Hejto.pl

909 + 1 = 910


Tytuł: Good night, Dżerzi

Autor: Janusz Głowacki

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


***


[…] Dlaczego pan myśli, że powiem panu prawdę?


Jerzy Kosiński wielkim pisarzem był. Albo może nie był?


Odkładając nawet na bok spory co do literackiej wartości utworów napisanych przez tego autora, uhonorowanego, bądź co bądź, w 1969 roku za powieść Kroki nagrodą National Book Award, pozostaje jeszcze niejasna kwestia tego, czy książki, które na okładce podpisane są nazwiskiem pana Kosińskiego w ogóle zostały przez niego napisane.


Ten akapit powyżej nakreśla tylko jeden z wątków, który w swojej książce, osnutej wokół postaci Jerzego Kosińskiego, pan Głowacki podjął. Ale Good night, Dżerzi to nie jest biografia. Prawie nie ma w tej książce dat, nie ma żadnego kalendarium, nie zostało w niej zamieszczone (przynajmniej w tym wydaniu, które czytałem) ani jedno zdjęcie (to, o którym w książce jest mowa, sam musiałem sobie znaleźć ). Good night, Dżerzi to w swojej najogólniejszej warstwie książka o pisaniu, o pisaniu scenariusza, którego to pisania pan Głowacki podjął się (na zlecenie), a zlecono mu ten scenariusz, ponieważ Dżerzi (Jerzy Kosiński) był to mój bardzo bliski przyjaciel, bo kilka razy w życiu go spotkałem – jak w którymś z początkowych rozdziałów sam autor oznajmia. Ta książka świetnie pokazuje to, w jaki sposób, a jest to sposób wyjątkowo paskudny i brudny, działa amerykańskie środowisko elit artystycznych. Good night, Dżerzi aż kipi od alkoholu, narkotyków, pieniędzy, narcyzmu i czegoś, co zwykło się nazywać wynaturzeniami seksualnymi (kto jednak definiuje normalność?).


W całym tym syfie i obok niego znajdują się jednak ludzie (w końcu to ludzie ten syf stworzyli) – niektórzy rozdają w nim karty, inni aspirują do tego żeby się do niego w jakiś sposób dostać, a kiedy już się tam znajdą, to wcale nie chcą tego syfu opuszczać. Być może im on odpowiada, być może korzyści związane z należeniem do tej elity w ich systemie wartości przewyższają cenę, jaką za taką przynależność należy zapłacić, być może inaczej już nie umieją – ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, książka pana Głowackiego również takiej odpowiedzi nie podaje. Mówi za to sporo o takiej sytuacji konsekwencjach.


Ta książka zresztą w ogóle nie podaje żadnych odpowiedzi. Ta książka przedstawia. Przedstawia to artystyczne środowisko, przedstawia Nowy Jork (kapitalna scena w metrze z facetem przebranym za świętego Mikołaja!) i przedstawia ludzi. W czasie lektury (a czytałem tę książkę już po raz drugi) ciągle miałem w głowie ten niepokój (a może nawet lęk) jaki musiał towarzyszyć jej bohaterom. Od razu pojawiły mi się skojarzenia z Niespokojnymi ludźmi pana Fredrika Backmana. Skojarzenia co do treści, bo jednak forma, w jaką swoją opowieść ubrał pan Głowacki jest dużo bardziej naturalistyczna. Przy Good night, Dżerzi Niespokojni ludzie brzmią trochę jak miła bajeczka na dobranoc.


Sama postać (bo tak rozpatruję Jerzego Kosińskiego, jakiego poznałem w tej książce, właśnie jako postać literacką, a nie człowieka – nie znam żadnej jego biografii, a Good night, Dżerzi, jak już pisałem, wcale za biografię nie uważam) wydaje mi się bardzo odrażająca i nieprzyjemna, a przy tym ogromnie ciekawa. Snob, bubek i narcyz, tak jawi mi się Jerzy Kosiński wykreowany przez pana Głowackiego, ale takie stwierdzenie byłoby jednak zbyt proste. Bo za tym snobizmem, bubkowatością i narcyzmem musi czaić się coś. Musiał tam być jakiś lęk, tym bardziej, że historia Dżerziego (tutaj mam pewność co do jej zbieżności pierwowzorem) kończy się tak, jak się kończy, i kończy się w takim momencie, w którym się kończy. A lęk taki powinien przecież z czegoś wynikać, on musi mieć jakieś swoje źródła. Z tym lękiem to jest, oczywiście, moja interpretacja, pan Głowacki nie pisze o nim wprost, a już na pewno nie szuka jego przyczyn. To ostatnie zresztą mogłoby być trudne, bo Dżerzi potrafił poruszać się w tym środowisku, w którym się znalazł: O pana jest trochę trudno być zazdrosnym, bo pana właściwie nie ma, pan jest kreacją –stwierdza w pewnym momencie w rozmowie z Dżerzim jeden z bohaterów.


Tym, co w książce pana Głowackiego znajduję szczególnie zachwycającym, to sposób, w jaki została ona napisana. Good night, Dżerzi to jest najbardziej filmowa opowieść zapisana na papierze, jaką kiedykolwiek miałem okazję w życiu przeczytać i ta obrazowość bardzo mi się podoba. Pan Głowacki precyzyjnie umieszcza w kadrze dokładnie to, co jest w nim potrzebne (z różnych względów), przedstawia postaci w sposób absolutnie kapitalny i ani przez moment nie nudzi. Dynamika tego tekstu, jego spójność stylistyczna całkowicie niweluje niedogodności związane z częstym skakaniem tak w czasie, jak i w przestrzeni. Imponuje w książce również to, co Arystoteles uważał za istotę literatury, a więc naśladowanie rzeczywistości. Teraz, przy powtórnej lekturze Good night, Dżerzi ogromne wrażenie zrobił na mnie słuch literacki pana Głowackiego. Historia w ogromnej części opowiedziana jest słowami jej bohaterów i absolutnie nie czuć w żadnym momencie, że jest to literatura. Te wszystkie wypowiedzi i dialogi zapisane są w sposób tak naturalny, jakby wykonać stenogram z rozmowy czy jakby słowo w słowo spisać czyjeś wspomnienia. I chyba właśnie ta naturalność języka jest czymś, co w tej książce wzbudza mój największy podziw, a może i nawet wzbudza moją zazdrość.


Good night, Dżerzi, to nie jest książka, z której można się wiele dowiedzieć. Być może warto podchodzić do niej zapoznając się wcześniej z jakimś naukowym opracowaniem dotyczącym życiorysu pana Kosińskiego, czego ja nie zrobiłem, bo nie uważam żeby mi to było do czegokolwiek potrzebne. Ale Good night, Dżerzi to jest książka, w której można się zatopić, którą można się zachwycić (przede wszystkim językowo i narracyjnie) i którą przede wszystkim można poczuć. A ja takie książki bardzo, bardzo lubię.

11753e7e-78f6-4eb9-afea-b1058669492d

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować