Czy orientuje się ktoś ile w aptece zamówiony minoksidil oralny by kosztował (na miesiąc)?
Ewentualnie szukam strony na której by się dało zamówić zdalnie. W USA mają ro.co gdzie hiper tanio wychodzi, w UK dało się zamawiać zanim wyszli z UE...
Będę próbować pertraktować z dermatolog żeby mi dała receptę na oralny, ale ona ździebko jest pie⁎⁎⁎⁎⁎ięta i mam duże wrażenie że siedzi w kieszeni big pharmy z tym jak ochoczo wciska Nezyr.
Mam dosyć bawienia się w pryskanie, a teraz od wiosny stosuję w piance która jest droższa. I tylko raz dziennie, a tak to bym miał dużo lepsze efekty.
#lysienie #apteka #medycyna #dermatologia #lekarz #farmacja
@Acrivec Nie widzę tego w żadnej aptece gdzie zamawiam leki ale w takim wypadku chyba nic więcej nie zostanie jak podzwonić. Sam kiedyś obdzwoniłem apteki w mieście by się dowiedzieć gdzie leki dostanę taniej i było warto bo rozrzut był ogromny.
Co myślicie o reformie w służbie zdrowia? Lekarze na umowie mają mieć limit na jaki mogą wystawić fakturę szpitalowi który ma umowę z NFZ, czy myślicie że takie limity w przyszłości mogą dotyczyć również ratowników i pielęgniarek? Nie będzie tak że przejdą do prywaty i tam będą walić takie stawki za wizytę i ewentualne leczenie? #polityka #medycyna #ratownictwo
Średnia wieku lekarza i personelu medycznego jest bardzo wysoka. Do tego koształcienie lekarza w PL trwa długo 5-6 lat więc oby im się to czkwaką nie odbiło jak będzie brakować specjalistów i będą zamykać oddziały. Co w powiatowej PL już się dzieje.
ten wywiad jest idealnym przykładem, że profesura nie powinna być tytułem - tylko stanowiskiem. Nie ma sensu wnikać, czy pani w swoim szczycie umysłowym była bardziej ogarnięta czy nie - w tej chwili niestety zwoje zlasowane na gładko...
A najgorsze jest to, że pi⁎⁎⁎⁎li jak typowy Janusz/Grażyna "hurr durr kiedyś to było" xD
dochodzi jeszcze aspekt czasu - postęp napierdala w wielu dziedzinach, zwłaszcza na szerokim świecie, że są ludzie którzy otrzymywali tytuły dawno, a potem słabo z aktualizacją wiedzy (czy brak chęci, czy znajomości języków, czy własne poglądy "ja/my wiem(y) lepiej hurr durr") to jak to się mówi: wolałbym rozmawiać z magistrem z MIT niż z profesorem polskiej politechniki...
przede wszystkim produkty nie podlegały realnej kontroli, a ludzie umierali bo nie żyli, więc często nie oczywiste powikłania po zatruciach z jednej strony, a niedożywieniu z drugiej, nie były kwalifikowane odpowiednio jako przyczyniające się do zgonu. Teraz jakość żywności stoi na wyższym poziomie i nie handluj z tym nawet. I mówię to jako gość którego rodzina była za PRL częściowo rolnicza, a częściowo z branży spożywczej na kierowniczych stanowiskach.
Masz dostęp do wysoko przetworzonej żywności, która przy złym zestawieniu diety przyczyni się do różnych schorzeń - a i tak będziesz żył dłużej i lepiej niż za komuny. A z drugiej strony masz dostęp do wysoko jakościowej żywności i pół-produktów, o które za PRLu trzeba było walczyć znajomościami/rodziną (w zakładach lub u rolnika), sklepami dla partyjniaków lub ich po prostu nie było bo nie było.
Godzinę temu na kolację zjadłem pierogi i wypiłem piwo. Od od ok. godziny nie mogę przestać pierdzieć. Nie boli mnie brzuch, ani nie mam biegunki, tylko średnio co 5 minut wypuszczam gazy. I tak od około godziny. Wiem, że głupie, ale mam się martwic? Ktoś miał tak kiedyś?
@bucz baba pi⁎⁎⁎⁎li jak potłuczona, a Rymanowski klaszcze uszami, bo nie był przygotowany merytorycznie. Tfu na takie dziennikarstwo. Bardzo szkodliwy podcast, który zrobi zasięgi znacznie więcej niż materiały weryfikujące twierdzenia Cichosz
Takie generalizowanie zero-jedynkowe jest bez sensu. Część produktów za PRL była lepszych a część gorszych niż to co dziś jemy. Poza tym ciężko zestawić własnoręcznie robione produkty z tym co oferowały wtedy sklepy.
Nie mniej jednak sporo dzisiejszej żywności to shit na czele z napompowanym wodą do granic możliwości mięsem.
@eloyard Ogolem, to stopnie naukowe zawsze wiążą się z dziedziną, w której osoba jest ekspertem. I nawet jeśli nadawane były by “ze stanowiskiem”, od własnego ego zależy czy się przedstawi “profesor X”, czy “Dr X, profesor medycyny”. To drugie jest raczej mało spotykane.
BTW, ta pani jest profesorem technologii żywności, ale przemysłu mleczarskiego (info od Dawida Podsiadło). Więc to chyba od dziennikarza wymaga sie odpowiednio zaprezentować gościa, a nie podawać tyle informacji, żeby pod teorie pasowało
Wywiad z Prof. dr hab. inż. Grażyna Cichosz, technologiem żywności i specjalistą bezpieczeństwa zdrowotnego żywności i żywienia oraz wieloletnim wykładowcą na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Autorką wielu publikacji i opracowań naukowych.
Jej zdaniem obecne zalecenia żywieniowe nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowia. Przy niedoborach białka, witamin, związków mineralnych, zwłaszcza przy nadmiarze składników o działaniu prozapalnym, zachowanie zdrowia jest mało prawdopodobne”.
Nanoterapia usuwa płytki Alzheimera u myszy w godzinę — odwrócona utrata pamięci
Sprzed chwili: zespół z Barcelony (IBEC) i Chengdu (West China Hospital, Sichuan University), z partnerami z Londynu, pokazał, że trzy zastrzyki bioaktywnych nanocząstek potrafią szybko oczyścić mózg myszy z toksycznego amyloidu beta.
Już po godzinie od podania stężenie amyloidu spadło o ok. 50–60%, a po serii trzech dawek odwrócono kluczowe objawy choroby — zwłaszcza deficyty pamięci przestrzennej — utrzymując poprawę przez miesiące.
Mechanizm: nanocząstki działają jak „supramolekularny lek”, który naprawia barierę krew–mózg i uruchamia naturalne szlaki usuwania toksyn (m.in. z udziałem receptora LRP1), zamiast tylko dostarczać lek do neuronów.
To przełom na modelu zwierzęcym — nie terapia gotowa dla ludzi. Struktura ludzkiego mózgu i bezpieczeństwo długoterminowe wymagają odrębnych badań klinicznych.
Jeśli wyniki się potwierdzą u ludzi, może to dać nową klasę leków: odbudowa naczyń i „sprzątanie” mózgu zamiast bezpośredniego atakowania płytek.
---
Źródła:
UCL — Nanoparticles reverse Alzheimer’s pathology in mice
czemu, skoro są pochodzące z roślin lub śluzu żab neurotoksyny umożliwiające zabicie dowolnego organizmu w jakichś absolutnie wariacko krótkich minutach, ludzie nie wierzą, że może być roślinny odpowiednik takiej currary czy jadu kiełbasianego, które nas uzdrowią skutecznie zamiast farmaceutyków?
czemu nie propaguje się już ziołoznawstwa i nie traktuje na równi z farmakologią?
Czemu na każdym kroku neguje się i wręcz zabrania sprzedawania skutecznych i udowodnionych już wcześniej preparatów roślinnych (przynajmniej w UE) np ashwagandha czy lukrecji nie wspominając o psylocybach?
Ja rozumiem że ludzie nie powinni sami na sobie testować wywarów z muchomora (co i tak robią i nawet dowożę takiemu znajomemy muchomory :)) lecz całkowite praktycznie sprowadzenie ziołolecznictwa do szamaństwa jakoś mi nie pasuje
Co za bzdury op zapodaje pod swoją tezę do głowa mała. Widać , że nie zagłębił tematu. Kupę leków ma pochodzenie pierwotne wprost od roślin. Tyle, że nauczyliśmy się wynajdować w roślinach substancję czynną i często uzyskujemy ją w laboratorium. Salicylany, atropina, chinina, palma sabałowa, ostropest, szereg ziół do zaparzania - nadal się stosuje leki, które mają w składzie wprost wyciąg z roślin i świetnie działają, ale to nie pasuje do historyjek OPa. Jest kupę leków, gdzie substancja czynna pierwotnie była uzyskiwana z roślin. Dziś już nie masz potrzeby robić naparu z kory brzozy, bo to samo, a nawet lepsze i w większym stężeniu otrzymać można w laboratorium.
Ginko biloba, kozłek lekarski, imbir, czarna porzeczka, porost islandzki - wymieniać można długo. No, ale jak ktoś myśli, że gdzieś tam jest jakieś cudowne panaceum w postaci kwiatka, to nie ma z kim dyskutować.