Już dzisiaj równo o północy startują zapisy na Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej 143km. Zapisy na połowę i nocne 30km wystartują kilka dni później.
Będę się latem wybierał gdzieś- jeszcze nie wiem gdzie i kiedy- na jakiś szybki wypad, a sprzętu jakiegoś tam mam nakupione tylko nie było okazji go przetestować.
Korzystając z kawałka trawnika na wsi rozstawiłem namiot
Naturehike Mongar UL 2 (wersja dwuosobowa, łącznie wszystko około 2kg wagi, 1.8 kg bez dodatkowej podłogi i jakbym chciał to na workach też pewnie z 200g można urwać)
i tarpa jakiegoś noname z Norwegii kupionego na szybko kiedyś.
Spróbowałem kilka konfiguracji tarpa i zdecydowanie brakuje mi przelotek po długości przez środek i jakbym wtedy był bardziej świadomy to w tych pieniądzach mógłbym kupić coś lepszego, ale ten też się nada.
Namiot robi solidne wrażenie, jednak wiadomo, że jest raczej na 3 sezony ze względu na tropik ułożony dosyć wysoka nad ziemią- za to kondensacja w środku pewnie będzie mniejsza. Jak za 480 zł w zeszłym roku to bomba. Brałem wersję 2 osobową aby mieć cały sprzęt ze sobą w środku na noc- kosztem dodatkowego 0.5 kg wydaje mi się, że warto.
Zrobiłem jeszcze standardowy dach w tarpie na dwie strony na kijach. Na linkach między drzewami już go wieszałem i mam opanowany temat w połączeniu z hamakiem.
Generalnie chińczyk oferuje dobrą jakość w rozsądnych pieniądzach... o ile nie zamawiacie w polskich sklepach bo nawet teraz ten namiot bez promocji na Ali około 620 zł, a w Skalniku tysiąc złotych.
Mongar robi robotę i jest wygodny w użytkowaniu dzięki dwóm wejściom. Ja mam cloud up dwuosobowy i na moje gabaryty się sprawdza. Może i chińskie ale dobrze wykonane i dopracowane w każdym szczególe.
@StaryPijany Jest trochę chodzenia i podejść także można fajnie się zmęczyć . Wałbrzych trochę odrzuca ale też zwiedziłem kilka większych pagórków w jego obrębie na które normalnie bym nie poszedł. Ja spałem we wiacie pod Waligórą także to było dla mnie fajne przeżycie i odskocznia od codzienności.
@AdelbertVonBimberstein Też miałem spać na Stożku ale został kawałek dnia to poszedłem do kolejnej wiaty żeby kolejnego dnia szybciej na grilla wrócić .
@Z_buta_za_horyzont atakowałeś przeciwnie z ruchem wskazówek zegara? Generalnie mi się te, dla mnie ostatnie, kilometry w drodze z Trójgarbu do Strugi nie podobały w opór i jakbym tam zaczął to byłbym zawiedziony.
„Drabina Wałbrzyska” — ponad 30 szczytów, niekończące się podejścia i zejścia, czyli klasyczna górska sinusoida. Dwa lata odkładałem ten szlak, aż w końcu się udało
Dzień 1 — 52 km
Podróż zaczęła się klasycznie: bilety kupione na ostatnią chwilę, więc pół drogi na stojąco, wysłuchując historii o ciężkim życiu kibiców z kanarami. Pociąg oczywiście złapał opóźnienie, ale o 6:43 melduję się w Wałbrzychu i od razu ruszam na szlak.
Zakupy strategiczne nie wyszły, bo Żabka w święto zamknięta — w górach przewyższenia są pewne, sklepy już niekoniecznie.
Pierwsze cele: Trójgarb, potem Chełmiec, który uciekał przede mną chyba pół dnia. Na szczycie oprócz widoków ktoś uznał, że górska cisza potrzebuje disco z głośnika.
Schodzę do Boguszowa-Gorc i trafiam do restauracji „Smaki Świata”, gdzie zjadłem prawdopodobnie najlepszy schabowy w życiu.
Pogoda sztos, krótkie spodenki na d⁎⁎ie. Kolejne szczyty wpadają jeden za drugim: Dzikowiec, Strachoń, Lesista, Lesista Mała. Podejście na Stożek Wielki (17%) przypala łydki skuteczniej niż saharyjskie słońce . Planowany nocleg przy Bociance szybko się zmienia i nogi same niosą dalej przez Sokołowsko, Włostową i Suchawę przy zachodzie słońca.
Z czołówką docieram do wiaty pod Waligórą. Nocleg ogarnięty, ognisko obok, ktoś pyta o kiełbasę ja automatycznie odpowiadam, że nie mam… dopiero później dociera do mnie, że to była oferta. Na kolację zjadam puree z boczkiem wchodzę w śpiwór mumię i szybko odcinam zasilanie.
Dzień 2 — 29 km
Pobudka 4:45 przy ptasim koncercie. Cicha ewakuacja z wiaty, herbata i w drogę. Zejście z Waligóry po ruchomych kamieniach, balansuję żeby nie testować ich twardości tyłkiem. Poranna toaleta przy Andrzejówce, potem już klasyczne odhaczanie szczytów: Rogowiec, Jedliniec, Jałowiec, Borowa, Kozioł, Wołowiec. Kilometry lecą, nogi działają w trybie automatycznym.
Szlak kilka razy wprowadza mnie do Wałbrzycha i z powrotem do lasu, kontrast między ciszą gór a miejskim obskurnym klimatem dość mocny. Na koniec jeszcze Lisi Kamień i Ptasia Kopa, powrót na dworzec Wałbrzych Miasto i stop na zegarku.
82 km Drabiny zaliczone
A przy okazji znalazł się już kolejny szlak „na później”
Wystartowaliśmy ze stolicy Reunion, Saint Denis. Idziemy wraz @Civetta na spokojnie z północy na południe wyspy szlakiem GR R2 zahaczając o szlak GR R3. Trasę tą robi się standardowo w 12 dni, my idziemy już 9, ale też specjalnie nam się nie spieszy i szukamy znajdziek. Tunele, zapory wodne, czy mało popularne wodospady. Powoli uciekamy z magicznego cyrku wulkanicznego Mafate i ruszamy na najwyższy wyspy Piton de Neiges 3070 m npm, a dalej w rejony wulkanu o którym w mediach obecnie głośno z racji przelewającej się lawy, Piton de La Furnaise. Na chwilę obecną schronisko znajdujące się w pobliżu jest dalej otwarte, a szlaki oprócz tych w kalderze są otwarte (zobaczymy jak to wygląda naprawdę), nie spodziewamy się Fuego w Gwatemali ale raczej lawę w nocy zobaczymy. Dzisiaj dzień zero i śpimy w ludzkich warunkach. Pozdro dla wszystkich Tomków i Tosi.
Chciałem odwiedzić Reunion będąc na Mauritiusie w czasach covidowych, ale ceny biletów między wyspami były bliskie tym, jakie zapłaciłem za przylot na Mauritius z Europy xd
@Earl_Grey_Blue my mieliśmy inną historię covidową w tym czasie, kupiłem bilety tam i powrót na Reunion za 1300 zł tylko wskoczył covid i tyle było po Reunion, ale co się odwlecze to nie uciecze.
@bucz właśnie, że nie. Odwołali nam loty do Nepalu i kupiliśmy z marszu Paryż - Saint Denis - Paryż za 1700 zł. Dolot do Paryża z Krakowa w granicach 600-700 zł (w obie strony) EasyJet też kupowany z marszu.
Bolesławów – Śnieżnik – Bolesławów, zimowa pętla 26,48 km. Gdy wychodziłem z auta, temperatura wskazywała −11°C. Później słońce się rozkręciło i mimo lekkiego mrozu szedłem już tylko w bluzie polarowej, z kurtką w plecaku. Trasa przyjemna — śniegu wciąż sporo, lodu na szlaku na szczęście praktycznie nie było, więc raczki odpoczywały w plecaku. Na szczycie Śnieżnika obowiązkowa wizyta na wieży i herbata z termosu na ławce tuż pod nią .
W prognozach zapowiadają ocieplenie, więc trzeba było skorzystać z mroźnych warunków na grani, póki są. Wpadło lekko ponad 20 km w mgliście białym krajobrazie, przy akompaniamencie solidnie przewiewnego i wyjątkowo złośliwego zimnego wiatru .
Góry Kaczawskie proszę Państwa są za⁎⁎⁎⁎ste i nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym :D. Moje noworoczne, turystyczne objawienie. Jeżeli macie dość tłumów w Karkach i chcecie poodkrywać miejsca nieoczywiste, to najbardziej czarowne miejsce na Dolnym Śląsku. Posród niewysokich szczytów i sennych miejscowości znajdziemy prawdziwe perełki:
ruiny najstarszego zamku w Polsce we Wleniu
XV-wieczne malowidła z legendami arturiańskimi w wieży książęcej w Siedlęcinie
zapora w Pilchowicach i most którego nie wysadzili do filmu
swietne widokowo trasy trekingowe.
A to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów. No każdy znajdzie tu coś dla siebie, na każdą porę roku. Latem na pewno tam wrócę, park Chełmy i jego winnice czekają. Gorąco polecam!
#trekking #podroze #dolnyslask #roadtrip i trochę #drony bo #zamki we Wleniu