Ludzie rodzą się i umierają, a pokolenia przemijają. Dzieła sztuki jednak są w pewnym sensie ponadczasowe. Są nośnikami przeszłości, a tym samym stanowią horyzont dla hermeneutycznego poznania dawnych narracji i sensów. Tym samym stają się historycznymi mostami między tym co było i jest. W tym leży ich niezwykła wartość którą należy bronić. Myśl, że to dzieło miałoby zostać zniszczone, albo stać się jedynie pamiątką po dawnej świetności przemijającej cywilizacji jak ruiny Koloseum stały się pamiątką po Imperium Rzymskim napawa mnie niesłychanym żalem. Zdecydowanie dużo bardziej przejmuje się losem Mona Lisy niż losem ludności krajów trzeciego świata.
Jeśli jakieś dzieło zostało szczegółowo zbadane i zdigitalizowane (czy też zrobione jego wierne kopie w inny sposób) to w takiej formie nadal jest mostem pomiędzy tym co było a jest i umożliwia "poznanie dawnych narracji i sensów". Jaki sens ma wtedy przywiązanie do jego fizycznej formy? Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki ani nie dotkniesz, co najwyżej obejrzysz w muzeum ufając, że to na co patrzysz nie jest właśnie kopią, bo oryginał leży np. bezpiecznie w magazynie. Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik... No chyba że nośnik sam w sobie jest sztuką
Fakt, że pod obrazem Malewicza znajduje się inna kompozycja pozostawał do tej pory niezbadany, choć specjaliści z moskiewskiej galerii od dawna sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty. Krakelury pokrywające obraz odsłaniały bowiem tajemnicze przedstawienie znajdujące się pod spodem dzieła.
Zaskoczeniem było jednak odkrycie, że spód obrazu, wykonanego dokładnie sto lat temu, kryje nie jedną, a dwie kompozycje.
Wiele obrazów potrafi zaskakiwać nawet kilka wieków później. Nigdy nie można być pewnym czy jakieś dzieło poznało się w 100%.
Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki
To wystarczy. Dzieła sztuki nie muszą istnieć dla pospólstwa. Zawsze jest jednak opcja by się dorobić i kupić oryginalne teksty.
Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik...
Bardzo prymitywne i płytkie podejście. Zdecydowanie inne miałem wrażenie oglądając obrazy w formie ich zdjęć w telefonie i inne gdy widziałem je na własne oczy. Zupełnie inne doświadczenie. Natomiast robienie masowo kopi danego dzieła pozbawia ich aury jak pisał Walter Benjamin. Dzieło dlatego ma wartość, że jest wyjątkowe. To co masowe i powtarzalne nie ma dla nas większego znaczenia. Nie przywiązujemy jako cywilizacja większej wagi do masowo produkowanych krzeseł czy długopisów. Jednak Krzesło Świętego Edwarda to już cenny zabytek.
Pytanie jednak jest filozoficzne. Czy można oderwać treść od ich fizycznego nośnika. Odpowiedź moim zdaniem jest oczywiście w tym przypadku negatywna. Przesłanie które niesie ze sobą obraz często jest unikalne dla danego dzieła i nie da się go przełożyć na słowo pisane. Inaczej malarstwo nie miałoby sensu.
sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty
to kluczowe zdanie... Pisałem o dziełach, które są gruntownie zbadane, choć oczywiście może się zawsze zdarzyć sytuacja, że coś zostało przeoczone. Nie to że jestem za tym, żeby jakieś dzieła sztuki niszczyć, odnoszę się bardziej do przedstawionego przez ciebie systemu wartości. Jeśliby gdzieś dajmy na to zjarała się jakaś galeria i stracilibyśmy bezpowrotnie sławne obrazy to jest duża szansa, że są one już powielone, obfotografowane, zeskanowane i opisane w wielu pracach naukowych. Los ludzi z trzeciego świata (gdzie sami byliśmy w zasadzie trzecim światem jeszcze całkiem niedawno) jakoś w głębi duszy bardziej mnie obchodzi, co oczywiście nie znaczy że zaraz rzucę wszystko i pojadę do nich wspierać ich swoją wiedzą czy kasą bo w systemie wartości rodzina, przyjaciele, czy nawet własny komfort życia nadal stoją i tak wyżej. Zamalowane kawałki materiału zwyczajnie są po prostu niżej, bez znaczenia co przedstawiają. Inny przykład - mamy do wydania 100 baniek na renowację jakiegoś dzieła sztuki lub na pomoc dla głodujących w jakimś kraju - mojej odpowiedzi po tym co napisałem powyżej możesz się już chyba domyślić
W Szkocji wreszcie trafił się ciekawszy sezon Scottish Premiership. Heart of Midlothian szli jak burza. Niestety skończyło się, jak zawsze i mistrzostwo zdobył Celtic. Szkoda. Bardzo mocno ściskałem kciuki za Hearts. Pojawiły się nawet teorie o korupcji w lidze. Na ile słuszne, nie mam pojęcia aż tak mnie ta liga nie interesuje. Niemniej Celtic dostał to mistrzostwo niemal w prezencie od sędziów.
Tego typu dowcipy są mega popularne wśród ludzi w szerokich okolicach 50 roku życia. Charakteryzują się dopierdalaniu drugiej osobie - najczęściej żonie lub mężowi, więc powinna być to ukochana osoba, a nie wróg - a także brakiem zrozumienia potrzeb, dialogu między stronami i frustracji z tego wynikającej. Te żarty są też świetnym odbiciem tego, jak wygląda typowy związek ludzi z tego pokolenia. Ciekawe, że to bawi
Polaka od Niemca to różni, że Polak biurokracji z natury nienawidzi, a Niemiec kocha. Takie słowa powiedział mi kiedyś mój ojciec i miał moim zdaniem pełną racje. Wynika to z tego, że Niemcy ucieleśniają pierwiastek Apolliński jak żaden inny naród w Europie, a Polacy reprezentują ducha Dionizyjskiego. Polak rodzi się nietzscheanistą i pozostaje nim chyba, że przechodzi na protestantyzm albo dołącza do grona wielkomiejskiej lewicowo-liberalnej bohemy i zaczyna się wstydzić własnego pochodzenia, a więc i samego siebie. Wtedy zaprzecza narodowym instynktom, ale też nie może się w pełni od nich uwolnić. Staje się tym samym człowiekiem ułomnym i okaleczonym na duszy.
Nietzsche dostrzegł dionizyjską naturę w naszym narodzie i dlatego określał się mianem polskiego szlachcica. Polakiem kieruje namiętność, a nie racjonalizm. Jeśli ktoś powołuje się na Nietzschego i gardzi Polską to oczywistym jest, że Nietzschego i jego filozofii kompletnie nie zrozumiał. Zresztą jeśli gdzieś jego myśl była w jakiś sposób kontynuowana to właśnie w Polsce w postaci filozofii czynu którą reprezentowały takie postacie jak Brzozowski czy Stachniuk. Hitler z kolei chciał zreformować kulturę Niemiecką by była bardziej Dionizyjska. Widać to w jego uznaniu dla woli przywódcy i narodu jako głównego siły napędowej dla rozwoju. Nie wyszło mu to jednak i dlatego przegrał wojnę.
Alkusy, to patusy i nic nie zmieni mojego zdania. Idę sobie z dzieciakami na niedzielny spacer i wszędzie widzę walające się butelki po alkoholu. Dlaczego ci debile mają taki problem z podejściem do kosza, który jest kilka metrów dalej? Dlaczego w parku nie walają się butelki po sokach, wodzie, nawet puszki po energetykach widzę rzadziej.
Kilka razy się po prostu wk...iłem wziąłem worek na śmieci i sami z synami posprzątaliśmy ile się dało, ale to jest walka z wiatrakami.
I co to jest za moda z tym robieniem wystawek z butelek. Zamiast to już zostawić pod ławką, to nie... trzeba postawić na tablicy informacyjnej, na parapecie sklepowej witryny, na stole do ping-ponga...
Śmiej się, ale rano, jeszcze w półśnie miałem wizję, że jestem jeszcze w jakiejś szkole do 15:00, a później muszę odrobić 8 godzin w pracy, bo nie byłem dziś