#japonia

24
853

#japonia #architektura


TL;DR >>> Wyczekiwana wizyta na Expo 2025 w Osace okazała się najbardziej pechowym dniem całej wycieczki - ale i tak nie żałuję!


*W tekście piszę o załączonych zdjęciach, niektóre z nich są w komentarzach.


Koncepcja wyjazdu do Japonii akurat w 2025 skrystalizowała się w mojej głowie zaraz po mającej miejsce kilka lat temu wycieczce do Dubaju. To tam po raz pierwszy zawędrowałem na międzynarodową wystawę Expo. Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, ale zakochałem się w tym wydarzeniu bez pamięci.


Expo to raczej spory obszar, na którym swoje pawilony budują państwa z całego świata i w tychże pawilonach robią wystawy promujące swój kraj zarówno wśród potencjalnych inwestorów, jak i turystów. Oprócz krajów, na terenie wystawy pojawiają się budynki dużych firm technologicznych oraz grup artystycznych. Cała wystawa to plac zabaw dla architektów i budowniczych. Projektanci uwalniają swoją kreatywność i nieuwiązani warunkami zabudowy lub drastycznym budżetem, jadą "na bogato". Jako, że jestem wielkim miłośnikiem architektury, wizyta w tym miejscu była bardzo ekscytująca.


Na początku o pechowych przypadkach, co by potem skupić się na pozytywach. Pogoda. Przez cały, dwutygodniowy, pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni, tego akurat dnia musiał padać deszcz. Nie była to ulewa, ale nie był to także kapuśniaczek. Przejaśniało się może na 5 minut w ciągu godziny, tylko po to, by zaraz znowu wszystko zmoczyć. Przełożyć wizyty nie mogłem, bo bilet był kupiony na konkretną datę więc pozostało brodzić w kałużach.


Drugi fail był jeszcze gorszy. Przez to, że nieświadomie wybrałem się do Japonii w Golden Week - odpowiednik naszej majówki, to w każdym interesującym miejscu napotykałem dzikie tłumy lokalsów. Wystawy w obawie przed rozniesieniem pawilonów, wprowadziły limity odwiedzin. Oczywiście chętnych było dużo więcej niż dostępnych miejsc, toteż zorganizowano loterię na wejścia do środka. Na każdym bilecie można było wziąć udział w loterii trzy razy. Zgłosiłem się jako chętny do odwiedzenia kilku miejsc, z utęsknieniem wyczekiwałem wyniku losowania. Jakaż gorycz mnie napełniła, kiedy otrzymałem informację, że nie wylosowałem wejściówki do żadnego z pawilonów. No normalnie, memowy c⁎⁎j mi w d⁎⁎ę. Ale nie zrażamy się, patrzymy na pozytywy i idziemy z dobrym nastawieniem, może gdzieś się uda wcisnąć.


Po przyjeździe metrem na teren wystawy, lekka zgroza. Szok jak wiele ludzi zebrało się w jednym miejscu. Mrowie głów, aż po horyzont. Nie wiem czy było nas tu tysiące, dziesiątki tysięcy czy setki, bo nawet nie jestem sobie w stanie tego dobrze zwizualizować. Już myślałem, że tam zakwitnę w tej kolejce, ale nastąpiło miłe zaskoczenie. Japończycy rewelacyjnie potrafią zarządzać tłumem. Cała masa osób kierujących ruchem, skutecznie rozpraszała tłok. Potok ludzi był sukcesywnie rozbijany na mniejsze przez osoby z megafonami. Państwo tu, na lewo, a wy idziecie na prawo. Początkowo wydawało mi się to nierealne, ale już po 20 minutach przechodziliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, po której następowało wejście na faktyczny teren Expo.


Wystawę otacza ogromna estakada o konstrukcji drewnianej. Z założenia miał to być chyba pomost widokowy, z którego można rozejrzeć się po okolicy, ale tego dnia pełnił przede wszystkim funkcję zadaszenia. Minęliśmy pawilon japoński, na którym przywieszono kartkę "no entry without reservation", co mnie próbowało demotywować, ale nadal naiwnie wierzyłem, że jednak gdzieś do środka zajrzymy. Nie trzeba było nawet długo czekać, bo kawałek dalej znajdował się garaż Yamaha, do którego nie było wymagane umówienie wizyty i nawet nie było kolejki. W środku futurystyczne motocykle w trzech wersjach - szybki & sexy / emerycki & bezpieczny / lotniskowy & pakowny. Pierwszy z nich, widoczny na załączonym zdjęciu. Każdy z pojazdów miał wbudowane zabezpieczenia przed przewróceniem się. Obsługa kopała te pojazdy, a one jedynie lekko się przekręcały i szybko wracały do pionu. Drugi to skuter miejski, a trzeci to walizka na kółkach, na którą posiada manetkę, więc można na niej usiąść i sobie pojechać.


Po prezentacji minęliśmy kilka budynków, by zauważyć, że przed pawilonem USA jest dość mała kolejka i nie ma nawet ogłoszenia, że zakaz wstępu. Zaczepiłem koleżkę z obsługi i powiedział, że luzik, możemy sobie wejść. Yeah, czyżby powrót szczęścia w tym zdominowanym przez złe dżu dżu dniu? W środku USA postawiło na motyw "TOGETHER", czyli chcemy robić wielkie rzeczy, ale chcemy je robić razem z wami. Były projekcje pokazujące różne ciekawe miejsca w USA, spektakularne piękno ichniejszej przyrody i monumentalne metropolie. Potem mały show z lotem w kosmos - pomieszczenie przygotowane jak statek kosmiczny i można było się poczuć jak na orbicie. Dalej pokazano części wysłanych w kosmos maszyn oraz przywieziony z księżyca kamień. W większości pawilonów były restauracje z kuchnią gospodarza, więc tutaj knajpa serwowała, rzecz jasna, burgery i frytki.


W tym momencie zdałem sobie sprawę że trzeba mierzyć siły na zamiary i jeśli chciałbym wrócić do domu przed nocą, to należy przyśpieszyć, bo dopiero co weszliśmy, przemierzyliśmy może z 8% wystawy, a 2 godziny minęły.


Dalej zatem szło szybko. Jak tylko zaczynało mocniej padać, szliśmy na po kawę lub jakieś smakołyki i dokowaliśmy pod drewnianym kręgiem. Jak tylko ustawało (lub gdy uznawaliśmy, ze kij z tym, idziemy dalej), to opuszczaliśmy schronienie.


W dużym, skrócie:


  • Pawilon Polski - ładny z zewnątrz, ale jakiś taki mocno orientalny styl miał. Zajrzeliśmy do środka przez sklepik - widzieliśmy wystawy z bursztynem. W sklepiku głównie biżuteria. W menu to co na załączonym zdjęciu.

  • Najlepszy pawilon wystawy: OCHIAI Yoichi's Signature Pavilion - jest to pawilon grupy artystycznej. Na załączonym zdjęciu ten chromowany, ze świecącym kółkiem. Miał klimat takiej niepokojącej maszyny. Kółko pulsowało i drgało, a z głośników leciało niepokojące trzeszczenie, coś jak czołówka Black Mirror. Mega odjechany i trochę straszny.

  • Ciekawe pawilony: zrobły na mnie wrażenie Chiny (te pionowe drewniane, zaokrąglone ściany na zdjęciu), fajna była też Tajlandia (pół chaty i lustrzana ściana).

  • Rozczarowania: Indie (z daleka wiadomo było, że się zbliżamy, tak nahajcowali kadziłem), do tego pawilon Pasona (który na wizualizacjach wyglądał obłędnie, a w rzeczywistości przypominał membranę naciągniętą na stalowy szkielet).


Około godziny 19, kompletnie przemoczeni zawinęliśmy się do metra.


Ogólne wrażenia są takie, że w Dubaju pokazali, że mają w cholerę szmalu. Poszli totalnie na bogato. Tutaj jest bardziej zachowawczo, trochę bardziej eko.


Myślałem, że nieprędko wrócę do Japonii, bo podczas wyjazdu zobaczyłem naprawdę wiele, ale okazuje się, że kolejne Expo będzie w Jokohamie, więc chyba będzie trzeba znowu wybrać się na ramen i tonkatsu.

4feaf6f4-dee4-4fb0-8094-b667932efeef
4e81a16f-5fc2-465d-92e8-37923feb7709
a36c1d72-773d-4281-933a-9a7202456a83
1efbc3db-2592-4e0e-b4d4-8dab2fcc04f4

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#ciekawostki #japonia


Otagi Nenbutsu-ji to świątynia buddyjska położona na zboczu wzgórza w dzielnicy Arashiyama w Kioto, Japonia. Znana jest z 1200 posągów arhantów, które pokrywają zbocze wokół terenu świątyni. Została pierwotnie założona przez cesarzową Shōtoku w okolicach dzielnicy Gion w Kioto w roku 766 roku n.e.

2b4c62f5-83c4-4cd2-801f-e15d4c58dc54

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Na sobotnie śniadanie tradycyjne onigiri. W środku tuńczyk z majonezem. Ależ to jest proste i dobre! Pod warunkiem, że dobrze ugotuje się ryż. Ja gotuję jak na sushi, tylko po ugotowaniu nie dodaję zaprawy a sporo soli. Mniejsze dla dzieci, większe dla ojca.

#jedzzhejto #jedzenie #japonia #gotowanie

69523766-ced3-4767-8cd6-a9a105ba2f17
337820b1-693b-438f-9952-79dac90211a6

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Bardzo fajnym patentem stymulującym turystykę w #japonia jest kolekcjonowanie pieczątek z różnych miejsc. Wg tego artykułu: https://en.m.wikipedia.org/wiki/Eki_stamp pieczątki "Eki Stamp" są dostępne głównie na stacjach kolejowych, ale podczas podróży widziałem je także w miejscach popularnych wśród turystów (świątynie, parki, wystawy i muzea).


Wzory na stęplach są śliczne. Przedstawiają obrazek związany z miejscem, w którym stacja do pieczątkowania się znajduje.


W sklepach z pamiątkami można zakupić notesy dedykowane zbierniu pieczątek. Bardzo żałuję, że dopiero pod koniec wyjazdu to odkryłem, bo pamiątka z wycieczki rewelacyjna. Jeśli się wybierasz w tamte strony, zdecydowanie polecam zakup notesu i kolekcjonowanie pieczątek.


W internecie są nawet mapki z lokalizacjami pieczątek. Zdjęcia poglądowe, znalezione w sieci

f5775a40-4b8d-4281-8096-fd276660dffe
350578b5-619d-42ed-83b7-21c6ecaf85ec

W grze "The Legend of Zelda - Spirit Tracks" na DSa, był taki side-quest ze zbieraniem pieczątek do notesu, korzystając z dotykowego ekranu przybijało się pieczątkę, chyba jedna z nielicznych znajdziek w grach którą chciało mi się robić.

Zaloguj się aby komentować

W #japonia istnieje zwyczaj darowania uczniom KitKatów przed egzaminami jako talizmanów na szczęście.

Ich nazwa brzmi podobnie do japońskiego wyrażenia kitto katsu co znaczy „na pewno wygrasz” albo „na pewno się uda”, niosą więc ze sobą bardzo dobre życzenia.

Na pewno widzieliście w sieci różne dziwaczne japońskie smaki KitKatów, a jest ich kilkaset. Większość z nich to edycje limitowane, czasem związane z jakimś świętem, czy konkretnym regionem.


Na zdjęciu KitKat z wstążeczką - jeden z trzech, które przygotowałam dla mojej uczennicy z japońskiego, która dzisiaj zdaje egzamin ósmoklasisty z matematyki


#ciekawostki

5d0bfed9-89b3-44cd-8f77-98c28d36c6f5

Zaloguj się aby komentować

Shiro Kasamatsu był japońskim grawerem i grafikiem, wyszkolonym w stylach drzeworytu Shin-Hanga (nowych wydruków) i Sōsaku-Hanga (wydruków kreatywnych). Kasamatsu urodził się w Tokio w 1898 (zmarł w 1991). W wieku 13 lat rozpoczął naukę pod okiem mistrza Kaburagi Kiyokata, który nadał mu pseudonim "Shiro", ktorego następnie używał do podpisywania prac. Łącznie wykonał około 230 drzeworytów.


Japońska sztuka drukowania przy użyciu bloków drzewnych mokuhanga (木版画), pierwotnie wynaleziona w Chinach, rozpowszechniła się w trakcie epoki Edo (1603–1868). Podstawowym wyróżnikiem techniki japońskiej jest używanie tuszy wodnych, które pozwalają na odzwierciedlenie żywych kolorów.


Sama technika jest niezywkle czasochłonna i z grubsza sklada się z trzech etapów - przygotowania pierwowzoru - matrycy na papierze i naklejenie papieru na blok drobnoziarnistego drzewa, najczęściej wiśni, następnie precyzyjne wycinanie kształtu w drewnie, a nastepnie pokrywanie tuszem i drukowanie na kartach papieru. Wykonanie skomplikowanego drzeworytu może zająć nawet kilkadziesiąt godzin.


Japońska szkoła wytworzyła wiele nurtów techniki skupiających się na prezentowaniu określonych motywów, styli, czy sposobów percepcji artysty.


Cena wydruków to zwykle kilka tysięcy dolarów, a rekord to 3,5 miliona USD zapłacone w 2024 roku na aukcji w Nowym Jorku.


#ciekawostki #art #sztuka #japonia

731aaaa8-c042-4d7b-a1a0-044279739f17
e1c05a6f-199e-4013-927d-64f7e5c985f2
622c8260-a5f1-4630-a02a-23ecd36b2777
061b42ce-034c-4282-b890-6a47ef6a5c53
3d95e614-8649-4892-a4a0-7728f72a17f8

Zaloguj się aby komentować