#turystyka

9
1084

Zaloguj się aby komentować

El Chorro to maleńka (kilkuset mieszkańców) wioseczka w Andaluzji. Tym, którym sama nazwa jeszcze niczego nie powiedziała, pozwolę sobie trochę ją opisać w ramach #pomyslnaweekend i #turystyka


Miejsce, położone w miejscu, w którym łączą się Rio Guadalhorce (płynąca wąwozem Desfiladero de los Gaitanes) oraz nadpływający z zachodu Arroyo del Granado słynęło od dawna z dużych wezbrań wody, która podczas większych opadów potrafiła spowodować solidne spiętrzenia poniżej złączenia tych rzek. Postanowiono to wykorzystać na początku XX wieku, gdy to wybudowano łącznie trzy tamy (jedną poniżej wyjścia wąwozu i dwie powyżej) w celu wybudowania tam elektrowni szczytowo-pompowej. Dodatkowo powstała również linia kolejowa przebiegająca tunelami z północy na południe i słynna - początkowo techniczna - droga łącząca oba krańce wąwozu: Caminito del Rey.


Czy jest tam warto przyjechać? Jeśli się wspinasz - tak. Jeśli się nie wspinasz - również tak, ale na krócej.


Zaczniemy od kontynuacji wątku turystycznego: najbardziej znaną atrakcją tych okolic (i jedną ze sławniejszych całej Andaluzji) jest wspomniana Caminito del Rey. Początkowo była to po prostu techniczna droga prowadząca po chodniku wspartym na betonowych podporach osadzonych w ścianie, służąca do transportu robotników i materiałów. Nazwa pochodzi od króla Alfonsa XIII, który osobiście był ją przeszedł na początku XX wieku. Z czasem szlak utracił swoje znaczenie i stał się lokalną atrakcją, którą odwiedzali turyści i - od lat 80 - wspinacze, skuszeni możliwością zdobycia skalnych ścian wąwozu. Degeneracja (i wypadki śmiertelne) spowodowały, że lokalne władze zdemontowały początkowe fragmenty drogi, by ukrócić wędrówki tamtędy. Jak można przypuścić, był to średni pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że ludzie, którym próbowano przeszkodzić, umieli się wspinać. Z czasem pojawiły się tam osadzone zabezpieczenia w stylu via ferraty, a niektórzy wspinacze oferowali turystom nawet usługi przewodnicze. Okres od lat 90 do roku 2006 opisywany jest jako "dangerous era", z bilansem prawie 30 śmierci i 70 poważnych uszkodzeń ciała. W końcu lokalne władze postanowiły - w 2006 - odremontować tę drogę i stworzyć z niej atrakcję turystyczną, którą jest do dziś. Cena wycieczki to 10 euro (dzieci poniżej 8 lat nie wchodzą!), bilet do kupienia online; w cenie jest transfer z parkingu do punktu wejściowego i transfer z El Chorro z powrotem do wyjścia wąwozu, do parkingu. Legenda głosi, że wspinacze, którzy pojawią się tam rano, ze szpejem i potwierdzeniem ubezpieczenia, są wpuszczani za darmo, na sektor znajdujący się pośrodku. Nie sprawdzałem ani tej legendy, ani samego szlaku - w internetach jest mnóstwo fotek i filmów, każdy może zweryfikować czy to atrakcja dla niego. Ilość ludzi i pozytywnych opinii świadczy jednak o tym, że warto.


Drugą z lokalnych atrakcji jest Via Ferrata. Startująca z okolic tunelu kolejowego oferuje bardzo ładne wspinanie, dwa mostki tybetańskie i pięćdziesięciometrową tyrolkę. Zdecydowanie warta uwagi, bardzo ładnie poprowadzona. Sprzęt do VF i bloczek do tyrolki można wypożyczyć w kilku miejscach w El Chorro - ja wypożyczałem w Finca la Campana, tam też można od razu zostawić auto w razie potrzeby. Uwaga, przy zwrocie wypożyczonego sprzętu weźcie pod uwagę sjestę!


Poza wspomnianymi okolica oferuje jeszcze kilka szlaków turystycznych, między innymi szlak prowadzący na górujący nad okolicą szczyt Huma, a także bardzo ładnie puszczony czerwony szlak Ruta Escalera Arabe, prowadząca przez schody o tej samej nazwie.


Gdyby ktoś planował zaliczyć wszystkie atrakcje, to moim zdaniem trzy dni to aż nadto, żeby nachodzić się po całej okolicy i zobaczyć wszystko, co tam jest do odwiedzenia. Widać to też po opcjach zakwaterowania: większość to są kwatery na jeden-dwa dni, gdzie się nocuje, idzie na el Caminito i znika. Jeśli chodzi o zakupy, to na miejscu (podobno) jest sklep, jest też na pewno restauracja - wszystko obliczone pod jednodniowych turystów. Gdyby ktoś chciał coś większego, to w sąsiedniej Alorze (15 minut autem) jest Mercadona, duży, dobrze wyposażony supermarket.


Ale gdyby ktoś chciał się wspinać...


(i tu wchodzę w nudniejszą część, dziękuję, można się rozejść)


El Chorro jest miejscem, w którym pojawiły się jedne z pierwszych obitych dróg na świecie. Pierwsze pojawiły się w latach 80. Sporo wspinania kumulowało się w okolicy el Caminito, obecnie sektorów jest całkiem sporo. Niestety, część z nich jest zamknięta na stałe (ze względu na zachowanie wspinaczy), niektóre są zamykane okresowo (ochrona przyrody) - to można sprawdzić o tutaj.


Poza samą wioską znajduje się kilka sektorów, z których zdecydowanie wartym uwagi jest Desplomilandia, oferująca bardzo ładne, długie wspinanie w dobrej skale i (!) wystawę północną. Niestety, poważnym minusem jest wypolerowanie skał, w przewodnikach część dróg zawiera wprost adnotację o tym, ze jest wyślizgana. W efekcie tego zupełnie odpuściłem znany sektor Frontales.


Z miejsc, które mogę polecić - bardzo warte uwagi są sektory El Corral i wspomniana Desplomilandia. Dodatkowo na El Corral i Escalera Araba (sektor Escalera Suissa) są łatwe wielowyciągówki, które warto odwiedzić.


Topo brałem z wykupionego abonamentu na 27 Crags. Nie jest to najwygodniejsza forma nawigacji, ale drogi powstają na tyle często, że warto mieć aktualną wersję wraz z opisem i ewentualnymi zastrzeżeniami (luźne kamienie, wyślizganie, zamknięcie drogi itp.)


Drogi w okolicy są bardzo ładne, oferują wspinanie w bardzo, bardzo zróżnicowanym terenie, można mieć dosłownie wszystko: od prostych czwórek aż do 9b: przewieszenia, połogi, piony, tufy, zacięcia, płyty... Skała też jest bardzo ładna, przyczepna (!) ale nie ostra (!), gdyby nie jeden pechowy chwyt, na którym w przedostatni dzień przekłułem sobie palec, nie użyłbym w ogóle plastra. Do tego wszystko jest z grubsza w jednej okolicy, więc w grę wchodzą ewentualnie krótkie transfery samochodem lub niedługie (2-3 km) spacery ze szpejem w plecaku. Drogi są bardzo dobrze obite, runouty oczywiście się zdarzają, ale w większości są w łatwym (IV-V) terenie albo w przewieszeniu, więc praktycznie nie było miejsc, gdzie musiałem się zastanawiać co się ze mną wydarzy gdybym się poślizgnął. Dodatkowo wpinki są ułożone z głową, nie ma sytuacji w których wpinka jest daleko przed i tuż za cruxem, każde z potencjalnie "lotnych" miejsc, możemy przejść skupiając się na wspinaniu, a nie na perspektywie upadku.


XCIV-CI (CXVII-CXXIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Mój pierwotny plan zakładał jedno: nie zepsuć sobie kolanka. Przypomnę, że sobie je nieco przeciążyłem dwa tygodnie przed wyjazdem (ścięgna + łąkotka), co spodowowało ujawnienie się jakiejś starej kontuzji (o której właśnie się dowiedziałem). Okres przedwyjazdowy poświęciłem na intensywną rehabilitację i miałem w sumie jeden dzień faktycznego wspinania (i to lekkiego). Zaplanowałem wspinanie według sprawdzonego rytmu: trzy dni wspinania i jeden dzień restu, max cztery drogi dziennie. To taki system, który jakiś czas temu mi się sprawdził, dzięki czemu nie muszę się zastanawiać nad tym, czy "warto jeszcze jedną drogę?" albo "czy jutro będę zmęczony?": cztery drogi i fajrant.


Niczego sobie nie zrobiłem. Owszem, zdarzały się momenty bólu, kilka razy zrobiłem ruch zanim pomyślałem, ale w większości udało się ustawić tak, że kolano pracowało w płaszczyźnie, w której nie boli. Z perspektywy powyjazdowej: mam wrażenie, że przyjechałem bardziej zrehabilitowany niż wyjechałem. Oczywiście codziennie siedziałem z coldpakiem przez chwilkę, a w niektóre dni musiałem profilaktycznie maźnąć się maścią, ale - wyszło zgodnie z planem. Osiem dni wspinania, dwa dni restu.


Jeśli chodzi o samo wspinanko - to naprawdę, naprawdę jestem usatysfakcjonowany. Do tego stopnia, że robię się nieco podejrzliwy i zastanawiam się, czy te drogi nie są jakoś wyjątkowo nisko wycenione. Zrobiłem życiówkę (w sumie wyrównałem, ale tym razem tak na poważnie): trzy razy bez problemu (i bez "a czy to na pewno tędy, czy nie obszedłem trudności?") zrobiłem porządne, prawie (lub ponad) trzydziestometrowe drogi 6b+ (VI.1+). Dodatkowo wciągałem masowo 6b i 6a+, do tego stopnia, ze na 6a+ zdarzyło mi się rozgrzewać.


Dlaczego więc nie zaatakowałem 6c? W sumie jestem przekonany, że powinno pójść, biorąc pod uwagę, że na poprzednich musiałem się posiłować, ale było to daleko od granicy "maksymalnego wysiłku". Na przeszkodzie stanął mi czas: gdy uznałem, że w sumie warto się wstawić, najpierw nie było do końca w co, bo dostępne w okolicy 6c zawierały w sobie ryzyko rozbicia sobie dupska lecąc z pierwszej lub drugiej wpinki, a potem doszedłem do wniosku, że na koniec wyjazdu nie będziemy się siłowali, życiówki robi się na świeżo, a nie ryzykując, że ambicja weźmie górę nad rozsądkiem i pogłębię sobie kontuzję. Skoro doszedłem do tego poziomu, to jest duża szansa, że mi nie ucieknie.


Za to udało się zrobić kilka wielowyciągówek:

- Three-Sixty (4+): prowadzące na Cerro de Los Hornos, zrobione trochę z ciekawości, a trochę z dostępności, na pałę, ze zbyt ciężkim plecakiem, w sumie nie było to ani najładniejsze wspinanie świata ani najprzyjemniejsze;

- Blue Line (5+): prawie 300 metrów, 12 wyciągów, bardzo ładne, "górskie" wspinanie, z wszystkimi bonusami typu "pomijanie wpinek, bo asekuracja ma chronić tylko przed śmiercią" oraz dbaniem o poprawne prowadzeniem liny na długich, "spacerowych" wyciągach w zróżnicowanym terenie,

- Rogelio (6a+): podobna długość, nieco brzydsze wspinanie, bo trochę zbyt wiele łatwych wyciągów i "transferu" przez teren w trudnościach I i II. W bonusie ostatni wyciąg w trudności III, który był nieubezpieczony i dla którego specjalnie zabrałem z domu kostki. Może i nie było to potrzebne, ale miałem odrobinkę zabawy.


Zakupy zrobione przed wyjazdem: nowa torba na szpej typu "duffelbag" i nowa płachta na linę też się zdecydowanie sprawdziły. Gdy wystarczy po prostu wszystko wrzucić do wora, a nie upychać w plecaku słuchając trzeszczenia szwów, jest naprawdę, naprawdę przyjemniej.


Jedyny minus to weekendy. O ile pierwszy to był weekend Święta Zmarłych (i imprez halloweenowych) i był spokojny, o tyle kolejny to było weekendzicho z wszystkimi bonusami: kamperami zastawiającymi całe parkingi (na parkingu na 30 aut stały cztery samochody i pięć kamperów postawionych tak, żeby nikt nie zaparkował, a nawet gdyby chciał - to na środku stały stoliki i leżaki), tłumami na sektorach (czasem ludzie wspinali się linia przy linii, jak na ścianie wspinaczkowej) i koncertami z muzyką na żywo do późnych godzin nocnych (ale tak serio późnych, do 3 rano). W weekendy robi się dni restowe albo idzie na trekking, zapamiętać.


Dodatkowo jeszcze podsumowanie #stefekpatrzywtalerz


Ze względu na odległość do sklepu zakupy trzeba było zrobić na dwa razy. W efekcie nie kupiłem tego, co planowałem (w Lidlu nie mieli normalnych batoników zbożowych i musiałem posiłkować się podłymi podróbami Twixów), do tego obiady (w zasadzie to większe kolacje) były zbilansowane ale dość obszerne, a do tego ostatnie dni polegały na "oj, kupiliśmy za dużo, przecież nie wyrzucimy", tak że zdecydowanie na brak jedzenia nie narzekałem. Mimo to, w porównaniu z wagą wyjściową jestem "w górę" około kilograma, z czego większość, jeśli nie całość, to zatrzymana woda i nadmiar leżący luzem w jelitach, tak szybko to się nie tyje. Trochę celowo, trochę z musu (i lenistwa) odpuściłem sobie bilansowanie i wpisywanie wszystkiego w apkę: zobaczymy co mi wyszło z takiego odżywiania się na czuja. W ciągu kilku dni powinno mi się wszystko elegancko wyrównać i uzupełnić, więc postaram się wrzucić jakąś aktualizację. Chyba że zapomnę, to nie. Albo chyba że nie będzie mi się chciało, to wtedy też nie.


Podsumowując: wyjazd wyjątkowo udany, nie spodziewałem się tak dobrych wyników, tak przyjemnego i efektywnego wspinania. Czytanie skały, korzystanie z chwytów, technika wspinania zdecydowanie poszła w górę, co na pewno jest wynikiem częstszego bulderowania i szukania nienajprostszych rozwiazań. Do tego forma zdecydowanie na plus.

15f41e60-cf40-4e7f-8508-fac8ea6e3d06
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

#zwiedzajzhejto #las #turystyka Przykład jak spierdolić fajne miejsce za pomocą funduszy unijnych na przykładzie Krzywego lasu w okolicach Nowego Czarnowo. Otóż las (A raczej lasek) jest fajny. Malutki, jakieś 20, może 30m na 30m. Fajne, dziwnie uformowane pnie drzew i... do tego niewielkiego placyku dodajmy jakieś 15 ławek dookoła! A co! Na bogato! Dwie ławki leżaki? Proszę bardzo! 4 tablice informacyjne? Montować! Przy każdej ławce słupek z kodem qr? Obowiazkowo! I śmietnik, nie zapominajmy o śmietnikach Kogoś jednak lekko olsniło że przegięcie i wymyślił. "okno zdjęciowe" z którego widać najmniej efektów dotacji.

67b440c8-fa5f-4fa3-bd57-ca5775ef937a
2ec1eae3-b50f-46a6-94e2-f95dad48f944
7fb1ad6e-6ff5-4a8f-b0f3-e11f561e4b4c
ebf12fb4-5061-41b4-951f-7b901a581dcf
920509f5-4fb5-4770-957b-9aefa687ee86

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

16 godzin na nogach w stópkawiczkach od @AdelbertVonBimberstein

Są faktycznie świetne, nie za grube, nie za cienkie, w sam raz by dobrze amortyzowały, i nie grzały za bardzo, stopa się w nich nie poci, ani lewa ani prawa.


Nie mam metki, więc nie powiem dokładnie składu, (wełna z czymś) najwyżej jak wrócę do domu, ale na pewno dokupię sobie więcej, jeszcze raz dzieki!

co ciekawe mam rozmiar 43 a te (44-46) pasują idealnie.


#skarpety #skarpetki #turystyka #outdoor #recenzje #pracbaza #vikafjell #bushcraft (nie mamy tagu do rozmów o szpeju)

39ecbf86-a0ee-4674-8a48-5264ff83bfc9
ebb1aac5-a451-4306-b16e-a06f663d9b50
Opornik userbar

To co, robimy #hejtoskarpety ? Zasady: wybieramy kolejnego noszącego z pośród piorunujących, skarpety wysyłamy, a odbiorca ma nosić cały dzień i napisać swoją opinię, po czym cykl się powtarza. Kwestię prania/nie prania ustalamy indywidualnie na podstawie preferencji odbiorcy

Zaloguj się aby komentować

Tak mnie nosiło na góry, w ogóle ostatnio mnie nosi na wyzwania. Niektórzy mówią, że nie można jechać w góry samemu, jak masz dzieci, można, ale trzeba znaleźć taką trasę, która wyciśnie wszystkie soki z każdego kroku. Na tym polega odpowiedzialność.


Początkowo chciałem zrobić fragment Małego Szlaku Beskidzkiego, albo jakąś trasę około 100-120 km ale wszystko to było interesujące, lecz problemowe o tyle, że sam dojazd ode mnie z Bydgoszczy i powrót, to przy dobrych wiatrach dodatkowa doba.


I oświeciło mnie, jak chyba @Z_buta_za_horyzont napisał o swoich planach i między innymi Drabinie Wałbrzyskiej. Nietypowe, nie powiem bo nie wziąłbym tych, raczej niskich gór, pod uwagę. No ale elegancki dojazd z Bydgoszczy, w teorii bezpośrednie połączenie (jak było w praktyce o tym później xD), ponad 80 km marszu po górach, ponad 4000 m przewyższeń - intensywne, skondensowane, idealne na pierwszą, górską wymagająca wycieczkę. Zdecydowałem, oświadczyłem to żonie i zacząłem przygotowania, bo z wyposażeniem podstawowym było u mnie średnio (brak plecaka, maty, dobrego śpiwora na temperatury końca października).


W innym wpisie wrzuciłem podsumowanie sprzętu, który kupiłem w sumie z myślą o następnych wędrówkach. Nie szedłem całej trasy "na raz", na super lekko bo pogoda nie ta, a dni krótkie, ale nie byłem też jakoś mega zapakowany. Wszystko z jedzeniem (nie liczę ubrań na sobie) 10 kg + woda 1.5-3kg.


Trasa zaplanowana, lista szczytów:

Numer Nazwa szczytu Wysokość n.p.m.

1 Ptasia Kopa 590 m. n.p.m.

2 Lisi Kamień 602 m. n.p.m.

3 Niedźwiadki 629 m. n.p.m.

4 Dłużyna 685 m. n.p.m.

5 Mały Wołowiec 718 m. n.p.m.

6 Wołowiec 776 m. n.p.m.

7 Kozioł 774 m. n.p.m.

8 Borowa 853 m. n.p.m.

9 Jałowiec Mały 741 m. n.p.m.

10 Jałowiec 750 m. n.p.m.

11 Jedliniec 735 m. n.p.m.

12 Rogowiec 870 m. n.p.m.

13 Jeleniec 901 m. n.p.m.

14 Turzyna 894 m. n.p.m.

15 Waligóra 933 m. n.p.m.

16 Suchawa 928 m. n.p.m.

17 Kostrzyna 905 m. n.p.m.

18 Włostowa 903 m. n.p.m.

19 Stożek Wielki 804 m. n.p.m.

20 Lesista Mała 790 m. n.p.m.

21 Lesista Wielka 858 m. n.p.m.

22 Stachoń 806 m. n.p.m.

23 Wysoka 808 m. n.p.m.

24 Sokółka 800 m. n.p.m.

25 Dzikowiec Wielki 836 m. n.p.m.

26 Łyse Drzewo 757 m. n.p.m.

27 Boża Góra 655 m. n.p.m.

28 Wzgórze Parkowe 655 m. n.p.m.

29 Paluch 706 m. n.p.m.

30 Chełmiec 851 m. n.p.m.

31 Chełmiec Mały 776 m. n.p.m.

32 Mniszek 703 m. n.p.m.

33 Boreczna 710 m. n.p.m.

34 Trójgarb 778 m. n.p.m.

35 Modrzewiec 602 m. n.p.m.

36 Węgielnik 620 m. n.p.m.

37 Stróżek 517 m. n.p.m.

38 Wzgórze Gedymina 532 m. n.p.m.


I tak też wyruszyłem: po godzinie 1²⁰ oczywiście z opóźnieniem Baltic Express zabrał mnie z dworca Bydgoszcz Główna i w teorii moje wagony we Wrocławiu miały zostać przepięte do pociągu jadącego do Szklarskiej Poręby, ale z uwagi na opóźnienie nie zostały xD.

Obsługa poinformowała pasażerów, że możemy poczekać ponad 100 minut na swoich miejscach albo przesiąść się na regio, które chwilę na nas poczeka. I tak- na tym samym bilecie- dojechałem z przesiadką do dworca Wałbrzych Miasto, gdzie zaczyna się i kończy szlak Drabiny Wałbrzyskiej.


Dzień 1.

Zatem 6⁰⁵ włączyłem aktywność na zegarku, z zapisaną trasą gpx wcześniej ułożoną na komputerze zgodnie z ww listą szczytów. I to było moje jedyne źródło nawigacji i dziękuję sobie, że kierowałem się tym śladem bo było kilka momentów, że szlak Drabiny delikatnie odbijał od głównego szlaku, rozwidlenie było bardzo trudno widoczne (tak jak przy tzw. Skalnej Bramie, kiedy to musiałem wybrać jeszcze trzecią drogę, między skałami, bo główne szlaki prowadziły wokół interesującego mnie szczytu). Na szczęście po około 60-80 m zejścia z trasy zegarek krzyczał na mnie alarmem aby wrócić. Zdążyło mi się to kilka razy.


Pierwsze wejście na Ptasią Kopę i Lisi Kamień było jeszcze po ciemku. Dopiero tak około 7.30 zrobiło się wystarczająco jasno (a było to przed zmianą czasu). Pierwsze szczyty pomimo, że niezbyt wysokie dają delikatne przygotowanie do tego, co czeka dalej- bo jest stromo, wymagająco kondycyjnie, a w warunkach jesiennych bardzo ślisko i wszystko przykryte liśćmi. Oj, liści było bardzo dużo. Bardzo. W pewnym momencie miałem ich serdecznie dość bo skutecznie moczyły buty i nogawki oraz przykrywały wszystkie pułapki: korzenie, luźną nawierzchnię, kamienie i błoto- którego też było w opór.

Kije trekkingowe- obowiązkowo.

Dalej były wymagające wejścia na Wołowiec, Kozioł i Borową- na tej ostatniej wieża widokowa, z której widać wieżę na Dzikowcu. Tutaj zrobiłem sobie 15 minut postoju w wiacie na szczycie i to był błąd. Wiało pieruńsko, więc zgrzany zmarzłem, a nie rozgrzała mnie dobrze nawet gorąca kawa i zumpka chińska. Za to wymieniłem zmoczone skarpety, wytarłem stopy, mokre skarpety schowałem pod kurtkę na piersiach aby wyschły i ruszyłem dalej... Zejście z Borowej chciało mnie zabić- stromo i bardzo ślisko.


Któreś z wejść na jedną z wymienionych teraz gór, było na mapie podpisane nazwą w stylu "Ścieżka przez mękę" albo coś podobnego i faktycznie- było wyzwaniem ale to nic w porównaniu z wejściem na Waligórę. Na szczęście to było za schroniskiem PTTK Andrzejówka, gdzie usiadłem na chwilę, skorzystałem z łazienki, zjadłem frytki, smażony ser i wypiłem szklankę ciepłego bezalkoholowego ponczu jabłkowego.

Po 6.5 godziny na szlaku, przy Skalnej Bramie, spotkałem pierwszą osobę. Kolega pytał jak tam droga na Borową i odradzałem mu wejście bez kijów trekkingowych.

Trochę byłem już przejęty bo zaczynał kończyć mi się prowiant, wody nie było gdzie uzupełnić, ale w Sokołowsku- zmoczyło mnie wtedy fest- był otwarty mały sklep. Dokupiłem jedzenia i wody. W lesie przed Sokołowskiem jest opuszczona kaplica, czy jakiś tam mały kościół- zastanawiałem się czy tam nie rozbić noclegu. Na głowę by mi nie padało, osłona przed wiatrem bardzo dobra, ale zabrałoby mi to z dwie godziny z marszu. Ruszyłem dalej.

Następny sensowny punkt noclegowy do był schron- wiata Bocianka na szczycie Stożka Wielkiego 841m n.p.m. Tam też zdecydowałem się rozbić obóz :D. Zasloniłem wejście tarpem, rozpaliłem kopcące ognisko z mokrego drewna używając kuchenki gazowej jak palnika dekarskiego xD. Wysuszyłem buty, skarpetki i kurtkę przy ognisku przesiąkając tym pięknym zapachem gryzącego dymu już do końca wędrówki.

O 18.30- po kolacji z zumpki chińskiej z kabanosami i resztek smażonego sera z obiadu- położyłem się w śpiwór i miałem najdłuższy i najlepszy sen od wielu miesięcy.

12 godzin do wschodu słońca. Wiało, a góry do mnie mówiły (serio, ten wiatr brzmiał jak rozmowa dwóch ludzi- a przypomnę, że na pewno nikogo nie było).

Połowa trasy za mną- trudniejsza i przyjemniejsza.

Połowa, czyli 35 km z 86. No ale większość przewyższeń zrobiona i podejścia dalej już nie takie wymagające.


Dzień 2.

Wstałem jak tylko zaczęło się robić jasno. Sprzątnąłem obozowisko, zabrałem wszystkie śmieci (Nie pozostawiaj po sobie śladów.), wypiłem kawę, zjadłem śniadanie i ruszyłem w dół.

Było już jasno i po jakiś 20 minutach spotkałem pierwszych ludzi, zaraz następnych więc czas wędrówki w samotności się skończył. Sobota to jednak ludzie wychodzą na szlak.


Po zejściu pojawia się pierwszy odcinek asfaltowy, jakiś zajazd przy drodze ale chyba był jeszcze zamknięty.

Lesista Mała, Stachoń, Wysoka- potem Sokółka, gdzie miałem najpiękniejszy widok i wieża widokowa na Dzikowcu, na którą przyznam nie chciało mi się wchodzić bo pizgało złem- za to wiatr wysuszył mnie konkretnie.

Szlak tutaj zaczął być już cywilizowany, szuter przygotowany pod wjazd samochodem i reszta trasy w sumie to już nie było wyzwanie.


Gdybym zaczął z tego strony- byłbym zawiedziony. Robi się- w porównaniu- płasko i bardzo turystycznie bo z Boguszów-Gorce jest tutaj wszędzie blisko.

W Boguszów-Gorce uzupełniłem zapasy w Dino, zjadłem hot doga w Płazie i poszedłem na Bożą Górę, którą możnaby sobie naprawdę odpuścić bo wygląda jak lokalna górka do walenia browarów po meczu (obok jest stadion).

Tak samo możnaby odpuścić sobie wejście na Paluch, do którego znak mówi, że jest ze szlaku 200 kroków ale kłamie- jest ich 300 (liczyłem xD).

Potem jest ostatnie chyba lekko wymagające podejście na Chełmiec, gdzie znowu jest wieża widokowa ale było sporo ludzi i nie wchodziłem popatrzeć.

Potem znowu zejście do Boguszów-Gorce i dalej drogą prowadzi już pagórkami- łąkami. Tutaj przycisnąłem aby nadrobić i chyba naprawdę szybko chodzę bo mijałem ludzi i zostawali daleko w tyle.

Ostatnie podejście na Trójgarb, w miarę ładnie, kolejna wieża widokowa, wymieniłem skarpety na suche i obkleiłem pięty plastrami hydrokoloidowymi compeed bo tego wymagały. Te plastry robią magię więc ruszyłem dalej.

I tutaj największe rozczarowanie- w sumie dwa. Wielki luj w d⁎⁎ę pracownikom leśnym zostawiającym szlak rozorany. Drugi minus- szlak prowadzi jakimiś gównianymi krzaczorami aby zrobić 100-150 m obejścia i wrócić na elegancką, leśną drogę. Absolutnie w tym miejscu to niepotrzebne.

Schodząc z Trójgarbu szedłem jeszcze przez Modrzewiec i Węgielnik i trafiłem na prawdziwe piekło- dobre 10-12 km asfaltu, płaskiego i okropnego, który zmasakrował moje biodra i stopy.

Potem już Wałbrzych, zmierzchało a przede mną jeszcze Góra Giedymina w parku (uroczy, doceniłem go pomimo zmęczenia) i zejście do dworca Wałbrzych Miasto.

Tam zjadłem zwycięską pizzę ale umyłem się najpierw w dworcowej toalecie.

Wracałem do domu sam w przedziale- więc elegancko nikomu nie śmierdziałem, a plus taki, że kupiłem bilet do przedziału z tabliczką "Rezerwacja" więc nikt się nie dosiadł (A chcieli, ale słyszałem jak się odbili bo jeden do drugiego mówił "ej tutaj jest rezerwacja" xD).


Ogólne wrażenia z trasy? Super wyzwanie, zwłaszcza pierwsza część. Trochę się przeliczyłem tym ile zrobię km pierwszego dnia- zakładałem ponad 40 ale krótki dzień i ilość podejść mnie zweryfikowały.

Za to druga część- spoko na początku aby trochę odżyć ale ostatecznie nudnawa, przeradzająca się w cholernie uciążliwa i nie satysfakcjonującą w asfaltowym odcinku.


Sama trasa Drabiny mogłaby być też w kilku punktach lepiej oznaczona, bo zdążyło mi się zejść.


Ktoś narzekał na fb, że trudu nie wynagradzają widoki. I to prawda, za to jeśli ktoś chce wyzwania to 9/10 polecam... a widoki też były, tylko nie było czasu ich oglądać. Jesień ma to do siebie, że ma swoje "momenty".


86.6 km

4200 m przewyższeń.


#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka #drabinawalbrzyska

https://www.hejto.pl/wpis/wrzucam-podsumowanie-sprzetu-garnek-z-gazem-510-g-kubek-stalowy-158-g-platypus-f


Wpis z moim sprzętem na wędrówkę.

d8ef9df5-6775-45e4-91f0-9c423ae2ce9d
d17d589e-c514-4083-9bba-79ef30be3df3
c6024c37-ef3e-4f0a-a62c-21a9332b8684
9241cb04-8da8-4a10-9b98-64d2219500e9
2aec807e-f7b8-4be3-b925-749b186765c5

nie wziąłbym tych, raczej niskich gór, pod uwagę. No

Wiele osób nie bierze ich pod uwagę ale można się tam naprawdę fajnie zmęczyć. Nieźle pospałeś widać był Ci potrzebny taki odpoczynek od świata. Na zboczach Lesistej są szczeliny wiatrowe, które wydają różne dźwięki chociaż są coraz bardziej zarośnięte i mniej słyszalne. Udanych kolejnych ciekawych wypraw!

Zaloguj się aby komentować

#rower

#rowery
#turystyka

W tym roku złapałem bakcyla na rower.
Wyciągnąłem swój złom, którym dojeżdżałem do pracy, z garażu, doprowadziłem do używalności, doposażyłem (proces w toku, widać na zdjęciu) i ruszyłem w trasy.
Można rzec, że bardzo mnie to wciągnęło.
Ale najbardziej zainteresowała mnie "rynek rowerowy", jakie rozwiązania są oferowane, co ludzie kupują itd. bo sam szukam czegoś lepszego, niż mam.

Jako że w tańszych gravelach nie lubię faktu, że na dzień dobry hamulce są do zmiany (mam uczulenie na mechaniczne hamulce tarczowe, wolę od nich szczękowe)a często i napęd (bo chcę mieć najniższe przełożenie przynajmniej 30 do 36) to patrzę na rowery z prostą kierownicą, gdzie hamulców ruszać nie trzeba, a wymiana napędu nie wymaga zakupu kosztownych klamkomanetek. Za 2400zł jakiśtam w miarę znośny napęd (zwykle z kiepskim niskim przełożeniem, ale taki los - swoją drogą, 1 do 1 to jest dobre na Wrocław, ale jak się zjedzie z asfaltu, to też potrafi zamęczyć, jak się jedzie po wilgotnej glebie na polu i roztrąca kołami suche padyle), tarczowe hamulce hydrauliczne, aluminiowa rama, amortyzowany widelec w detalu kosztujący parę stów. No krótko mówiąc - nie ma tragedii.
Ale chciałbym sobie kupić rower na sztywnych osiach, żebym mi zawsze koło wchodziło w to samo miejsce, bo z szybkozamykaczami czasem ta sztuka nie wychodzi.
Amortyzowanego widelca nie chcę. Wolałbym karbonowy. Na logikę za 600zł więcej powinno się coś dać znaleźć.

No to patrzę na rowery za 3000 - lipa. 3200? Lipa. 3800? Lipa.

4000? Kross Esker Flatbar ze schowanymi linkami - dla mnie lipa. Praktycznie brak miejsca na błotnik z tyłu. Cues - fajnie, ale napęd 1x10 to trochę słabizna, suport na kwadrat, korba bez osłony zębatki. No trochę trzeba doinwestować. Więc ogólnie odpada.
Mariny za 4000? Bez sztywnych osi.


Za to jest gravel felt broam 60 w jakiejś obscenicznie niskiej cenie (CZEMU on jest taki tani?) z karbonowym widelcem, gdzie co prawda napęd i hamulce są do utylizacji, ale chociaż jest tanio


Czemu do cholery nie da się kupić roweru bez baranka na sztywnych osiach i ze sztywnym widelcem bez wydawania góry siana?
Czy serio świat rowerowy zamyka się w 4 grupach:

  1. bieda, nic nie ma sensu, zawsze czegoś istotnego brakuje (np. rower fitness Polygon Path - prosta kierownica, sztywne osie, hamulce hydrauliczne, ale napęd to cholera Tiagra 1x10, gdzie najniższe przełożenie to bodaj 48 x 34, czyli zjeżdżam z asfaltu i prowadzę rower, jak się teren robi trudniejszy)

  2. gravel

  3. MTB

  4. do wyboru, do koloru 4000+?

    Jak tak dalej pójdzie, to serio też gravela kupię (albo tego broama, albo używkę np. Eskera 4.0 bo stalowa rama z zewnętrznymi linkami) wrzucę kolejne 1500zł na napęd, kierownicę (ma być chińska wersja Surly Corner Bar), lepsze hamulce i jakoś to będzie?

Czy może jest jakiś rower który by mi podpasował (taka "dobrze skonfigurowana baza do rozbudowy" w kierunku długich tras z jakimś bagażem, mieszany asfalt, drogi polne i leśne, błocko, ale bez żadnych powaznych offroadów i szaleństw na zjazdach) , tylko słabo szukam?





e6473433-0dc0-488a-9570-398ee3e3ebd0

@wonsz O, fajny, fajny :) Tu i ówdzie coś się pojawi. Ale chyba mój "corner bar build" szlag trafi w tym tempie. Jeszcze zobaczę, może sobie to zamontuję na moim decathlon speszjal, będzie najbardziej dojebany rower za 800zł w dzielnicy.

Zaloguj się aby komentować

Jawor to miasto położone w województwie dolnośląskim znane przede wszystkim z wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Kościoła Pokoju. Oprócz tego zobaczyć można tam pozostałości murów obronnych, ciekawy rynek i piękny ratusz. Jawor włączam do projektu “Miasta stojące murem”.


Zapraszam do tekstu na blogu.


Co ciekawego zobaczyć w Jaworze?

  • Kościół Pokoju w Jaworze to prawdziwa perełka i unikat wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zbudowano go w mniej niż rok w latach 1645-1655 w konstrukcji szachulcowej z gliny, drewna i słomy.

  • Pozostałości murów obronnych z XIII wieku, których przetrwało blisko 250 metrów z około 1300 metrów, a także basztę Strzegomską.

  • Kościół św. Marcina z przełomu XIII i XIV wieku.

  • Muzeum Regionalne w Jaworze, które mieści się w dawnym klasztorze bernardynów przy Franciszkańskiej. W jego skład wchodzi kościół NMP z końca XV wieku, a także zabudowania klasztorne z tego samego okresu. We wnętrzach muzeum można zobaczyć bogate zbiory archeologiczne, etnograficzne i militarne. W części kościelnej zachowały się fragmenty polichromii z przełomu XV i XVI wieku.

  • Rynek z ratuszem, którego wieża powstała przetrwała od czasów średniowiecznych.

  • Zamek Piastowski, który zbudowano w XIII wieku. Niestety dzisiaj jest on nieco zaniedbany.


-------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje

Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej


#antekpodrozuje #polska #dolnoslaskie #dolnyslask #jawor #podroze #podrozujzhejto #turystyka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #architektura

b4434308-385c-4a8e-a4c0-a00b07986957
2b5bb959-8721-40a0-ac22-2c0d3259d637
e101ad15-15df-4141-9b33-486d491bb240
71c732a0-7495-4c61-bccb-4a22d492441f
8f5afde8-a8db-427d-a685-d4ca79b77962

@antekwpodrozy ależ bogate zdobienia i malowidła w tym klasztorze. Aż sobie googlnąłem. Metoda szachulcowa pełną gębą. Jak Bawaria, tylko jeszcze w środku!

A ryneczek zabawny, trochę jak szachownica :D. Dzięki za ciekawostkę

032de0d1-52bb-4502-aeef-8b642633fc0d
b7d2973e-374a-4f6b-913c-26bdbdab8b43

Fajen wpis! Osobiscie bylem tam raz w życiu, przelotem pod wieczór i dawno temu...wychodzi na to, że warto zatrzymać się choć na chwilę dłużej.

@Sweet_acc_pr0sa zaniedbany trochę jest ale mam do niego wielki sentyment, nocowaliśmy tam parę razy bo jest sympatyczny hotel a nastrój miasteczka coś w sobie ma. Teraz częściej lądujemy w Jeleniej Górze.

Zaloguj się aby komentować

Wrzucam podsumowanie sprzętu.


Garnek z gazem 510 g

Kubek stalowy 158 g

Platypus filtr wody 80 g

Kuchenka z zapalniczką (osobna) w opakowaniu 166 g

Tarp 996 g

Mata Naturehike 4.6 z workiem do dmuchania 738 g

Kawiarka 260 g

Kije trekkingowe w pokrowcu 617 g

Nożyk składany 51 g

Łyżka 23 g

Śpiwór 1698 g

Plecak 60+10 l 1950 g


Łączna waga: 7 247 g (≈ 7,25 kg)


(Oprócz plecaka- wszystko inne waga realna zważone na mojej wadze kuchennej.)


Dodatkowo miałem około 2kg prowiantu:

10x baton regeneracyjny Decathlon karmelowy 60g

2x zupka chińska Ramen

1x paprykarz szczeciński 310g Łosoś Ustka

1x mix suszonych owoców 300g (po 100 gram suszonych jabłek, bananów i kiwi).

4x chleb wiejski z masłem i szynką


Po drodze zjadłem smażony ser, frytki surówka w schronisku Andrzejówka a gdzie mogłem dokupowałem prowiantu. Twarogu najadłem się przed podrożą- stwierdziłem, że potwarożę dobrze po powrocie.


Ubiór:

Spodnie Columbia landroamer II utility pants (kupiłem specjalnie na tę wyjście bo nie miałem odpornych na wiatr i hydrofobowych)- bardzo dobre, wygodne polecam, dosyć cienkie ale wychodzę z założenia, że lepiej mieć dodatkową warstwę pod spodem niż się wkurzać i pocić.

Buty Asics Fuji speed 2 - buty do biegania trailowego, zrobiłem w nich ponad 700 km na pewno więc sprawdzone, szybko schną.


Kurtka przeciwdeszczowa 4f membrana neodry 5000- mam ją dwa albo trzy lata i o nią nie dbałem więc reaktywowałem membranę w pralce ze środkiem do impregnacji i dało radę, nie przemokłem nawet przy jednej półgodzinnej ulewie, a bardzo dobrze chroniła przed tym cholernym wiatrem

Czapka z daszkiem forclaz

Buff jakiś reklamowy, bylajaki z roboty- rozdawali tego na pęczki

Rękawiczki z polaru- najtańsze z Decathlona- szybko schły, dosyć ciepłe, na tę pogodę idealne

Polar bluza Columbia- na zmianę z kurtką ale na podejściach musiałem wybrać i wybrałem kurtkę bo jednak padało. Spałem w nim jednak.

Komplet odzieży termo z wełny merino- do spania, potem zdjalem na szlaku bo jednak za ciepło.

Skarpety x2 pary- wełna 51 elastan 49- idealne, ciepłe, miękkie, dosyć grube więc dobrze chroniły stopę, sprawdzone bo mam ich chyba z 15 par, szybko schły.

Koszulka do biegania kiprun x2 (druga, czysta na powrót)


Wyposażenie:

Kupiłem przed wyjazdem śpiwór w promocji za chyba niecałe 500 zł


Mammut aputi -1 comfort- był naprawdę wygodny, ciepły i cieszę się z tego zakupu pomimo, że to syntetyk, ale wchodzi do dolnej kieszeni plecaka.


Plecak Simond Forclaz mt 500 Air 60+10l- też kupiłem na ten wyjazd bo była promka na -20 % od ceny regularnej i jest świetny, pakowny, przemyślany, z dostępem od przodu, dobrze wentylowane plecy, dobrze leży na biodrach i fajne kieszenie na przekąski na pasie biodrowym, z pokrowcem przeciwdeszczowym, który miałem założony przez 80% czasu.

Aaa... Jeszcze jedno. Uchwyt na butelkę/bidon po prawej stronie plecaka- genialny! Dostęp po sięgnieciu ręką za siebie, łatwe odkładanie. Nie trzeba plecaka zdejmować, żeby się napić. RE-WE-LA-CJA


Mata Naturehike r-value 4.6- z tym miałem największy problem bo chciałem coś małego ale nie chciałem wydawać 800 zł za nazwę i muszę powiedzieć, że za 330 zł (zakupiłem na Amazon) chińczyk pozamiatał- wygodna, bardzo ciepła, nie szeleści, worek do dmuchania w zestawie. Bardzo się cieszę z tego zakupu i idzie druga z Chin do mnie w kształcie mumii z r-value 5.8- myślę, że też sobie zostawię za 280 zł- będzie jak namówię młodego.


Garnek Firemaple G2 750 ml- bardzo fajny, z pokrywką i wycięciami w promienniku na dole pasującymi do kuchenki (też najtańsze Firemaple). Wchodzi do niego kartusz gazowy 230 bez problemu.


Tarp- nie ma o czym mówić, coś najtańszego z Norwegii ale mam go już trochę i robi robotę. Może mógłby być lżejszy ale jest wytrzymały.


Kije trekkingowe Staur - też z Norwegii przywiozłem, zapłaciłem 500 koron (~180 zł) niby w promocji z 1000 (tyle jest na stronie producenta również). Sprawdziły się, nie pogieły, tylko połamałem jeden z talerzyków na kamieniach ale to detal. Fajnie się składają na trzy części więc dosyć kompaktowe.


Generalnie, uważam, że spakowałem się rozsądnie, była jeszcze niewielka apteczka w worku strunowym (płyn do dezynfekcji, dwie pary rękawiczek, kilka gazików jałowych, plaster-bandaż, dwie tabletki przeciwbólowe, 8 plastrów hydrokoloidowych compeed), 10 metrów cienkiego wytrzymałego sznurka. I druga para gaci na zmianę. Papier toaletowy i chusteczki do dezynfekcji rąk małe opakowanie.

Wziąłem dwa powerbanki jakieś noname i to zdecydowanie do poprawy bo wystarczyło trochę chłodu i jeden padł błyskawicznie, a drugi dał mi 50 procent baterii w telefonie i też umarł a powinien naładować go w teorii dwa razy. Następnym razem kupię coś sprawdzonego.


Do tego starałem się mieć zawsze zapas wody minimum butelka 1.5l ale przy każdej możliwości uzupełniałem aby mieć dwie takie. Niby miałem filtr do wody ale strumieni było co kot napłakał, a jak już były to ja miałem wodę.


Czy z czegoś mógłbym zrezygnować? Na pewno z kawiarki i kubka, ale nie chciałem. Co to za życie jakbym nie miał zacząć dnia na szlaku kubkiem dobrej kawy na szczycie oglądając wschód słońca.


Większość sprzętu wziąłem na test z myślą jak sprawdziłby się przy dłuższych wędrówkach i myślę, że taki zestaw dałby radę. Może przy tak wietrznej pogodzie faktycznie zamieniłbym tarp na namiot jakiś lekki, ale to na pewno nie w tym roku i po testach będę mocno rozważał chińską markę Naturehike. Taka dygresja- albo amerykańskie i europejskie marki zejdą z marży albo będą w dużych kłopotach. Bo z luźnych obserwacji na razie lepszy to mają marketing i reklamę wśród youtuberów. Stosunkiem cena/jakość Chińczycy biją je na głowę.


Edit. Nie wspomniałem, do nawigacji używałem mojego zegarka Garmin Enduro 2

z wgranym plikiem gpx z śladem trasy. Gdyby nie taki sposób nawigacji kilka razy zboczyłbym ze szlaku, ale wtedy zegarek po 60-70 metrach zaczynał drzeć ryja. xD Uwielbiam go, a lampka LED robi robotę na nocnym i wieczornym obozowaniu.

#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka

1ea2fbee-1400-4768-bb71-a20b2d7495bc
9ad1da70-5a49-42ef-a318-0c038b0f7358
4d214d54-6d84-4218-9cc5-ac6992d89814
0515cad7-42e5-4ad2-916f-83d511c91041
a776709f-cd5a-452a-a27d-440e1e2c18d3

Od kilku lat używam i polecam znajomym namiot Naturehike Cloud UP 2. Fajny jest również Mongar bo ma dwa wejścia i więcej miejsca w środku kosztem ciut większej wagi.

9dc561e0-8d2f-4586-9491-9fcb5ed0031e

@AdelbertVonBimberstein u majfriendów często jest poniżej 400 zł plus kody jakieś i cena robi się fajna . Tylko patrz na wersję z dodatkową podłogą bo chroni dość dobrze przed przebiciem cieniutkiej podłogi w namiocie.


https://a.aliexpress.com/_EJ5lNF2

@Opornik compeed najlepsze, nie bierz innych bo się odklejają. I to jest fajne bo zaklejasz zerwany pęcherz i normalnie możesz chodzić. Coś tam czujesz, że jest rana ale bez przesady. Ile razy mogłem dzięki temu biegać to nie zlicze.

No i nie zdejmujesz dopóki sam nie odpadnie bo robi taką szczelną barierę pomiędzy raną a czynnikami zewnętrznymi.

@AdelbertVonBimberstein Albert, te kijki na pewno nazywają się Staur? Może Stavar? Bo szukam i szukam i nie mogę znaleźć.

Zaloguj się aby komentować

Wyruszyłem wczoraj o 6.20 z dworca Wałbrzych Miasto. Dzisiaj około 18.40 w tym samym miejscu ukończyłem swoją Drabinę Wałbrzyską.


  • Dystans: 86.6 km

  • Wznios: 4 264 m

  • Kroki: 107 274

  • Kalorie spalone aktywne: około 10 500 kcal (garmin zawsze zaniża na turystykę)

  • Czas ruchu: 16:00 godzin

  • Czas całkowity aktywności (uwzględniając postoje i nocleg): 36:42 godziny

  • Sen: prawie równo 12 godzin na szczycie Stożek Wielki 900m n.p.m (ciepło było mega śpiwór)

Jem pizzę a w domu na spokojnie pojem Twarogu.


Wrażenia z trasy opiszę jutro.


#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka #drabinawalbrzyska

90adff64-a6bb-4b19-affe-a50930b59b03
1551cf29-bfdd-4e2b-b0dc-f62954b01445
8dc66bee-867f-479f-8a57-ac78fb7cba95

@AdelbertVonBimberstein łe, liczyłem że jednak będziesz spał w lesie


jutro jak odpoczniesz pochwalisz się szpejem, interesują nas twojej wielkie długie sztywne kijki.

Gromy to pewnie zły wybór na taką trasę? nie mają wzmocnienia w kostce więc łatwo skręcić na kamieniach.

@Opornik szedłem w Asics Fuji speed 2 (kiedyś były pomarańczowe) i to są buty do biegania trailowego i uważam, że to był bardzo dobry wybór. Patrzyłem na prognozę pogody i miało sporo przelotnie padać,a wyszedłem z założenia, że każde buty w końcu przemokną... a te są lekkie, przemakalne ale za to bardzo szybko schną nawet na nogach (a 10 minut przy ognisku wysuszyło je na wiór). Za to buty z jakąś membraną- machający papaj- miałem kiedyś Salomony Quest Element i fajne były ale jak już dostały wody to schły ponad dobę.


Dodatkowo, te asicsy mają wkładkę karbonową i wydaje mi się, że zrobiła robotę na zejściach - a to,że nie skręciłem nogi zawdzięczam tylko kijom i super uwadze na schodzeniu (co i tak nie uchroniło przed kilkoma potknięciami).

Generalnie o ile nie ma śniegu i minusów jakiś polecam lekkie buty trailowe.

c0f5d73e-561c-424f-b325-4844d979f21e

@Opornik nie mają wzmocnienia w kostce więc łatwo skręcić na kamieniach

Biegam ponad 10 lat po górach, potrafię przejść jednego dnia 100 kilometrów po różnych pagórkach i to wszystko w niskich butach. Nigdy nie miałem skręconej kostki i nie wyobrażam sobie tego w wysokich butach, które zakładam jedynie zimą ze względu na ich ocieplenie i żeby śnieg nie wpadał do skarpety.

@yoowki Polecam suchy czas. Szedłem nie na super lekko ale takie minimum do nocowania w dziczy i bez wody miałem 10 kg bez kilku deko + zawsze tak 1.5-3l wody (uzupełniałem przy każdej okazji).

Z niezbędnych rzeczy- kije trekkingowe i duży zapas kcal bo jest odcinek tak ze 30 km bez żadnego zaopatrzenia (przynajmniej ja nie znalazłem) xd.

@AdelbertVonBimberstein znam te góry, bo mam blisko i dość często bywam, większość trasy mam schodzone i wiem jak upierdliwe są tam podejścia, nigdy jednak nie robiłem całej drabiny na jeden wypad. Muszę się w końcu zmotywować 🙃.

Zaloguj się aby komentować

Zrobiłem 35 km dzisiaj (więc przy okazji jedno zadanie wpadło ale to później się rozliczę)i 2293 m przewyższeń więc trudniejsza połowa za mną. Trochę mnie pierwsze 15 km zweryfikowało bo pogoda jest jaka jest, liści pełno a pod liśćmi pułapki: błoto, luźne kamienie, korzenie.

Dodatkowo bezsenna noc zaczęła się dobijać tak około 14⁰⁰.


Jakbym nie miał kijków trekkingowych to bym to rzucił w pizdu i wrócił do Wałbrzycha bo ryzyko kontuzji byłoby zbyt duże, a pierwsze kilometry w stronę Wołowca nie są zbyt urokliwe...

Za to potem teren normalnieje, las zamienia się na bardziej iglasty.


Mam nadzieję skończyć to jutro ale jak będę widział, że coś jest nie tak to na spokojnie w niedzielę. Nie po to to robię aby komuś albo sobie coś udowodnić ale aby mieć przygodę.


No i dzisiaj śpię tak, a jakby nie było chmur to widok byłby taki (kilkaset metrów wcześniej zdjęcie zrobione).

Mam nadzieję na piękny wschód słońca.


#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka

927e46a6-55f1-420a-ae75-51feb94a5e28
89fc93c5-2cba-432e-9377-bebf1bf3d70e
37d49b05-7e14-44ac-9d09-b66893dad10a
d2c00d1d-e483-4cf4-9893-8e94fa5e22e1
25cc6bd5-fa56-4a29-b8d7-cef9a61ba7a6

Zaloguj się aby komentować