Od ponad kilku lat mam jeden powracający sen, ze szkoły. Korytarz, grono uczniaków, sala od matematyki. Ja czekam przerażony na wyniki ze sprawdzianu, od którego zależy, czy zdam, czy nie. Oczywiście, sen urywa się w końcu, ja budzę się i analizuje jego przebieg. Dziś postanowiłem stawić czoła tej marze nocnej i zapytać AI co o tym sądzi. Wnioski dosyć ciekawe, bo, jak już wcześniej przypuszczałem, odnosi się to stricte do mojego średniego stanu psychicznego.
Sądziłem, że na tabletkach psychotropowych zacznie odpuszczać także to, no ale jak widać tutaj nie ma drogi na skróty :)
No nic, zobaczymy co da się z tym zrobić, bo raczej to już nie kwestia alkoholu, tylko czegoś głębiej. Raczej czegoś, co alkohol i dragi miały maskować.
#dziennikdepresji #sny #zdrowie
@l100e Alko i dragi zawsze są po to, by maskować. Najgorsze jest to, że gdy już się z nimi pożegnasz, to stawiasz czoło sobie samemu, takim jakim jesteś.
Dostałem jakieś 10+ lat temu w wykopace i używam do tej pory. Jeden z najbardziej użytecznych prezentów jakie dostałem, pomimo że jest on całkiem do d⁎⁎y.
Kolejny wpis odnośnie "chorób cywilizacyjnych" i "ludzie chorują przez spisek koncernów spożywczych i farmaceutycznych".
W poprzednim wpisie przestawiłam wam mumię lady Dai, która zmarła na zawał serca. Pani, choć niewątpliwie nie miała okazji być karmiona przez koncerny spożywcze i w swoim życiu nie zjadła ani grama rafinowanego cukru, miała cukrzycę, miażdżycę i zmarła na zawał serca. Miała też nadwagę, co wskazuje na nadmiar jedzenia i brak ruchu. Niestety nie wiemy, co jadła pani Dai, poza jej ostatnim posiłkiem - melonem.
Kolejna mumia, ponad 3 tys. lat starsza, znaleziona w lodowcu w Alpach - Otzi. Jego ciało również zostało gruntownie przebadane przez naukowców. Otzi zdecydowanie nie miał nadwagi - ważył ok. 50 kg przy 160 cm wzrostu, był prawdopodobnie pasterzem/myśliwym i miał w swoim życiu wiele ruchu.
A jednak, co ciekawe, tętnice Otziego również nosiły ślady zaawansowanej miażdżycy, która - gdyby nie śmierć w wyniku morderstwa - w ciągu paru lat doprowadziłaby do zawału serca i prawdopodobnie zgonu. Badania genetyczne pokazały, że był nosicielem genów, które zidentyfikowano również u współczesnych ludzi, jako związane z ryzykiem miażdżycy.
Otzi miał również próchnicę i zęby w fatalnym stanie, choć podobnie jak lady Dai, nie miał przez całe swoje życie okazji skosztować grama cukru rafinowanego. Zawartość jego żołądka i jelit wskazuje na "zbilansowaną dietę", składającą się ze zbóż, warzyw oraz mięsa, bez cukrów, konserwantów, sztucznych dodatków, pozyskiwaną organicznie, bez chemii, GMO i nawozów sztucznych.
Chociaż otyłość i brak ruchu jest poważnym czynnikiem wielu chorób (mówiąc krótko - lepiej jej nie mieć, niż mieć, bo to pogarsza wszelkie stany chorobowe, nawet te nie wynikające bezpośrednio z otyłości), to jednak coraz częściej mówi się o tym, że to nie wyłącznie dieta, waga, ruch ale toczący się w organizmie przewlekły stan zapalny jest czynnikiem, który - w połączeniu z predyspozycjami genetycznymi - uruchamia zmiany miażdżycowe w tętnicach. Jednym z badań oceny ryzyka sercowo-naczyniowego jest hsCRP - czyli czuły test, wykrywający lekki stan zapalny organizmu.
O samym stanie zapalnym wrzucałam już tekst pani profesor Agnieszki Szuster-Ciesielskiej. We wpisie tym pani profesor wspomniała o czynnikach, które indukują stan zapalny, czyli reakcję obronną organizmu. Poza oczywistymi, jak infekcje wirusowe i bakteryjne czy pasożytnicze, przewlekłe stany zapalne mogą powstać przez długotrwałe narażenie na alergeny (grzyby, składniki pożywienia na które mamy alergię), substancje chemiczne (palenie papierosów, smog), a także rozszczelnienie bariery jelitowej spowodowane ubogą w błonnik dietą i alkoholem, czy chociażby wszelkie nieleczone infekcje jak zepsute zęby.
Zarówno wasze stany zdrowotne mogą zostać "olane" jak jesteście grubi (zamiast diagnostyki dostaniecie zalecenie, żeby schudnąć), a także jak jesteście szczupli (wszak jak człowiek szczupły to wszystko w porządku, nie załapie się na badania profilaktyczne bo nie jest "w grupie ryzyka").
No dobra, ale o co chodzi z tym "paleniem papierosów"? Czy to dotyka substancji jakie aplikujemy sobie przy kurzeniu klasycznego szlugersa czy chodzi o wpływ nikotyny, ktora sama w sobie ma wady i zalety?
Młoda dostała wysokiej gorączki, aktualnie mamy 39,4-39,7. W żłobku potwierdzona ospa. Młody powoli wychodzi z ospy więc ciekawe co się wylęgnie z tej gorączki u młodej. Na dodatek mleko matki jest wyłączone do jutra do godziny 20 że względu na dzisiejsze badania i podany kontrast. Zapowiada się długa noc ( ͠° ͟ʖ ͡°)
@Yes_Man niestety, nienawidzę aflofarmu za ich podłe reklamy, ale kidofen dawał radę. ibuprofen z paracetamolem w dość bezpiecznej dawce. od razu mówię, że w ostateczności, jak już jest powyżej 38,5 przez kilka godzin.
jak ktoś zna coś takiego nie od tego dziadostwa, to poproszę o nazwę produktu.
@Yes_Man Młodemu mojemu robilismy okłady na czoło przy takiej temperaturze. Trochę był opór, ale koniec końców chyba mu się spodobało bo noc przespał a temperatura spadła.
Przez dziesięciolecia system wmawiał nam, że jajka są niebezpieczne, że podnoszą cholesterol i zatykają tętnice. A tymczasem nauka mówi coś zupełnie odwrotnego.
Nick Norwitz, naukowiec z Harvardu, postanowił sprawdzić to na sobie. Przez 30 dni jadł 24 jajka dziennie, czyli 720 jaj w miesiąc. Zamiast katastrofy zdrowotnej, wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Po miesiącu jego poziom LDL, czyli tzw. „złego cholesterolu”, spadł o prawie 20%, a HDL, czyli „dobry cholesterol”, wzrosł. Wątroba i nerki – bez zmian, wszystko w normie.
To nie pojedynczy przypadek. Badania naukowe od lat pokazują, że cholesterol z pożywienia nie ma istotnego wpływu na poziom cholesterolu we krwi. Organizm reguluje go sam. Gdy zjadasz więcej cholesterolu z jaj, wątroba po prostu produkuje go mniej. To precyzyjny mechanizm homeostazy, którego żaden suplement ani „fit produkt” nie zastąpi.
Jajko to jedno z najbardziej kompletnych biologicznie źródeł składników odżywczych. Zawiera wszystkie aminokwasy, jakich potrzebuje człowiek, tłuszcze nasycone niezbędne do produkcji hormonów, witaminy A, D, E, K2, cholinę wspierającą mózg i układ nerwowy, oraz minerały: selen, cynk, żelazo. A to wszystko zamknięte w naturalnym opakowaniu, bez etykiety z listą E-dodatków.
Demonizacja jajek była jednym z największych błędów żywieniowych XX wieku. Oparta na słabych badaniach epidemiologicznych i strachu przed tłuszczem, doprowadziła do tego, że miliony ludzi zaczęły unikać najzdrowszego produktu, jaki stworzyła natura, zamieniając go na płatki, margaryny i produkty „light”.
Dziś wiemy więcej. Wiemy, że nie tłuszcz, a nadmiar węglowodanów i przewlekle podwyższona insulina prowadzą do miażdżycy i chorób serca. Wiemy też, że jajka nie tylko nie są zagrożeniem, ale mogą poprawiać profil lipidowy i wspierać zdrowie metaboliczne.
Więc nie, nie boimy się jajek.
Zjemy je z pełnym przekonaniem, że to prawdziwe, gęste odżywczo jedzenie. Takie, jakiego nasz organizm potrzebuje, a nie takie, jakie próbuje sprzedać system.
Nick Norwitz, naukowiec z Harvardu, postanowił sprawdzić to na sobie. Przez 30 dni jadł 24 jajka dziennie, czyli 720 jaj w miesiąc. Zamiast katastrofy zdrowotnej, wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Po miesiącu jego poziom LDL, czyli tzw. „złego cholesterolu”, spadł o prawie 20%, a HDL, czyli „dobry cholesterol”, wzrosł. Wątroba i nerki – bez zmian, wszystko w normie.
@4pietrowydrapaczchmur sam jestem jajojadem, ale zlituj się XD powoływanie się na takie dowody anegdotyczne to nic innego jak pisanie "mojej ciotce na działce zamontowali antenę 5G, potem dostała raka i umarła".
Nie zrozum mnie źle, nie piję do samego tematu. Po prostu uważam takie przykłady za idiotyczne. Prawdopodobnie są badania mówiące o tym, więc nie widzę powodu, aby powoływać się na typa wpierdalającego przez miesiąc idiotyczne ilości jajek w randomowych warunkach, bo tutaj mogło się stać wszystko, z porwaniem przez UFO włącznie.
A propos "chorób cywilizacyjnych", "przetworzonej żywności", "kiedyś to było zdrowe jedzenie, teraz to nie ma jedzenia" oraz "spisku producentów żywności i lekarzy", przypomniała mi się mumia lady Dai - zamożnej chińskiej damy, żyjącej ok. 2200 lat temu. Mumię znaleziono zachowaną w niemal idealnym stanie, wszystkie tkanki miękkie były w całości zachowane, dzięki czemu można było przeprowadzić badania, jakie można wykonać na zwłokach człowieka, który umarł niedawno.
Lady Dai posiadała nadwagę i zmarła w wieku ok. 50 lat. Bezpośrednią przyczyną zgonu był zawał serca spowodowany miażdżycą - naczynia krwionośne zmarłej były zatkane płytką miażdżycową, miała nadciśnienie i cukrzycę.
I to bez fastfoodów, masowo produkowanego przetworzonego jedzenia, słodkich gazowanych napojów oraz chemicznych dodatków do żywności.
Co ciekawe, ostatnim posiłkiem kobiety był melon, którego pestki znaleziono w jej układzie pokarmowym.
Dobra, żebyście mi nie zawołało karetki pod dom: poprzednie pomiary były prawdziwe, ale nieprawidłowe. Krzywo zapięty rękaw powodował, że cisnieniomierz zbierał echo. Dlatego tak ważne jest, żeby kontrolować symbol pulsu podczas pomiaru i jeśli widać nieprawidłowości to po 5 minutach powtórzyć pomiar. Przy regularnym samobadaniu efekt białego fartucha powinien przestać mieć wpływ bardzo szybko. A jak nie ustępuje, to może jednak to coś innego xd
Robienie kilku pomiarów z rzędu nie jest dobrym pomysłem, bo może dawać zaklamane wyniki, szczególnie u osób starszych.
#zdrowie #hejto30plus
Tu macie aktualny wynik. Tak, nadal za wysokie ciśnienie, ale mnie @bori wkurwił. Tętno takie mam "od zawsze" , nie pamiętam kiedy zeszło poniżej 80 (odczytów w opaski nie liczę bo ona se dopasowuje wynik do przebiegu zamiast naprawdę mierzyć)
@Felonious_Gru jaki symbol? to serduszko? Po czym poznam że są nieprawidłowości?
Ja miałem prawie 190 jakiś czas temu, ale to było raz w poniedziałek po zabalowaniu w niedzielę, dwa, coś robiłem źle bo potem już takich wyników nie miałem.
ważne żeby rękę trzymać na wysokości serca a nie niżej, to mi bardzo zmieniało wynik.
ten wywiad jest idealnym przykładem, że profesura nie powinna być tytułem - tylko stanowiskiem. Nie ma sensu wnikać, czy pani w swoim szczycie umysłowym była bardziej ogarnięta czy nie - w tej chwili niestety zwoje zlasowane na gładko...
A najgorsze jest to, że pi⁎⁎⁎⁎li jak typowy Janusz/Grażyna "hurr durr kiedyś to było" xD
dochodzi jeszcze aspekt czasu - postęp napierdala w wielu dziedzinach, zwłaszcza na szerokim świecie, że są ludzie którzy otrzymywali tytuły dawno, a potem słabo z aktualizacją wiedzy (czy brak chęci, czy znajomości języków, czy własne poglądy "ja/my wiem(y) lepiej hurr durr") to jak to się mówi: wolałbym rozmawiać z magistrem z MIT niż z profesorem polskiej politechniki...
przede wszystkim produkty nie podlegały realnej kontroli, a ludzie umierali bo nie żyli, więc często nie oczywiste powikłania po zatruciach z jednej strony, a niedożywieniu z drugiej, nie były kwalifikowane odpowiednio jako przyczyniające się do zgonu. Teraz jakość żywności stoi na wyższym poziomie i nie handluj z tym nawet. I mówię to jako gość którego rodzina była za PRL częściowo rolnicza, a częściowo z branży spożywczej na kierowniczych stanowiskach.
Masz dostęp do wysoko przetworzonej żywności, która przy złym zestawieniu diety przyczyni się do różnych schorzeń - a i tak będziesz żył dłużej i lepiej niż za komuny. A z drugiej strony masz dostęp do wysoko jakościowej żywności i pół-produktów, o które za PRLu trzeba było walczyć znajomościami/rodziną (w zakładach lub u rolnika), sklepami dla partyjniaków lub ich po prostu nie było bo nie było.
Teraz jakość żywności stoi na wyższym poziomie i nie handluj z tym nawet.
Jeśli uważasz że:
kury karmione bylejaką paszą, stłoczone i zamknięte w wielkich "oborach" w których dzień trwa 12 godzin więc nie znoszą 150 tylko 300 jaj rocznie znosza bardziej pożywne i bogate w makroelementy jajka.
Bydło z natury roślinożerne karmione wysokobiałkową karmą, sterydami, lekami i hormonami by szybciej rosło daje lepszej jakości mięso. A mięso to nastrzykiwane jeszcze różnymi solami i chemikaliami by jak najdłużej zachowało ładny kolor, zapach, konsystencje oraz powiększyło swe rozmiary / wagę jest lepsze od tego co jedli ludzie za PRL.
Krowy karmione paszami i lekami daja lepszej jakości mleko.
owoce i warzywa hodowane w wypłowiałej już ziemii ale za to nawożone nie gnojem zdrowego zwierzęcia lecz różnymi chemikaliami pokroju roundap po to by jak najszybciej rosły pobierają z gleby należytej ilości składników mineralnych którymi powinien odżywiać sie człowiek
wysoko przetworzone produkty z różnymi ulepszaczami smaku, koloru, zapachu, konsystencji o niższej zawartości składników odżywczych to lepszy produkt
To tak. Masz racje. Obecnie odżywiamy sie znacznie lepiej niż za PRL (dodatkami do żywności).
Co do wcześniejszych twoich wywodów o tej osobie to też mam cytat:
Ale znajdą sie też hybrydy w społeczeństwie, takie połączenie owieczek z dziobami pelikanów które wierzą we wszystko i bez oporu wszystko ładnie łykają.
ponieważ obecny kapitalistyczny świat jest tak naprawdę rajem w którym nie istnieją chciwość, bezwzględność, egoizm, wyzysk, wyrachowanie, i absolutnie nigdy nie było w historii świata żadnych spisków, a już tym bardziej w celu uzyskania władzy czy korzyści majątkowych.
Natomiast możni tego świata oraz ich marionetki, politycy chca dla biednych, umęczonych życiem szarych ludzi wszystko co najlepsze.
Ignorancja, pycha oraz lenistwo to jedne z najgorszych cech obecnego społeczeństwa.
Nie wiem nic o temacie ale nie zamierzam sie dowiedzieć czegoś więcej bo moja bańka informacyjna mi starcza a ja jestem nieomylny. Idole przecież by nie okłamywali takiego łatwowiernego leniwca.
A ci od spisków to idioci bo spisków nie ma , nie było i nigdy nie będzie.
Tez tak macie, że idziecie spać na godzinkę i budzicie się 6h później?
Bo ja ostatnio mam tak często.
Wczoraj wieczorem byłem na siłowni i dosyć późno poszedłem spać (1-1.30), a dziś wstałem o tej co zawsze czyli ok. 5 z rana też byłem na treningu, a potem już tylko odpoczywałem w domu. Koło 14 złapało mnie zmęczenie, więc poszedłem spać i taki stan trwał do teraz.
Zacząłem się zastanawiać czy nie za dużo tego snu.
Wracając z pracy tak samo, przynajmniej raz w tygodniu, ide do wyra po prysznicu i budzę się conajwyżej na siku, jeden podcast na yt i znowu spać. 🗿
Raczej to nie magnez, bo suplementuje się.
Jakieś pomysły?
#zdrowie #sen
@l100e hmm, jeżeli to nie wpływa szczególnie negatywnie na Twoje samopoczucie, głównie psychiczne to chyba aż tak bym się tym nie przejmował. Ciężko takie zmęczenie pokonać, a z drugiej strony takie spanie może trochę zaburzać chemię w bani i można doświadczać wzmożonego niepokoju, lęku po przebudzeniu i generalnie zaburzeń nastroju. Jak tego nie doświadczasz to pewnie po prostu tego snu tyle potrzebujesz, ale oczywiście nie jest to porada medyczna
Życie z depresją to sinusoida.
Dzisiaj byłem o krok od pójścia do sklepu po butelkę rumu. Jesienna aura nie pomaga, od kilku dni widzę wszystko raczej w ciemniejszych barwach, irytują mnie ludzie, irytuje mnie otoczenie, sporo czasu poświęcam na introspekcję i analizę. Jestem zamknięty i zdystansowany, zarówno emocjonalnie, jak i społecznie.
Weekendy są szczególnie uporczywe, jednak twardo wziąłem porcję leków, kreatyny i nie uległem uzależnieniu, oraz gorszemu samopoczuciu.
Czuję się z siebie dumny.
Po treningu humor odrazu mi się poprawił. Spokojnej nocy :)
Foto własne.
#trzezwosc #zdrowie #dziennikdepresji
@l100e Zastanawiałeś się nad adhd? Mnie przy ADHD też mocno j⁎⁎ie brak słońca i taka aura a pomaga dojechanie się fizyczne. Czytałem książkę "kompendium ADHD" i często wiele depresji to tak naprawdę nierozpoznane i nieleczone ADHD. Tak tylko mówię- do rozważenia, bo ja ani się nie diagnozowałem (po co jak jestem 100 pewien) a leczę się samodoskonaleniem i sportem.
@bucz baba pi⁎⁎⁎⁎li jak potłuczona, a Rymanowski klaszcze uszami, bo nie był przygotowany merytorycznie. Tfu na takie dziennikarstwo. Bardzo szkodliwy podcast, który zrobi zasięgi znacznie więcej niż materiały weryfikujące twierdzenia Cichosz
Takie generalizowanie zero-jedynkowe jest bez sensu. Część produktów za PRL była lepszych a część gorszych niż to co dziś jemy. Poza tym ciężko zestawić własnoręcznie robione produkty z tym co oferowały wtedy sklepy.
Nie mniej jednak sporo dzisiejszej żywności to shit na czele z napompowanym wodą do granic możliwości mięsem.
@Ihooj przede wszystkim produkty nie podlegały realnej kontroli, a ludzie umierali bo nie żyli, więc często nie oczywiste powikłania po zatruciach z jednej strony, a niedożywieniu z drugiej, nie były kwalifikowane odpowiednio jako przyczyniające się do zgonu. Teraz jakość żywności stoi na wyższym poziomie i nie handluj z tym nawet. I mówię to jako gość którego rodzina była za PRL częściowo rolnicza, a częściowo z branży spożywczej na kierowniczych stanowiskach.
Masz dostęp do wysoko przetworzonej żywności, która przy złym zestawieniu diety przyczyni się do różnych schorzeń - a i tak będziesz żył dłużej i lepiej niż za komuny. A z drugiej strony masz dostęp do wysoko jakościowej żywności i pół-produktów, o które za PRLu trzeba było walczyć znajomościami/rodziną (w zakładach lub u rolnika), sklepami dla partyjniaków lub ich po prostu nie było bo nie było.
@eloyard Zapomniałeś o diecie PRL, która bazowała na alkoholu i tanich fajkach. To głównie to skracało życie.
Co do żywności to zgadzam się, że były niedobory i słaby dostęp do lepszej jakości.
Dlatego jak ktoś miał dojścia lub sam uprawiał to miał zdrowe warzywa bez ton nawozów. Nawet dziś rolnicy mają kawałek pola tylko na własne potrzeby i jest to żywność innej jakości niż to na handel.
Inną sprawą, że główną przyczyną dzisiejszych schorzeń jest bardzo łatwy dostęp do mocno przetworzonej żywności. Jemy po prostu za dużo. I jak się skumuluje przy tych wszystkich ilościach te konserwanty, syropy fruktozowe czy nawet sól to nie jest to obojętne na nasze zdrowie.
Na plus trzeba docenić dziś, że czystość przy produkcji żywności jest o lata świetności od tego co było 30 lat temu.
@eloyard Ogolem, to stopnie naukowe zawsze wiążą się z dziedziną, w której osoba jest ekspertem. I nawet jeśli nadawane były by “ze stanowiskiem”, od własnego ego zależy czy się przedstawi “profesor X”, czy “Dr X, profesor medycyny”. To drugie jest raczej mało spotykane.
BTW, ta pani jest profesorem technologii żywności, ale przemysłu mleczarskiego (info od Dawida Podsiadło). Więc to chyba od dziennikarza wymaga sie odpowiednio zaprezentować gościa, a nie podawać tyle informacji, żeby pod teorie pasowało
@don_pistachio dochodzi jeszcze aspekt czasu - postęp napierdala w wielu dziedzinach, zwłaszcza na szerokim świecie, że są ludzie którzy otrzymywali tytuły dawno, a potem słabo z aktualizacją wiedzy (czy brak chęci, czy znajomości języków, czy własne poglądy "ja/my wiem(y) lepiej hurr durr") to jak to się mówi: wolałbym rozmawiać z magistrem z MIT niż z profesorem polskiej politechniki...
REKORDOWA ANKIETA O GRYPIE: 73% Hejto Mówi "NIE". Dlaczego?
Cześć, hejto! Pora na podsumowanie rekordowej ankiety o szczepieniach na grypę, która wywołała ogromne emocje i zaskakujące wnioski!
Dziękuję Wam za 626 głosów – to mój osobisty rekord, który doskonale świadczy o tym, jak mocno temat szczepień – zwłaszcza w kontekście bezpośredniego podejścia brytyjskiego NHS – porusza polskie emocje i dyskusje.
Wyniki Głosowania:
Ankieta wykazała, że zdecydowana większość użytkowników Hejto jest w tym sezonie w grupie "NIE":
TAK (Szczepię się/Planuję się zaszczepić): 26.52%
NIE (Nie szczepię się/Odpuszczam): 73.48%
Wniosek: Aż trzy czwarte społeczności Hejto w tym roku nie zdecydowało się na szczepienie przeciwko grypie. Co stoi za tą decyzją?
Analiza Waszych komentarzy pokazała, że rzadko chodzi tu o ideologię. Głównymi czynnikami, które zadecydowały o tak dużej większości w grupie "NIE", są:
Logistyka i Lenistwo: To ten czynnik okazał się największą barierą. Użytkownicy tacy jak @ZohanTSW szczerze przyznali: "Nie szczepię się z lenistwa. Trzeba dzwonić, umawiać się, rozmawiać z ludźmi, no to się nie chce." To celnie nawiązuje do mojego wstępu o NHS – gdyby szczepienia były w 100% "podane na tacy", frekwencja mogłaby być zupełnie inna. Mimo że @BapitanKomba opisał, jak sprawnie ten proces działa w aptekach, wiele osób woli zaufać naturalnej odporności niż poświęcić kilka minut na formalności.
Poczucie Nietykalności i Złe Wspomnienia:
Często powtarzał się argument: "Nie choruję/Przechodzę łagodnie, więc po co?" (@zuchtomek, @DKK).
Wielu użytkowników (@pszemek, @matips, @NiebieskiSzpadelNihilizmu) miało pecha i po szczepieniu czuło się gorzej lub i tak zachorowało, co automatycznie dyskwalifikowało dla nich ten zabieg profilaktyczny. Jak wspomniano, to tzw. "pamięć pecha" – te negatywne doświadczenia mocno ważą na szali.
"Mity i Żartobliwe Argumenty": Pojawiły się również zabawne, ale często obalane "fakty", jak ten o "zeszłorocznym szczepie grypy", co @AureliaNova i @Konto_serwisowe skomentowali celnie: wirusy nie ewoluują "jak ramówka Polsatu" czy "Pokemonów". Niektórzy, jak @AdelbertVonBimberstein, żartobliwie stwierdzili, że "moc Twaroga poradzi sobie ze wszystkim!"
Grupa "TAK": Pragmatyzm i "Pas Bezpieczeństwa"
Mniejszość (26.52%) to grupa silnie zmotywowana, często zmuszona do szczepień (choroby przewlekłe, jak u @Modrak i @JackDaniels) lub ta, która miała ciężkie doświadczenia z grypą:
Ochrona przed Powikłaniami: To kluczowy argument. Szczepionka działa jak "pas bezpieczeństwa" w samochodzie (celna metafora @AureliaNova), chroniąc przed poważnymi powikłaniami (np. zapaleniem mięśnia sercowego, na które – jak przypomniał @Fly_agaric – zmarł Grzegorz Ciechowski).
Prosty Rachunek: Dla zwolenników szczepień rachunek jest prosty (@dremmettbrown, @Tangas): "Pół godziny na szczepienie to 'git' vs. ryzyko tygodnia 'tango down' i potencjalnych problemów ze zdrowiem."
Podsumowanie i Pytanie do Was:
Ankieta doskonale ukazała, że w temacie szczepień na grypę decydujące nie są teorie spiskowe, ale przede wszystkim indywidualna wygoda, stan zdrowia, negatywne doświadczenia z przeszłości oraz – nie oszukujmy się – ludzkie lenistwo.
A teraz pytanie do Was: Co ostatecznie musiałoby się stać, żeby zmienić podejście większości? Czy systemy takie jak NHS/NFZ powinny zmienić strategię, żeby przekonać więcej ludzi do szczepień? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.
Wywiad z Prof. dr hab. inż. Grażyna Cichosz, technologiem żywności i specjalistą bezpieczeństwa zdrowotnego żywności i żywienia oraz wieloletnim wykładowcą na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Autorką wielu publikacji i opracowań naukowych.
Jej zdaniem obecne zalecenia żywieniowe nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowia. Przy niedoborach białka, witamin, związków mineralnych, zwłaszcza przy nadmiarze składników o działaniu prozapalnym, zachowanie zdrowia jest mało prawdopodobne”.