Vimes milczał. Wonse lubił napawać się cudzymi porażkami. A z takimi ludźmi zawsze ma się szansę. Co innego dawny Patrycjusz - to trzeba mu przyznać. Jeśli chciał kogoś zabić, ten ktoś nie zdążył o tym usłyszeć.
Mieczysław Gorzka poszerzył repertuar swoich książek. Do tej pory czytałem wyłącznie jego krwiste kryminały, a tutaj mamy raczej komedię kryminalną. Muszę przyznać, że to była dobra decyzja.
To powiedzmy trochę, ale nie zdradzając zbyt wiele o tej książce. Żył sobie pan Alojzy Stawicki w stylowym pałacu, w jednej z podwrocławskich miejscowości. Chociaż tak naprawdę długo nie pożył. Alojzy był człowiekiem majętnym i bardzo hojnym. Nad życie kochał swoich wnuków: Bartosza i Szymona Dziubków. Swoim umiłowanym wnukom, którzy mają około 30 lat, co miesiąc przelewał na konto po sto tysięcy złotych na drobne wydatki. Szymon jest księdzem, pełni posługę wikariusza w jednej z parafii. Zawód Bartosza jest bliżej nieokreślony. Na pewno w zakresie jego zainteresowań są dziewczyny i notoryczne przegrywanie dziadkowych pieniędzy w kasynach.
Zaraz na początku dowiadujemy się o metodzie podrywania kobiet „na szkota”. Całkiem interesująca technika. Zapoznajemy się też z muzyką zespołu KAT. Nie wolno zapomnieć, o osobie siostry zakonnej, o imieniu Gabriela.
Nadszedł ten dzień, kiedy Alojzy Stawicki pożegnał się z tym światem. Wnukowie są świadomi, że zostali jedynymi spadkobiercami dziadkowej fortuny. Ale nie tak szybko i łatwo… Jeszcze za życia Alojzy wszystko zaplanował. Krok po kroku, co musi się stać po jego śmierci. Wnukowie dostaną po 25 milionów złotych, tylko pod jednym warunkiem. Dziadek doskonale znając słabości wnuków i ich wzajemne relacje, wyznaczył im specjalne zadanie. Jego wykonanie w całości spowoduje, że zostaną bogatymi. Nad testamentem Stawickiego czuwa jego wieloletni mecenas.
Dzielni wnukowie podejmują się, aby spełnić wolę dziadka. Mają na to 40 dni. Tym samym zaczyna się komedia pomyłek, wiele czarnego humoru i ciąg nieoczekiwanych zwrotów akcji. Poznajemy też uroczą policjantkę, Igę Mauer, która odegra niebagatelną rolę w tej powieści. Autor często nawiązuje także do wcześniejszych lat z życia Alojzego i innych osób pojawiających się na kartach tej książki.
Rozdziały są krótkie, a każdy jest zatytułowany. Tytuł bezpośrednio nawiązuje do treści w nim zawartej. Fabuła w całości jest fikcją literacką, dobrze skomponowaną. Z pewnością uśmiech często zagości na twarzy czytelnika. Można stwierdzić, że dziadek po swojej śmierci wychował wnuków. Ogólnie zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Książkę najlepiej czytać lub słuchać, popijając Cytrynówkę. Ten trunek zdominował wszystkie inne i wniósł wiele podniosłych chwil do treści.
Jak najbardziej polecam tę pozycję. Wysłuchałem jej z przyjemnością.
Siatkarze już czwarty raz z rzędu zagrają o medale mistrzostw Europy! W dzisiejszym ćwierćfinale w wielkim stylu pokonali Niemców 3:0 (25:23, 25:17, 25:17) w Sofii.
Jedziemy do Mediolanu zagrać z Belgami lub Słoweńcami.
Zdradzieckie Legiony zdobyły pierwszy ważny przyczółek wokół Pałacu Imperatora. Lojaliści świadomi, że ich zasoby nie są nieskończone, muszą podjąć trudne decyzje.
Dan Abnett namalował książkę serią wymownych obrazów: smutnych, wzniosłych, brutalnych, często symbolicznych.
Niemal na samym początku zdarzyła się wpadka w kilku dialogach. Zamiast teatralnej maniery, trafily się zbyt potoczne, w jaskrawie niepasujący sposób. Rozumiem, że tak mogą mówić cywile, najemnicy czy rekruci, ale nie melancholijny i raczej powściągliwy Aksymand, a przeklinający Jaghatai Khan to już przesada. Odniosłem wrażenie jakby aktor wypadł z roli albo jakby te fragmenty dialogów napisała zupełnie inna osoba. Na szczęście później już wszystko wraca do normy.
Autor ponownie po mistrzowsku operuje formą. Da się zauważyć, że fragmenty opisujące Sanguiniusa są malownicze i heroiczne, zaś te dotyczące legionistów Imperialnych Pięści wyróżniają się bardziej uporządkowaną strukturą i surowym językiem (wyraźnie to widać w wątku, w którym występuje Camba Diaz). Jedna z bitew zaś została przedstawiona w postaci precyzyjnie koordynowanej operacji specjalnej w stylu Toma Clancy’ego.
Wiarygodnie napisane zostały też postaci, zarówno stare jak i nowe. Szczególnie ciekawie rozwijały się losy Abaddona wraz ze wspaniałą sceną z pięcioma etapami żałoby. Można było wyczuć, że był już powoli przygotowywany do nowej roli.
Wrócił Sindermann, więc oczywiście przemycona została szczypta rozważań filozoficznych poruszających tematy moralności, wiary czy prawdy. Wpadło przy okazji trochę ciekawostek dotyczących przeszłości Imperatora.
Książkę kończy seria dramatycznych, lecz bardzo zróżnicowanych walk, w których żywota dokonało kilka znaczących postaci po obu stronach konfliktu. Jedni otrzymali śmierć piękną, inni nieoczekiwaną, jeszcze inni przez nikogo nie zauważoną.
Znakomita część, emocjonująca opowieść, którą pochłonąłem z przyjemnością.
@starebabyjebacpradem Tutaj przydałaby się też jakaś regulacja bo to jawne oszustwo konsumenta nawet jak gramatura się zgadza to kto w pełni sobie wyobrazi ilość produktu po gramaturze.
@starebabyjebacpradem Zawsze mnie takie praktyki wkurzają bo to dowód, że jak tylko firma może jakiś oszukać klienta to na pewno to zrobi. Potem obrastamy w coraz to nowe i bardziej absurdalne przepisy, żeby janusze nie mogli sprzedawać cebuli zamiast śledzi.
Zastanawiam sie jakby sie to teraz skończyło, ale jak wracam myslalami do tego człowieka jest mi go bardzo szkoda i to, ze nie wiem nawet czy dostał odpowiednią pomoc i opiekę.
Mieszkam blisko szkoły podstawowej wiec jej plac zabaw i boisko zawsze bylo bazą wypadowa na zabawy po szkole czy w wakacje.
Przez kilka lat jak mialam ok6-8 lat regularnie pod szkołą robil sobie dobrze upośledzony umysłowo mężczyzna. Nigdy nas nie dotykał. Czasem bawiliśmy sie z koleżankami w zaczepianie go, a on nas gonił, ale bardziej dla zabawy. Kiedyś robiąc sobie dobrze włożył sobie kij do odbytu, a potem go zostawił pod szkołą, a na jego końcu byla wymieszana krew z kałem.
Sam w sobie byl niegroźny, jak dziecko zamknięte w ciele dorosłego człowieka i z popedem seksualnym mężczyzny. Zdecydowanie nie umiał sobie z tym poradzić i z tego co wiem został później zamkniety w psychiatryku, ale moze to były tylko plotki... od dekad juz go nie widziałam ani o nim nie słyszałam.
