Nie dam wam dzisiaj #pokazkota ale ten śkurwisyn jest mega sprytny, upolował se ostatnio jakąś ćmę pod balkonem, złapał w ząbki i wyniósł w głąb mieszkania (żeby mu nie spierdoliła) i zamęczył pod kiblem. I zjadł. Pojeb
Zaloguj się aby komentować
Ciagne jezykiem po ziemi, a wlasnie wzielem dodatkowy dyzur. Jestem debilem. #cybulionjestszalony

Zaloguj się aby komentować
Czuje dobrze czlowiek:
10k zrobione po raz pierwszy od 18 lat. Bez zatrzymywania, zadnych marszobiegow. Do tego w deszczu i chlodzie, co calkiem pomoglo w trzymaniu tempa.
Do tego nowe buty chyba pomogly, bo stare (juz pelnoletnie) sie posypaly..
#greenzollbiegniepopolowke #bieganie #polmaraton


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
311 562,02 - 4,70 - 4,28 = 311 553,04
dzień pod znakiem krótkich spacerów, ale coś się tam jednak łącznie zbiera
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Wsi spokojna, wsi wesoła, Który głos twej chwale zdoła? Kto twe wczasy, kto pożytki Może wspomnieć za raz wszytki?
Muzeum etnograficzne w Rumszyszkach pod Kownem, to jedno z największych muzeów na świeżym powietrzu. Około 200 hektarów ekspozycji. #nivaznegdziedroga #podrozujzhejto





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Jako że jestem #remembernopreorders team to jeszcze tego nie kupiłem i tak patrzę, i się denerwuję.
Na GOGu i Steamie kosztuje 210zł, jeśli cena jest w złotówkach. Ale w dolarach to jest $50. Wiecie ile złotych to jest 50 dolanów? 183. Co ciekawe, w euro również jest 50 XD i to już daje 212zł według dzisiejszego kursu. Wniosek: kupujcie klucz na eneba za 160zł albo bezpośrednio z platform (będzie można zwrócić), ale w dolarach :v
#gothic #gry
Zaloguj się aby komentować
88 + 1 = 89
Tytuł: Nova Roma
Developer: Lion Shield
Wydawca: Hooded Horse
Rok wydania: 2026
Gatunek: City Builder
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 15h 14min
Ocena: 8/10
Jako fan strategii ekonomicznych, nie mogłem przejść obojętnie obok Nova Roma od studia Lion Shield (twórców świetnego Kingdoms and Castles). Tytuł ogrywałem na PC w ramach Game Passa i muszę przyznać, że to kawał niesamowicie wciągającego city-buildera, który wyróżnia się czymś, co rzadko działa dobrze w takich grach – mechaniką wody.
Zaawansowana fizyka wody oraz genialny system budowy akweduktów. Woda w Nova Roma nie jest tylko statyczną teksturą na mapie – ona żyje, płynie, reaguje na ukształtowanie terenu i potrafi zalać nizinne dzielnice miasta podczas ulewnych deszczy.
Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy musimy doprowadzić czystą wodę z górskich potoków do rzymskich łaźni, fontann czy ogrodów w sercu naszej metropolii. Budowanie wielopoziomowych, imponujących akweduktów, stawianie tam, kontrolowanie przepływu i ciśnienia oraz zarządzanie zbiornikami retencyjnymi daje niesamowitą satysfakcję. Złe zaplanowanie infrastruktury hydrologicznej może skończyć się odcięciem połowy miasta od dostaw albo katastrofalną powodzią, która zmyje domostwa naszych poddanych.
Poza świetną hydrologią, to klasyczny, bardzo miodny city-builder. Zaczynamy od małej osady, a naszym celem jest stworzenie potężnego rzymskiego polis. Musimy dbać o kaprysy bogów (stawiając świątynie), zaspokajać rosnące potrzeby obywateli (od chleba po igrzyska w koloseum) oraz radzić sobie z kaprysami pogody czy najazdami barbarzyńców. Gra balansuje między relaksującym planowaniem dzielnic a momentami kryzysowymi, przez co syndrom "jeszcze jednej tury/jeszcze jednego budynku" wchodzi tu wyjątkowo mocno.
Gra jest dostępna w abonamencie PC Game Pass w wersji "beta" (jest sporo ikonek w grze nadal niedostępnych). Jeśli lubicie strategie i budowanie, powinno się spodobać. Gdyby przyszło mi zapłacić pełną premierową cenę na Steamie, pewnie chwilę bym się zastanowił, ale w subskrypcji to fajna odskocznia od kolejnego zabitego orka :P
Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/
#gamesmeter #gry #gamepass

@bojowonastawionaowca zabawa z wodą jest świetna. Nie pamiętam zbyt wielu gier, gdzie woda, faktycznie istnieje. Trochę szkoda, że te wyspy (ziemia na której można budować) takie małe bo można by zrobić całe imperium rzymskie. Spędziłem więcej czasu projektując teren niż budując miasto
Gra jest ok, ale to beta I to wciąż surowa, więc deadlock bo wydało się punkciki technologii nie tam gdzie trzeba jest jak najbardziej możliwy.
Gra ma przeciwników ale to tak nic nie wnosi do rozgrywki że polecam wyłączyć.
Samo zarządzanie wodą fajne, woda płynie i może jej brakować, ale timberborn to to nie jest.
Zaloguj się aby komentować
Radosław Sikorski robił objazd po lubelskich poludniowo wschodnich zadupiach w celu spotkania się z mieszkańcami tego regionu. Takie transparent witały go w Tomaszowie Lubelskim. Potem wielkie zdziwienie jak region wyludnia się najszybciej w kraju skoro zamieszkuje go nie zbyt mądry lud.
#polityka #gownowpis

Zaloguj się aby komentować
Katolicka hipokryzja. Kwiatki po drodze było komu sypać a sprzątać to już nie łaska. Będzie leżeć aż wiatr nie rozniesie.
#gownowpis #bekazkatoli
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
936 + 1 = 937
Tytuł: Biosfera
Autor: Istvan Vizvary
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Audioteka
Format: audiobook
Długość: 6h 3m
Ocena: 7/10
Ciekawa historia o dosyć prostym przekazie-krytyce ludzkości za próby bawienia się w Boga, czyli modyfikowania genetycznie roślin czy zwierząt bez możliwości przewidzenia w stu procentach, jakie to będzie miało skutki. Ba, czasem nawet nie trzeba było niczego modyfikować - wystarczyło przywieźć szarą wiewiórkę, by ta wyparła rudą.
Mimo że aktorzy zagrali bardzo dobrze, to dobór głosów był mało zróżnicowany, przez co często miałem wrażenie, że poszczególne postacie gra ta sama osoba. Na przykład Joakim i generał brzmią podobnie, tak samo Evelyne i Monique. Można było wybrać aktorów o bardziej zróżnicowanych barwach głosu.
W serialu zabrakło narratora. Przełożyło się to na ciekawy zabieg narracyjny, gdy postacie same muszą opowiedzieć o tym, co widzą, a jednocześnie musi to mieć sens fabularnie. I to dobrze wyszło - na przykład Gérard, który jest dziennikarzem, początkowo wszystko relacjonuje dla swoich przyszłych widzów, dzięki czemu odbiorca audiobooka może poznać otoczenie Gérarda. W innym przypadku jedna postać opisywała otoczenie drugiej, niewidomej. Intrygujące rozwiązanie, które bardzo doceniam.
Jednocześnie brak narratora przeszkadzał szczególnie w scenach wypełnionych akcją. Chciałbym wiedzieć, co się dzieje, a nie domyślać się na podstawie jęków, stęków i tym podobnych. Jasne, w niektórych momentach to naprawdę działa, jednakże uważam, że można było to lepiej zaplanować.
Podsumowując: dla mnie to był ciekawy eksperyment, jako że pierwszy raz w życiu wysłuchałem audioserialu. Głównie ze względu na zastosowany zabieg narracyjny bez użycia tradycyjnego lektora, które wyjaśniłby ewentualne wątpliwości.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #audiobook #sciencefiction #fantastyka

Zaloguj się aby komentować
#zwierzaczki #suseuspamuje
A takiego chrabonszcza to widzieli?


Zaloguj się aby komentować
Dzień 220., strona nr 492
Był sobie człowiek dobry, mądry, ale bardzo brzydki. Namówiony przez przyjaciół, poddał się operacji plastycznej. Niestety, kiedy wychodził ze szpitala, wpadł pod ciężarówkę i zginął. Jego dusza powędrowała do nieba. Kiedy stanął przed obliczem Boga, zapytał z żalem:
- Dlaczego mi to zrobiłeś, Boże?
- Wybacz, synu, ja cię po prostu nie poznałem.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
925 + 1 = 926
Prywatny licznik: 25+1=26
Tytuł: Biała elegia
Autor: Han Kang
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788328092617
Liczba stron: 144
Ocena: 6/10
Książka bardzo trudna do zakwalifikowania. Bardziej jest to próba zapisu strumienia świadomości autorki związanej z przeżywaniem "żałoby" po siostrze autorki, która zmarła w czasach niemowlęcych. Ona nadaje sens wszystkim skojarzeniom barwy białej, o których autorka pisze (bo biały kolor jest w części krajów azjatyckich kolorem żałoby). Wszystko to w chłodnym, zimowym klimacie Warszawy (bo tam autorka napisała większość tej książki) - przyjemnie czytać o naszym mieście w soczewce noblistki
Mimo że książka krótka, a gdyby powycinać jeszcze wszystkie dziury w tekście, to pewnie by się nawet 100 stron tekstu nie zebrało, to czasem ta poetyckość języka troszkę męczyła. Być może gdybym miał bardziej melancholijny nastrój podczas czytania, być może gdybym rozłożył sobie czytanie na nieco dłużej, trafiłaby do mnie bardziej. A tak książka po prostu dobra, z niewielką liczbą myśli do zapamiętania.
#bookmeter #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
917 + 1 = 918
Tytuł: Wystarczy być
Autor: Jerzy Kosiński
Tłumacz: Julita Mirkowicz
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 6/10
#bookmeter
… bez zbędnej zwłoki zabrałem się za Wystarczy być pana Jerzego Kosińskiego, które to ponoć miało być plagiatem utworu napisanego przez pana Dołęgę-Mostowicza, który to utwór w roku 1970, roku wydania Being there, w Stanach Zjednoczonych nie był znany.
***
Wystarczy być to króciutka książeczka, zamykająca się gdzieś w jednej czwartej objętości Kariery Nikodema Dyzmy i w związku z tym dużo od niej mniej rozmaszysta. To jej minus. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to podobieństwa są znaczne. Tak samo jak u pana Dołęgi-Mostowicza główny bohater (Ross O’Grodnick – świetne tłumaczenie oryginalnego Chauncey’a Gardinera) jest człowiekiem znikąd, który wskutek zbiegu okoliczności zostaje wywindowany na sam szczyt. Tak samo jak Nikodem Dyzma, Ross O’Grodnick trafia do domu, który staje się dla niego trampoliną do dalszej kariery, a dom ten stanowi bezdzietne małżeństwo młodej kobiety z dużo starszym mężczyzną. Różnice oczywiście są, choćby w charakterze bohaterów – Nikodem Dyzma jest oportunistą, korzystającym po prostu z tego, co mu się przytrafia, u O’Grodnicka wszystko dzieje się przypadkiem i całkowicie bez udziału jego woli. Zupełnie innym bohaterem niż Leon Kunicki u pana Dołęgi-Mostowicza jest też Benjamin Rand – starszy mąż młodej żony, do którego domu trafia główny bohater. Inne różnice wynikają wprost z czasu i miejsca akcji – Warszawa z lat dwudziestych ubiegłego wieku była jednak inna niż Nowy Jork z lat siedemdziesiątych – zupełnie inne były stosunki społeczne, zupełnie inny system polityczny, zupełnie inne możliwości techniczne. Te wszystkie rzeczy, stanowiące w Karierze Nikodema Dyzmy istotny element powieści, w Wystarczy być moim zdaniem zostały tylko zarysowane.
***
Zapoznawszy się z materiałem dowodowym, wydaję werdykt: uznaję pana Jerzego Kosińskiego (rozumianego jako bohatera literackiego, o czym pisałem tutaj) winnym, ale nie winnym plagiatu. Wina pana Kosińskiego, moim zdaniem, polegała na czymś zupełnie innym.
Uzasadnienie werdyktu: w literaturze znane są przypadki reinterpretacji albo nawet ponownego napisania znanej już historii. Tak zrobiła pani Barbara Kingsolver przenosząc w czasie Davida Copperfielda (w książce Deamon Copperhead, co wyszło jej świetnie), tak zrobił też (a zrobił to w roku 1945, a więc na długo przed panem Kosińskim) pan Mika Waltari nazywając Don Kichota imieniem Sinuhe (Egipcjanin Sinuhe, też świetna pozycja) i nikt nie robił z tego wielkiego problemu. To, co zarówno pani Kingsolver, jaki i pan Waltari zrobili inaczej niż pan Kosiński, to otwarte przyznanie się do tego, skąd wzięły się pomysły na ich książki. Pan Kosiński postąpił inaczej. Pan Kosiński, wywindowany skandalem związanym z mitem, jaki stworzył wokół siebie po wydaniu Malowanego ptaka, uparcie twierdził, że Wystarczy być jest książką całkowicie napisaną przez niego. Więcej! – pan Kosiński upierał się, że nie zna takiej książki jak Kariera Nikodema Dyzmy, czemu przeczyli świadkowie, którzy, znając go jeszcze z Polski, zeznali, że była to jedna z jego ulubionych w tamtym czasie pozycji. Dodawszy do tego trwające spory z krytyką (o czym dowiadujemy się z Good night, Dżerzi), nie ma co się dziwić, że historia pana Kosińskiego skończyła się tak, jak się skończyła.
***
Czytając Karierę Nikodema Dyzmy miałem dziwne wrażenie (być może sobie coś dopowiadałem), że jest to inna wersja historii pana Jerzego Kosińskiego. Tak jak Nikodem Dyzma, tak i pan Kosiński mógł być człowiekiem, który znalazł się wysoko trochę w wyniku przypadku i w sposób, który jego samego zaskoczył. Tak jak Nikodem Dyzma, pan Kosiński mógł robić wszystko po to, żeby sprawa się nie rypła, a kiedy pojawiały się kolejne możliwości, dalej chciał je wykorzystywać. Tyle że zakończenie obu tych historii jest zupełnie inne. To ciągle moje wrażenie, ale wydaje mi się, że tak jak książkowy Nikodem Dyzma wiedział kiedy przestać, wiedział, że dalej już się nie uda, tak pan Kosiński ten moment przegapił. I być może jego historia skończyłaby się zupełnie inaczej, gdyby w odpowiednim momencie zastosował się do tego, co sam (ponoć) w Wystarczy być napisał:
Dopóki nie patrzy się na ludzi, oni nie istnieją.

@George_Stark jak czytałam o retellingach klasyków, a potem nieudolnej obronie Kosińskiego przed zarzutami, przypomniała mi się podobna inba związana z powieścią "Panie z Missalonghi", będącej plagiatem "Błękitnego zamku" Montgomery. Autorka "Pań z Missalonghi", Colleen McCulloch, broniła się przed zarzutami na zasadzie, że może w dzieciństwie rzeczywiście przeczytała "Błękitny zamek", ale w sumie to nie pamięta, ale jej widocznie zostało podświadomie w pamięci. Chyba w końcu to uznali, bo na zachodzie, w przeciwieństwie do PL, ta książka jest niemal całkowicie zapomniana.
@Telezajaczek Ja się absolutnie zgadzam, że tak mogło być. Sam kiedyś pisałem opowiadanie o wampirach, głównemu bohaterowi dałem imię Lester. Później, już przy redakcji, zmieniłem na Lestaat, sam nie wiem dlaczego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy jeden z czytelników powiedział przy lekturze "o, Lestat, jak w Wywiadzie z wampirem". Wywiad z wampirem widziałem ze dwadzieścia lat temu, nic nie pamiętam i na pewno w tej zmianie nie było świadomej inspiracji, nie mówiąc już o jakiejkolwiek próbie reinterpretacji czy plagiatu.
Zresztą, takich mitów w historii literatury jest pełno. Choćby to, że Przeminęło z wiatrem to nie jest, wbrew stworzonej przez autorkę o samej sobie legendzie, jedyne dokonanie literackie pani Mitchell. Z panem Remarque'm też nie do końca było tak, jak chciał być widzianym, czy nawet "nasz" "romans" pani Bondy z panem Mrozem albo prawdziwa tożsamość Jakuba Jarno. Kilka takich przypadków opisał pan Werner Fuld w swojej Krótkiej historii książek zakazanych.
@George_Stark co dokładnie miałeś na myśli odnośnie Mitchell? Ona chyba już w liceum pisała opowiadania do lokalnych gazet, więc w tym sensie GWTW nie było jej jedynym dziełem, zresztą anglojęzyczna Wiki podaje dwie powieści, które napisała wcześniej. Być może napisałaby o wiele więcej, gdyby nie przedwczesna śmierć.
A z Mrozem i Bondą to od początku była ustawka i każdy z IQ powyżej 90 to widział, chociaż po tym, jak Mróz opisał Chyłkę, można wysnuć przypuszczenie, że nie pogardziłby szczupłym milfem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ja osobiście jestem ciekawa, ile osób stoi za projektem Pokolenie Ikea, bo dla mnie to też od początku jechało typowo marketingowym projektem wannabe redpillowców.
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna






