#ciekawostki #zima #prl
https://streamable.com/b0puum
#ciekawostki #zima #prl
https://streamable.com/b0puum
@Alawar kurde... słucha się tego i niby myśli że to była jakaś apokalipsa, ale gdzieś głęboko to marzy mi się taka zima. Taki totalny rozpierdol po -15-25 stopni, od listopada aż do marca. A nie jak od ostatnich 10+ lat, "zima", gdzie na 3 dni temperatura spada do zawrotnego 1 stopnia poniżej kreski, na 2 może napada śniegu, który utrzyma się więcej jak pół dnia, bo albo się sam roztapia, albo zaraz jadą i napierdalają taką ilością soli, żeby razem ze śniegiem rozpuściło też auta, buty i asfalt, a we wszystkich mediach klasycznie pi⁎⁎⁎⁎lą o "zimie stulecia", bo na 5 minut drogi nie były idealnie czarne i matko bosko jak tak można.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować

Przez wiele lat okres jesienny kojarzył się w Lublinie z burakami. Furmanki, traktory z przyczepami i ciężarówki przez kilka tygodni ciągnęły w kierunku cukrowni. I jak co roku na skupie buraków znów coś szwankowało. Tak lubelską cukrownię wspominają lublinianie, w tym byli pracownicy...
"To fatum bezlitosne wbrew woli Twej
Drogami swymi niesie cię" dziś o zespole Fatum
Zespół powstał na początku lat osiemdziesiątych w Warszawie po połączeniu się hardrockowej formacji Koks, której trzon stanowili Krzysztof Ostasiuk (wokal, klawisze) i Ryszard Kłos (gitara) z grupą Fatum, w której po wielu zmianach personalnych pozostało trzech muzyków: Romuald Kamiński (bas), Andrzej Sikora (perkusja) i Andrzej Blicharz (gitara). Początkowo zespół występował pod szyldem Koks. Po odejściu Ryszarda Kłosa, który zajął się akustyką zespołu i zastąpieniu go przez Jarosława Hertmanowskiego ostatecznie grupa przyjęła nazwę Fatum.
Zespół zadebiutował w Jarocinie w 1985, gdzie został dobrze przyjęty przez publiczność. W tym samym roku z zespołu odszedł Hertmanowski, który powołany został do zasadniczej służby wojskowej. W 1986 roku Fatum wystąpił gościnnie na festiwalu w Jarocinie. Hertmanowskiego zastąpił Kamil Buczkowski, który po krótkim czasie opuścił grupę i przeszedł do grupy Papa Dance. Fatum prezentowało wtedy heavy metal. Jesienią 1986 doszło do kolejnej zmiany personalnej. Zespół opuścił Andrzej Blicharz, a jego miejsce zajął Paweł Koziej z grupy Korpus. Koziej również nie pozostał z zespołem na długo. Podczas koncertów w Moskwie na Warszawskich Dniach Kultury w 1987 roku rolę gitarzysty przejął Piotr Bajus, który później pozostał na stałe w zespole zatrzymując na dłuższy czas ciągłe zmiany personalne. W międzyczasie Krzysztof Ostasiuk wprowadził do zespołu brzmienie instrumentów klawiszowych. Zmieniło to oblicze grupy – był to nadal heavymetalowy zespół, jednak o łagodniejszym brzmieniu. Zespół w tym czasie dokonywał nagrań, które były prezentowane w radiu i telewizji. W 1988 zespół przystąpił do nagrania pierwszego albumu. Płytę zatytułowano Mania Szybkości. Ukazała się ona w 1989 nakładem wytwórni Wifon.
Zespół otrzymał Nagrodę Publiczności TVP. Wystąpił również na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu '88. Dostał się na VII miejsce Listy Przebojów Trójki, a w notowaniach PR I Polskiego Radia zajął 1. miejsce. Na liście przebojów Radio Europa w Szwecji I miejsce zajął utwór "Mania szybkości". Jesienią 1988 został zrealizowany teledysk do utworu "Frajer". Fatum koncertowało w Rosji, na Ukrainie, w Białorusi, a także w Gruzji i Abchazji gdzie grupa była bardzo entuzjastycznie przyjęta przez tamtejszą publiczność.
W 1989 zespół nagrał muzykę do filmu Pawła Karpińskiego Czarodziej z Harlemu. Utwór "Demon" wykorzystano w serialu TVP pod tytułem W labiryncie. W 1990 zespół zawiesił działalność.
Pierwsza reaktywacja zespołu nastąpiła w 1993, w składzie: wokalista Krzysztof Ostasiuk, gitarzysta Piotr Bajus, klawiszowiec Marek Makowski, basista Aleksander Żyłowski oraz perkusista Andrzej Sikora. W tym samym roku zespół wydał płytę Demon, stylistycznie podobną do wcześniejszych dokonań grupy. Do utworów "Deszczowa piosenka" i "Zamknięta w moim sercu" nagrano teledyski. W 1995 Fatum zostało ponownie rozwiązane.
W 2000 roku z inicjatywy Piotra Bajusa nastąpiła kolejna reaktywacja zespołu. W 2002 wykrystalizował się nowy stały skład – na klawiszach zagrał Tomasz Dudar, a na gitarze Arek Wiśniewski. Zespół zrealizował materiał na nową płytę, która miała ukazać się jesienią 2002. 12 kwietnia 2002 w klubie Kopalnia w Warszawie odbył się ostatni występ z Krzysztofem Ostasiukiem – w nocy z 13 na 14 kwietnia 2002 zmarł on w szpitalu w Warszawie.
W maju 2002 w klubie Kopalnia w Warszawie odbył się koncert poświęcony pamięci Ostasiuka. Na koncercie pojawili się muzycy, którzy zdecydowali się zagrać charytatywnie, a wśród nich grupa Afera, Maciej Nowak z zespołem Hetman i Fatum, które na koncercie wsparli Norbert "Smoła " Smoliński, Tomasz Spodyniuk (Bajm) i Rafał Bajus. 27 maja 2003 w Klubie Proxima odbył się drugi koncert poświęcony pamięci Krzysztofa Ostasiuka. Koncerty poświęcone pamięci wokalisty odbywały się co roku w maju.
W 2004 zawiązał się nowy skład Fatum. Zmarłego Krzysztofa Ostasiuka zastąpił wokalista Łukasz Szemraj. Skład uzupełniali: Piotr Bajus (gitara), Michał Przybyła (gitara basowa), Marcel Piszczerowicz (perkusja), Tomek Dudar (instrumenty klawiszowe) i Rafał Bajus (gitara). W 2004 i 2005 zespół zagrał w tym składzie serię koncertów. W roku 2005 ukazała się reedycja płyty Mania szybkości w formacie CD. W 2006 zespół ponownie zawiesił działalność.
W 2007 w Londynie zmarł były basista zespołu Aleksander Żyłowski.
27 sierpnia 2016 zespół po raz trzeci wznowił działalność występując na festiwalu rockowym Książ Rock Zone w Książu Wielkiposkim. Nowym wokalistą grupy został Andrzej Kwiatkowski (ex XpressivE)
W czerwcu 2020 ukazała się reedycja albumu Demon w formacie cyfrowym. Materiał poddano remasteringowi w Case Studio.
14 kwietnia 2021 Fatum zaprezentował minialbum zawierający dwa premierowe utwory oraz dwa przeboje "Mania Szybkości" i "Bo Demon". Singlem promującym wydawnictwo było nagranie "Jeszcze Wczoraj" poświęcone zmarłemu wokaliście Krzysztofowi Ostasiukowi. Wydawnictwo ukazało się w formie fizycznej na płycie CD.
Facebook zespołu https://www.facebook.com/share/16XERCjux9/
Albumy które wydał zespół:
- Manian Szybkości (1989, Wifon)
- Demon (1993, Schubert Music)
- Chcę Uciec Stąd (2021, Case Studio PL-G16)
Album "Mania szybkości"
Pierwszy Wydany Album w 1989 przez wydawnictwo Wifon. Autorem projektu graficznego jest Jerzy Szelągowski, realizatorem nagrań Andrzej Puczyński.
Generalnie jest to mocno zapomniany i niedoceniony album, również, nie ma go na Spotify a Wielka szkoda, postaram się wam zaprezentować tą płytę bo uważam iż warto
"Mania szybkości"
https://youtu.be/9l05i0q6CB0?si=tJuw69y2rvMrZaTz
„Zielony skarb”
https://youtu.be/r6yP3hWlEWk?si=eR_3d-S-aUPnxPus
„Błaganie”
https://youtu.be/07TE0hyNYe0?si=Kh77IXK9nbvc1pN8
„Frajer"
https://youtu.be/nq9XcAtGvOc?si=oToyqKksbCFdLTbt
„Znowu pech”
https://youtu.be/xCKGG6Vz4Oc?si=vhYpgJMcDJXeZ4jf
„Pokonać strach”
https://youtu.be/ViZlozM_ilo?si=AiwOD4piV9742eNE
„Nie mówcie nam”
https://youtu.be/Zp5Hc1X9pB8?si=UrvH-IQFchKdayk4
„Kac-88”
https://youtu.be/G7B0U7nDEXc?si=v3WzKYLrodHOOwlJ
„Bezlitosne fatum”
https://youtu.be/YoNYLGPW9VA?si=P1Wh5Ta-M_DpjuWB
Album "Demon"
drugi album zespołu i za razem ostatni w składzie z Krzysztofem Ostasiukiem
Wydany w roku 1993 nakładem wydawnictwa Schubert Music . Uważam iż ten album ten był świetny i też z chęcią go wam przedstawię. Można go również przesłuchać na Spotify https://open.spotify.com/album/7Gm5mnQ71S7Z5XrS5J7KAc?si=7n8eTTaIQNSlGoBHq_0wYw
"Demon Cz.1”
https://youtu.be/-WGYWqhSkIM?si=dpGex7s7XGuicBGP
„Moja modlitwa”
https://youtu.be/2XklajNp7o0?si=KJ4pjEQOrWmIMUtr
„Mania szybkości ’93”
https://youtu.be/2IK2YI9-4jw?si=78Z9V_M436GWh3Wv
„Krew”
https://youtu.be/_87T0UhNGvY?si=t7DNzuhQGMF8dp4I
„Zamknięta w moim sercu”
https://youtu.be/wkTgaujIPts?si=mHIT8UgtTCtliTig
„Deszczowa piosenka”
https://youtu.be/zPG6WmuvXSw?si=cSDxAxku63EgNDfM
„Krzyczę!”
https://youtu.be/O-hGgHnBA2I?si=5fw8jJBydujm9ZgL
„E-77”
https://youtu.be/L5e85uv0AIs?si=DIP4uUUgllOIgguP
„Wszystkim na złość”
https://youtu.be/p_V9vlz0VDE?si=4QmnB9bywBHs-UsH
„Jesień”
https://youtu.be/x6N8ij4qXQo?si=wJSUijomwKoLR1rN
„Siedemnastka"
https://youtu.be/JjLCt5LY01M?si=LBwYXfOGA9JKd1hd
"Chodź z Nami"
https://youtu.be/x2WP5otFsEI?si=8Af8bwuHTvrfIuGM
„Demon Cz.1 i 2"
https://youtu.be/FTYdfXhdueo?si=naYP-ovhUNd8M33S
Album "Chcę Uciec Stąd"
Jest to jak na razie najnowszy album pochodzący z 2021 roku tutaj wokalistą jest Andrzej Kwiatkowski który również dobrze się spisuję w tej roli jak Krzysztof Ostasiuk. Generalnie nadal w zespole czuć brzmienie starego dobrego fatum, na albumie znajdują się tylko 4 piosenki
"Jeszcze Wczoraj"
https://youtu.be/eGX_1R6NmMo?si=oBe5DWPWRUO2Dnke
"Chcę uciec stąd"
https://youtu.be/JU1wr2YtHhA?si=tn7pGH4R8efm61yY
"Bo Demon"
"Mania Szybkości"
Skład zespołu:
- Krzysztof Ostasiuk – śpiew, instrukenty klawiszowe (Mania szybkości, Demon zmarły w 2002)
- Andrzej Kwiatkowski - wokal (Chce uciec stąd)
- Piotr Bajus - gitara (Mania Szybkości , Demon, Chcę uciec stąd)
- Tomasz Dudar - instrumenty klawiszowe (Chcę Uciec Stąd )
- Michał Przybyła - gitara basowa (chce uciec stąd)
- Marcin Marcel Piszczorowicz - perkusja (chce uciec stąd)
- Romuald Kamiński – gitara basowa (Mania Szybkości)
- Andrzej Sikora – perkusja, instrument perkusyjne (Mania Szybkości, demon)
- Marek Makowski - instrumenty klawiszowe (Demon)
-Aleksander Żyłkwoski -Gitara Basowa (Demon zmarły w 2007)
Ku pamięci Krzysztofowi Ostasiukowi:
Krzysztof "Uriah" Ostasiuk (ur. 7 lipca 1961, zm. 13 kwietnia 2002 w Warszawie) – polski wokalista rockowy. Związany z zespołami Fatum, Hetman, Deef, Zefir.
Mieszkał na warszawskim Bródnie. Zmarł na skutek wylewu, którego doznał przed własnym domem. Według innej wersji zdarzeń przyczyną śmierci Ostasiuka była odma płucna po nieprawidłowo przeprowadzonej reanimacji. Pochowany na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie
Tag do obserwowania lub na czarno listę #niszofala
#muzyka #lata80 #80s #lata90 #90s #polskirock #rock #polskamuzyka #prl #lostmedia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

Zaloguj się aby komentować
Do serwisu to ja zawsze raczej niechętnie podchodziłem, ale obiecałem sprzedać tego WS-503. W stanie uszkodzonym nikt nie był chętny przez kilka miesięcy, więc zdecydowałem się na naprawę. Tranzystory mocy miałem, niby sparowane przez sprzedającego, więc najgorszy temat z głowy.
Objawy: pali bezpiecznik główny i właściwie jedyny.
Pacjent: przerobiony i to dość grubo pod kątem zasilania i końcówki mocy. Dodane zabezpieczenie przed napięciem stałym na wyjściu razem z opóźnionym załączaniem kolumn. To zrealizowane na tranzystorach germanowych.
Na plytce końcówki orka, przy tranzystorach mocy dodane termistory, a diody przeniesione w radiator żeby kompensować temperaturowo.
Co było nie tak:
Spalone oba tranzystory mocy w jednym kanale. Wymieniłem wszystkie, niech nie leżą te co kupiłem. Zaufam sprzedającemu.
Te kondensatory w zasilaczu to bardzo dziwnie wyglądają, choć zagniecenia są bardzo precyzyjne i fabryczne. Marka NN i brak jakichkolwiek danych zadecydowały o ich wyrzuceniu (miało być tanio, więc jamnikony
Peknięta ścieżka w jednej koncówce mocy skutecznie powodowała pojawianie się stałego na wyjściu. Niewidoczne gołym okiem, widoczne multimetrem.
Po tym wszystkim wzmacniacz dołącza kolumny. W ciągu najbliższych dni spróbuję przetestować jak gra i trafi do żyda.
Na ostatnim zdjęciu fragment schematu - końcówka mocy po wymazaniu elementów wymontowanych.
#macmajster #diy #zrobtosam #elektronika #unitra #prl #chwalesie




Zaloguj się aby komentować

Dokładnie 40 lat temu, 31 października 1985 roku, z taśm produkcyjnych w Świdniku zjechała ostatnia "wueska" - model M06 B3 „Kos”. Motocykl, którego wyprodukowano około 2 mln sztuk, był czymś więcej niż środkiem lokomocji. WSK była soczewką skupiającą kluczowe aspekty historii Polski...
Obchody Święta Zmarłych w latach 60. Te małe, szklane znicze były takim trochę wyrobem z górnej półki - na wielu grobach stawiano ręcznie wyrabiane znicze gliniane, popularne były też znicze-samoróbki z musztardówek czy małych metalowych puszek, na przykład takich po paście do butów. Za knot mogła posłużyć nawet stara sznurówka z blaszką lub kapslem na jednym końcu.
Zamiast zniczy używano też po prostu zwykłych świec stołowych, szczególnie, jeśli pomnik nie miał płyty nagrobnej lub jeśli na grobie w ogóle nie było pomnika. Zatykano wtedy świecę bezpośrednio w ziemi.
Znicze wypełniano stearyną, woskiem, choć także łojem lub smalcem - w samoróbkach wykorzystywano też stopione resztki domowych świec, w tym także małych świeczek choinkowych. Znicze wypalone niekoniecznie były wyrzucane. Jeśli nie były pęknięte, zwykle zabierało się je do domu, czyściło i wypełniało ponownie.
Groby ozdabiano popularnie gałązkami świerku i chryzantemami. Mogiły, na których nie było pomników, oczyszczano z chwastów, obsypywano dookoła czystym piaskiem, a w niektórych regionach dodatkowo układano na nich ozdobne krzyże i obwódki z białych owoców śnieguliczki i czerwonych owoców głogu.
Sztuczne kwiaty używane do ozdabiania grobów były wykonywane z papieru i zanurzane w wosku lub w parafinie. Całkiem popularne były też kwiaty lub całe wiązanki wykonywane z metalu - kwiaty i liście były wycinane z blachy i malowane.
#ciekawostki #historia #ciekawostkihistoryczne #prl #swietozmarlych #cmentarze



Zaloguj się aby komentować
Mit "bohaterów pracy": Kulisy współzawodnictwa w ZSRR i PRL
Współzawodnictwo pracy to jeden z najbardziej charakterystycznych, a zarazem ponurych symboli epoki komunizmu. Choć propaganda przedstawiała je jako oddolny ruch robotników, w rzeczywistości było to odgórnie sterowane narzędzie wyzysku i politycznej manipulacji, bezmyślnie skopiowane z wzorców radzieckich.
Radziecka geneza: Mit Stachanowa
Aby zrozumieć polskie "przodownictwo", musimy cofnąć się do ZSRR. W latach 20. kraj był w ruinie gospodarczej. Kreml wprowadził więc tzw. "subotniki" (soboty robotnicze), podczas których robotnicy mieli rzekomo dobrowolnie świadczyć dodatkową pracę na rzecz państwa.
Prawdziwym przełomem okazała się jednak noc z 30 na 31 sierpnia 1935 roku. Wtedy to górnik z Donbasu, Aleksiej Stachanow, miał wykonać 1475% normy, wydobywając ponad 100 ton węgla.
Czy był to autentyczny wyczyn? Absolutnie nie. Całe przedsięwzięcie było starannie wyreżyserowane. Inicjatorem był szef zakładowej organizacji partyjnej, Konstantin Pietrow, który musiał pilnie wykazać się sukcesem, aby uniknąć zesłania do łagru za niewyrabianie planów. Stachanowowi przydzielono pomocników (o których propaganda nie wspominała), a całą akcję nagłośnili specjalnie sprowadzeni dziennikarze.
Nagroda za ten "rekord" była natychmiastowa: Stachanow otrzymał dom, konia z bryczką oraz premię w wysokości trzymiesięcznej pensji. Szybko stał się centralną postacią propagandy, był przyjmowany przez Stalina i stał się wzorcem dla milionów robotników w całym bloku wschodnim.
Polska adaptacja: Trudne początki
Idea ta została przeniesiona do Polski w 1945 roku. Kraj był zniszczony, a wydajność w zakładach pracy rekordowo niska. Władza potrzebowała impulsu do odbudowy.
Początkowo ruch ten spotkał się z absolutną obojętnością. Apele aktywistów (jak ten z Huty Pokój) nie przynosiły rezultatu. Jak bardzo niepopularna była to inicjatywa, świadczy fakt, że w katowickich kopalniach ruch współzawodnictwa całkowicie się załamał, gdy... cofnięte zostały przydziały darmowych papierosów dla rywalizujących górników.
Dopiero rosnąca w siłę propaganda i presja polityczna Polskiej Partii Robotniczej, związana z realizacją Planu Trzyletniego (1947-1949), zmusiły zakłady do wdrożenia rywalizacji.
Wincenty Pstrowski: Ikona i ofiara
Partia potrzebowała swojego, polskiego Stachanowa. Został nim Wincenty Pstrowski, rębacz z Kopalni Jadwiga w Zabrzu.
27 lipca 1947 roku w „Trybunie Robotniczej” ukazał się jego słynny list otwarty, wzywający do współzawodnictwa i przekraczania norm. Jest wysoce wątpliwe, by Pstrowski działał z własnej inicjatywy. Historycy wskazują, że inspiracja wyszła najprawdopodobniej z Komitetu Miejskiego PPR w Zabrzu.
Pstrowski z dnia na dzień stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w kraju. Otrzymywał medale i ordery (m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski z rąk Bolesława Bieruta). Sława miała jednak mroczną stronę.
Wielu robotników postrzegało go jako wroga. Jego rekordy stawały się dla władz pretekstem do podnoszenia norm dla wszystkich pracowników, co czyniło pracę jeszcze cięższą. Pstrowski otrzymywał anonimowe listy z pogróżkami.
Finał tej historii jest tragiczny. Pstrowski zmarł 18 kwietnia 1948 roku, niecały rok po swoim słynnym liście. Oficjalnym powodem była białaczka. Powszechnie mówiono jednak, że zmarł ze skrajnego wyczerpania organizmu. Po zabiegu usunięcia zębów miało wdać się zakażenie, a on, mimo choroby, zbyt szybko wrócił do kopalni, by utrzymać narzucone propagandą tempo pracy.
Propagandowe absurdy i "Człowiek z marmuru"
Po śmierci Pstrowskiego machina propagandowa ruszyła pełną parą. Prasa donosiła o absurdalnych rekordach:
Górnik Wiktor Markiewka przekroczył normę siedmiokrotnie (700%).
Eryk Cyroń uzyskał 702%, by chwilę później pobił go Czesław Zieliński (wynik o 20% wyższy).
Rekordy te często były manipulowane. Powszechną praktyką było przypisywanie jednemu przodownikowi pracy wykonanej przez całą brygadę.
Sztandarowym przykładem stał się Piotr Ożański, murarz z Nowej Huty, który wykonał 802% normy. To na jego postaci wzorowany był Mateusz Birkut z filmu "Człowiek z marmuru" Andrzeja Wajdy. Gdy Ożański podczas próby bicia kolejnego rekordu poparzył się cegłą (prawdopodobnie podgrzaną w ognisku), Służby Bezpieczeństwa natychmiast wszczęły śledztwo w poszukiwaniu "sabotażysty".
Te propagandowe wyczyny miały realne, tragiczne skutki. Władze, widząc "możliwości", już w 1949 roku oficjalnie podniosły normy wydobycia. Ruch objął całą gospodarkę, wciągając nawet Milicję Obywatelską, wojsko, a od 1952 roku nawet więźniów (nagradzanych dodatkową żywnością).
Reaktywacja za Gierka i ostateczny koniec
Wyścig pracy przycichł po odwilży w 1956 roku, gdy robotnicy zaczęli otwarcie buntować się przeciw tej formie wyzysku.
