916 + 1 = 917
Tytuł: Kariera Nikodema Dyzmy
Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 8/10
#bookmeter
Nikodem Dyzma jasno sobie zdawał sprawę z faktu, że żadne pomyślniejsze perspektywy dlań nie istnieją. Czy to go przerażało? Bynajmniej. Psychika Nikodema Dyzmy pozbawiona była, na szczęście, elementu wyobraźni.
Za prozę pana Dołęgi-Mostowicza już od jakiegoś czasu miałem zamiar się zabrać. Co prawda w moim planie czytelniczym był raczej Znachor, już od dawna plik mi się w czytniku kurzy, no ale wyszło inaczej. W zasadzie to nie ma co się dziwić – zawsze wychodzi inaczej. Tym razem powodem tego, że wyszło inaczej był pan Janusz Głowacki. Albo może pan Jerzy Kosiński? A może był to pan @fonfi? Sam już nie wiem którego z tych trzech panów mam winić, każdy z nich w równej chyba mierze przyłożył się do tego, że zamiast za Znachora zabrałem się za Karierę Nikodema Dyzmy.
Przeczytałem ostatnio ponownie Good night, Dżerzi, pięknie napisaną książkę pana Janusza Głowackiego opowiadającą (między innymi) o panu Jerzym Kosińskim, którą to książkę polecił mi kiedyś pan @fonfi, a która zrobiła na mnie duże wrażenie. W książce tej opisanych było kilka skandali, w tym również i tych literackich i to właśnie jeden z tych skandali literackich najbardziej mnie zainteresował – zwykle staram się nie zaglądać ludziom do łóżka, ale na biurka to już jak najbardziej. Wychodzi na to, że ja lubię skandale, bo tak jak prześledziłem sobie kiedyś sprawę sporu pana Mieczysława Smolarskiego z panem Aldousem Huxleyem , tak teraz z zapałem zabrałem się za śledztwo w sprawie rzekomego plagiatu, o którego popełnienie oskarżonym był pan Kosiński. A w śledztwie, jak to w śledztwie, należy zapoznać się z dowodami.
***
Czasami zdarza mi się przy lekturze taka myśl – „jej, czemu ja wcześniej tego nie przeczytałem” i tak właśnie stało się tym razem. Ja bardzo lubię kiedy książki napisane są ładnie, lubię też polszczyznę sprzed tak mniej więcej stu lat, kiedy to jest ona (moim zdaniem) piękniejsza od dzisiejszej, a wciąż bez żadnego wysiłku zrozumiała. I taką właśnie polszczyzną napisana jest Kariera Nikodema Dyzmy, co już od samego początku sprawiło, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie.
Ale piękny język tej książki to nie wszystko. Świetnie nakreślony jest w niej również świat – tak świat arystokracji i elit, ale również ten pokazany na samym początku świat codzienny, kiedy to Nikodem Dyzma, próbując zdobyć jakąkolwiek posadę, stara się o to, żeby zostać fordanserem. Ten początek jest nie tylko świetnie napisany (tak jak i cała książka), ale też, pokazując jednak pewną przedwojenną kindersztubę, stanowi doskonały punkt wyjścia do tego co autor pokazuje później.
Już mniej więcej od połowy książki miałem wrażenie, że głównym tematem Kariery Nikodema Dyzmy wcale nie jest ani kariera Nikodema Dyzmy, ani nawet sam Nikodem Dyzma, ale cała reszta towarzystwa. To w jaki sposób pan Dołęga-Mostowicz opisuje fascynację całej Warszawy tym robiącym zawrotną karierę wybitnym ekonomistą z jednej strony jest niesamowicie zabawne, z drugiej zaś niepokojąco trafne (Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie! pana Gogola, jak widać nic nie straciło ze swojej aktualności i chyba nigdy nie straci). Tę moją interpretację zdaje się potwierdzać sam autor w wypowiedzi, którą włożył w usta hrabiego Poniemirskiego w ostatnim rozdziale, po przeczytaniu której poczułem ogromną dumę z siebie. Niczym Nikodem Dyzma.
Ja bawiłem się przy lekturze tej książki świetnie, a wydaje mi się, że i sam autor przy pisaniu bawił się nie najgorzej. Za tym moim domniemaniem niech przemawia fakt, że, moim zdaniem, pan Dołęga-Mostowicz w pewnym momencie fabularnie popłynął – sytuacja, w jakiej za sprawą hrabiny Koniecpolskiej znalazł się Nikodem Dyzma była tak niesamowicie odjechana, że zastanawiałem się jak autor to wymyślił i innego wytłumaczenia niż to, że go poniosło nie umiałem znaleźć. W niczym jednak to odjechanie mi nie przeszkadzało, więcej nawet, miało pewien swój urok.
Znalazłbym w tej książce kilka wad, gdybym bardzo chciał ich poszukać. Mógłbym przyczepić się do niektórych wątków, które w mojej ocenie zostały albo niedomknięte, albo porzucone, albo niedostatecznie rozwinięte. Pewnie i coś innego też mógłbym znaleźć, tylko po co się czepiać? Może lepiej dać się oczarować urokowi powieści i nie zastanawiać się nad tym, dlaczego mogłoby być lepiej?
***
Tak więc Kariera Nikodema Dyzmy bardzo mi się podobała, moje śledztwo nie zostało jednak zakończone. Nawet polskie sądy przed wydaniem wyroku przynajmniej wysłuchują drugiej strony i właśnie dlatego, zaraz po przeczytaniu ostatniej strony…


