Szanowni Państwo, drogie Koleżanki i Koledzy,
oto przedmiot dzisiejszych rymów częstochowskich:
Temat: wiosna
Rymy: miłosna - sosna - płodna - chłodna
Powodzenia!
#zafirewallem #naczteryrymy

Szanowni Państwo, drogie Koleżanki i Koledzy,
oto przedmiot dzisiejszych rymów częstochowskich:
Temat: wiosna
Rymy: miłosna - sosna - płodna - chłodna
Powodzenia!
#zafirewallem #naczteryrymy

Zaloguj się aby komentować
566 + 1 = 567
Tytuł: Stosy kości
Autor: J.D. Kirk
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: audiobook
Liczba stron: 336
Ocena: 5/10
Pierwszy tom serii o inspektorze Jacku Loganie zaczyna się od bardzo klasycznego punktu wyjścia: zaginięcia dziecka. Problem w tym, że sprawa do złudzenia przypomina śledztwo sprzed lat, kiedy Logan "schwytał" seryjnego mordercę. Teraz jednak wszystko wygląda niemal identycznie - sposób porwania, tropy, nawet instrukcje dla rodziny - co rodzi pytanie, czy wtedy faktycznie oskarżono właściwego człowieka, czy może historia zatacza koło. A Jack zostaje przydzielony po raz drugi do "tej samej" sprawy.
Na papierze to naprawdę solidny pomysł. Powrót starej sprawy, trauma bohatera, seryjny morderca, który "nie powinien już działać" - to wszystko ma potencjał na mocny thriller. Problem w tym, że bardzo szybko zaczyna to być aż za bardzo przewidywalne. Kolejne elementy układanki układają się w znajomy schemat, a zamiast napięcia pojawia się raczej poczucie deja vu.
Największym minusem jest dla mnie właśnie ta sztampowość. Mamy tu praktycznie wszystkie znane motywy: policjant obciążony przeszłością, powrót starego złola, tykający zegar, nowy zespół, który musi najpierw obwąchać szefa zanim mu zaufa, wszędzie węszący dziennikarze, a do tego sceny, które aż proszą się o przewinięcie - jak klasyczne "jestem Rambo, idę sam na akcję, a później dostaję w głowę i tracę przytomność". To są rozwiązania, które widziało się już dziesiątki razy i tutaj nie dostają żadnego świeżego twistu. Nawet główny wątek - czyli powrót seryjnych zbrodni - zamiast budować niepokój, wydaje się zbyt oczywisty. Gdy wszystko jest "podejrzanie znajome", to zamiast intrygi pojawia się wrażenie, że książka trochę za bardzo polega na utartych, sprawdzonych schematach, zamiast je przełamywać. Na minus dorzuciłbym też fakt, że w książce giną owieczka i pies - zupełnie niepotrzebnie podbijając ciężar historii w sposób, który bardziej irytuje niż wzmacnia przekaz. Oba zwierzaki dostają po stronie dla siebie, wydłużając książkę o 2 strony, książkę, która mam wrażenie, że i tak jest za krótka. Może tego nie widać po ilości stron, ale audiobooka wciągnąłem w niecałe 3h, a książki z tego typu motywami starczają mi zazwyczaj na 4-5h
To nie jest zła książka - czyta się ją szybko, ma klimat i działa jako lekki thriller. Ale to też przykład historii, która miała potencjał na coś więcej, a ostatecznie zostaje w bardzo bezpiecznych, dobrze znanych ramach gatunku. Gdyby to był pierwszy kryminał w życiu, zanim przeczytałem dziesiątki podobnych książek i nie poznałem żadnego z oklepanych motywów, to dostałaby nawet 9/10, ale nie w obecnej sytuacji. Ta pozycja nie wnosi niczego nowego, absolutnie NICZEGO.
Na domiar złego, nawet tytuł jest spierdzielony - nie ma stosów kości, jest 1 stos i to spierdala się gościowi na łeb (sztampa po raz 1234).