Idea powróciła jednak, gdy władzę w kraju objął Edward Gierek, który sam był jej zwolennikiem. W 1974 roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę o "socjalistycznym współzawodnictwie pracy". Pojawiły się nowe odznaki ("Zasłużony Przodownik Pracy Socjalistycznej"), a portrety przodowników wróciły na pochody pierwszomajowe.
Ruch ten nie miał już jednak dawnego impetu. Ostateczny kres współzawodnictwu pracy przyniosły lata 80. i narodziny "Solidarności", które obnażyły fałsz i wyzysk leżący u podstaw tej idei.
#historia #prl #komunizm #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #bekazkomuny #ekonomia #ZSRR #kiedystobylo
#powojnie

Zaloguj się aby komentować

Tego dnia 1950 roku miała miejsce ucieczka braci Bałutów do Szwecji na radzieckim samolocie Po-2. Ucieczka braci Bałutów wstrząsnęła światem i komunistyczną Polską, doprowadziła ona do znacznego ograniczenia swobody, jaką cieszyły się PRL-owskie aerokluby, a kontrola granic stała się priorytetem....
ej a Wojtka pamiętacie? #prl #polska #retro #vintage #wspomnienia #lata80 #lata90


Zaloguj się aby komentować
Najpierw przerwij czytanie, przyjrzyj się zdjęciu i spróbuj zgadnąć, co przedstawia
Już?
No, od razu widać, że to jakaś oficjalna, elegancka wystawa albo prezentacja. Bystry obserwator zauważy, że na ścianie wisi plan elektryfikacji warszawskiego węzła kolejowego, a pod wskaźnikiem widać makietę z Pałacem Kultury – można więc pomyśleć, że chodzi o plany odbudowy Warszawy po wojnie.
Ale zaraz coś się przestaje zgadzać, szczególnie osobom znającym Warszawę. Ten plan elektryfikacji jest jakiś dziwny i chudy, gdzie jest niby linia średnicowa? I Pałac Kultury z otoczeniem coś nie taki. Chwila moment, przecież ci wojskowi to nie żadni Sowieci! A ten facet ze wskaźnikiem, to...
...to Stefan Starzyński – legendarny prezydent Warszawy i jej obrońca, rozstrzelany przez gestapo w 1939! Skąd mógł wiedzieć, jaki prezent dostanie po wojnie Polska od Stalina?
Już wyjaśniam: otóż nie mógł i nie wiedział. W tym momencie nie mógł nawet wiedzieć, że wojna będzie. To zdjęcie pochodzi z 1936 roku, kiedy Hitler dopiero remilitaryzował Nadrenię i organizował olimpiadę. Makieta przedstawia projekt zabudowy prawobrzeżnej strony Wisły, a ten wysoki budynek to Wieża Niepodległości projektu Juliusza Nagórskiego.
Teraz będę cytował (źródło bez problemu znajdziecie, ale nie chcę dawać linka, żeby nie spojlować zanim nie przerwiecie czytania i nie przyjrzycie się zdjęciu
Wieża miała w założeniu być wieżowcem wysokim na 200 metrów, połączona na rogach z czterema mniejszymi wieżami, prawdopodobnie 100 metrów każda, a na końcu głównej wieży miała stanąć iglica z nadajnikiem radiowym o wysokości 20 metrów. Budowla miała upamiętnić odzyskanie niepodległości przez Polskę w listopadzie 1918 roku i zapewne być odsłonięta w okrągłą rocznicę tegoż wydarzenia. Dodatkowo struktura miała być zaprojektowana w stylu art déco, wówczas powszechnym stylu architektonicznym. W środku miały się znajdować restauracja, teatry, sale konferencyjne i punkt widokowy z najwyższego piętra budynku.
Jakim cudem Stalin zaakceptował taki projekt, kopię polskiej Wieży Niepodległości?
Projektant Pałacu Kultury i Nauki, radziecki architekt Lew Rudniew podobno odwiedzał Polskę i oglądał naszą architekturę. Polskie władze dostały kilka propozycji projektu, mogły też wprowadzać własne poprawki po uzgodnieniu ze stroną radziecką. W projekcie brało udział wiele osób, w tym polscy architekci i urzędnicy, którzy mogli znać wieżę Nagórskiego. Czyżby więc Sowietów koncertowo strollowano?
A to oni niby nie wiedzieli, kto to był Starzyński i co się przed wojną działo w Warszawie? Ich ówczesny wywiad nie poinformował Kremla o wystawie z udziałem oficjeli i planach zabudowy miasta? Nic w archiwach nie wyszperali? A po wojnie nie znalazł się nikt usłużny, kto by nowym władzom o tym doniósł?
Może to jednak przypadek? Inspiracją dla Pałacu były budowle w Moskwie, tzw. Siedem Sióstr (znane w polskiej popkulturze ze zdjęć towarzyszących tekstowi: majom rozmach, skurwisyny). One z kolei były inspirowane amerykańskimi wieżowcami, które były budowane w stylu art deco. Czy zatem nie mogły po prostu być podobne?
Może Stalin chciał Polakom pójść na rękę i podarować coś, co się spodoba i jakoś się wpasuje w dawne koncepcje rozwoju miasta? A może ktoś mu szepnął, że jak radziecka wieża będzie podobna, tylko większa od polskiej i postawiona w samym centrum – to symbolicznie zbruka koncepcję polskiej niepodległości?
Już wyjaśniam: otóż nie wiadomo. Nie ma na ten temat żadnych informacji ani wspomnień.
Dziękuję, dobranoc
#polska #prl #rosja #zsrr #historia #historiajednejfotografii #ciekawostki #warszawa

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować

Podczas wojskowej parady w Szczecinie czołg wjechał w grupę dzieci stojących przy jezdni, zabijając co najmniej siedmioro z nich i raniąc dziesiątki innych. Władze komunistyczne przez dekady ukrywały skalę tragedii, a całą sprawę zbagatelizowano. [...] Około szesnastej w rejonie skrzyżowania ulic...
Wzorniczo nienaganny. Kwintesencja stylu lat 60' Wyrywacz dziewczyn tańczących (a która nie tańczyła?) Prywatka - słowo które wyciągało spodnie z mankietem i małą czarna z szaf. Ktoś pamięta tańczącego ojca?
#kiedystobylo #prl

Zaloguj się aby komentować

Był chłodny czwartek, 15 lutego 1979 roku. W środku dnia, o godzinie 12:37, centrum Warszawy rozdarł potworny huk. W powietrze wyleciała charakterystyczna Rotunda PKO. Szklane ściany zamieniły się w grad ostrych pocisków, a wnętrze zapadło się jak domek z kart. Jak doszło do katastrofy, której...
Trzy dni stałem z ojcem po meblościankę "Podlasie" Wybór był - bierzesz pan, albo nie bierzesz. Tak pamiętam schyłek PRL-u.
A tak zapamiętał ktoś inny.
Warszawa, lata 80.
Po ślubie, jak większość świeżo upieczonych małżeństw, nie mieliśmy nawet własnego kąta na miotłę, więc wylądowaliśmy u teściów – w pokoju, który jeszcze niedawno był twierdzą uczniackich sekretów mojej żony. Pokój niewielki, ale z klimatem. Jedyny mankament: łóżko w rozmiarze „jedna panna, jeden pluszowy miś”.
Pierwsza wspólna decyzja była oczywista:
– Idziemy do „Emilki”. Po porządne łóżko! Małżeńskie!
„Emilia”, meblowy przy Emilii Plater, była wtedy mekką wszystkich, którzy chcieli udowodnić sąsiadom, że żyją na poziomie wyższym niż półka na model „Poloneza Caro”. Mebel z Emilki był jak paszport do lepszego życia – kto miał, ten błyszczał na imieninach.
Wstaliśmy bladym świtem, gotowi niczym komandosi z planem zdobycia twierdzy. Przed sklepem – kolejka dłuższa niż opowieści wujka Staszka po trzecim kieliszku. Ludzie z termosami, kanapki z jajkiem w ręku, atmosfera pikniku z domieszką oblężonego Leningradu.
-Panie, to jeszcze nie kolejka po zakupy – oznajmiła kobieta w beretce. – To dopiero lista oczekujących na listę oczekujących.
Wpisałem się więc pokornie, czując się jak kandydat do elitarnego klubu. Regulamin brzmiał jasno: co godzinę meldunek przy pani z zeszytem, inaczej – wypad z kolejki szybciej niż z zatłoczonego trolejbusu.
Przez dwa dni żyłem jak żołnierz na warcie. Budzik nastawiony co 59 minut, sprinty do „beretki” z dowodem osobistym w ręku, żeby udowodnić, że wciąż istnieję. Raz spóźniłem się o trzy minuty i usłyszałem groźne: „Już miałam skreślać!”. Serce mi wtedy zamarło jak zupa w nieogrzewanej stołówce.
Kiedy wreszcie, po tej dwudniowej szkole przetrwania, dostaliśmy się do sali sprzedaży, ujrzeliśmy widok rodem z kabaretu: w każdym „pokoiku pokazowym” piętrzyły się stoły, krzesła, półki… tylko łóżka wyparowały niczym kawa w Pewexie – a ja, z listą meldunków w kieszeni, poczułem się jak bohater, który wygrał bitwę, ale przegapił wojnę.
– A łóżka? – pytam głosem kogoś, kto w kolejce stracił resztki młodości.
Sprzedawca spojrzał na mnie z czułością, którą zwykle rezerwuje się dla sierot i naiwnych.
– Panie, łóżka to wyszły zanim weszły. Ale mamy za to regały. Piękne, „modułowe”!
Patrzę na żonę. Ona na mnie. W uszach dudni mi echo teściowej: „Bez mebli nie jesteście rodziną, tylko sublokatorami!”.
– Bierzemy regał – orzekła żona tonem generała. W pierwszym roku małżeństwa takie decyzje podejmuje się „wspólnie”, czyli tak, jak powie żona.
I tak zamiast królewskiego łoża, do naszego pokoju u teściów wjechała meblościanka w kolorze „orzech przygaszony”. Wnosiliśmy ją przez wąską klatkę schodową jak trofeum z wyprawy wysokogórskiej – sąsiedzi klaskali, a ktoś nawet rzucił: „To ci dopiero zdobycz!”.
A łóżko? Jeszcze długo spaliśmy na trzeszczącym, panieńskim tapczaniku, który przy każdym ruchu zgrzytał jak przy zmianie biegów w teścia "Syrence". Ale za to półki pachniały nowością, a regał stał dumny niczym okręt flagowy PRL-u.
Dziś, gdy przechodzę obok miejsca, gdzie była „Emilia”, mam wrażenie, że słyszę ten czuły głos sprzedawcy:
– Panie, regały jeszcze są… ale łóżek – nie dowieźli.
I wtedy, zupełnie serio, czuję lekkie ukłucie w sercu. Bo choć nigdy nie zdobyłem tam łóżka, zdobyłem za to coś innego: legendę, którą można opowiadać przy każdej rodzinnej herbacie – oczywiście z termosu.
/wyniesione z FB, żebyście wy nie musieli/ #prl #historia
Pamiętam jak za gówniaka (5, może 6 lat), mam mnie w kolejce ustawiła, bo papier toaletowy był, a ona musiała w innej stanąć. Czujecie to kuurwa - na srajtaśmę trza było polować i stać po nią w kolejce! I to jakbyście ją zobaczyli, szara szpetna i szorstka, nie dzisiejsze bielusie i mięciusie luksusy. Jak nie było srajtaśmy, to trza było Trynunę Ludu (xD) kupić i pociąć ją, a potem pomleć, żeby tak szorstko nie było.
No, ale jak nam się dziś społeczeństwo starzeje, to coraz częściej, od którego tam capa (sam już też jestem cap, tak) usłyszysz, że za komuny było lepiej. Mnie się zaraz nóż w kieszeni otwiera, bo przecież to przeżyłem i system kartkowy pamiętam, i czołgi na ulicach też widziałem. Ale capom nie przegadasz.
@Lemon_ to nadal historia. Ja przykładowo nienawidziłem, jak dziadek z rozrzewnieniem wspominał obronę Głogowa i jak z Januszem, kolegą z drużyny książęcej, musieli strzelać do dzieci przywiązanych do tarana. Zawsze mu wtedy mówiłem, dziadku, przestań kłamać, to myśmy zaczęli. Henryk tylko przyjechał wpierdolić za nasze gościnne występy w Brandenburgii i Saksonii. Myślisz że posłuchał? W życiu!
Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Państwowy Instytut Wydawniczy ogłasza nowy tom serii Życie Codzienne w odświeżonej szacie graficznej. "Życie codzienne kobiet w PRL" Błażeja Brzostka ukaże się 5 listopada 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 450 stron, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Codzienność kobiet w PRL regulowana była przez różne rytmy i cykle – role narzucone przez system, zwyczaje i - zabetonowane tradycją - wewnętrzne imperatywy. Ustrój Polski ludowej deklarował równość płci, w wielu przypadkach oznaczało to jednak dla jednej z nich podwójne obciążenie. Dominujący przez wieki wzorzec kulturowy, który umieszczał kobietę w kontekście domowym, rodzinnym, a dużo rzadziej – w zewnętrznym, publicznym zmienił się o tyle, że do tradycyjnych obowiązków dołożył te związane z pracą zarobkową, koniecznością utrzymania rodziny i nadążania za nowoczesnością. Mimo, że zmiany polityczne i gospodarcze miały ogromny wpływ na życie kobiet, to wpływ kobiet na politykę pozostawał znikomy.
Autor rekonstruuje ich świat – często trywializowany lub wręcz pomijany w historiografii – sięgając przede wszystkim po ich osobiste doświadczenia utrwalone w pamiętnikach, poradnikach, czasopismach, a także filmach i dokumentach. Wszystkich materialnych i niematerialnych pamiątkach tej epoki. Zadaje pytania o ich motywacje, marzenia, o to w jaki sposób realizowały siebie i swoje plany. I skąd brały na to siłę...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #piw #historia #zyciecodzienne #prl #kobiety #rozowepaski

Zaloguj się aby komentować