Kurdebele, zdałem sobie sprawę, że słowa oznaczające kogoś spoza danej społeczności/nacji w niespokrewnionych ze sobą językach często zaczynają się od głoski "g"
12 sierpnia 2026 będzie widoczne w Europie również w Polsce zaćmienie Słońca. Będzie to kolejne po zaćmieniu z 11 sierpnia 1999 całkowite zaćmienie Słońca widoczne w kontynentalnej Europie.
Czas startu: Około 19:10–19:20 (zależnie od regionu)
Faza maksymalna: Około 20:02–20:10 (tuż przed zachodem Słońca)
Najlepiej będzie widoczne w północno-wschodniej Hiszpanii.
Jakoś kilka lat temu było w USA i geniusze obserwowali bez zabezpieczenia, pięknie wyglądał wykres wyszukiwania w google zapytań typu "mam problem ze wzrokiem".
@NatenczasWojski klasyka scamerów z ubezpieczalni- za przerysowanie lakieru na drzwiach każą wymieniać całe drzwi i osprzęt dookoła, albo krzyczą że całka. Że jeszcze za tą bandę oszustów nikt się nie wziął przez te wszystkie lata to jest dla mnie niepojęte
@NatenczasWojski przykra sprawa. Jak to wgl wygląda z ubezpieczycielem? Gdyby nie było całki to mógłbyś żądać bezkosztowej naprawy? Dlaczego tak nisko wycenili pojazd?
@galencjusz teraz w używanych samochodach to chyba każda stłuczka co pójdą poduszki to będzie szkoda całkowita. Może w nowym jakby był warty z 150-200 tys zł by naprawiali.
@NatenczasWojski bierzesz kasę, naprawisz. Robisz ekstra przegląd po szkodzie całkowitej i robisz z tym co chcesz. Czy wystarczy na to wszystko kasy to nie wiem. Jeśli nie chcesz naprawiać to ten rozbitek wciąż jest coś wart, tylko Ty masz problem na głowie jak go zamienić na gotówkę
@InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz akurat fajne że firma co wyceniała wrak od razu daje możliwość sprzedaży im go. Czyli mogę wziąć kasę od ubezpieczyciela i od razu wrak sprzedać.
I w sumie jak policzyłem to faktycznie wychodzi coś około wartości rynkowej takiego samochodu w sumie.
@suseu na szlaku, byłem wczoraj na wielkiej sowie, wyszliśmy z sokolca w stronę lisich skał, potem na koziołki, kozią rownie i na wielką sowę, zejście od razu do sokolca
Tak sobię jadę i jadę, no i różne nazwy miejscowości widzę, rzek też są całkiem spoko, najpierw Wełna, później Mała Wełna, ale Owieczki mnie rozjebały, wybacz @bojowonastawionaowca musialem¯\_(ツ)_/¯
Muzeum Zimnej wojny w Podborsku.
Polecam gorąco! Choćby dlatego, że można sobie obejrzeć obiekt granit. I to zachowany w całości łącznie z potężnymi drzwiami.
#nivaznegdziedroga
#podrozujzhejto
#historia
Od 11 sierpnia 2026 roku we Francji obowiązuje nowe prawo, w ramach którego telemarketerzy nie mogą dzwonić do ludzi sobie tego nie życzących. Każde stwierdzone naruszenie jest obarczone grzywną w wysokości do 75 tysięcy euro w przypadku osoby fizycznej wykonującej niechciane połączenia, oraz do 375 tysięcy euro w przypadku firm. Jednocześnie rząd francuski uruchomił też […]
Ja się nie szczepiłem, bo miałem ma to wyjebane, za to byłem w Czarnobylu a potem wszyscy w pracy i w rodzinie niby mieli ten covid a ja nawet nie miałem gorączki i o c⁎⁎j tu chodzi?
Wałbrzych - Ardspach - Trutnov - Modre Sedlo - Przełęcz Okraj - Janowice Wielkie - Karpacz - Przełęcz Karkonoska - Rokytnice - Harrachov - Jelenia Góra
Ja zmęczon.
Prawie w rocznicę Wielkiego Wkurwu, podjąłem się powtórzenia wyzwania... nie wkurwu rzecz jasna, tylko trasy jaka miała być wtedy pyknięta.
Pociągiem na Wałbrzych, skalne miasto Ardspach, nawrót na Okraj, Janowice Wielkie, Karpacz, Przełęcz Karkonoska (zdaniem wielu najtrudniejszy szosowy podjazd w PL) nawrót za Szpindlerowym Młynem na Harrachov i na Jelenią. Z racji tego, że w międzyczasie dowiedziałem się o ponoć najtrudniejszym podjeździe w Czechach czyli Pec pod Śnieżką - Modre Sedlo, postanowiłem dorzucić go również do trasy.
Emocje sięgały zenitu, bo naprawdę nie wiedziałem czy dam radę. Mając pociąg chwilę przed 5 rano, musiałem wstać o 4. Czyli położyć się spać ok. 21. Z 21 zrobiła się 22, a potem 23:30, przez problemy z zaśnięciem z emocji xD Za⁎⁎⁎⁎ście.
Same przewyższenia mnie nie zamartwiały, ale te dwa topowe podjazdy już tak. Przecież wypychać nie wypada, a na Karkonoskiej już byłem - mission failed, choć akurat z powodu śniegu leżącego na 1000m+. Pieruński jest to podjazd, bo choć cyfry nie wyglądają jakoś tragicznie (11km, 760m), tak niestety ostatnie 4km, to prawie ciągłe 10%+, z finiszem na ok. 20. Pomiędzy dwoma najtrudniejszymi fragmentami, jest jakiś kilometr "luzu" z 6-8%. Co innego to cholerne Modre Sedlo, istny wysryw szatana. Nawet wiem gdzie gnój mieszka, w samym Pecu, ma talerz satelitarny oznaczony adresem www.satan.cz
Stety, niestety ten właśnie podjazd był tak naprawdę pierwszym ambitniejszym tego dnia.
W samym Pecu wypiłem jedną z najlepszych kaw w życiu, zagryzłem małym ciachem i ruszyłem po przygodę. Początek nie bolał, ale po 1km pojawiły się dwie cyfry i praktycznie nie zniknęły do samego końca. Najcięższy był odcinek za hotelem (?). Chyba z kilometr 16-20% sprawił, że jedyne czego pragnąłem, to aby nogi się poddały xD Dały jednak radę, a po chwili się wypłaszczyło do 11% i jakoś dociągnąłem do rozwidlenia, gdzie odbiłem w stronę schroniska Lucni Bouda. Tam wypiłem smaczne piwerko 0% w ciekawym kubku (pic rel 3)
Nadszedł czas się zawinąć i zjechać z tego urwiska diabła. Nie dość, że stromo, to jeszcze niezbyt równo. W połowie zjazdu wyprzedził mnie Czech, do którego dobiłem na krótkim podjeździe. Okazało się, że startuje w gravelowym ultra na krótszym dystansie, 200km/5000 m. W ogóle dosyć zabawne, że ważąc pewnie z 30kg mniej ode mnie, ciągle mi uciekał na zjazdach, a na podjazdach w drugą stronę. Mijaliśmy się tak przez 20 minut, wymieniając zdawkowo po kilka zdań. Ogólnie okazało, ise, że to kumaty typ, bo na moje pytanie czy wyścig startuje solo czy open, odpowiedział "solo, ale pepsi na pewno nie odmówię" xDDD #pdk. W końcu zniknął mi gdzieś z tyłu i ruszyłem na Okraj. Fantastyczny jest to podjazd od strony czeskiej, stałe nachylenie 5-6%, tak można podjeżdżać w nieskończoność
Na górze zabawiłem z 2 min i następne 20 minut bawiłem się na super zjeździe. Wtopiłem jednak z napojami i z wyzerowanymi bidonami jechałem prawie godzinę w rejonie Rudaw. Po znalezieniu sklepu litr wypiłem duszkiem, tak bardzo byłem spragniony. Następnym przystankiem miał być Karpacz i zaczęło być poważnie pod kątem czasu. Coś mi nie pykło z obliczeniami i mimo sprawnej jazdy, coraz bardziej gonił mnie rozkład pkp W Karpaczu szybko zajechałem na Orlen, wypiłem sok pomidorowy aby zabić smak słodkiego i zaszedłem do sklepu po kabel USB C. Ponownie mój radar się obraził na ładowanie, ale go tym razem rozgrzeszam, bo to przewód okazał się być wrogo nastawiony. Telefon ładował, lampki nie. Zastępstwo pomogło i pogoniłem na Podgórze. Po trudnym podjeździe w Karpaczu (zaczęło pojawiać się zmęczenie), zjazd wydanie mi pomógł i przed przełęczą czułem się dużo lepiej. Zeżarłem jedynie żel z kofeiną, bo zaczęło mi się coś ziewać. Początkowe kilometry poszły gładko, ale w lesie zaczęła się zabawna na dobre. Po dotoczeniu się na ww. wypłaszczenie wjechał kolejny żel, a także ponad 0,5l wody. Tętno dobijało do 180, ale to i tak mniej niż na Modrym Sedle (189 xD). Ostatnie 1300 metrów to totalny rozpierdziel (pic rel 2). Nie dość że ledwo jechałem, to jeszcze przekonałem się o tym, że nawierzchnia w górnej części jest równie zła co nieco niżej. W jednym miejscu musiałem przeprowadzić rower, bo asfalt był przerwany na całej szerokości, a krawędzie całe poszarpane. Tego mi tylko brakowało, przebitej dętki na 15%. Chyba 6 podejść potrzebowałem, aby wpiąć się w bloki, ruszyć i nie wy⁎⁎⁎ać przy tym (wyjebałem się raz).
Udało się ostatecznie wjechać, następnie zjechać i wyżłopać kolejną zerówkę w Szpindlerowym pod samym sklepem. Wyjeżdżając z tego znanego narciarskiego kurortu odbiłem w prawo na kolejne 16%. Tym razem jednak los to wtaczanie wynagrodził, bo trafiłem na fantastyczną drogę w samym środku lasu (pic rel 4), prawie płaską, gładką niczym stół, z za⁎⁎⁎⁎stym zjazdem na końcu. Mamma mia, ja chcę jeszcze raz! Szczęściu jednak nadszedł kres i po kilku km przywaliło kolejnym 14% z końcem na 17. W tym momencie czułem już zmęczenie nóg, a do tego znowu zaczęła mi się kończyć woda i musiałem odliczać czas do zapisanego Tesco w Rokitnicach. 5 minut przerwy i musiałem pognałem dalej, bo zegar coraz szybciej tykał. Pozostały mi 2 podjazdy (z 17 xD), z czego pierwszy krótki, ale klasy skurwol i znany mi ostatni, przez Harrachov do Polski. Pierwszy pokonałem prawie ostatkiem sił (another dwie cyfry), a drugi dłużył mi się okropnie. Zakręt, zakręt, jeszcze jeden zakręt, gdzie ta cholerna granica?! W końcu się jednak pojawiła, a ja mogłem zeżreć nawet 2 hotdogi na stacji i spokojnie dotrzeć na pociąg (całe 5min zapasu).
Wspaniała to była wyrypa, ja już nie chcę górek xD
PS. Rekord przewyższeń (Wrocek - Praga - Jelenia) pobity o jakiś 1000m.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin