Nie wiem jak w innych państwach azjatyckich, ale wiekszosc koreanskich aut ma takie smieszne gabeczki na drzwiach (pewnie od nowosci), zeby ich nie poobijac.
Importowalem niedawno pare kijanek i hyundai z Korei i połowa miała gąbeczki. Mam jeszcze 4 gąbki więc gdybys bardzo chcial..
Ot, nieco inne podejscie do dbania o otoczenie. Koreancy mają kolektywne myślenie o dobru wspólnym i duże zaufanie do siebie. Zaufanie bierze się m.in z myślenia o innych na równi z myślenia o sobie. Nie tylko "ja" "ja" "ja" jak w pewnym kraju, w którym ostatnio cymbal tlukl mi w auto kiedy wysiadal (nic nie powiedzialem, zdarza sie) i kiedy wsiadal (tu juz mnie zalaczyl). "Oj, nie widzialem".
Jak linia jest w porządku to samemu się ogarnie, ale jak mają na Ciebie wyjebane to już problem się robi - trzeba słać pisma do przeciążonego ULC, a potem sprawy sądowe i zwykły człowiek może się w tym pogubić (albo zapomnieć bo sprawa się będzie ciągnęła latami)
Szlak The Great Glen Way (Z Inverness do Fort William w Szkocji)
Jeśli kojarzycie to rok temu przeszedłem szlak wzdłuż Muru Hadriana w Anglii o długości ponad 130 kilometrów, a w tym roku wspólnie z tym samym kolegą postanowiliśmy spróbować sił w Szkocji. Wyzwanie było trochę prostsze, gdyż sam dystans był o wiele krótszy. Pierwotnie podzieliliśmy przejście na 4 dni, żeby odcinki były w miarę krótkie, ale z powodów logistycznych zdecydowaliśmy się połączyć dwa pierwsze odcinki w jeden i dzień dłużej zostać w Inverness zwiedzając bardziej okolicę.
Ostatecznie podzieliliśmy szlak na 3 dni na następujące dystanse:
Pierwszy dzień to największa wyrypa przejście z Inverness do Drumnadrochit o łącznej długości 34 kilometrów. Google Maps twierdziło, że będzie to około 30 km, a aplikacja All Trails jakieś 27 km. Najwyższy punkt na trasie miał ponad 300 metrów, a sam szlak był bardzo przyjemny i widokowy.
Dzień drugi to przejście z Drumnadrochit do Invermoriston. Dystans 24 km był tożsamy z odległością w innych miejscach, ale byliśmy trochę zmęczeni po pierwszym dniu. Sam szlak też miał najwyższe przewyższenie o wysokości nieco ponad 300 metrów, ale najbardziej w kość dało ostatnie zejście do Invermoriston.
Dzień trzeci to przejście z Invermoriston do Fort Augustus i był to najkrótszy odcinek o długości zaledwie około 11 km. Planowaliśmy iść górnym fragmentem, ale okazało się, że z powodu leśnych prac jest on zamkniętym, więc przejście miało miejsce bardzo prostą ścieżką bez większych podejść.
Na końcu dotarliśmy do Fort Augustus, które jest położone w południowej części jeziora Loch Ness. Miasteczko jest niewielkie, ale położone jest nad Kanałem Kaledońskim i znajduje się w nim 6 śluz, podobnie jak ma to miejsce w Fort Wiliam.
Sam szlak ma 125 km, a my pokonaliśmy nieco ponad połowę.
@antekwpodrozy Piękna trasa! Byliście w październiku? Ja we wrześniu skończyłem rozpoczęty w zeszłym roku Cape Wrath Trail - tym razem ~220 km ze Strathcarron do Cape Wrath. Biorąc pod uwagę przejście West Highland Way na przełomie 2016/17 mam już w nogach pamrawie 500 km z Glasgow do Cape Wrath :)
Niestety we wrześniu midges wciąż w pełnym rozkwicie, ale za to szczęście do pogody miałem niesamowite, na 8 dni tylko drugiego lało całe popołudnie, trzeciego kilka przelotnych opadów, poza tym prawie cały czas bezchmurnie! :)
@Greenzoll ale robisz smaka! Moja ostatnia nocka w hamaku była na Chorwacji w sierpniu. Później był już tylko namiot. Trzeba wyciągnąć zimowy śpiwór i zrobić tripa
@Greenzoll za kazdym tripem wyklinam na moj ku⁎⁎⁎⁎ko ciezki plecak. Zabieram wylacznie najpotrzebniejsze rzeczy + prowiant a skurwiel ponizej 25kg to nie zejdzie chyba nigdy xD oczywiscie, gdybym nie uzywal wylacznie wojskowych rzeczy (jedynie hamak i tarp nie wojskowy) to pewnie oszczedzilbym pare ladnych kilo, ale skompletowanie calego mojego wyposazenia lacznie z plecakiem kosztowalo mnie 500zl a za taka jakosc w wersji turystycznej to chyba i 3k by bylo malo
Hejto w Mỹ Sơn. Sanktuarium hinduistyczne ludu Champa, takie mniejsze Angkor Wat. W czasie wojny Wietnamskiej zbombardowane przez USA. Kto porządkował ruiny? Polak, Kazimierz Kwiatkowski zwany Kazikiem w Wietnamie. Zrobił z Hoi An atrakcje turystyczną, a w Hue naprawiał cesarskie miasto. Jak zmarl to zrobili mu kondukt pogrzebowy godny cesarza, a jego pomnik stoi na starym mieście w Hoi An, jest tu bardzo szanowany.
A korzystając z pogody to pojechałem sobie jeszcze nad Odrę w okolice Brzegu Dolnego. Szlaki wzdkuż rzeki za wałami już przejezdne, choć trzeba patrzeć gdzie się przekracza wały, bo na drogach jeszcze leżą worki z piaskiem i czasem trudno ominąć. We wrześniu woda tu była około metra poniżej torów.
Jaki kraj wybrac na podroz na koniec 2024 badz na poczatku 2025 roku? Jestem juz troche znudzony europa i chcialbym cos nowego. Myslalem o Tajlandii, Argentynie, ZEA, Arabii Saudyjskiej, Chinach, Korei Pld, Nowej Zelandii, w ogole najabrdziej podniecaja mnie takie kierunki jak Polinezja, Samoa, itp ale podroz tam nie jest taka latwa. W skrocie szukam czegos zupelnie innego. Ktos moze cos zarekomendowac? Jestem otwarty na kazdy kierunek. Chyba najlatwiejsze wydaja sie z tych panstw Tajlandia i ZEA, a zupelnie inny swiat.
@Thedarkknightrises ZEA jest słabe mi się nie podoba, Rosja jak tu napisano jest ciekawa, ale uważaj gdzie pracujesz, żeby Cię za "szpiona" nie uznali. Zamiast ZEA wybrałbym Oman, de facto kiedyś tak zrobiłem. Przyleciałem do ZEA nuda i wsiedliśmy do autobusu jadącego do Omanu. My w styczniu lecimy na Azory, może padać, ale sobie w spokoju pochodzimy po wyspie Santa Maria z namiotem. Od siebie polecę Kolumbie (lecę trzeci raz), tam już jest co robić, Panama jest fajna, Salwador, Gwatemala. Ciekawy jest Azerbejdżan ale teraz to tam różnie z temperaturami Co do Tajlandii nie byłem, ale nie chce też być.
@Thedarkknightrises mi Rosjanie akurat nie przeszkadzają, dla mnie Tajlandia ma słabe góry i takie jest to jakieś zbyt popularne. Jak mam wybór kupić bilet w tej samej cenie gdzie indziej to wybieram gdzie indziej Leć na Filipiny, też tanio a ciekawiej.
@Afterlife Hmm europe juz przerobilem, tak nakblizej to myslalem o maroko ale czy to cos wyjatkowego na tle krajow ktore widzialem... Nie sadze. Chce cos zupelnie innego kulturowo w pozytywnym tego slowa znaczeniu
W poniedziałek wróciłem z urlopu na Costa del Sol. Nie miałem szczęścia z pogodą w Hiszpanii już drugi raz w tym roku. Nie cierpię upałów, więc zaplanowałem sobie wyjazdy do Hiszpanii na kwiecień i październik. W kwietniu w Katalonii była anomalia temperaturowa 8-14 stopni - normalnie jest 20-25 stopni i wiało jak w Kielcach na dworcu. Natomiast nadziei na super pogodę w październiku w Andaluzji zostałem pozbawiony już we wtorek 22.10. Słońce może i operowało, ale temperatura 18-20 to nie jest szczyt marzeń na łagodne ciepło andaluzyjskie. Tym bardziej, że w Polsce była taka sama pogoda.
Ogólnie Costa del Sol jest przepiękna, to co zaplanowaliśmy żeśmy odwiedzili czyli 4xMálaga, 1xNerja i 1xMarbella. Mieszkaliśmy w Torremolinos, którego nie polecam, gdyż jest całkowicie opanowana przez angoli w starszym wieku, zresztą Benalmádena i Fuengirola tyż. Dom angielskiej spokojnej starości. Málaga jest przecudna, chociaż też pierdyliard ludzi. Nawet ruskie ścierwa na zorganizowanych wycieczkach. Marbella to cukiereczek, miernik uroczości wygięty na maksa. Nerja też piękna, widok z Balcon de Europa jest zachwycający. No i właśnie w Nerja w niedzielę mieliśmy totalne oberwanie chmury trwające 2 godziny. Potoki wody na ulicach, plac i deptak do Balcon de Europa totalnie zalany. W nocy z niedzieli na poniedziałek burza z deszczem nawalnym nad Málagą i okolicą trwała 6 godzin, non stop waliły pioruny. Masakra.
W poniedziałek pojechaliśmy do Málagi jeszcze trochę połazić, bo samolot dopiero o 20.00 a od 16.00 zaczął się deszcz i potworne kłopoty z dojazdem na lotnisko. 3 pociągi wypadły z rozkładu, te co wjeżdżały były całkowicie zapchane. Ale udało się dotrzeć na czas.
Najstraszniejsze z tego co widzę przyszło 29.10.2024.
Dla wszystkich mądrali co to zawsze wiedzą lepiej: w Ronda, Setenil de la Bodega i na Caminito del Rey już byłem. Do Gibraltaru i Cuevas de Nerja jadę w grudniu. A Sevilla to plan na wiosnę :)