616 + 1 = 617
Prywatny licznik: 4+1=5
Tytuł: Waleczne serca. Kobiety Dzikiego Zachodu
Autor: Katie Hickman
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324090631
Liczba stron: 464
Ocena: 7/10
Cóż za szok i niedowierzanie, że mam zaległości w pisaniu różnych rzeczy (życie pewnego Kima czy zimowe wyzwania...) na hejto, na czele z recenzjami przeczytanych książek - a tych od lutego trochę poszło...
Książka jest - szok i niedowierzanie po raz kolejny - o kobietach na Dzikim Zachodzie. Oczywiście nie tych, które tam "naturalnie" występowały, a o tych, które po długiej drodze (przez parę lat uważanej za niemożliwą do przebycia przez kobiety) wylądowały tam w poszukiwaniu nowego świata i lepszej przyszłości. Kobiety z absolutnie każdej grupy społecznej: od bycia żonami misjonarzy, poprzez te uprowadzone przez Indian, aż po kobiety, bez których porządek czy życie mogłoby się zawalić. Białe, czarne, żółte, młodsze czy starsze. Zarówno te bardziej znane, jak Olive Oatman czy Sarah Bowman, jak i "anonimowe" żony czy niewolnice.
Bardzo duża rozpiętość geograficzna, tematyczna, poszczególne postacie są przybliżane tak w sam raz, wraz z okolicznościami i warunkami, w jakich żyli ówcześnie żyjący ludzie - ot idealnie dla zdobycia dodatkowego wymiaru amerykańskiego osadnictwa na zachód od Missisipi, bo jednak zdecydowana większość dzieł kultury opowiada o tamtejszej działalności mężczyzn, podczas gdy nie da się zasiedlać nowego terenu bez przedstawicieli drugiej płci
Na minus mapy, które pojawiają się wewnątrz tekstu, ale dopiero PO fragmencie ich dotyczącym. Nie wiem, co za idiota wpadł na taki pomysł, ale bardzo mocno złorzeczyłem za pierwszym natrafieniem na mapę.
Temat Dzikiego Zachodu był do tej pory przeze mnie dosyć pomijany - jasne, że w dzieciństwie oglądałem jakieś westerny w samo południe, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek został w temat wciągnięty. Nie wykluczam, że tym razem chwyciło
#bookmeter #ksiazki #dzikizachod
#owcacontent
