@Heterodyna jaką masz fotopułapkę? Bujam sie już jakis czas z chęcią zakupu i nie może być za droga bo właśnie boję się kradzieży a jednocześnie nie chcę kupić czegoś co nie będzie trzymało na bateri i będzie kiepskie. Podasz jakieś detale jak na przykład - na ile zostawiasz? jakie baterie czy aku?
@Fletcher miałem identyczne rozkminy. Poprzednią kupiłem na allegro za 350, czyli prawie najtańszą. Po 2 latach zajebali. 2 miesiące temu kupiłem na aliexpress za 180, praktycznie klona tej pierwszej.
Teraz widzę, że za 153 można kupić. One wszystkie (te do 250 - 300) robione są na jedno kopyto, różnią się trochę obudowy. Funkcje maja identyczne, menu wygląda bardzo podobnie, dostępne tryby pracy i jakość produkowanych materiałów również.
Zasilanie: 8xAA
Zaglądam do niej co około miesiąc. Od marca do listopada baterie dają radę bez problemu. W zimie różnie bywa. Jak jest -10° to miesiąca nie wytrzymują i kamerka robi pod koniec już krótkie, kilkusekundowe filmy.
Nie używam ładowanych aku. Najlepiej, o ironio sprawdzaja się nołnejmy z actiona.
@Heterodyna sobie właśnie tak rozmyślałem czy nie lepiej jednak aku bo 8xAA to spory(względem ceny sprzętu) wydatek i w pewnym sensie ciągła opłata za użytkowanie. Ale jak mówisz, że miesiąc starcza to może nie ma tragedii?
No i ostatni już dziś spam Bo zaraz znów zaczynam weekend.
V doroczny spływ orgaznizowany przez moją skromną osobę, dla moich niezrównoważonych znajomych dopięty na ostatni guzik!
W tym roku (jak zwykle ambitnie) planuję ich przeciągnąć przez 31km rzek bo w tym roku będą dwie! Wel i Drwęca.
Ale w razie komplikacji mamy też plan minimum czyli niecałe 25km.
10 osób, 9 kajaków, 30km i jakieś 8 godzin na wodzie - już nie mogę się doczekać!
Jest i on - plan 5. edycji organizowanego przeze mnie spływu :D
Jak zawsze w głowie jest jakiś plan to w procesie twórczym często ulega on zmianie - tym razem jakoś tak wyszło, że dorzuciłem kolejne 7km i idziemy na nasz rekord, czyli całkowitą długość 31km! Jak na jednodniowe pływanie z dojazdami uważam to za dość godny wynik ;P
Spływ rozpoczynamy na moście drogowym w Kuligach, na ostatnich 12km rzeki Wel, (którą od wsi Wery i Jeziora Tarczyńskiego będziemy mieli spłyniętą w całości 68km). Początkowy etap naszego spływu jest dość uciążliwy i mocno zwałkowy, nawet 25% czasu to przeciąganie kajaków przez przeróżne konfiguracje przeszkód, czekają nas też dwie przenoski - elektrownia w Kaczku oraz młyn w Bratianie - przy którym planuję przerwę obiadową i w zasięgu nóg jest sklep (250 metrów), a nawet McDonald's (1km xD).
Po przerwie pakujemy się na ostatnie 200 metrów Welu i wpływamy razem z nim do Drwęcy na jej 142km od ujścia do Wisły. Drwęca jest dużo bardziej nizinną rzeką, spokojną i rekreacyjną, bez zwałek, których nie da się ominąć i konieczności wysiadania, zakładam dwukrotnie większe tempo dlatego dorzuciłem nam dodatkowe kilometry ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Drwęcą przepływamy obok wsi Mszanowo i po około 5km dopływamy do Nowego Miasta Lubawskiego, przepływamy pod trzema mostami, mijamy miasto i wypływamy na jedną z najbardziej meandrujących pradolin rzecznych w Polsce. Płyniemy tu w większości otwartym terenem i po kolejnych 5km dopływamy do Kurzętnika gdzie początkowo mieliśmy zakończyć (po ok. 24km), ale jeżeli tempo będzie dobre i wszyscy w formie to dokładamy jeszcze 7km i zakończymy na moście drogowym między Kaługą i Nielbarkiem po 31km.
@zuchtomek Dziś pola namiotowe i campingowe, to jest już wypas. Kilka lat temu byłem na kajakach ze znajomymi. Pole namiotowe z kilkoma wiatami, gdzie można zjeść posiłek. Oczywiście full zestaw wtyczek, ładowarek i gniazdek do dyspozycji. Toaleta w osobnym "domku" z wszelkimi wygodami.
No ale jestem tak stary, że pamiętam takie pola jak na obrazku wyżej. Jeszcze krótko po roku 2000 taki funkcjonowały i sam tak śmigałem nad morze z dziewczyną. Spaliśmy w namiocie dwójce, żeby podłączyć telefon, który moja luba już wtedy miała trzeba było iść po prostu do portierni przy wejściu i poprosić o możliwość skorzystania z gniazdka a jak nie miało się ze sobą turystycznego stolika, to jadło się siedząc na kocu przed namiotem.
@WatluszPierwszy No ja na PRL się nie załapałem, ale pierwsze nastoletnie wypady na namioty to właśnie w takie miejsca, albo w ogóle na dziko.
Z pól namiotowych upodobaliśmy sobie jedno w ośrodku nad jeziorem Partęczyny Wielkie - pole do teraz istnieje, aczkolwiek z szaletami i łazienkami (mają zresztą pobudować nowe sanitariaty) oraz słupkami z prądem. Za naszych czasów były po prostu 'koryta' z kranami i wodą zapewne prosto z jeziora
Nie mieliśmy telefonów, nikt nawet nie miał aparatu kompaktowego - za to szło się tam gdzie było głośno i zawsze człowiek kogoś poznał :D
Zresztą - ośrodek odwiedzam co roku chociaż na weekend, a czasem jeździmy tylko na jeden dzień na kąpielisko - uwielbiam to miejsce i wspomnienia młodzieńczych czasów
@WatluszPierwszy pod koniec lat 80 jak z rodzicami jeździliśmy pod namioty do Dąbek to już były murowane sanitariaty z ciepłą wodą, więc to też pewnie kwestia miejsca, bo samo pole wyglądało właśnie tak jak na zdjęciu.
w tym roku drugi raz z rzędu jedziemy pod namioty na 20 dni i właśnie prąd w namiocie, sanitariaty na wypasie, wspólna wiata kuchenna z 4 palnikami i dwoma zlewami, mnóstwo miejsca, jakieś animacje dla dzieciaków, wszystko za cenę 4 dni w domku na ośrodku obok...