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
565 + 1 = 566
Tytuł: Kłaki w kawie czyli moja pierwsza książka o zwierzętach
Autor: Magdalena Jaźwińska
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Hajstra
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-961480-1-8
Liczba stron: 172
Ocena: 8/10
Jeżeli ktoś z Was był na wykopie w okolicach 2018 roku, to mógł poznać tam dziewczynę o nicku Frytusia, która właśnie zaczynała swoją przygodę z prowadzeniem domu tymczasowego dla zwierząt. Opiekowała się maleńkimi kociętami, nie spała po nocach, żeby karmić je butelką. Kibicowałam jej z całych sił, a ona dzieliła się swoimi radościami i lękami, aż wykopki nie pokazały jej swojej siły i nie zmusiły do usunięcia konta.
Magda na szczęście usunęła jedynie konto na wykopie, dalej zajmuje się osieroconymi kociętami i szczeniaczkami, miewała też pod opieką wiewiórki czy zające - teraz razem już ponad czterysta zwierząt.
Podziwiam jej pracę i bardzo lubię jej poczucie humoru, więc gdy wydała książkę, od razu ją kupiłam
A co można znaleźć w książce? Nie tylko historię Magdy i jej fundacji, ale też informacje co zrobić, gdy znajdzie się jakiegoś zwierzaczka, jak się nim zajmować i co jest ważne w mądrym wolontariacie.
Wszystko to podane z humorem i dużą dawką zdrowego rozsądku, bez niepotrzebnego rozczulania sie, ale z mnóstwem uczucia dla zwierząt.
Polecam bardzo gorąco!
#koty #psy #zwierzaczki
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
563 + 1 = 564
Tytuł: Wspomnienie Lodu - Jasnowidz
Autor: Steven Erikson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 648
Ocena: 7/10
Druga część kolejnego tomu Malazanu. No, działo się. Szczególnie finałowa bitwa to kawał rozmachu, chyba jeszcze nie czytałem takiej wielkiej bitwy. Smutny koniec kilku postaci co do których się zżyło, nie będę spoilerował jakby ktoś chciał czytać. No ale jako że to Malazan to nie jest łatwo, książka lawiruje POVami w sposób dość trudny, ciężko czasami załapać co się dzieje, szczególnie w wątkach mocno mistyczno-duchowo-grotowych. Pewnie połowy nie zrozumiałem xD Ale nie poddaję się, może do końca 2027 skończę serię xD
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #malazan

Zaloguj się aby komentować
563 + 1 = 564
Tytuł: Podniebna Krucjata
Autor: Poul Anderson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: REBIS
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8338-423-8
Liczba stron: 183
Ocena: 8/10
Jest rok 1345. Ansby, Lincolshire, Anglia.
Sir Roger, Baron Tourneville, zbiera swoje siły by dołączyć do króla Edward III w wojnie z Francją. Czynność tę przerywa lądowanie ogromnego pozaziemskiego statku prosto pod murami zamku. Synowie Albionu, niewiele myśląc, atakują statek, wybijają załogę i wchodzą na pokład. Na skutek serii niefortunnych zdarzeń, sir Roger wraz ze swoimi poddanymi, wyrusza w podróż której nikt się nie spodziewał.
Ciekawe sci-fi w raczej humorystycznej odsłonie z nutką powieści historycznej. Nie brakuję też wątków batalistycznych, miłosnych a nawet zdrady i knowań. Postacie są wyraziste i ciekawie opisane, zwłaszcza wspomniany wcześniej baron i opisujący całą historię brat Parvus. Napisane raczej lekkim językiem, chodź kilka terminów musiałem sprawdzić w googlach.
Ogólnie, polecam.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
562 + 1 = 563
Tytuł: The Girl Bandits of the Warsaw Ghetto
Autor: Elizabeth R. Hyman
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Harper Perennial
Format: e-book
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10
To jest reportaż historyczny o pięciu młodych żydowskich kobietach, które z działaczek ruchów młodzieżowych stają się kurierkami, organizatorkami, przemytniczkami broni i uczestniczkami oporu. Książka prowadzi od przedwojennej Polski (na chwilę przed wojną), przez tworzenie getta warszawskiego i jego codzienność, aż po powstanie i to, co przyszło po jego upadku. Najważniejsze jest tu jednak nie samo "co się wydarzyło", tylko komu autorka oddaje głos i centralne miejsce w narracji historii.
Najbardziej podobało mi się to, że Hyman przesuwa środek ciężkości z dobrze znanej opowieści o powstaniu na kobiety, które zwykle stoją gdzieś z boku takich narracji. Dzięki temu ta książka zyskuje własny temat i własną tożsamość, a nie jest tylko kolejnym ujęciem historii getta warszawskiego. Działa też szeroki kontekst: autorka dobrze pokazuje historie dziewczyn, jak wychowanie, język, edukacja i realia przedwojennej Polski sprawiły, że właśnie one zostały łączniczkami. Do tego mocno wybrzmiewa codzienność getta - z głodem, chorobami, brudem, ale też kulturą, edukacją i uporczywą walką o odrobinę człowieczeństwa.
Mam jednak wrażenie, że to książka trochę nierówna. Momentami czyta się ją bardziej jako bardzo solidną pracę historyczną niż opowieść, przez co emocje schodzą na dalszy plan. Szeroki zakres tematyczny jest jednocześnie zaletą i wadą, bo autorka sama zaznacza, że nie pisze pełnej historii wszystkiego, ale i tak wrzuca bardzo dużo tła, organizacji, nazwisk i zależności, co chwilami spowalnia lekturę i może męczyć czytelnika. To jedna z tych książek, które się szanuje bardziej, niż bez reszty pochłania. Ma też dość nietypowe nazwy rozdziałów.
Na plus: perspektywa kobiet i łączniczek, bardzo dobry kontekst historyczny, mocne pokazanie codzienności getta obok samego ruchu oporu. Na minus: momentami zbyt akademicki ton, natłok nazwisk i organizacji, nierówne tempo przez rozbudowane tło historyczne.
Książka trochę spoza mojej strefy komfortu, ale była mi potrzebna do zaliczenia ostatniego zimowego wyzwania Goodreads - Her Story i czytało mi się ją całkiem nieźle. Jestem lekko zdziwiony, że nie została przetłumaczona na nasz język, ale może to tylko kwestia czasu.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto #wyzwaniagoodreads

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada nowy Wehikuł Czasu. "Milenium" Johna Varleya w sprzedaży od 19 maja 2026 roku. Wydanie w oprawie zintegrowanej, imitującej twardą, zawiera 336 stron, w cenie detalicznej 54,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Nad Oakland dochodzi do zderzenia dwóch samolotów, a w odległej przyszłości speckomando podróżników w czasie przygotowuje się do przerażającej misji. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem...
Na miejscu największej katastrofy w dziejach amerykańskiego lotnictwa śledczy Bill Smith dochodzi do coraz bardziej zdumiewających wniosków, zwłaszcza gdy w szczątkach jednej z maszyn znajduje przedmiot, którego pochodzenia nikt nie potrafi wyjaśnić. Mimo wszystko nie spodziewa się, że seria niewytłumaczalnych incydentów wywróci jego życie do góry nogami i zakończy historię świata, jaką znamy.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #rebis #wehikulczasu #sciencefiction #scifi #johnvarley

Zaloguj się aby komentować
561 + 1 = 562
Tytuł: Upadek Hyperiona
Autor: Dan Simmons
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: e-book
Liczba stron: 612
Ocena: 8/10
Upadek nie zachwycił mnie tak jak Hyperion. Pierwszy tom był wyjątkowy w swojej formie, drugi to już bardziej typowe sci-fi. Nadal Simmons robi ogromne wrażenie swoim światotwórstwem oraz rozmachem i na tyle, na ile zrozumiałem wszystko, to wydaje się, że mniej więcej domyka bardzo zgrabnie historię i wszystkie skomplikowane wątki, a i udało mu się wpleść w to ciekawe zwroty akcji.
