wiadomo, embrionkowkowi nie było zimno.
Poziom zróżnicowania trudności i zaburzeń na tym oddziale jest przeogromna. Aż czasem nie idzie się połapać jak, i czy w ogóle jest sens wchodzić w gadkę. No ale jesteśmy na siebie skazani, więc staramy się stworzyć jakiś pozór wspólnej koegzystencji. Gdy tak sobie rozmawiam z ludźmi będącym w kontakcie w wysoce terapeutycznej palarni, można dojść do jednego wniosku, że większość naszych trudności i zaburzeń wynika z zaniedbań i okrucieństwa rodziców i bliskich. Mamy tu dziewczynę, która jest regularnie wsadzana do psychiatryków przez matkę z powodu rzekomej schizofrenii. Już zaliczyła 18 pobytów w ośrodkach leczenia psychicznego. Niektóre nawet półtora roczne. Powód pierwszy władza, a powód drugi renta do kieszeni opiekunów. Jest w trakcie sprawy sądowej, aby uniknąć kolejnego tak długiego pobytu w ośrodku, bo już na tym etapie inaczej nie da się tego rozwiązać.
Postać druga dziewczyna z CHAD, którą już od wcześniej dorosłości matka wpychała do szpitali psychiatrycznych. Póki była depresja to było dobrze, była opieka, głaskanie po główce i pełna kontrola, ale gdzy córka wychodziła z depresji i chciała pojechać gdzieś rowerem, albo iść na spotkanie ze znajomymi to hurr durr, mania się zaczyna trzeba szybko do szpitala! Takim postępowaniem uniemożliwili jej zaplanowany wyjazd do Tajladu i Nowego Jorku na roczny staż. Dziewczyna skończyła prawo i dwa inne kierunki, miała stypendium i możliwość rozwoju poza granicami kraju, ale ni c⁎⁎ja. Nie ma NY, jedyne co możemy Ci to zafundować kolejny pobyt w Tworkach. Ta historia nie mogła mieć dobrego zakończenia. Dziewczyna w przypływie skrajnej frustracji po wcześniejszym ataku matki, chwyciła za przydrożny kamień i nim zmaskarowała jej twarzoczaszkę. Nie było wiadomo czy mama przeżyje, ale jedno już było pewne, że tym aktem desperacji usuneła sobie wiele szans do dalszego zawodowego rozwoju. Już nie wspominając o tym wielkim poczuciu winy jaki nosi teraz w sobie.
Historie są różne, ale wszystkie które zdarzyłam do tej pory wysłuchać, zazwyczaj łączą się jednym punkcie - rodzina. I tak jak już kiedyś dawno, dawno temu pisałam, że nie ma większej tragedi ludzkiej, niż to że jesteś powoływany na świat przez kompletnie przypadkowych ludzi, który sami najczęściej nie są gotowi do miłości - ani do siebie, ani do kogoś innego. Gdzie tutaj miejsce na poczucie bezpieczeństwa, które warunkuje nasz styl działania i schemat myślenia kiedy pełnisz funkcje emocjonalnego kubła dla rodzica. Pierdolona lotera.
A u mnie dzisiaj dobrze, nadzwyczaj dobrze (pisałam ten wpis w nocy z soboty na niedzielę). Wczoraj miałam gorszy dzień, że stresu z powodu "przeprowadzki" mocno mi się nasiliły objawy FMD (functional movement disorder) i nijak mogłam zapanowac nad drzeniem prawej ręki. Napierdalała węgorza przez 4h. Próbowałam nawet wyciszyć tę reakcję z ciała spokojną muzyką klasyczną, ale odnosiłam wrażenie że ta bulwa to do rytmu zaczęła podrygiwać drwiąc ze mnie. Puściło samoistnie o 16, o tak o. Sekundę później już spałam twardym snem do 20. Dzisiaj jest lepiej, na tyle dobrze że kwestionuję własną chorobę. Zupełnie jakbym zapomniała o desperacji w jakiej byłam parę dni temu, błagając lekarzy żeby w końcu pozwolili mi wyjść i się zabić, bo ludzie umierają i takie rzeczy dzieją się codzienne, więc dlaczego nie ja.
I ogólem, weekendy w szpitalu są strasznie nudne. Dobrze że chociaż są puzzle i stół do pingla. Muszę ćwiczyć, aby w końcu honorowo zmiażdzyć mojego partnera w jakże zacznej dyscyplinie zwanej tenisem stołowym.
A Wam wszystkim czytającym i nie czytający w sumie też, bo dlaczego nie życzę smacznej porannej kawusi czy herbatki w ten niedzielny dzionek. Do zobaczenia.

@Fafalala
Mamy tu dziewczynę, która jest regularnie wsadzana do psychiatryków przez matkę z powodu rzekomej schizofrenii. Już zaliczyła 18 pobytów w ośrodkach leczenia psychicznego. Niektóre nawet półtora roczne.
Przez półtora roku żaden lekarz w ośrodku nie połapał się, że to nie schizofrenia? A może jednak kolejne urojenia?
Zaloguj się aby komentować
#gownowpis #rozkminy
Ej bo w sumie to znając skład chemiczny planet np naszego układu to jesteśmy w stanie chyba określić jaki jest ich zapach prawda? Np jeśli na Wenus jest metan to wiadomo że śmierdzi bączurasem szczurasem. Czemu nigdzie nie ma takich informacji? XD
Obrazek nie powiązany

Zaloguj się aby komentować