Po długich latach doczekaliśmy się wydawania książek Iana Camerona Esslemonta. Cały sześciotomowy cykl Imperium Malazańskie w komplecie. Cztery tomy już są, piąty wychodzi 31 lipca, a ostatni zaplanowano na październik 2026 roku.
Jednak by wydawnictwo MAG zdecydowało się na drugi cykl Path to Ascendancy, sprzedaż Imperium musi być zadowalająca. Na tę chwilę nie zanosi się na to, więc jeśli ktoś nadal zwlekał z zakupem, to jest na to ostatnia szansa! Kupujcie!
Czytając recenzje można się nastawić na pewnego rodzaju szok. Przeczytałem, ale żadnego szoku nie doznałem. Książka składa się z kilku rozdziałów, gdzie są wypowiedzi poszczególnych osób, którzy dany temat przedstawiają z własnej perspektywy. Oczywiście anonimowo. I tak zaczynamy od polskiej polityki (podczas obu rządów). To, że nasza w postaci jakiś wyimaginowanych wartości trafiała na sowiecki mental to było wiadomo od bardzo dawna. To, że Zełenski to wykorzystuje przy akompaniamencie polskich "pożytecznych idiotów" to też wiadomo. Ba, nawet padają nazwiska. Dalej jest Zełenski i polityka światowa. Tego to po 2023 roku to już nie chcą słuchać. Tylko klepią po ramieniu i coś tam sprzętu dają. Argumenty, że wojna, cierpienie ludności i tak dalej to przeszłość i na nikim nie robi wrażenia. Trump takiej paplaniny i zachowania Zełenskiego nie zdzierża zwłaszcza po sprawie z synem Bidena. Sam Zełenski nie szanuje kogokolwiek i nazywa wszystkich "pidarami". Biedena również. Dalej jest o umowie surowcowej z Amerykanami, kulisach kłótni w Białym Domu. Ostatnie rozdziały to sprawa lotniska Jesionka i ukraiński zboże. Dla tych, co potrafią dodać 2+2 to będzie taka przypominajka. Reszta to może "przejrzy na oczy".
@peposlav usprawiedliwia? Nie w tej książce, tutaj akurat mocno się Zełeńskiemu obrywa za postsowiecki mental i wywalone ego, przez które myśli, że jest Sprite a nie pragnienie i Trump oraz UE będą spełniać jego żądania na skinienie palcem.
Matka, jak ją pamiętał, była miłą kobietą, egocentryczną jak żyroskop. Lubiła koty. Nie tylko je czciła - to akurat robił każdy mieszkaniec królestwa - ale także naprawdę lubiła. Teppic wiedział, że tradycja nakazuje nadrzecznym królestwom cenić koty, podejrzewał jednak, że zwykle zwierzęta te były pełne gracji i stateczne. Koty matki były małymi, złośliwymi, płaskogłowymi i żółtookimi maniakami.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka wraca z jeszcze jednym wznowieniem powieści Stephena Kinga. "Danse Macabre" ma zaplanowaną premierę na 29 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 608 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak rozwijała się postać Wampira? Co łączy Stephena Kinga ze Sputnikiem? Dlaczego cenzorzy zainteresowali się amerykańskimi komiksami? Który film grozy jest najgorszy w historii? Na wszystkie te pytania – i wiele innych – odpowiada „Danse Macabre”.
Autor bierze tym razem na warsztat swój ukochany gatunek, czyli oczywiście horror. Opowiada czytelnikom o horrorze literackim, filmowym, telewizyjnym, nawet radiowym, omawia ważne dzieła, motywy i postacie, a przy okazji przytacza sporo anegdot ze swojego życia.
Rewelacyjna książka napisana z pasją, zabawna, wciągająca niczym powieść, a jednocześnie dobre źródło wiedzy na temat horroru.
Wydanie zostało uzupełnione o obszerną przedmowę Stephena Kinga do wersji z 2010 r. oraz tekst „Co nas straszy” z 2024 r.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Ja chyba nie jestem reportażowy. Sam temat Czarnobyla pasjonuje mnie od lat, o książce słyszałem same peany, a jak zasiadłem do niej to... nużyła mnie. Autorka rozmawia z całym przekrojem społeczeństwa dotkniętego awarią elektrowni atomowej w Czarnobylu - od likwidatorów (a tutaj też mamy pełen przekrój społeczeństwa od prostych chłopów po inżynierów), ich żony, działaczy społecznych, a na samosiołach kończąc. Dostajemy na stronach ich historie, ich emocje i doświadczenia. Czasem lepszym językiem, czasem bardziej chaotyczne. To mi chyba najbardziej przeszkadzało - że po poważnych dysputach z naukowcem przechodzimy do marudzenia chłopa. Ja wiem, że to najlepiej obrazuje skale zjawiska. Ale chyba bym wolał to posegregowane jakoś.
Najbardziej fascynujące jest dla mnie to, że ta książka nie wniosła zbyt wiele nowego dla mnie jeżeli chodzi o Czarnobyl, natomiast "kontakt" z tymi ludźmi trochę mi uświadomił czemu w rosji jest jak jest obecnie. Pada tam nawet zdanie, od któregoś z rozmówców, że większość rosjanie nie mieli czasu dojrzeć do kultury - na zachodzie była epoka przemysłowa i zmiany zachodziły ewolucyjnie, a na wschodzie rewolucyjnie i jak chłop, który dostał pług nagle od władzy dostał traktor to dla tej władzy zrobiłby wszystko. To chyba było dla mnie najciekawsze w tej książce - próba zrozumienia wschodniej mentalności.
@Loginus07 to trochę jest clue twórczości Aleksijewicz: tematy, wokół których kręci się książka, są poniekąd drugoplanowe. Najważniejsi są ludzie i oddanie im głosu, by tym samym lepiej zrozumieć homo sovieticusa (przez pryzmat określonych wydarzeń, jak Czarnobyl, II Wojna Światowa czy wojna w Afganistanie)
@bojowonastawionaowca możliwe - to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i tak jak pisałem - bardziej po przeczytaniu tej książki rozumiem obecną wojnę i czemu trwa
@Loginus07 to od razu mówię - z Cynkowych chłopców tak samo nie dowiesz się wiele o dużym obrazku wojny w Afganistanie, zaś z Ostatnich świadków czy Wojna nie ma w sobie nic z kobiety nie będzie za wiele o dużym obrazku IIWŚ i walk z hitlerowskimi Niemcami. Siłą rzeczy ludzie bezpośrednio zaangażowani w te wydarzenia, którzy zostali w jakiś stopniu nimi dotknięci, kompletnie nie będą obiektywni czy rzeczowi w dużym obrazku, będą widzieć wyłącznie swój mały wycinek. Ale już te małe wycinki będą naprawdę mówiły o kondycji ludzkiej przed, w trakcie, a już szczególnie po danych wydarzeniach. Zresztą to pokazuje też argumentacja wręczenia nagrody Nobla - za ukazanie polifonicznego głosu zwykłych ludzi. Konkretów i mięsa trzeba szukać w innych reportażach
Z niejednego człowieka uczyniła ona poszukiwacza historii.
A nawet nie dość bycia starą jak diabli (wydawana w latach 1776-89) wydaje się nie być pod ścisłym dyktandem akademickiego żargonu, tylko ze strony widzenia angielskiego dżentelmena o oświeceniowej mentalności i sceptycznej postawie do religii, nie pozbawionej mimo to protestanckich wyrzutów. Narobił się on, by zaprezentować swoje ukochane cesarstwo, stanowiące według niego wielki pomnik ludzkości, będący na celowniku prymitywnych barbarzyńców, azjatyckiego despotyzmu i najgorszego z gorszych, czyli wroga wewnątrz serca rzymskiego.
Książki dwie, jakie dotąd przeczytałem z cyklu pięciu, jakie one obejmują, prezentuję historię niegdyś potężnego państwa, skupiając się na postaciach władających nim cesarzy, konkretniej dokładniej od Kommodusa do Juliana Apostaty. Dla istoty podejmowanego tematu i dla szczegółów, ważnych i po prostu wartościowych dydaktycznie zahacza się trochę o inne różne sprawy. Dość sporawo poświęcono rozwojowi religii chrześcijańskiej, bowiem zmiana wyznania na tak ogromnym obszarze to nie przelewki - nie wyszło to po myśli kościelnej, więc trafiła na Indeks Ksiąg Zakazanych. Autor nie kryje, że zależy mu na dostarczeniu najpożyteczniejszej wiedzy bez nęcenia nudą czytelnika. Nie omieszka stosować sarkazmu, czego nie sposób mu odmówić oceniając ludzką wykrętność omawianych postaci. Ma dość wyjątkowy sposób dociekania, co jest zwłaszcza największym atutem, jaki pozwala trwać jego monografii jeszcze dzisiaj. Jednakowoż są tu wadliwość spowodowane ograniczonością wiedzy, jak np. nazywanie Sarmatów Słowianami. Także dość mocno pojechał po Germanach, że choć nie można im odmówić bycia dzikusami, to jednak odnosiłem wrażenie, że najeżdzali Rzym z powodu trwania przy swym prymitywnyym stylu życia oraz skutkiem nudy.
Wiele tu próżności, bałwochwalstwa i pomordowanych władców.
Jest to pierwsza część Herezji, którą skończyłem i nie bardzo wiem co o niej napisać.
Może wydawać się rozczarowująca, gdyż tak naprawdę prawie nic nie mówi o samym Imperatorze. Nie wyjaśnia kim on właściwie jest, jego początków, wczesnych lat unifikacji itp. Ponadto przez większą część w zasadzie niewiele się dzieje, akcji jest jak na lekarstwo, a opowieść dotyczy skutków niezapowiedzianego facetime Magnusa, Custodes, Milczących Sióstr i Mechanicum na wygnaniu.
To nie jest książka o Imperatorze.
To jest książka o Wielkim Planie Imperatora.
Z czasem kropki zaczynają się łączyć i wyłaniają się z niej fragmenty Wielkiego Planu Imperatora. Wszystko zaczyna nabierać sensu: istota imperialnej prawdy, walka z religiami, Monarchia, Nikaea. Wówczas też dociera skala błędu Karmazynowego Króla.
Smutna historia i kolejny, być może najważniejszy, kamień milowy uniwersum.
@megawonsz9 takie uroki tłumaczenia. "Forgebreaker" też lepiej brzmi niż "Łamacz kowadeł", chociaż przyznam, że np. "Zwiastun Świtu" (Dawnbringer) brzmi nieźle
Wydawnictwo Literackie przygotowuje nowe wydanie książki Stanisława Lema. "Diabeł i arcydzieło. Teksty przełomowe" w sprzedaży od 22 lipca 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie, w cenie detalicznej 79,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Świat oczami Lema
Nauka, literatura i wizje przyszłości, z których wiele stało się rzeczywistością
Pełne erudycji wywody, swobodne żonglowanie wiedzą z najróżniejszych dziedzin oraz wyjątkowe poczucie humoru autora urzekną zarówno koneserów jego twórczości, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Lemem. Mimo upływu lat rozważania krakowskiego pisarza nadal inspirują i posiadają nie mniejszą energię niż książki najpoczytniejszych współczesnych historyków i myślicieli, którzy starają się opisać możliwe drogi rozwoju ludzkości.
Dzięki tej książce czytelnik dowie się, jak Lem rozumiał erozję kultury, dlaczego uważał, że nie można skopiować ludzkiego umysłu i jakie zastosowania widział dla matematyki jako nauki.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Powszechnie wiadomo, że tuż przed śmiercią zmysły stają się niezwykle wyczulone. Ogólnie uważa się, że mają pomóc właścicielowi wykryć jakiekolwiek możliwe wyjście z trudnej sytuacji, inne niż to najbardziej oczywiste.
To nieprawda. Fenomen ten jest klasycznym przykładem aktywności zastępczej. Zmysły rozpaczliwie koncentrują się na czymkolwiek z wyjątkiem kluczowego problemu.
Pan Zajdel znowu dowozi. Książka ciekawa, niby fantastyka ale bez zbytniego naukowego bełkotu. Na moje trochę ciśnie tutaj komunizm, ale podobno można to inaczej odbierać.
Niepozorna, krótka książka, która robi z głową dużo więcej niż niejeden opasły tom filozoficznego science fiction. Punkt wyjścia jest prosty: człowiek umiera i trafia do piekła. Był chrześcijaniem, choć według piekielnego przewodnika, jedyną prawdziwą religią jest zoroastryzm. Tyle że to piekło nie jest klasycznym ogniem, smołą i widłami. To piekło czytelnika spacerowicza (ups) - biblioteka zawierającą wszystkie możliwe książki. Żeby się z niej wydostać, trzeba znaleźć jedną konkretną - własną, bezbłędną historię życia.
I właśnie w tym pomyśle siedzi największa siła tej książki. Peck bierze koncept Biblioteki Babel Borgesa (sam do niej nawiązuje) i zamienia go w bardzo osobiste, egzystencjalne piekło. Niby zadanie jest skończone. Niby książka istnieje. Niby kiedyś można ją znaleźć. Ale skala tego "kiedyś" jest tak absurdalna, że skończoność zaczyna zachowywać się jak nieskończoność. Bardzo podobała mi się ta filozoficzna rozkmina o wieczności, trudzie, nadziei i o tym, że czasami sama potencjalna iskierka sukcesu jest bardziej okrutna niż jej całkowity brak.
To nie jest horror, który straszy wyskakującym potworem zza regału. To horror skali. Horror monotonii. Horror myśli, że można iść dalej, iść przez tysiące, miliony, miliardy lat, i nadal być praktycznie w tym samym miejscu. Najlepsze jest to, że książka nie potrzebuje wielu stron, żeby ten ciężar zbudować. Im dalej, tym bardziej czuć, jak bohaterowi odpadają kolejne warstwy człowieczeństwa: wiara, przywiązania, ambicje, sens, a na końcu może nawet nadzieja.
Bardzo dobrze działa też kontrast między początkową "łagodnością" tego piekła a jego "prawdziwą" naturą. Są łóżka, jedzenie na życzenie, rozmowy, ludzie, nawet miłość i seks. Przez moment można pomyśleć, że to bardziej dziwny czyściec niż piekło. Ale właśnie dlatego później uderza mocniej, bo okazuje się, że największą karą nie jest ból fizyczny, tylko świadomość niewyobrażalnego dystansu między tobą, a wybawieniem.
Nie wszystko było dla mnie równie mocne. Momentami postacie poboczne są bardziej nośnikami idei niż pełnoprawnymi ludźmi, a sama konstrukcja jest bardziej przypowieścią niż klasyczną fabułą. Ale przy tej objętości i przy takim pomyśle zupełnie mi to nie przeszkadzało. To książka, która zostaje bardziej jako koncept, uczucie i niewygodna myśl niż jako historia z wieloma zwrotami akcji.
To bardzo celna, duszna i inteligentna książka. Krótka, ale zostawiająca po sobie długi cień. Najbardziej kupiła mnie właśnie ta nieskończona skończoność - świadomość, że koniec istnieje, tylko jest tak daleko, że dla człowieka właściwie niczym nie różni się od wieczności.
Do przeczytania książki zachęciła mnie okładka, ale totalnie inne miałem o niej wyobrażenie.
III tam, po prostu zbierasz braci i wrzucacie w otwór wszystko jak leci. Zamiast upiornej wieczności spiewacie shanty I gracie na loterii, bo może ktoś jednak w coś trafi.
Tak, miliard wobec nieskończoności ma takie same szanse, ale przynajmniej jesteś częścią wspólnoty.