#bookmeter #ksiazki #scifi #hyperion

@JapyczStasiek mnie w Danie najbardziej fascynuje swoboda i totalny brak ograniczeń wyobraźni w tworzeniu fabuły i łączeniu motywów literackich. Mam na myśli to, że gość jako wykształcony i oczytany człowiek potrafi z warsztatowym mistrzostwem pomieszać totalnie rozbieżne wątki. Teraz czytam "Iliona" w którym sci- fi jest zblendowane z postaciami Prousta, Szekspira, Iliadą i Odyseją Homera, po prostu wtf, to nie powinno się kleić ale jemu to wychodzi. Jeśli chodzi o zarzut "spadku jakości" innych książek to się nie do końca zgadzam, Hyperion i później Upadek to jest jego "powieść życia", pozostała twórczość jest również na wysokim poziomie (research który przeprowadzał przed rozpoczęciem każdej nowej książki jest obłędnie precyzyjny), ale chyba najgorszą rzeczą jaką można zrobić przy zapoznawaniu się z jego literaturą jest właśnie zaczęcie od Hyperiona i później czytanie innych książek- powinno być dokładnie na odwrót bo zaczynając od Dzierzby przy innych książkach pozostaje faktycznie pewien niedosyt.
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Wezyr zaczął coś mruczeć. Nawet Rincewind, którego nieliczne zdolności obejmowały talent do języków, nie zrozumiał ani słowa. Jednak brzmiało to jak mowa stworzona specjalnie do mamrotania. Słowa rozwijały się na boki niby ostrza kos na wysokości kostek: mroczne, krwawe i bezlitosne. Tworzyły w powietrzu złożone zawirowania i płynęły wolno ku drzwiom wieży.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować
@RogerThat się nie odzywa, więc wrzucam sama:
Temat: chów klatkowy Polaka
Rymy: bloku - roku - cierpienie - wrzenie
Miłej zabawy w ten niedzielny wieczór!
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Tak mi się ogromnie spodobało sformułowanie użyte przez koleżankę @Kaligula_Minus, że aż poczułem się zmuszony do tego, żeby je sobie ukraść i to w dodatku ukraść je natychmiast! W sprawie zaś tego komentarza, jeśli koleżka planowałaby to sformułowanie wpleść w jakiś wiersz po swojemu, to bardzo bym do tego zachęcał. Jestem niesamowicie ciekaw tego, jaki efekt dałoby zestawienie pomysłów dwóch różnych osób w sprawie wykorzystania tego samego sformułowania.
A, no i kolejność dwóch ostatnich wersów znów byłem zmuszony zmienić. ;)
***
Owoc chorego drzewa
Choć dąb w zagajniku ze starości chory,
owoc wciąż co roku wydawał obfity;
syn dębowy – żołądź, jakby z miasta Korynt,
nim na ziemię upadł, już był w środku zgnity.
Z racji jego wieku czyniono honory –
w płaszcz nietykalności dąb został owity,
choć niektórzy ostrzyć chcieli już topory
żeby chore drzewo uczynić zabitym.
Cykl życia wciąż płynął, jak najmonotonniej –
niejeden z żołędzi zgniłych wykiełkował,
dąb zaś w końcu umarł, lecz niebezpotomnie,
w korze swych potomków chorobę zachował.
Teraz las dębowy rośnie tu, koło mnie,
chory owoc rodząc ciągle i od nowa.
***
#nasonety
#zafirewallem
@Kaligula_Minus Kurde, jeszcze w związku z tym wierszem to mi się przypomniało.
Zaloguj się aby komentować
Końcówka mi się nie zgodziła, więc chyba nie mogę otagowac #diproposta xdddddd Ale większość się pokrywa. Przed wami owoc chorego drzewa:
Pleśń
Cóż za ohydne w mej głowie potwory
Mają członki długie jak włócznia hoplity
Z jakiejż to ciemnej wypełzły nory
By uwłaczać myśli poczciwej kobity...
Czemuż te plugawe, wulgarne upiory
W towarzystwie nędznej obszarpanej świty
Zasnuwają umysł już do szczętu chory
Czyniąc brzydkim świat ten, tak niesamowity
Chciałby kobieta kiedyś wiekopomne
Dzieło stworzyć, na którym się wychowa
Wiele dusz zacnych, lecz nadzieje płonne
Bo każdy jej wytwór przy większych się chowa
Jak człowiek za drzwiami, gdy puka "Jehowa"
A kolejne wiersze bardziej są ułomne
#nasonety #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Właśnie będę zaczynać lekturę
#ksiazki #rodzicielstwo #rodzice #rodzina

Zaloguj się aby komentować
558 + 1 = 559
Tytuł: Ania na uniwersytecie
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 202
Ocena: 5/10
Tutaj jak dla mnie poziom bardzo mocno spadł.
Jest to historia z 4 lat pobytu na uniwersytecie. Dochodzą nowe postacie ludzkie i zwierzęce (brakowało mi kotków 🥲). Na Zielone Wzgórze Ania wraca na święta oraz wakacje.
Nie było tutaj jakichś ciekawszych wątków, głównie chyba obracało się wokół tego czy Ania i Gilbert będą w końcu razem, ale nie była to historia miłosna rodem z powieści Bronte. Raczej mało ciekawa.
Źle nie było, ale spodziewałam się więcej.
Lecę z kolejnymi tomami.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
557 + 1 = 558
Tytuł: Ania z Avonlea
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 221
Ocena: 7/10
W tej części Ania wciąż jest jeszcze dzieckiem, chociaż już z doroślejszymi problemami.
Kończy szkołę i sama przyjmuje posadę nauczycielki, aby zarobić na studia i pomóc Maryli z utrzymaniem gospodarstwa oraz opieką nad przygarniętymi bliźniakami.
Okazuje się że jej otwarty, marzycielski umysł świetnie radzi sobie z wychowaniem młodszego pokolenia. Ponadto angażuje się w różne akcje mające na celu poprawienie życia mieszkańców w Avonlea. Wciąż zalicza młodzieńcze gafy, ale wychodzi z nich bez szwanku, a nawet na lepsze!
Chyba ostatnia część, gdzie jeszcze czuć tą młodą Anię oraz cudowny klimat życia na Zielonym Wzgórzu.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
556 + 1 = 557
Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Axel Springer
Format: książka papierowa
Liczba stron: 415
Ocena: 9/10
Trochę zaległości mi się nazbierało na bookmeter, czas nadrobić.
Ania to dla wielu osób piękne czytelnicze wspomnienie z dzieciństwa, dla innych nudna lektura. Dla mnie to wspomnienie z wizyty w księgarni, kiedy to zrobiłam płaczliwą scenę, bo mama nie chciała mi kupić ładniejszego wydania Króla Lwa do kolekcji, za to na otarcie łez kupiła mi Anię z Zielonego Wzgórza.
W domu z niemałym wyrzutem, ale też z wdzięcznością że i tak dostałam nową książkę, zabrałam się do lektury. I przepadałam.
Nie wiem jakie dokładnie odczucia towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury, ale jestem pewna że podobne jak i za drugim, trzecim, ... oraz ostatnim, nie wiem już którym, bo do dobrych książek zawsze wracam.
Ilość pozytywnych emocji oraz klap, które zawsze kończą się dobrze, jest tak wielka jak w żadnej innej książce. Ciężko czytać bez uśmiechu i unikając wilgotnych oczu 😅 oczywiście są też smutki, których trudno uniknąć, jak na przykład odejście Mateusza, który wniósł masę dobroci w tą historię i aż ciężko uwierzyć, że nie spotkamy go na dalszej drodze przygód Ani.
Wspaniała jest też przemiana Maryli, która na dobrą sprawę zaczęła prawdziwe życie dopiero od przygarnięcia tej niechcianej rudowłosej istoty.
Powrót do dzieciństwa uważam za udany.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować