Książka opowiada o dwóch wrogich do siebie rasach: dzieciach-robaka, które żyją na powierzchni, ich bóstwem jest biały robak a ich duchowy przywódca człowiek-robak operacjami chirurgicznymi upodabnia się do robaka i jękolach, humanoidalnej rasie, która żyje w podziemnych tunelach, ma 6 kończyn, widzi w ciemnościach i jest postrzegana przez powierzchniowców jako zwierzęta i zabijana dla mięsa.
Grupka bohaterów wyrusza do tuneli w podróż nieco dłuższą niż zakładali. Fajny klaustrofobiczny klimat, konstrukcja świata nawet mnie zaciekawiło, chociaż chyba w pełni nie zrozumiałem genezy tego świata i zależności między rasami.
Minusem jest zakończenie, które wydało mi się jakby nieco nagłe.
Donato Carrisi po raz kolejny robi to, co wychodzi mu najlepiej - wrzuca czytelnika w historię, w której bardzo szybko przestajemy być pewni czegokolwiek. Główna bohaterka (Serena) dowiaduje się, że w schronisku w którym przebywa jej córka był pożar, ale dziewczynka jest bezpieczna i nie ma powodów do niepokoju. Gdy dociera na miejsce okazuje się, że była to pomyłka i opiekunka pomyliła imiona dziewczynek, a córka Sereny nie uratowała się z pożaru. Problem w tym, że jej ciała nie odnaleziono. Serenie rzeczywistość zaczyna się rozmywać, dni zlewać, a do tego wpada w nałóg alkoholowo-narkotykowy. My razem z nią coraz bardziej tracimy grunt pod nogami.
Czy ktoś manipuluje bohaterką? Czy sama coś ukrywa? Co ukrywają inni? A może prawda jest znacznie bardziej niepokojąca?
Największą siłą książki jest atmosfera psychozy i ciągłego niepokoju. Dowiadujemy się, że bohaterka nie chciała urodzić córki, planowała oddać ją do adopcji, bo na przerwanie ciąży było już za późno. Niestety z powodu komplikacji zdrowotnych do adopcji nie doszło, a dziecko wróciło z matką do domu. Gdy dowiadujemy się, że dziewczynka "zginęła" w pożarze, (choć określenie: nie uciekła z budynku razem z opiekunkami i innymi podopiecznymi, bardziej tu pasuje), zaczynamy się zastanawiać, czy matka nie miała przypadkiem nic wspólnego z jej "śmiercią". Carrisi świetnie buduje poczucie zagubienia - czytelnik praktycznie do samego końca jest zagubiony, nie wie, co jest prawdą, a co tylko interpretacją albo wspomnieniem zniekształconym przez traumę. Bardzo łatwo wpaść w tę historię i zacząć kwestionować wszystko razem z bohaterką.
Gdy w połowie dowiadujemy się, że pewne wydarzenia to było oszustwo, tracimy punkt zaczepienia, bo wszystkie tropy prowadziły donikąd, ale czy napewno?
Podobało mi się też tempo. To jedna z tych książek, które bardzo skutecznie zmuszają do czytania "jeszcze jednego rozdziału", choć nie pędzą na złamanie karku, a akcji prawie nie ma, choć sporadycznie pojawia się na 1-2 strony. Carrisi dobrze dawkuje informacje i regularnie podrzuca nowe elementy układanki, dzięki czemu napięcie praktycznie cały czas się utrzymuje.
Jednocześnie to nie jest klasyczny thriller oparty wyłącznie na akcji. Znacznie ważniejszy jest tutaj stan psychiczny bohaterki i sposób, w jaki postrzega rzeczywistość, swoje emocje, swój stan upojenia alkoholowego i tropy podrzucane przez innych. Autor mocno gra emocjami, paranoją i poczuciem osaczenia. Momentami miałem wręcz wrażenie, że sama historia jest mniej ważna niż doświadczenie zagubienia, które ma wywołać.
Książka nie jest idealna - niektóre rozwiązania balansują na granicy przesady i efektowności kosztem realizmu. Ale jeśli zaakceptuje się tę konwencję, dostaje się bardzo angażujący thriller psychologiczny. A nie ukrywam, że własnie tego mi było trzeba, gdy po nią sięgałem. Przez co trafiła na podatny grunt.
Szczecin 1957. Milicjant alkoholik - Litwin po obozie pracy, ale za to dobry w swoim fachu. Do tego inspirowana faktami historia o kanibalu szczecińskim, niechęci Polaków do Niemców i generalnie nastrojach tamtych lat. Całkiem dobra książka.
Wydawnictwo Znak zapowiada nowe wydanie książki Normana Daviesa. "Boże igrzysko" wyląduje na sklepowych półkach 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą ma 1232 strony, w cenie detalicznej 159,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Boże igrzysko. Historia Polski zostało przedstawione polskim czytelnikom w dwóch odsłonach. Aby uzyskać od cenzury zgodę na druk pierwszego tomu, wydawnictwo Znak musiało w końcu lat 80. zadeklarować, że nie będzie zabiegać o publikację drugiego. Z tego powodu polski przekład drugiej części dzieła ujrzał światło dzienne dopiero w 1991 roku, po upadku komunizmu. Od tamtej pory książka była wielokrotnie wznawiana i wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników.
Wydanie obejmuje obszerną przedmowę o powstawaniu dzieła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Druga (a do niedawna pierwsza) najobszerniejsza pozycja w zbiorze wreszcie za mną. Działo się tu - co oczywiste, mając na uwadze potworną objętość - mnóstwo, ale wreszcie choć część z tych rzeczy wzbudzała jakieś większe emocje - o tym później.
Bohaterowie nie mają za dużo czasu na złapanie oddechu po zakończeniu poprzedniego tomu, jako że wpływy Czarnego coraz wyraźniej oddziałują na tkankę rzeczywistości i tych, którzy mają w tej kwestii coś do powiedzenia. Drużyna znowu dzieli się na inne niż poprzednio grupy, wyruszające w zupełnie różnych kierunkach z zadaniami odmiennymi, ale jednak ważnymi dla każdego członka w zazębiający się sposób. Sam Rand, choć niechętnie i wbrew sobie, uczy się układać plany wykorzystywania ludzi; do faktycznego czynu jeszcze trochę brakuje, choć jest na dobrej drodze do stania się rzeczą, którą ledwie rok wcześniej by gardził.
W tym tomie trochę bardziej niż w poprzednich dają się we znaki 2 kwestie: miłosne i uczuciowe komplikacje przybierają na sile i tak jak dotychczas były dosłownie tłem tła, tak tutaj momentami wychodzą na pierwszy plan - i wychodzi im to dwojako: czasem niezręcznie (w naturalny sposób), czasem za szybko, przeważnie jednak dosyć żenująco. Również okazjonalne zacietrzewienie, upierdliwość i zdziecinnienie postaci (praktycznie zawsze dziewczyn) przechodzą niekiedy ludzkie pojęcie, a najlepszym tego przykładem jest zachowanie towarzyszki Perrina przez dobrą pierwszą połowę książki: dla czystej satysfakcji i utarcia nosa zamierza narażać go na niebezpieczeństwo, a Loiala na dyshonor. Strasznie irytujący to był epizod; ogólnie interakcje między tą dwójką i ich mini-ekipami działały na mnie drażniąco.
Przerywając na chwilę smęcenie przejdę do wspomnianych ekscytujących wydarzeń: dłuższy fragment, rozpoczynający się mniej więcej w okolicach 40% książki, wprowadza wreszcie pierwszą wielką rewelację dotyczącą, ogólnie mówiąc, przeszłości i teraźniejszości oraz łączącego je przez wieki elementu. Niekiedy wydawało się to trochę zagmatwane przez skakanie po scenach, ale najważniejszy przekaz był jasny. No i po prostu zostało to świetnie zaplanowane i napisane, z odpowiednim podziałem i stopniowym wzrostem napięcia, tak że w trakcie człowiek co chwilę mówił "o kurde", a na sam koniec mógł to tylko podsumować dosadnym "ooo jasna cholera". O kolejnym zdarzeniu napiszę tylko, że nie spodziewałem się, iż Jordan ma na tyle duże jaja, aby coś takiego tutaj zrealizować. Owszem, czasami miewa przebłyski brutalności i bezkompromisowości, ale tego nie oczekiwałem, choć miało miejsce "poza ekranem". Efekt jednak jest aż nadto odczuwalny.
Korekta ma się coraz gorzej: na stronie 233 na przestrzeni 5 linijek znalazły się 2 literówki. Strona 647 powiedziała "potrzymaj mi piwo" i w ledwie dwóch linijkach 3 razy nie postawiono spacji po spójniku.
Jak dotąd tom najbogatszy w najciekawsze wydarzenia, będący jednocześnie wstępem do widoczniejszego zaznaczania swojej obecności przez bolączki pokroju nieznośności bohaterów, tymczasowej zmienności ich charakterów, miłosnego pierdololo i powtarzalności pewnych specyficznych elementów jak szarpanie przez Nyaneve swojego warkocza. Poza powyższymi zarzutami styl i język dalej utrzymują poziom i nie uprzykrzają lektury, nawet pomimo uświadczenia pięćdziesiątego opisu wnętrza gospody lub dwusetnego określenia ubioru i urody jakiejś Minetty z Tik'Tokoowa.
Opowiadanie z serii "Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza". Opowiada przebieg bitwy o stolicę imperium Meekham.
Same planowania niezbyt mnie interesowały, nie bardzo mnie interesują militaria, ale sam przebieg wydarzeń fajnie się czytało. Jest troche zwrotów akcji, kilka ciekawych postaci, szczególnie charyzmatyczny Imperator. I taki swojski język trochę mi przypominał czytanie wiedzmina.
"- Wstawaj, zasrańcu! Wstawaj! Słyszysz?! Może i umrzemy! Ty umrzesz i ja umrę! Wszyscy umrzemy! Ale nie na kolanach, sukinsynu!
Ale Nie Na Kolanach Sukinsynu."
Fajne epickie opowiadanie z dużą dozą patosu. Może kiedyś się wezmę za to serię, ale na razie skupiam się na krótkich książkach, bo mam takie tempo, że czytałem te 80 stron 2,5h xD Nie wiem jak to zrobiłem, bo audiobook tyle samo wychodzi xD
Jedyny minus to te imiona brzmią tak egzotycznie, że już żadnego nie pamiętam.
#czytelniczebingo muszę użyć środeczka, bo nigdzie indziej nie pasuje
Jedyny minus to te imiona brzmią tak egzotycznie, że już żadnego nie pamiętam.
To mnie właśnie zniechęca do tego cyklu. Imiona brzmiące jak onomatopeja gruźlicy albo spadające ze schodów wiadro śrub, nie da się tych przypadkowych zlepków liter zapamiętać.
Sapkowski miał prostszą metodę - brał oto zagraniczną książkę telefoniczną i lepił przy jej pomocy imiona i nazwiska swoich postaci, czasem tylko zmieniając literę lub dwie.
Jest to pierwsza, pełna wersja książki wydanej pierwotnie pod tytułem 'Kim jesteś?'. Ujrzała ona światło dzienne dopiero 60 lat po napisaniu i stanowi pierwotny koncept historii, którą najlepiej znamy z filmu J. Carpentera z 1982 r. o tym samym tytule 'The thing'.
Film ten ma specjalne miejsce w moim serduszku i dozgonny szacunek. Natomiast po książkę sięgnęłam po raz pierwszy i w ten sposób dowiedziałam się, że ma ona dwie wersje.
Odnosząc się do tej pierwotnej, nie ulepszonej, czuć świeżość pomysłu oraz potencjał pisarski młodego Campbella.
Nie jest to powieść pisana pod publikę, lecz dzika, naturalna i wpasowująca się w złote czasy fantastyki.
Część wydarzeń i postaci może być znana z filmu, ale fabuła zdecydowanie się różni.
Część wydarzeń i postaci może być znana z filmu, ale fabuła zdecydowanie się różni.
Brzmi dobrze. Nie wiedzę sensu czytania zekranizowanych książek jak już obejrzałem film, bo to +/- ta sama historia. Tu bym sie skusił. Gdzie można dostac tą książkę?
@FriendGatherArena przyznaj, że spodobała ci się okładka, która wygląda jak album cover jakiegoś grindcore'a z wylistowanymi na odwrocie 64 kawałkami w 28 minut
Kiedy przy okazji którejś tam wygranej przeze mnie edycji stwierdziłem, że nie bardzo mi to zwycięstwo na rękę bo nie mam na prowadzenie czasu, to nie wiedziałem o czym mówię. No ale poprzednią, CXXV edycję zabawy #nasonety wygrałem trochę jakby na własne życzenie (znaczy: podłożyłem się jak głupi) i cóż mi z tego przyszło? Ano, przyszło mi otworzyć edycję kolejną, czyli CXXVI. Oto i proszę!
Rymować będziemy do wiersza autorstwa niejakiego Jerzego Ostrowskiego, który to jest wierszem okazjonalnym, diarystycznym niemal, bo napisanym na podstawie wrażeń z dnia dzisiejszego i wielu dni poprzednich, tak krótkich i jakoś bardzo do siebie podobnych. Kolega z przykrością uświadomił sobie ostatnio, że w zeszłym roku stuknęły mu już drugie osiemnaste urodziny i że po pierwszych to się – niestety! – nie zeruje jak licznik w Fiacie 126p po stu tysiącach kilometrów, więc może czas przestać myśleć o tym, że „kiedy już będę duży”, tylko pogodzić się z tym, że – niestety – dużym jest się już.
***
Dorosłość
Gdy wszystkie naraz walą się sprawy
i głowa ci mówi, że nie da już rady
to można by się z głową wykłócać.
No, tylko po co? Skoro wciąż głupia.
Zamiast więc myśleć co trzeba zrobić
myśli należy wygonić z głowy
i lecieć! I sprawy załatwiać w locie!
Najlepiej chyba na autopilocie.
Wieczorem głowę przynosisz styraną,
a tu za nocą już czeka jutrzejsze rano
i wszystkie z nim razem sprawy zaległe
co dziś nie zdążyłeś… Choć przecież biegłeś.
To kiedy w końcu odpoczniesz sobie?
Ja myśleć zaczynam, że chyba w grobie.
***
Zasad nie podaję, bo jeszcze nie wiem jakie będą. Podaję za to termin, a nawet terminy. Żeby powrócić do cykli niedzielnych, bo one są spoko, podsumowanie napiszę albo 24 maja wieczorem albo 25 maja rano, bo wtedy będę miał czas odpocząć (choć planuję być tylko na urlopie, a nie w grobie). Jeśli natomiast wierszy będzie mało (albo ich nie będzie wcale, bo nawet nie wiem, czy coś o Gorzowie mi się w tym tygodniu uda), to przedłużymy ją sobie o tydzień, a ja we wymienionym wyżej terminie opublikuję przypomnienie albo jakiś apel.
No chyba że to prezent od siebie samego dla siebie samego. To wtedy tak umiarkowanie na spokojnie. Zatem oto część druga zakupu książkowego, tu część pierwsza xD Lemon soda dla skali
Skarpa Warszawska przygotowuje siódmy tom serii o najsłynniejszym agencie MI6. "Goldfinger" Iana Fleminga ma zaplanowaną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 336 stron, w cenie detalicznej 54,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Auric Goldfinger jest najbogatszym człowiekiem w Anglii, jednak nie przechowuje swojego majątku w banku. Gromadzi ogromne ilości cennego kruszcu, którego nazwa pojawia się w jego nazwisku. Sprawa budzi podejrzenia przełożonych Bonda z MI6.
Bond wkracza do akcji i odkrywa skomplikowaną siatkę przemytu złota. Poznaje też najśmielszy jak dotąd plan Goldfingera: operacja "Wielki Szlem" może zachwiać światową gospodarką i pozostawić kraje Zachodu na łasce Smierszu. Jedynie 007 jest w stanie pokonać tajemniczego milionera ogarniętego chorobliwą obsesją na punkcie szlachetnego metalu…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka powrócą dwa wznowienia Stephena Kinga. "Martwa strefa" trafi do sprzedaży 9 lipca, a "Wszystko jest względne. 14 mrocznych opowieści" 16 lipca 2026 roku. Wydania w twardej oprawie obejmują kolejno 480 i 472 strony, w cenie detalicznej po 59,99 zł za sztukę. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Martwa strefa"
Młody nauczyciel angielskiego Johnny Smith uważa się za człowieka szczęśliwego. Uczniowie go lubią, ma ukochaną dziewczynę i jest przekonany, że w życiu nie spotka go nic złego. Jednak pewnego dnia w wyniku groźnego wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po prawie pięciu latach, z niepokojem odkrywa w sobie niezwykły dar – widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi.
Johnny potrafi przewidzieć dosłownie wszystko, niekiedy więcej, niżby sobie życzył.
Niezwykły talent staje się dla niego przekleństwem…
"Wszystko jest względne. 14 mrocznych opowieści"
Czternaście opowiadań mistrza horroru!
Dzięki niemu trafiamy do tajemniczego świata cyklu „Mroczna Wieża”, w którym bohater musi się zmierzyć z czyhającymi na niego wampirzycami, ale już kilkanaście stron dalej uciekamy wraz z Johnem Dillingerem przed obławą FBI. Spotykamy wędrujących nieboszczyków, prześladuje nas zmieniający się obraz i trafiamy do nawiedzonego pokoju hotelowego, gdzie od lat dochodzi do makabrycznych wypadków. W restauracji musimy się zmierzyć z szaleńcem, który postanowił nas zabić. A kiedy wybieramy się nad rzekę, by spokojnie połowić pstrągi, spotykamy samego diabła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tak jak wczoraj pisałem, dzisiaj rozpoczynamy przygodę z Esmereldą Weatherwax, Gythą Ogg i Magrat Garlick, czyli przed Państwem cytaty z "Trzech wiedźm".
Cytat na dziś:
Przez bezdenną otchłań kosmosu płynie gwiezdny żółw Wielki A’Tuin, niosąc na grzbiecie cztery ogromne słonie, dźwigające na barkach ciężar świata Dysku. Maleńki księżyc i słońce krążą wokół nich po skomplikowanych orbitach, powodujących zmiany pór roku. Nigdzie indziej we wszechświecie nie zdarza się, by słoń musiał przesunąć nogę, zwalniając drogę dla słońca.