Tytuł: Hieny, modliszki, czarne wdowy czyli jak kobiety zabiją
Autor: Paweł Śląski
Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format: ebook
Ocena: 7/10
Wiadomo w pracy się pracuje i przegląda memy. Na jednej z takich stron natrafiłem na opis tej książki, coś na zasadzie każdy facet to powinien przeczytać. Brzmiało banalnie. Po oględzinach i przeczytaniu paru recenzji już wiedziałem, że to trzeba przeczytać. Szalę przechyliła dysproporcja miedzy max ocenami mężczyzn i najniższymi ze strony kobiet. Sama książka jest krótka. Tytułowe zwierzęta to odzwierciedlenie kobiet. Autor na samym początku definiuj, co "widzi". Dalej jest oświadczenie i wyjaśnienie, dlaczego ten podręcznik, jak on sam nazywa, powstała. Rozwód z pierwszą żoną i śmierć bliskiego przyjaciela we Francji, którego żona zapędziła do grobu i to zbiorowego, bo tak było taniej. Faktem jest, że autor ma tendencje do skakania do różnych wątkach i wplątywania dziwnego, archaicznego słownictwa, chociaż książka jest z 2012 roku. Jednak to w moje ocenie nie umniejsza przywołanym na przestrzeni wielu lat we Francji i w Polsce, sytuacji, gdzie kobieta "ulega transformacji" zaraz po ślubie, mąż, żeby mieć chwilę spokoju zostaje dłużej w samochodzie czy "puszczenie z torbami" po n latach życia/małżeństwa. I tak przechodzimy od rozdziału, gdzie autor dodaje wątki swojej historii/relacji z kobietami. Jest oczywiście proces małżeństwa, dziecka i rozwodu oraz tego, co jest po nim. Remedium na wyżej wspomniane trudności jest sprawdzanie dokładnie dossier wybraki, oczywiście ze zwróceniem bacznej uwagi na rodzinę.
Lata temu całkiem sporo publikowałem na Wattpadzie (taka platforma do dzielenia się tekstami), ale twórcy podejmowali coraz to gorsze decyzje, jak usunięcie wiadomości prywatnych. Dość ważna funkcja dla tworzących się tam społeczności. To plus brak czasu, żeby się regularnie udzielać, sprawiło, że odpuściłem sobie Wattpada.
No ale chęć dzielenia się tekstami pozostała, więc parę miesięcy temu zainteresowałem się Archive of Our Own (w skrócie AO3) . Podobna platforma, chociaż stawiająca na różnego rodzaju fanfiction - z zaskoczeniem odkryłem, że ludzie piszą fanfiki nawet do „Lalki” Prusa. Oczywiście jest tam też miejsce dla „prac oryginalnych”, więc postanowiłem z tego skorzystać.
I w sumie jestem zaskoczony, że przy zerowym wkładzie własnym (ani się nie reklamuję, ani nie komentuję tekstów innych osób) otrzymuję jakiś tam feedback. Rzadko bo rzadko, ale dwa moje teksty zostały skomentowane i dostały nawet ichniejsze polubienia (kudos).
Więc jakby ktoś szukał miejsca dla swojej #tworczoscwlasna w postaci amatorskich #ksiazki, to polecam AO3 .
Na zawsze miał zapamiętać swoją pierwszą noc we wspólnej sypialni. Była dostatecznie obszerna, by pomieścić osiemnastu chłopców Domu Żmii, i dostatecznie pełna przeciągów, by zmieścić całe wielkie zewnętrze. Jej projektant być może pamiętał o wygodzie, ale jedynie po to, żeby unikać jej, kiedy tylko było to możliwe.
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada dodruk książki Philipa K. Dicka. "Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" wróci na sklepowe półki 18 sierpnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą obejmuje 272 strony, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Do roku 2021 wojny nuklearne starły z powierzchni ziemi całe gatunki zwierząt. Role domowych zwierzątek pełnią małe maszynki, produkowane przez Nexus Corporation. W tym opustoszałym i beznadziejnie smutnym postapokaliptycznym świecie Rick Deckard jest łowcą nagród. Jego zajęcie polega na "wycofywaniu z użytku" złych androidów, także stworzonych przez Nexus, ale niechcianych na Ziemi. Główny bohater z wysiłkiem stara się zdefiniować zasady swojej przynależności do rodzaju ludzkiego w świecie zdominowanym przez inteligentne maszyny.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Cóż mogę rzec, kończę autobiografię Chrisa Kyle'a i zabieram się za Carrie od Stephena Kinga. Są tutaj w ogóle fani #stephenking? Jeśli tak - czytaliście wszystkie jego książki czy tylko wybrane dzieła?
Kiedyś mega lubiłem, od kilku lat nie przeczytałem żadnej, nie wiem czy to co on teraz piszę jest warte czytania. Wielki marsz był w płytę z takich mniej znanych, miasteczko Salem też sprawiło że stałem po nocach że strachu bo byłem zbyt młody na tą książkę
No kilka przeczytałem w tym Carrie, Smętarz dla Zwierzaków, Wielki Marsz, Miasteczko Salem, Sklepik z Marzeniami, TO
Ale czy mega fanem jego dzieł jestem to średnio bym powiedział.
Słyszałem kiedyś teorię, że nie należy wstrzymywać bąków, bo – zgodnie z prawami fizyki – gazy unoszą się do góry, trafiają do mózgu i stąd się biorą posrane pomysły. Może podobny wpływ na nasze myśli ma i skład powietrza, którym oddychamy? No a w Kielcach ostatnio wiało. Niby nic nowego, ale wiało od Krakowa.:
Na Netfliksie pojawił się nowy serial oparty na bestsellerowej serii książek Domek na prerii.
Cześć z Was pewnie pamięta serial z lat siedemdziesiątych, który często leciał w naszej telewizji i był całkiem miłym czasoumilaczem.
Książki opowiadają historię Laury, dziewczynki która najwcześniejsze dzieciństwo spędziła w chacie pośrodku lasu, a potem ruszyła z rodzicami i siostrami na zachód, gdzie rodzina postanowiła rozpocząć życie na nowo. Niejeden raz.
Pierwszy tom opowiada o życiu w lesie - jak ojciec nazywany Pa szykował się do polowań, jak Ma robiła sery, w co bawiły się dziewczynki, jak wyglądało świniobicie lub gotowanie syropu klonowego i jakie zasady obowiązywały podczas nielicznych spotkań towarzyskich. Tworzy to niezwykły obraz życia i wywołuje nostalgię za czymś, czego nigdy się nie doświadczyło.
Laura nie jest idealnym dzieckiem - zazdrości starszej siostrze jej blond loków, zdarza jej się nabroić czy stracić cierpliwość - jest w tym dzieckiem prawdziwym i widać bardzo wyraźnie, że autorka włożyła w tę postać bardzo dużo z siebie i swoich wspomnień. Nie jest to autobiografia, pewne wydarzenia z życia autorka zmienia lub pomija, jednak oddaje dobrze ducha tamtych czasów.
Właśnie po trzydziestu latach wyszło nowe tłumaczenie, więc oczywiście kupiłam je sobie, więc z niego też będzie recenzja, tymczasem jednak sięgnęłam to wersję oryginalną - język jest prosty, bardzo przyjemny, nawet z moim bardzo nędznym angielskim dałam radę bez większych problemów. Następne tomy są trochę trudniejsze, ale będę próbować.
Dzień dobry bardzo! Kolega (tsa, kolega.... koledzy się tak nie zachowują!) @fonfi wywyższył mnie i uczynił zwyciezcą 131 edycji #nasonety, tak więc pora na rozpoczęcie jej CXXXII czyli 132 edycji!!
Zacznijmy sobie od tego do czego będziemy rymować. Zapraszam!
Leopold Staff
SONET SZALONY
Włóczęga, król gościńców, pijak słońca wieczny,
Zwycięzca słotnych wichrów, burz i niepogody,
Lecę w prześcigi z dalą i złudą w zawody,
Niewierny wszystkim prawdom i sam z sobą sprzeczny.
Pod gwiezdnym niebem w polu rozkładam gospody.
Snem i płaszczem nakryty, śpię wszędzie bezpieczny.
Chryste, jak ja nie lubię zdalnej pracy. Niby fajnie, niby w domku, niby dojeżdżać nie trzeba, ale wszystko się rozsynchro… rozsynchronizowywyuwy… no rozjeżdża się. Tak jak mnie piątkiem zaskoczył koniec tygodnia, tak samo wczoraj, niedzielą zaskoczył mnie koniec weekendu. A zaskoczył mnie przed samą północą słowami małżonki: “chodź spać, bo jutro trzeba wstać do roboty”. Jak to do roboty?! I wtedy dotarło do mnie, że nie dość, że mój sonet na bieżącą CXXXI (słownie: 131) edycję #nasonety leży rozgrzebany (a teraz to już nawet pogrzebany) to jeszcze należałoby tę CXXXI (słownie: 131) edycję zakończyć. Jako że szans na sklecenie podsumowania w kilka minut, a co za tym idzie zakończenie jej w terminie, który sam sobie i Państwu narzuciłem, nie było, więc z poczuciem winy położyłem się spać aby rano podejść do tematu ze “świeżą głową”. Niestety rzeczone poczucie winy spowodowało u mnie zaburzenia snu, więc ze świeżością u mnie dzisiaj na bakier. Ale spróbujmy.
Edycja była długa, bo trwała prawie dwa tygodnie. W tym czasie swój akces zgłosiło trzech (słownie: 3) poetów, którzy napisali w sumie osiem (słownie: 8 ) wytworów. A oto one.
Nessie po Brexicie by @George_Stark ️10
Utwór kolegi @George_Stark operuje bogatą metaforyką. Tytułowy Brexit w zestawieniu z ukrytym pod postacią legendarnej Nessie podmiotem, mówi nam o przekraczaniu granic. Lecz ostrzega jednocześnie, że są granice, których przekroczenie może zderzyć nas z brutalną i twardą rzeczywistością. Na przykład z rzeczywistością o konsystencji krakowskiego smogu. Wychodzi na to, że o losie mitycznych bestii decydują bardziej wskaźniki PM2.5 niż prawa natury. A to jest dla nas kiepska prognoza. Oj kiepska.
Prawie jak Dante by @George_Stark ️8
Kolejny utwór kolegi stanowi interesującą reinterpretację motywu piekła, przenosząc go z obszaru metafizyki do rzeczywistości administracyjno-księgowej. Albo na odwrót - nie jestem pewien. Faktem pozostaje natomiast to, że ani tu, ani tam, na żadne negocjacje miejsca nie ma.
Anetka by @George_Stark ️7
Poprzez postać Anetki autor - zaskoczę Państwa: @George_Stark - podejmuje uniwersalny problem współistnienia ludzi w przestrzeni biurowej. Wygląda na to, że cywilizacja osiągnęła etap, na którym wojny o temperaturę skutecznie wyparły spory ideologiczne. Może to i dobrze?
Anetka II by @George_Stark ️8
Kolejny utwór kolegi @George_Stark, to fenomenalna, intertekstualna synteza dwóch wcześniejszych wizji – dantejskiego piekła oraz biurowej epopei o Anetce, przy czym na szczególną uwagę zasługuje inkluzywny wymiar utworu - Anetkowy „siusiak”, który subtelnie podważa niebinarne schematy interpretacyjne. It’s beautiful!
Prokrastynacja by @George_Stark ️7
O! - a ten wiersz to akurat jest o mnie.
Po śmierci by @splash545 ️18
W swoim utworze Pan @splash545 próbuje pogodzić tradycyjną eschatologię z filozofią stoicką. Charon, piekło i niebo pełnią tu rolę rekwizytów, których znaczenie zostaje skutecznie zneutralizowane przez zdrowy brak zainteresowania: “Powiewa mi wszystko to mocno i lata. Nad życiem po śmierci nie dla mnie debata.” I trzeba przyznać, że trudno z tym dyskutować.
Mewa by @splash545 ️12
Kolejny utwór kolegi @splash545 wchodzi w przewrotny dialog z piosenką „Tupot białych mew” Kabaretu Dudek. Tam mewy zwiastowały romantyczny nastrój, tutaj stają się akustycznym ekwiwalentem młota pneumatycznego i skutecznie dekonstruują marzenie o spokoju. A wszystko opakowane w stoickie refleksje o śmierci nad gnijącym ptasim truchłem.
Sonet o byciu zmęczonym by @Endrevoir ️12
Cytując klasyka - jak kolega @Endrevoir obieca sonet, to nie ma… I to rozumiem. No to przeanalizujmy. Wygląda na to, że autor podejmuje próbę rewizji klasycznej formy sonetu, podporządkowując ją doświadczeniu skrajnego zmęczenia. Herbata oraz mata do masażu przestają pełnić funkcję zwykłych przedmiotów, urastając do rangi ostatnich filarów podtrzymujących współczesną cywilizację. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałaby sztuka renesansu, gdyby taki Petrarka z Kochanowskim mieli taki wybór herbat i rzeczone maty masujące.
A teraz najważniejsze. Zwycięzcą obecnej edycji zostaje kolega @Endrevoir.
@fonfi ej! Co to ma być? Dżordzu napisał 5 (słownie PIĘĆ!!!!1111ONEONE), Pajonk 2, ja jeden malutki i ja wygrałem? Toż to skandal! Żądam ponownego przeliczenia głosów!!
@Endrevoir No tak. A to nie napisałem, że wygrywa ten co napisze najmniej sonetów? Chyba pisałem, skoro @splash545 i @George_Stark przysłali po kilka na wszelki wypadek
Dopiero teraz zaczęło się oficjalne, potwierdzone dekretem fandomu, Wielkie Mielenie Ozorem. Każda odnoga historii osadzona jest w jakimś mieście i niezmiennie wszyscy kręcą się jak gówno w przeręblu, wytężając wszystkie siły, by w jakimkolwiek stopniu popchnąć akcję do przodu, co na dobrą sprawę ma miejsce raz na kilka rozdziałów.
Cały czas dobija mnie fakt, że zarówno Rand, jak i Perrin rozpaczają nad każdą z osobna kobietą, która zginęła w ich imieniu, a chłopy zaledwie przelatują przez ich umysły - a i to nie zawsze - bo przecież taka ich powinność - ginąć w walce. Ale o tym piszę chyba w każdym wpisie, więc pora się ogarnąć. Zapomniałem w sumie o tym wspomianć, ale dalej, zarówno tutaj, jak i w poprzednich tomach, zdarza się pomstowanie głównej trójki, jakoby dwóch pozostałych chłopaków dobrze radziło sobie z kobietami.
Mat miał pod tym względem najwięcej doświadczeń w owym tomie. Z jednej strony nie ma nic lepszego niż dwukrotne utarcie nosa Elayne i Nyaneve - z czego raz poniekąd przez Mata właśnie - do tego w jednym rozdziale, choć druga z tych okoliczności zakrawała o zamienienie kiły na cholerę.
Rzeczona okoliczność stanowi dziwaczny zwrot na wielu poziomach: postaci Nyaneve i Elayne zaliczają obrót o 180°, a to w ich przypadku coś niespotykanego. Pojawia się nowa frakcja, w której niewykrywalność na przestrzeni lat ciężko mi uwierzyć; następuje znienacka i tak jak już wspomniałem wyżej, po tysiącach stron bezkarnego panoszenia się, nagle obie dziewczyny dwukrotnie zostają stłamszone w tym samym rozdziale. Później okazuje się, że kto o wspomnianej grupie miał wiedzieć, to wie, ale po prostu trzymał gębę na kłódkę.
Z drugiej strony mamy w tej książce wspaniały przykład przedstawienia "zabawnego" seksualnego dręczenia mężczyzny. Królowa Tylin ma niesamowitą chcicę na Mata: napastuje go w różnych pomieszczeniach; gdy ten celowo jej unika, zabrania kucharkom wydawać mu posiłki, a nawet zamyka drzwi do jego pokoju. Koniec końców dosłownie przykłada mu nóż do gardła, odprawia fetysz rozcinania ubrań i przechodzi do rzeczy. Wyobrażacie sobie zamianę ról w tej sytuacji? Przecież hipotetyczny król Tylin zostałby okrzyknięty największym sk⁎⁎⁎⁎⁎ynem i creepem w historii fantasy, a kwik odbijałby się echem do dzisiaj. No ale to przecież chłop jest molestowany, więc można tylko powiedzieć "jaki on niezdarny", "kto by tak nie chciał?" albo "przecież to kobieciarz, więc sobie zasłużył". Obrzydliwe.
Mniej więcej od 2/3 książki zaczyna się prawdziwy zjazd: ww. sytuacja Mata i Tylin; odkrycie istotnego śladu poszukiwanego od dawna artefaktu następuje poza stronicami, tak jak to miało miejsce w przypadku pokonania Coualdina; Elayne rżnie wszechpotężną wobec Aes Sedai swoim mitycznym statusem siostry nadanym kumotersko przez Egwene i królewskim pochodzeniem, a wiedźmy w jednej chwili jadą z nią jak z dzieckiem, by w następnej złożyć się pod wpływem jej tyrady jak origami - zero konsekwencji, dosłownie i w przenośni.
Na szczęście promyk nadziei stanowi Cadsuane - Aes Sedai, kobieta, która nie irytuje, a intryguje. Tak właśnie powinno wprowadzać się nowe postacie, w taki sposób, że już od dosłownie pierwszych zdań jej poświęconym czujemy zainteresowanie.
Zaskoczyła mnie szczegółowa mapka Ebou Dar i okolicy, umieszczona losowo w środku książki, gdzie inne, znacznie istotniejsze miasta, takich nie otrzymały.
Kilka dobrych razy brakowało półpauz sygnalizujących czyjąś wypowiedź lub jej przerwanie na rzecz wtrącenia. Tak to korekta stoi na standardowo wysokim poziomie.
Czytaj beletrystykę, mówili. Będzie fajnie, mówili. No więc wzięłam się za czytanie "Dżentelmen w Moskwie" Amora Towlesa. I nie dam rady skończyć. Jestem na 300 stronie na 526 i nie chce mi się tego dalej czytać. A że muszę za parę dni oddać to do biblioteki, to już raczej nie nadrobię tych ponad 200 stron. Nie wciąnęła mnie w ogóle. Może już mój przerdzewiały od oglądania instagrama mózg po prostu nie może "rozsmakować się" w prozie, gdzie całymi stronami niewiele się dzieje? Może też poziom nieprawdopodobieństwa tej książki przekroczył pewne granice mojej tolerancji? Nie wiem. W każdym razie tym 300 stronom wystawiam mocne 5.5 na 10. #ksiazki
Ostatnio miałem ciekawą dyskusję. Ktoś porównał media społecznościowe do.... papierosów.
Najpierw zachwyt, szeroka dostępność.
Następnie ograniczanie dla młodych osób. (na tym etapie jesteśmy)
A potem zdanie sobie sprawy z ich szkodliwości i próbowanie temu zaradzić.
Książka opisuje świat, w którym obok zwykłych ludzi żyją osoby obdarzone zdolnością wnikania w umysły innych(zwane tutaj esperami). Dzięki tej bardzo pożytecznej mocy m.in. udało się wyeliminować morderstwa dzięki odczytywaniu zamiarów co bardziej nikczemnych obywateli. W końcu po około 80 długich latach komuś udaje się ukatrupić innego człowieka, a my przez resztę książki obserwujemy zabawę w kotka i myszkę między zabójcą i ścigającym go esperem.
To bardzo milutki średniaczek, nie jakiś super słaby, ale też nie jakoś wybitnie wciągający. Część dotycząca mocy była prawdopodobnie najlepsza, w tym opisy wnikania w umysły innych(szczególnie cześć dotycząca umysłu bohaterki imieniem Barbara). Jeśli idzie o samych bohaterów, to niestety można czuć się rozczarowanym. Główny złol jak i ścigający go detektyw to takie typowe klisze: pierwszy to prawdziwe wcielenie nikczemności, a drugi to perfekcyjny stróż prawa, który nie cofnie się przed niczym, by ująć zbira. Nuda. O postaciach kobiecych nie ma co wspominać(ale co zrobić, lata 50, wątki damsko-męskie były wtedy strasznie denne).
Brakowało mi lepszego opisu świata, ludzi, np. reakcji na pierwsze od dziesiątek lat morderstwo. Autor raczej wolał od początku do końca skupić się wyłącznie na głównym wątku. Zakończenie jest całkiem przyjemne, a opis tytułowej Przeróbki ciekawy, chociaż liczyłem na coś bardziej pomysłowego.
Wtedy po raz pierwszy odkrył kolory tercjalne, kolory po tamtej stronie czerni, kolory otrzymywane w wyniku rozszczepienia czerni w ośmiościennym pryzmacie. Są praktycznie nieopisywalne w niemagicznym środowisku. Gdyby ktoś próbował, pewnie najpierw poleciłby wypalić coś nielegalnego, a potem dobrze się przyjrzeć skrzydłom szpaka.
Wspomnienia autorki z wielu lat pracy, gdy zajmowała się jako opiekunka osobami u schyłku życia: jak żyli, co robili, gdzie się finalnie znaleźli i jakie z tego wysnuwali wnioski, ale także o tym, co działo się w tym czasie w jej własnym życiu.
Zmęczyła mnie ta pozycja. Główny problem jaki z nią miałem to to, że w mojej opinii bardzo mało jak na taką objętość było tytułowych żali, a dużo za dużo przemyśleń własnych autorki i historii z jej życia, często w ogóle nie dotykających tematu książki. Powodowało to, że zamiast znaleźć dobre rady czy inspiracje, w pewnym momencie po prostu zacząłem się nudzić. A sam zasadniczy przedmiot jej rozważa ginie w odmętach różnych wspomnień autorki, rozmyty w treści jej własnych przemyśleń, nie pozostawiając czytelnikowi pola do wysnucia własnych wniosków.