Jak czytacie nazwisko Oleksiejczuk? "Olekśejczuk", czy "Oleksjejczuk"?
#rozkminy i trochę #mma
Jak czytacie nazwisko Oleksiejczuk? "Olekśejczuk", czy "Oleksjejczuk"?
#rozkminy i trochę #mma
Zaloguj się aby komentować
Powiedzcie mi czy ze mną jest coś nie halo, czy Wam również jest tak ciężko wysiedzieć w pracy.
Mam dobrą biurową robotę, zazwyczaj spokojną, atmosfera jest w porządku. A mnie nosi od środka mając świadomość, że mógłbym teraz:
-spędzać czas z rodziną lub znajomymi
-pisać, robić muzykę lub coś innego twórczego
-biegać, ćwiczyć na siłowni
-zrobić wycieczkę motocyklową/rowerową
-przeczytać książkę
-pograć w gry
-obejrzeć jakiś film lub serial
-ogarnąć różne tematy okołodomowe
Życie daje tyle możliwości wykorzystania czasu, a tkwimy w systemie, gdzie większość dnia spędzamy w robocie.
Tak, wiem, że z czegoś trzeba żyć i nikt mi pieniążków nie da.
Tak, wiem, że można zmienić pracę ale raczej wszędzie na etacie miałbym podobne myśli.
Czasem się czuję jak kosmita zupełnie nieprzystosowany do życia na tej planecie.
#pracbaza #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Co kieruje ludźmi, którzy mając na nazwisko np. Tomeczek, Adamski, Michalski, dają swoim dzieciom imię (odpowiednio) Tomasz, Adam, Michał? Może ktoś z Was, nomen-omen Tomki jest dzieckiem takiego zabawnego rodzica lub sam jest aspirującym zabawnym rodzicem?
#kiciochpyta #zapytajhejto #pytanie #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
W muzyce często słyszę jak ktoś porównuje kogoś styl do kogoś kto już długo jest na scenie.
I tak kminie 🤔
Da się w ogóle nie być do kogoś porównamy, skoro jest tych treści i artystów - w chujom szalom dużo 🤔
#rozkminy #muzyka
Zaloguj się aby komentować
Obejrzałem właśnie miniserial "11.22.63" (facet przenosi się w czasie do 1963 r.) i stąd mam pytanie do Was:
Dostajecie 50 tys. złotych i przenosicie się na tydzień do Polski w 1995 roku (czyli już po denominacji). Jak spędzacie ten tydzień?
Kiedy nad tym myślałem, w zasadzie brakowało mi pomysłów na wydawanie pieniędzy. Samochody i elektronika? Przestarzałe! Filmy z 1995 roku? Już dawno oglądałem! Kraków czy Malbork mógłbym sobie pozwiedzać i dzisiaj.
Średnia pensja wynosiła wtedy 702 zł brutto miesięcznie, co na rękę dawało wówczas około 560 zł.
#polska #1995 #podrozewczasie #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Dla wielu z nas przyjdzie taki moment, że będziemy liczyć ostatnie tygodnie, dni i godziny życia, które nam pozostały. Co wtedy zrobić? Niestety wiem, co to oznacza. Jeśli kiedyś dopadnie Cię ciężka choroba lub starość, umieranie może być długotrwałym procesem. Może trwać dni lub miesiące, a świadomość, że jest to nieuniknione, jest trudna do przyjęcia. Jeśli masz bliskich, warto spisać testament u notariusza. To oszczędzi im później wiele pracy z urzędami, oświadczeniami, umowami i być może kłótniami. Trzeba się z tym pogodzić.Jeżeli żyło się z kimś przez wiele lat i nigdy się nie okłamywaliście, nie warto teraz tego zmieniać. Jeśli wierzysz w coś, warto skontaktować się z zaufanym duchownym – księdzem, rabinem czy nauczycielem buddyjskim, w zależności od wyznania. Warto poszukać wsparcia w tej sferze. Jeśli jesteś niewierzący, warto przemyśleć kilka spraw, które mogą być dla Ciebie ważne.Ciesz się ostatnimi dniami i rób to, co sprawiało Ci przyjemność, na przykład zorganizuj ognisko. Moment śmierci jeszcze nie nadszedł, więc spędzaj czas z rodziną i rozmawiaj o tym, w co wierzycie i co może czekać po drugiej stronie. Zachowaj spokój – panika i tak nic nie zmieni. Umieranie może być bolesne, ale są leki uśmierzające ból, o których warto pamiętać. Każdy wtedy czuje strach – nie ma na to mocnych.Zastanów się, z kim chciałbyś się pożegnać, poproś starych przyjaciół o odwiedziny i pożegnaj się z nimi. Przemyśl, jakie informacje mogą przydać się innym po Twojej śmierci, i zbierz je w jednym miejscu. Odejść z godnością jest ważne, zwłaszcza jeśli możesz być z kimś bliskim w ostatnich chwilach. Nie zabieramy ze sobą nic z tego świata – żadnych rzeczy ani pieniędzy. Wszystko zostawiamy za sobą. Warto walczyć do momentu, gdy cierpienie jest jeszcze znośne. Kiedy staje się nie do zniesienia, warto odejść – umierający ma ogromny wpływ na to, kiedy odejdzie. Siłą woli można czasem jeszcze zyskać kilka godzin, ale czy warto? Moim zdaniem nie.
Wszystkim wam życzę spokojnej śmierci, bez cierpienia w odpowiednim czasie, ale przede wszystkim dobrego życia pełnego miłości i mądrości.
#zalesie #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Jeśli na Marsie są chmury i była woda.
To czy można gdybać że było tam życie ale musiało opuścić Marsa 🤔
Może stamtąd my się tutaj wzięli i nie warto wracać albo to taki cykl. Mars - Ziemia - Mars 🤔
#mars #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Ciekawe czy papież wiedział, że nie ma nic po śmierci. Taki mądry człowiek powinien takie rzeczy wiedzieć, a to, że mówił co innego no to cóż... Był CEO jednej z najstarszych korporacji na świecie no to co miał gadać... Firma by mu padła, a dużo ludzi zatrudnia i ma sporo klientów.
#rozkminy #gownowpis

Zaloguj się aby komentować
Kochani, jak to jest z tym dostawaniem się do klasztoru Magów Ognia na nauki bimbrownictwa? Rozumiem ten tysiąc złota, bo każdy chce złota. Ale na co im owca? Przecież Wrzód chyba nigdy nie był Arcymistrzem Kręgu Ognia...
#gothic #gothic2 #staregry #rozkminy #heheszki #pdk
Zaloguj się aby komentować
Jak byłem mały i spędzałem wakacje u babci to często babcię odwiedzała Jej koleżanka tj. Pani Tobołowa. Pani Tobołowa wpadała do babci zawsze wracając ze sprawunków obładowana zakupami w siatkach.
Mając 7 czy 10 lat byłem przekonany, że Pani Tobołowa to ksywka xd w Poznaniu używało sie takiego śmiesznego słowa „toboły” na dużą ilość bzdetów które ktoś nosi. Strasznie mnie to śmieszyło, że Babcia do ksywki dodaje zawsze przedrostek Pani.
Rozkminialem wtedy, że jak będę miał 70lat to do grubego z klasy nie będę mówił gruby tylko Pan Gruby xD
Na moje nieszczęście okazało się po paru latach, że Pani Tobołowa ma nazwisko po mężu.
#rozkminy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Kurła.
Zalicytowałem dla beki kordłe obciążeniową i wygrałem i teraz wypadałoby kupić.
#tylewygrac #tyleprzegrac #rozkminy #allegro
Zdjęcie ilustracyjne

@Felonious_Gru Mam to się wypowiem. Jeśli chodzi o spanie to ten ciezar sie tak rozkłada że mała różnica w porównaniu ze zwykłą. No moze stopy mi dobrze dociąża. A tak to dużo lepiej mi dziala mój obciążeniowy kot Behemot. Ale upierdliwe jest scielenie łóżka z taką kołdrą - wyjąć takiego skurczysyna ze skrzyni kanapy jedną ręką to nie w kij dmuchał. Nie raz sobie zaklnę wesoło pod nosem.
Zaloguj się aby komentować
Z racji tego że średnia użytkowników na tym portalu wskazuje że są już w większości po pierwszym i kolejnym badaniu prostaty, pomyślałem że warto tutaj zadać pewne pytanie.
Czy uważacie że od czasu jak weszliśmy do Unii Europejskiej i wdrożeniu min około ekologicznych dyrektyw, macie poczucie że czystość środowiska dookoła poprawiła się znacząco (lub w jakikolwiek sposób)?
A może np uważacie że są inne czynniki które na to wpływają, jak np bogacenie się społeczeństwa?
Jestem bardzo ciekaw waszych spostrzeżeń. (bez ankiety)
Zastanawia mnie czy po tym wszystkim te działania są widoczne/odczuwalne dla szarego kowalskiego.
#uniaeuropejska #srodowisko #przemyslenia #pytanie #rozkminy
@Czokowoko To pewnie zależy od miejsca zamieszkania. U mnie na Górnym Śląsku zmiana jest radykalna. I to nie tylko w dziedzinie infrastruktury, czy zagospodarowywania miejsc, które uznawałem za utracone dla życia biologicznego na zawsze. Widzę również zmianę w myśleniu ludzi, którzy po prostu nie chcą już żyć w chemicznym i pokopalnianym syfie. Nawet górnicy, przynajmniej niektórzy.
@Czokowoko śmiecą dużo mniej, ale to chyba wynika z tego, że pokolenie starych dziadów dla których wszystko co państwowe to niczyje sukcesywnie schodzi z tego świata, np. mój sąsiad miał takie zjebane przyzwyczajenie, że wszystkie śmieci gdzieś wywoził, cholera wie gdzie choć jednocześnie płacił za wywóz śmieci. nigdy nie wystawiał worków, ciekawe, nie? ale starym capom nie przetłumaczysz.
natomiast ogólnie powycinali bardzo dużo drzew przez co upał w lecie jest nie do zniesienia, jest zupełnie jak na patelni.
dla władzy to dobrze bo dzięki temu można zrzucić winę na "globalne ocieplenie" i ściągać jeszcze więcej podatków
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Psychiatryk to mój nowy dom, i o tym jak moja jedna historia znajdzie się w komiksie.
40.
To mój kolejny okrągły post, a będzie tak nudny. Spada mi motywacja do pisania, a właściwie nie wiem co mogłabym więcej Wam napisać. Nadal jestem tutaj gdzie byłam. Już minął mi 6 tydzień. Niepokoję się, bo zaczynam się tutaj zadamawiać. Mam już ogarnięte aktywności, kontakty z pacjentami i personelem, sympatię i antypatie. Rzeczy coraz więcej, zamiast odwrotnie. Jednym słowem niedobrze. Pamiętam, że jak przybyłam to była taka pacjentka, która już prawie 2 miesiąc w szpitalu odhaczała. Miała masę rzeczy, ciuszki, ręczniki, mydełka, gąbeczki do mycia naczyń i milion innych szpargałów, które wtedy wydały mi się niepotrzebne i na wyrost. Teraz ja nią jestem, dla nowych osób w sali, pomimo tego że staram się to wszystko trzymać we względnym porządku.
Jestem nadal na etapie górek i dołków. Cykle zmieniają mi się z podobną dynamiką co rozprzestrzeniający się ogień w centrum handlowym na Marywilskiej. Nie idzie tego ogarnąć. Teraz jestem na górce, ale jak to jest nie będę już po raz kolejny pisać, tańczę, śpiewam, robię fikołki. Próbują ogarnąć to lekarze jak i ja sama. Już chciałabym we względnym spokoju wrócić do domu, do tego szykującego się nudnego życia bez używek, wariactw, czy zmian. Rutyna, rutyna i jeszcze raz nuda. Nie wiem czy to uniosę, ale może to przez hipomanie wydaje mi się to mało atrakcyjne. Jestem przecie królową życia. Zresztą juz sama nie wiem czy to jest to, co mi dolega. Tak, właśnie kwestionuję diagnozę. Może ja jestem zwyczajnie mocno pie⁎⁎⁎⁎⁎ięta.
Widzę moc leków gdy patrzę na progres innych ludzi. Pamiętacie babeczkę, co mnie pytała o to na jakiej planecie żyjemy? Teraz jest osobą, która miluje dokształcanie się w zakresie psychologii i jest w tym dobra. Sama nie dowierza, że takie maniany odwalała jak tutaj przyjechała. Gdy jej to opowiadałam, kazała mi przysiądz że nie kłamie. Baa nawet jakbym chciała, nie dałabym rady wymyślić takich barwnych i szalonych kłamstw. Albo Pani Alina - wcześniej bawiła się swoim kałem, ale po paru sesjach elektrowstrząsów opowiada na ogródku o swoim gospodarstwie rolnym i wnukach. Z wieloma pacjentami tak jest, że się wyciągają z czasem. Może i ja jestem jedną z nich. Chciałabym, ale aby to wszystko szybciej przebiegało, to miejsce nie ma być moim domem.
Z ciekawostek dodam, że moja historia z zakresu autoagresji zostanie użyta w komiksowej antologii na temat tego problemu. Rok temu na festiwalu komiksu w Łodzi po prelekcji nt. pierwszego komiksu z cyklu "Przerysowani" dotyczącym problemu narkomanii, po usłyszeniu informacji że kolejny ma być o wyżej wspomnianym temacie podeszłam na luzie do inicjatora akcji mówiąc że mogłabym chyba coś dodać od siebie w tym temacie. Taki życiowy spontan. Wymieniliśmy się kontaktami i byłam pewna że temat umarł śmiercią naturalną. O dziwo nie. Jakiś czas temu osoba z fundacji Gildia Superbohaterów odezwała się, pytając czy jestem nadal zainteresowana uczestnictwem w projekcie. Powiedziałam, że no ba, kurde, jaha ziom. Znam to piekło od podszewki. Dałam mu link do mojego wpisu pod fafatagiem gdzie opisuje wszystko z własnej perspektywy. Możecie jego poszukać, to 13 wpis, ale ostrzegam delikatniejsze osoby, że jest mocny. Pan Michał zapoznał się z tym wpisem i krótko napisał, że jest jest on dosadny, poruszający i właśnie takich historii poszukują. Później już umówiliśmy się na wywiad, bardzo ciężki bo trzęsłam się z samego powodu powrotu do tego wszystkiego. Usłyszałam że jestem bardzo dzielna w tym wszystkim i w ogóle często to słyszę ostatnio, to dodaje mi skrzydeł chociaż i to kwestionuje. Syndrom oszusta alert! No dobra, podsumowując, za niedługo będę mogła poszerzyć fafalowe uniwersum o komiksową historię z życia wzietą. Dam Wam znać jak już będzie gotowa. Z chęcią się pochwalę. :)
W sumie nie najgorszy ten wpis. Dziękuję że jesteście ze mną już tak długo i trzymajcie kciuki abym pisała dalej, bo kocham to bardzo. Zarówno sam proces, jak i to co się dzieje po publikacji. Jesteście najlepsi!

@Fafalala
progres
Postęp!
(sorry musiałem
Niech to motyla kolonoskopia, aż musiałem sprawdzić czy nie ściemniasz i nadal stosuje się elektrowstrząsy.
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Terapia_elektrowstrz%C4%85sowa

@Fafalala No i oczywiście w komiksie.... papieros
po staremu życzę zdrowia i żebyś się tam trzymała.
Jak człowiek się czymś zajmie to trochę to odwraca uwagę od sytuacji. No dopóki nie problemy nie wracają i nie walą sierpowego między oczy... U mnie deprecha złagodzona pracą. Co prawda na czarno,ale nie mam czasu myśleć - ot przerobie,szukam w międzyczasie i choć nie mam czasu zauważyć że nie znajduję i że nadal jest jednak do d⁎⁎y... No dopóki koledzy z roboty nie włączą radia z tymi cholernymi radosnymi piosenkami o tych cholernych szczęśliwych ludziach żyjących normalniejszym życiem. Wtedy trzeba się mobilizować by mimo wszystko działać dalej.
Ja powoli zaczynam sobie uświadamiać, że być może właśnie nadmierne ciśnienie na rozwiązanie każdego problemu może mi bardziej utrudniać życie nić pomagać.
@LondoMollari : Zaraz zaraz, to można nauczyć się tak nie robić ?
Zaloguj się aby komentować
Wiecie, przy okazji matur ustnych z polskiego (nie moich, ja już mam pozaliczane), przypomniało mi się "Wesele", jeden z Wielkiej Trójcy pogromców maturzystów (do której chyba można też zaliczyć Dziady cz. 3 i chyba jeszcze pana Tadeusza). Pamiętacie pewnie, chłop z miasta żeni się z kobietą ze wsi i wszyscy znajomi pana młodego żrą się ze wszystkimi znajomymi panny młodej. I doszło do mnie, że teraz w kwestii polityki mamy podobnie. Wiecie, w miastach jest "hehe, nieudaczniki ze wsi głosują na, hehe PiS", a na wsi jest "uśmiechnięta Bolzga, für Dojczland" i tak dalej. Jestem świadomy że nie wszyscy w miastach krzyczą że j⁎⁎ać PiS i nie wszyscy na wsi oglądają TV Republika, ale no z grubsza tak wyglądają postawy większości społeczeństw "Polski A" oraz "Polski B-XXX". I w konsekwencji mamy to, co mamy. Ludzie podzieleni, nie potrafią się dogadać a politycy tylko korzystają na tym i jeszcze bardziej dzielą naród. Szkoda. ://
#polityka #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Przeprowadzka... znowu, więcej pierdololo o depresji, moje filozoficzne wybory i brzemię traumy.
39.
Po obserwacji na oddziale B, wróciłam na oddział C. Dzięki bogu, a właściwie dzięki mojej lekarz prowadzącej która wyprosiła to na lekarce specjalistce. Na tym oddziale odwalały się takie maniany, że wprost mówiłam, że ja w tym środowisku czuje się znacznie gorzej i nie ma opcji abym miała tutaj zdrowieć. No wyobraźcie sobie funkcjonowanie ze współlokatorką schizofreniczką która napierdzielała jakieś pasjonujące rozmowy z bogiem po nocy i która zadawała mi pytania stojąc nade mną typu: na jakiej planecie żyjemy? To pierwszy raz kiedy ktoś mnie o coś takiego nieironicznie pytał. Czy mogę to sobie oznaczyć jako achievement?
Nie jestem stabilna, czuje się jakbym nigdy miała już nie być szczęśliwa. Otacza mnie pustka zewnętrzna, a wszystko wewnatrz mnie jest jałowe, płaskie i złużyte. Nie mam na tak wiele rzeczy siły, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość wolnego czasu. To wpędza mnie w większy dół. Na pocieszenie swoje i Wasze czuje ze robię małe kroczki ku lepszemu, przykładowo mogę się skupić na czytaniu chwilę dłużej, albo zasypiam bez potrzeby dodatkowego leku nasennego. Relanium wystarcza. Myśli o zrobieniu sobie krzywdy mam prawie codziennie. Nie mogę od żałować, że kiedy miałam okazję to mocniej nie przeciągnęłam tą żyletką. Samo patrzenie na nowo powstałe blizny generuje we mnie osobliwą mieszankę frustracji i ekscytacji. To nie jest normalne, bo przecież mam i chcę dla kogo żyć.
Czuję też wielkie poczucie winy wobec rodziny i partnera, którzy dwoją się i troją aby mi dogodzić i aby mnie uszczęśliwiać. W tym miejscu czuje, że stoję przed wyborem najwyższego rzędu i muszę zadać sobie za⁎⁎⁎⁎scie, ale to za⁎⁎⁎⁎scie ważne pytanie: czy wybieram drogę życia, czy śmierci? Czy chce dążyć do zdrowienia, czy unicetwienia? To bardzo trudny wybór dla osoby w moim położeniu, ale jest na tyle fundamentalny i kluczowy, że jak najszybciej muszę sobie na to odpowiedzieć. Czy ja chce żyć tak sama dla siebie, czy wybieram powolną (albo nie) drogę zniszczenia lokując wolę istnienia w innych. Mam tak dobre życie, tak wspaniałych ludzi wokół, sama w sobie mam ogromny potencjał, ale z drugiej strony skrywam w sobie kosmiczne pokłady bólu i tyle ran nie tylko na ciele od których chciałbym uciec, których nie umiem zaakceptować, unieść z godnością. Słyszę od tak wielu osób, że jestem dzielna, ale ja tego w ogóle nie czuje, wręcz przeciwnie czuje się słaba i niewystarczająca. Jakbym zawalała jedną rzecz po drugiej.
Cierpię bardzo, tak wiele złego wydarzyło się w moim życiu, a ja nie mogę tego przetrawić jakoś należycie. Miotam się w tym wszystkim jak komar złapany w pajęczą sieć. Dzisiaj po rozmowie z mamą, która totalnie nieświadomie użyła słowa klucza do aktywacji traumy doprowadziłam się do skrajnej histerii. Wyparcie przestało w tamtym momencie działać. Ale nie nie nie, nie mogę o tym pisać, myśleć, wszystko na raz w mojej głowie, sceny jedna za drugą. To się nie wydarzyło, to się nie wydarzyło. Nie nie nie. Nie wytrzymam tego.
Chwała, że są silne leki które są w stanie położyć mnie raz za razem na łopatki, tak abym mogła zapomnieć i stucznie się wyciszyć. Nadal walczę, ale na wspomaganiu.
Wołam @ZygoteNeverborn, bo dopytywał co tam u mnie, więc proszę. :)

Ehh szkoda ze tak ci zle ostatnio, te blizny w glowie sa najgorsze bo nigdy nie przestaja bolec, a drapac je mozna kazda mysla. Zchowaj sie pod kocyk tam gdzie nikt i nic cie nie znajdzie, ta faza przeminie, trzeba ja przespac, czy oczy otwarte czy szeroko zamkniete trzeba przeczekac az wszystko stanie sie znosne. Wiem o co biega, blizcy by wszystko zrobili ale wszystko to i tak za malo, oni nie wiedza ze do szklanki bez dna nie wlejesz nic mimo staran. Badz silna trzymaj sie tam, patrz sie na wschod, nadzieja wroci 5ego dnia o swicie.
« Niewolnicy na bazarach namiętności
Pełno sznyt na nadgarstkach
Najmniejszych wątpliwości
Chyba mnie rozumiesz źle
Przecież nie winię Cię o rzeczy
Na które nie masz wpływu
Pomyśl nim zaprzeczysz »
Zaloguj się aby komentować
Czemu to zawsze tak jest, szumny tytuł wskazuje, że"Para remontuje stary dom...". Na każdym zdjęciu z budowy urobiony, brudny facet, a jedyne zdjęcie które mają razem - on ujebany jak robol, a ona odstrojona, jak na gminn odpust. I co ona niby tam wyremontowała? Ileż to bab się podpisuje pod ciężką pracą mężczyzn, to się w pale nie mieści...A potem zdjęcia na sociale, "zbudowaliśMY, wyremontowaliśMY".
#rozkminy


Lekki off top ale ja dla przeciwwagi polece kanał sobie robie
https://youtube.com/@sobierobie?si=d3T8D\_liH2z1HU8y
Gdzie faktycznie parka remontuje i przerabia stary dom i tam jakoś kobieta nie boi się pracy fizycznej:)
Także nie ma co generalizować ale pewnie ogółem jest jak w temacie
Zaloguj się aby komentować
Tajemnica powstania tego świata i czy nasze życie to symulacja czy też nie, to jedyny z tematów w których, jak zaczniesz myśleć to końca nie ma 😒
#takaprawda #rozkminy
doszedłem do pytania skąd to się wszystko wzięło (materia, atomy, kosmos, nieskończoność ) a potem do pytania od kiedy to wszystko istnieje =>nieskończoność istnieje od zawsze (od nieskończoności ) przy takich parametrach równania dalsze rozważania nie miały sensu i dałem sobie spokój z tym tematem
Dam znać po śmierci - nie dasz ( nikt nigdy nie dał)- jeśli istniejemy w symulacji to śmierć jest jak wyłączenie aplikacji nic już nie zwojujesz i nikt Cię nie uruchomi po raz drugi i nikogo nie powiadomisz
Zaloguj się aby komentować
Jestem u dziadków, mieszkają w miasteczku powiatowym. Kiedyś miałem taki dziwny sen, którego akcja dzieje się właśnie w tym mieście powiatowym, gdzie oni mieszkają, był wtedy jakoś maj albo czerwiec. Nie było tam telefonów ani niczego takiego, co za chwilę będzie miało znaczenie. W rzeczywistości, jakieś dwadzieścia albo trzydzieści metrów od domu dziadków jest miejsce gdzie stoi piekarnia a w tym śnie stały tam takie trochę szeregówki trochę bloki. W innym miejscu stoją (w rzeczywistości) czteropiętrowe wielkopłytowce a koło nich idzie linia kolejowa.we śnie był tam generalnie pusty, wysypany żwirem plac a na nim były ruiny jakiegoś małego domku nie ogrodzone żadnym płotem ani niczym. No i generalnie to w tym śnie mieszkałem u dziadków i poznałem dziewczynę. Była fajna, bardzo miła, ładna, miała blond włosy i ogólnie to się zaprzyjaźniliśmy. Spędzaliśmy razem czas jeżdżąc na rowerach, siedząc w słońcu na ławeczce, która stała na przeciwko tych szeregówko-bloków. Ta ławeczka istnieje w rzeczywistości w tym samym miejscu w którym stała we śnie (czyli z rzeczywistości została przeniesiona do tego snu). No i po jakimś czasie (bliżej nieokreślonym) pocałowaliśmy się z tą dziewczyną. Dajmy jej na imię "Ania". W ten sposób zostaliśmy parą. Bardzo ją kochałem, jej towarzystwo dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Po tym naszym pocałunku nie zmieniło się jakoś dużo. Ciągle spędzaliśmy czas że sobą spacerując po okolicy, leżąc razem na trawie, przytulając się. Nie pamiętam żebyśmy się seksili. Generalnie to byłem z Anią bardzo szczęśliwy, kochaliśmy się, dawała mi dużo bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Spotykaliśmy się ze sobą codziennie i całe dnie mijały nam na wspólnym spędzaniu czasu. Była zawsze pogodna i ślicznie wyglądała ale jak się uśmiechała to po prostu no czułem takie ogromne szczęście... Było mi z Anią bardzo, bardzo dobrze, ponieważ darzyła mnie bezinteresowną miłością i dawała to poczucie bezpieczeństwa. W końcu któregoś dnia wyszedłem rano z domu i poszedłem do tej ławeczki przed tą szeregówkę w której mieszkała Ania i usiadłem na tej ławeczce, czekając aż z domu wyjdzie moja ukochana. Długo czekałem, ale Ania się nie pojawiała. Zapadł wieczór, ja cały dzień spędziłam na ławeczce oczekując na ujrzenie twarzy dziewczyny, którą tak bardzo kochałem, jednak bezskutecznie. Noc nadeszła, ulicę oświetlało pomarańczowe światło lamp ulicznych, jednak Ani nie było. Następnego dnia znowu czekałem na tej samej ławeczce na moją ukochaną, ale znowu się zawiodłem. Przez następne kilka dni siedziałem naprzeciwko drzwi przez które Ania wychodziła z domu lecz to oczekiwanie nie przyniosło rezultatów. W końcu wszedłem na klatkę tego "bloku" i po kolei pukałem do wszystkich drzwi pytając o Anię. Nie miałem pojęcia pod którym numerem ona mieszkała, dlatego właśnie tak robiłem. W końcu na trzecim, ostatnim piętrze otworzył mi facet koło czterdziestki. Wszyscy ludzie których wcześniej nachodziłem nie znali żadnej Ani. A gdy spytałem gościa czy zna Anię, powiedział mi że tak, że jest jej ojcem. Powiedziałem mu że jestem przyjacielem Ani i jakiś tydzień temu mieliśmy się spotkać, ale nie przyszła i się martwiłem. Facet odpowiedział że domyśla się że jestem chłopakiem jego córki i że od jakiegoś czasu spotykała się ze mną codziennie. Skoro miał tego świadomość to nie było co zaprzeczać, więc potwierdziłem. I wtedy gość powiedział "Ania już tutaj nie mieszka". Nie zrozumiałem tego wydawałoby się prostego komunikatu. Więc próbowałem się dowiedzieć więcej, że jak to, gdzie w takim razie teraz mieszka albo gdzie mógłbym ją znaleźć. Już nie pamiętam co mi odpowiedział, wydaje mi się że powiedział że albo Ania mieszka ze swoją matką w jakimś innym mieście albo nic nie powiedział. Bałem się że coś złego się jej stało albo że może miała jakiś wypadek i umarła. Jezu, tak strasznie się bałem, że faktycznie mogła umrzeć. Teraz mi przyszło do głowy, że może była na coś chora, tylko że w ogóle nie było niej widać jakiejkolwiek choroby. Ale prawie na pewno umarła, tylko nie miałem pojęcia z jakiej przyczyny. Byłem załamany, naprawdę czułem się strasznie, dużo płakałem. Pierwsza dziewczyna (mamy i sióstr nie liczę z oczywistych powodów) w moim życiu, która tak bardzo podniosła mnie na duchu (pamiętam, że w tamtym okresie miałem potworne samopoczucie i moje życie było bardziej taką przepełnioną smutkiem i rozpaczą wegetacją), sprawiła, że chciałem żyć, chciałem z nią i dla niej żyć... Nagle straciłem ją na zawsze i nawet nie miałem za bardzo pojęcia dlaczego. Dni mijały mi na przypominaniu sobie wspólnych chwil z moją kochaną Anią, przypominałem sobie jak bardzo z nią byłem szczęśliwy, czułem się wtedy bezpieczny, kochany, zaopiekowany. W ostatnim dniu, w którym ją widziałem i z nią byłem nie miałem przecież pojęcia, że to ostatni taki dzień. Zresztą skąd mogłem o tym wtedy wiedzieć? Tak więc no dni po rozmowie z ojcem Ani mijały pod znakiem nawrotu depresji (na dodatek takiego jakby wziął pięciokilowy młot i nim pierdolnął mi w głowę), płaczu i potwornego żalu. Aż w końcu się obudziłem. Cała opisana wcześniej historia była wytworem mojego okrutnego śniącego mózgu. A ja dalej czułem rozpacz i żal.
***
Mam właśnie tak, że część (i to całkiem duża, bo co najmniej 30 a może nawet 60 procent) moich snów bywa strasznie realna. Czasem nawet tak, że potem nie jestem w stanie powiedzieć, czy jakieś moje wspomnienie faktycznie wydarzyło się w rzeczywistości (tej, w której mamy telefony, hejto i robiącego swoją grę @MrGerwant), czy jest to jeden z moich snów (jak właśnie historia z Anią albo inne rzeczy) czy może jest to atak lęków/stresu (w którym doświadczam deja vu, nawrotu wspomnień z rzeczywistości, snów lub innych wytworów mojego mózgu). Więc no możecie to wszystko podsumować zdaniem "wiesz Zjedzonku, wydaje mi się, że jest to problem".
Dzisiaj byłem u dziadków i jak siedziałem sobie na tej ławeczce, która też pojawiła się w "Śnie o Ani", przypomniałem sobie tą historię i zrobiło mi się smutno. W tej chwili siedzę na peronie dworca kolejowego i przy pisaniu tego posta i opisywaniu tego snu zaczęły wracać kolejne kawałki tego snu (które już są opisane) i naprawdę poczułem ten smutek i żal, które poczułem wtedy po wybudzeniu się i powrocie do rzeczywistości. Tej rzeczywistości. #pdk
Ehhh akurat w tej chwili (16:38 dnia bożego 14.05.2024) dostałem kolejnego przebłysku deja vu, ale na szczęście lęk nie jest jeszcze duży. W każdym razie, kochani, osobom, które myślały że nie żyję albo coś pokazuję, że żyję. Chciałem się z Wami podzielić jakoś tym snem i tym jak zareagowałem gdy sobie ten sen dzisiaj przypomniałem. Pozdrawiam.
#zjedzonwszpitalu #psychologia #psychiatria #depresja #rozkminy #smierc i trochę też #przegryw
Wołam @ICD10F20, może Ci się spodoba.
Zaloguj się aby komentować
#fafasiezaburza #depresja #mania #psychologia #psychiatria #rozkminy #iinnetakietakie
TLDR: Koniec zabawy, czas na depresję.
38.
Zdegradowali mnie z odcinka C na odcinek B, tak zwany obserwacyjny. Mój stan się znacząco pogorszył, więc ograniczyli mi wolność i zabrali większość rzeczy, łącznie z ubraniami. Siedzę tutaj sama i zamulam. Nawet pobrali mi mocz aby sprawdzić, czy przypadkiem nie biorę narkotyków - taką świruską jestem. Myśli samobójcze i autoagresywne wywołały silny przymus zrobienia sobie krzywdy, co w dalszej kolejności doprowadziło do myślenia tunelowego. Zupełnie jakby nic innego nie mogło się już wydarzyć poza zranieniem się. Teraz żałuję tylko ze nie odważyłam mocniej się zranić. To jest k⁎⁎wa chore, bo mam dla kogo żyć poza sobą. Nie daje już sobie rady, znów spadłam w dół i wyjebałam się na ten swój głupi ryj. Nie mam już sił do siebie i tych paskudnych zmian nastroju. Już tracę nadzieję.

Sorki za brak kontaktu - działo się (i znów się na ryj wyjebało ech...) 3maj się tam. Życie jest jak papier toaletowy ale ta #depresja to i tak wredna k⁎⁎wa. Trzeba ciągnąć do przodu,kiedyś i tak umrzemy więc póki jesteśmy głupi musimy wierzyć,że skoro nadzieja jest naszą matką to może jednak ta zdzira kocha swe dzieci i że może ma to jakiś głębszy sens
Zaloguj się aby komentować