Jedyne co mnie zastanawia ze dla nas dzieci byl to rodzaj widowiska - jakiś koleś szarpie sie za penisa na naszych oczach(wtedy nawet nie wiedziałam co to znaczy) bylo to zabawne, ale też nikt z nas nawet nie pomyślał zeby powiedzieć o tym swoim rodzicom. Myślę tez, ze na moje czasy pedofilia byla słabo omawiana, więc Zastanawiam sie jak to bylo jeszcze wcześniej jak wiele dzieci nie bylo świadomych ze doświadcza czegoś złego, skoro nikt ich nie uświadamial albo problem był bagatelizowany. Jedynie cieszyć sie, ze obecnie mocno sie tego pilnuje.
To nie kwestia dawnych czasów, tylko jakiś zlepek zaniedbań, olewactwa i dużego "szczęścia" tego faceta.
Aż trudno uwierzyć w ilość lat. Do podstawówki chodziłem dawno temu i wyglądało to mniej więcej tak. Po zauważeniu takiego elementu, pan Jacek z panem Bogusiem (nauczyciele WF) dokonywali obywatelskiego wpierdolu zatrzymania i przekazywali w ręce milicji (później policji), która zapewniała odpowiednią pomoc i opiekę [sic!]
Zupa grzybowa z resztek - ogonków i skrawków kapeluszy które wykroiłem z grzybów nadszarpniętych ząbem czasu\robaka, podczas gdy duże kawałki poszły do suszenia.
Wywar na mrożonej włoszczyźnie i skrzydełkach - może być, ale musiałem dodać bulionu ze słoiczka.
Skrawków grzybów okazało się za mało, i musiałem się ratować suszonymi żeby to miało jakiś smak.
Podane ze śmietaną i makaronem.
Nawet nawet.
Aha, popełniłem straszną herezję - dodałem mięso ze skrzydełek do zupy grzybowej.
@AdelbertVonBimberstein jak przeszkadza długi okres wypowiedzenia to podpisz obopólna zgodę na krótszy od początku. Bo widzę pasuje jakby pracodawca chciał zwolnić, ale w drugą stronę to już dotrzymać niekoniecznie
Zalezy, nie ma as tak wielu sytuacji gdzie trzeba kogos od zaraz, a dla samego pracownika taka kompulsywna zmiana mode nie wyjsc na dobre, no i to dziala w 2 strony masz 3 miesiace na planowanie zanim cie wyjebia za ruchanie anetki z HR na magazynie
@Solar Potwierdzam, doswiadczone empirycznie na wlasnej skorze. Kiedy podawalem 3 miesieczny okres wypowiedzenia odzew byl bardzo lichy. Kiedy zaczalem skladac oferty podajac 1 miesieczny okres wypowiedzenia oferty zaczely sie sypac i w ciagu jednego miesiaca zdolalem przyjac nowa oferte
W trakcie rekrutacji poinformowalem ze moj okres wypowiedzenia technicznie wynosi 3 miesiace ale uwzgledniajac zalegly urlop mysle ze nie bedzie problemu ze skroceniem. Ostatecznie, nowy pracodawca zgodzil sie poczekac na mnie 2 miesiace.
Po czasie stwierdzam ze warto bylo zaczac klamac i podawac 1 miesiac. Oczywiscie w moim wypadku nie bylo to klamstwo kompletnie wyssane z palca bo mam w ciul dni urlopowych i zalozylem ze skrocenie urlopu do 1 miesiaca niewiele zmieni aktualnemu pracodawcy. Ostatecznie jednak czlowiek okazuje sie niezastapiony nie w momencie prosby o podwyzke, tylko w momencie kiedy zlozy wypowiedzenie. Dlatego nowy pracodawca wolal mi wyplacic ekwiwalent i ostatecznie stanelo na dwoch miesiacach. Dobrze ze nowy pracodawaca zgodzil sie poczekac. Mimo wszystko, nie wiem czy w ogole doszloby do rozmowy rekrutacyjnej gdybym podal na poczatku te 3 miesiace.