Mieszkańcy Tsortu i Efebu byli szczęśliwi. Przynajmniej ci, którzy piszą i występują w dramatach historycznych, a tylko to się naprawdę liczy. Ich długa wojna dobiegła końca i mogli powrócić do właściwych zajęć cywilizowanych narodów, to znaczy szykować się do następnej.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka wznawia następną powieść ze Świata Dysku. "Para w ruch" Terry'ego Pratchetta trafi do księgarń 7 lipca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 528 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Ku zaskoczeniu Patrycjusza, lorda Vetinariego, w Ankh-Morpork pojawia się nowy wynalazek – wielka i hałaśliwa machina, wykorzystująca potęgę wszystkich czterech żywiołów: ziemi, powietrza, ognia i wody. A że to Ankh-Morpork, już wkrótce ściąga tłumy zachwyconych gapiów; niektórzy wcześniej dostrzegli ducha czasów i przybywają uzbrojeni w notesy i płaszcze przeciwdeszczowe.
Moist von Lipwig nie należy do miłośników ciężkiej pracy. Oczywiście, kierując Urzędem Pocztowym, Królewskim Bankiem i Mennicą, wnosi swój wkład, ale polega on głównie na słowach. A słowa na szczęście nie są zbyt ciężkie i rzadko wymagają smarowania. Jednakże Moist bardzo lubi pozostawać przy życiu, co sprawia, że nowa oferta Vetinariego jest trudna do odrzucenia…
Para idzie w ruch nad światem Dysku, a jej poganiaczem jest pan Simnel, człowiek z kaszkietem i suwakiem logarytmicznym, mający ciekawy układ z sinusem i cosinusem. Jeśli Moist chce się utrzymać na torze, musi się zmierzyć z wiadrami smaru, człowiekiem, który niekiedy zrzuca pracowników ze schodów, i grupą mocno rozgniewanych krasnoludów…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Już się chwilę przymierzałem do przeczytania tego tytułu i jakoś nie mogłem się zabrać a w przypływie impulsu kupiłem ją w biedronce za 12 zl i tak przeczytałem je na przerwach w pracy.
Nawiązując do treści książki to bardzo fajnie się rozwijał wątek robienia oddolnej rewolucji a za chwilę na kolejnych stronach czułem się jakbym dostał bejsbolem zapoznają się z późniejszą akcją.
Zakończenie mnie zaskoczyło takie trochę podobne do Procesu Kafki a w zasadzie tak samo człowiek tu i tu jest niczym wobec władzy.
Nie jestem zbyt dobry w pisaniu recenzji czy innych opisów więc wybaczcie.
Po poprzedniej części, ta trochę zawodzi. Fabuła jest rozdrobniona na bodajże kilkanaście postaci. Sporo polityki, mniej akcji. Aczkolwiek jedna z bitew kosmicznych jest epicko napisana, miałem wrażenie, że wstrzymywałem oddech podczas czytania tego rozdziału.
To jednak tylko krótkie przebłyski, szału nie było. Co ważne, dotarłem do momentu gdzie skończył się serial. Także od kolejnego tomu czeka mnie odkrywanie nieznanego :)
Astfgl przeszedł już przez wczesne stadium furii teraz dryfował w ciepłej lagunie wściekłości, gdzie głos jest spokojny, maniery uprzejme i wyszukane, i tylko ślad śliny w kąciku ust zdradza szalejące we wnętrzu inferno.
Dom Wydawniczy REBIS szykuje bardzo wyczekiwany dodruk zbioru opowiadań Philipa K. Dicka. "Krótki szczęśliwy żywot brązowego oksforda" wróci do sprzedaży 9 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą ma 624 strony, w cenie detalicznej 129 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pierwsza część opowiadań zebranych Dicka. Zawiera utwory, które powstały w latach 1951-1952.
Najlepsza SF w gruncie rzeczy jest wspólnym dziełem pisarza i czytelnika: obaj tworzą i obaj robią to z radością… jest to radość odkrywania czegoś nowego. - ze wstępu Philipa K. Dicka.
To są pomysły! Nawet jeśli czasem trudno je ogarnąć, zostają w głowie i niełatwo się ich pozbyć… Dick przedstawia tu wizję ewolucji nie opierającej się na powolnych, niemal niezauważalnych zmianach, ale na gwałtownych skokach. Opowiada o statku kosmicznym wyposażonym w ludzki mózg, maszynie zachowującej muzykę pod postacią żywych stworzeń, marsjańskim mieście tak pomniejszonym, że mieści się w szklanej kuli, i ze szczętem zepsutej ludzkości żyjącej w podziemiach i strzeżonej przez opiekuńcze maszyny, które tylko pozornie są ludziom podległe. Sposób, w jaki Dick podchodził do takich pomysłów, wciąż może zachwycić… Śledząc narrację, będziecie mogli uczestniczyć w niepowtarzalnej ewolucji wyobraźni jednego z największych pisarskich umysłów naszych czasów. - z przedmowy Michaela Bishopa
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Dziwna książka, nie rozumiem tu ani motywów postaci ani sensu w przedstawionych wydarzeniach. Nie chcę wchodzić w szczegóły żeby nie zdradzać fabuły. Po za tym dla mnie to nie był horror, co najwyżej lekki thriller.
Książka jest o rodzinie Blackwood, z której zostały tylko siostry Merricat i Constance i schorowany stryj. Reszta rodziny zatruła się arszenikiem przy kolacji. Sprawca nieznany. Chociaż po kilku rozdziałach już miałem podejrzanego.
Ze względu na te wydarzenia rodzina się izoluje i spotykają się ze sporą niechęcią i nienawiścią w miasteczku.
Wszystkie główne postacie mają jakieś zaburzenia psychiczne i traumy, to chyba był najciekawszy element.
Historia mimo, że powolna to nawet mnie zainteresowała jak się skończy, ale w w pewnym momencie nastąpił taki ciąg niezrozumiałych i nielogicznych zdarzeń, że nie wiem co o tym myśleć.
Może odebrałbym to lepiej gdybym czuł jakąś grozę, napięcie, niepewność, ale ja ani trochę tego nie odczuwałem.
“Nie chcę być jak ta zagłada. Nie będę żyć pod jej dyktando.”
Nieznany wirus dziesiątkuje populację Korei, świat ogarnia kryzys. W nowej postapokaliptycznej rzeczywistości krzyżują się drogi różnych osób.
Postapo, w którym mało jest fantastyki, stanowi właściwie tylko tło, pretekst do opowieści o ludziach, z których większość okazuje się totalnym gównem w obliczu nieszczęścia, ale także o siostrzanej miłości, o zniszczonych relacjach, o resztkach człowieczeństwa. Oklepana tematyka, znana choćby z “Drogi” McCarthy’ego, nic nowego, tylko że tym razem, większość jest widziana oczami dzieci, więc brutalność świata miesza się z pewną naiwnością jej postrzegania.
Forma zaś jest wybitnie esencjonalna, niby niewiele się dzieje, a jednocześnie dzieje się mnóstwo w formie tak skondensowanej, że przypomina pobieżne streszczenie. Albo poezję, bo czasami dwa-trzy zdania niosą więcej, niż normalnie cały rozdział.
Książka krótka, ale intensywna, gorzka i bardzo emocjonalna.
PS. Jednego tylko nie potrafię zrozumieć: jakim cudem ktoś stwierdził, że to dobry pomysł, żeby z Korei uciekać do Rosji, kraju, który jest zdziczały nawet teraz?
Z "Narrenturm", wtedy jeszcze w formie papierowej, pierwszy raz zetknąłem się jakieś 15 lat temu i teraz szukając czegoś do samolotu padło właśnie na tytuł znany, tak bym wiele nie stracił jak zasnę. I powiem wam, że mam mieszane uczucia co do książki i słuchowiska, ale o tym będzie kawałek dalej.
Sama historia Reynevana z Bielawy zaczyna się dynamicznie, bo od ucieczki po nakryciu z kochanką w łóżku. Sam bohater szybko stanie w samym środku historycznych dziejów, gdyż na Śląsku coraz bardziej wrze, a powodem tego jest fakt, iż w Czechach trwa przewrót husycki. Mój problem z fabułą polega na tym, że jest bardzo nierówna, nawet jak na Sapkowskiego - elementy dynamiczne są przeplatane filozoficznymi dysputami z użyciem łaciny (a na potrzeby słuchowiska nie ma przypisów), z których część nic nie wnosi do historii i raczej mają pokazać jakim autor jest erudytą, oraz historycznymi opisami - te już wnoszą wiele i teraz jak jestem starszy i znam więcej historii to doceniam je bardziej, natomiast trzeba zauważyć, że przez szczegółowość oraz wymienianie wszystkich zaangażowanych w nie postaci historycznych wraz z ich tytułami zabija całe tempo, a ja słuchając (czytając może bardziej bym się skupił) i tak potem zapominam, kto dokładnie jest kim i poznaje ich po głosach.
I tutaj przejdźmy do samego słuchowiska jako takiego. To jest świetne, ale za to z jednym i to bardzo dużym ALE. Nim do niego przejdziemy to słowa uznania dla zdecydowanej większości aktorów, którzy tworzą fascynujące i angażujące słuchowisko, a taki Pan Henryk Talar jako Szarlej i Krzysztof Gosztyła jako Narrator to mistrzostwo świata. Problemem jest Lesław Żurek jako Reynevan... on absolutnie nie czuje roli i odnoszę wrażenie, że nawet się do tego nie przygotowywał. Często o emocjach bohatera nie dowiadujemy sie słuchając jego, ale z komenatrza narratora. Pan Lesław sobie spokojny głosem, jednym z trzech, które przygotował na to słuchowisko, wypowiada kwestie i dopiero od Pana Gosztyły dowiadujemy się czy Reynevan jest zaskoczony, oburzony, przestraszony, itp. Dałoby się to wybaczyć przy jakiejś postaci drugoplanowej, jednakże nie przy głównym bohaterze... Ogromny minus za to.
Ciężko mi ocenić jednoznacznie Narrenturm. Te 15 lat temu historia podobała mi się bardziej, teraz jest przyzwoita i na tyle wciągająca, że po darmowym miesiącu bookbeata zapłaciłem za kolejny by móc przesłuchać Bożych Bojowników, a potem Lux Perpetua, jednocześnie jest to powieść jak jedna z wielu i na jej korzyść przemawiają dobre i przekonujące do zaplanowania urlopu opisy Dolnego Śląska i Czech oraz wykorzystanie wątku Husytów, który mam wrażenie często jest u nas pomijany, a przecież to karta z historii o dużych konsekwencjach dla naszego regionu.
Wydawnictwo Vesper wyda jeszcze jedną powieść Kima Stanleya Robinsona w Wymiarach. "Ministerstwo przyszłości" w księgarniach na przełomie 2026 i 2027 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Założone w 2025 roku Ministerstwo Przyszłości powstało z jasnym celem: działać na rzecz przyszłych pokoleń i chronić wszystkie żywe istoty – zarówno te obecne, jak i te, które dopiero nadejdą. To jest jego historia.
Kim Stanley Robinson, legendarny autor science fiction, przedstawia wizję zmian klimatycznych, jakiej jeszcze nie widziano.
Opowiedziana w całości poprzez fikcyjne relacje naocznych świadków, Ministerstwo Przyszłości to mistrzowska opowieść o tym, jak zmiany klimatu ukształtują nasze życie w nadchodzących dekadach. To nie postapokaliptyczna dystopia, lecz świat stojący na progu wielkich wyzwań – przyszłość, która nadciąga szybciej, niż mogłoby się wydawać. I w której wciąż mamy szansę coś zmienić.
Przejmująca i pełna napięcia, a jednocześnie niosąca nadzieję, powieść ta należy do najbardziej oryginalnych i poruszających dzieł o zmianach klimatycznych, jakie kiedykolwiek napisano.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Szybcy i wściekli dla dorosłych. To jedno zdanie dobrze podsumowuje klimat książki, który krąży wokół tematów motoryzacyjnych, jak beemka kręcąca bączki pod marketem krąży wokół wózka sklepowego. Jej fabuła jest jak z taniego filmu sensacyjnego, a jednak wciąga czytelnika, jak V8ka Plymoutha wciąga paliwo po wdepnięciu gazu do dechy.
Jak się odpowiednio podejdzie do tej książki i przymknie oko na pewne głupotki, to jest mega miodnym i satysfakcjonującym czytadłem. W tym wszystkim podobała mi się autentyczność niektórych przedstawionych postaci, naćpanych oksycodonem gangusów. Także głównego bohatera – można by powiedzieć, że stereotypowego, wychowującego się bez ojca czarnego, który stara się dbać o rodzinę, ale los pcha go jak tylko się da, żeby powtórzył historię swojego rodziciela. Polubiłem gościa, a obserwowanie jego zmagań było czystą przyjemnością.
Dawno się tak przy żadnej książce nie ubawiłem i zostaje fanem jej autora. Kolejne jego książki będę sobie serwował w przypadku zastoju czytelniczego.