Trzech jeszcze nie wypełniłem bo nadal trwają negocjacje jakie przyprawy tam załadować. Grunt, że burdel w przyprawach ogarnięty bo każda w innym słoiczku, dozowniku albo innej torebce.
Trochę #chwalesie, bo w końcu sobie kupiłem bezprzewodową sondę do smażenia /pieczenia/ gotowania. Czekam teraz na jutro, aż sobie steka zrobię. 😁 #gotowanie
@razALgul wlazłem we wpis, popatrzyłem zdjęcie jednym okiem na szybko i pomyślałem: nie no, kolejny inkoguto od manata będzie nawijał o tych piórach i tuszach. Całe szczęście nie
Z 6 litrow nastawu na bulion mam teraz 2,5l po odsaczeniu. Jako ze ma byc to magiczna baza, mysle zeby zejsc tak do litra. Myslicie ze do 21 sie wyrobie?
Ja to ostatnio analizowałem pod kątem cen jedzenia w knajpach w Hiszpanii. I dokopałem się do takich informacji.
Franco za swoich czasów panowania ogłosił (lata '60), że ówczesne jadłodajnie i bary miały serwować "menu dnia", które miało składać się z "przystawki, zupy lub kremu jako pierwsze danie, drugiego dania z mięsa, ryby lub jajka z dodatkami; deseru z owocami, słodyczami lub serem; chleba i ćwierci litra lokalnego wina, piwa, sangrii lub innego napoju". Ceny były ustalone odgórnie i miały pozostać niskie. Z tego jednak powodu restauratorzy nie byli w stanie zapewnić dobrej jakości jedzenia więc zaczęto oszczędzać na składnikach. W niektórych miejscach nawet zabraniano serwowania czegokolwiek innego poza menu dnia.
Mijały lata i ceny podnoszono żeby w latach '80 je zlikwidować. Pozostała jednak filozofia aby jedzenie w knajpach było smaczne i dostępne dla każdego: pracowników fizycznych, umysłowych, młodych i starych. To przetrwało do dziś i częściowo tłumaczy czemu w Hiszpanii jedzenie jest tanie. Franco nie rządził w całej Europie południowej ale chyba jednak jakoś ta (można powiedzieć, o ironio, komusza) strategia żywienia ludu rozlała się po sąsiadujących krajach.
Jutro jadę do szpitala na 5 dni na oddziale (zaczynam 2 rundę chemii #frondeusbezjaja)
Więc by sobie trochę osłodzić życie, wiedząc jak szpitalne posiłki będą wyglądać: Dziś wjechała pizza w stylu Detroit.
70% nawodnienia, na górze mieszanka Mozarelli oraz Chedara (tak pół na pół), do tego sos pomidorowy z cebulą i czosnkiem, (cebulę potem użyłem jako topping), salami jako dodatek.
I chryste panie jak to dobrze wyrosło, ciasto było pulchniutkie, mięciutkie, soczyste. Póki co najlepsze moje podejście do tego typu pizzy. No rosło przez prawie 3h, więc znowu - najważniejszym składnikiem okazała się być Cierpliwość. Chwalmy #homeoffice .
Narobiłeś mi smaka, więc kradnę przepis. Neapolitańska średnio mi wychodzi, bo nie mam dobrego pieca, a tutaj w przepisie jest blacha i zwykły piekarnik. Muszę spróbować.
Praca na home office ma zalety. Np. mogę zrobić sobie pyszne bagiety i to wcale nie oszukując pracodawcy:
* Bo gdy przepis wymaga 3.5h, to w praktyce mojej uwagi wymaga może 15 min (1 przerwa na kawę) rozłożone w czasie.
* W praktyce, 2-3 minuty roboty z ciastem, 30-60 min czekania na ciasto.
* W czasie gdy czekam na: drożdże, ciasto, nagrzanie piekarnika czy samo pieczenie, jestem w stanie normalnie pracować.
Efekty?
75% hydracja, 6 bagiet z tego 2 już w brzuchu
Przepis stąd: https://www.cookwell.com/recipe/sandwich-baguettes (swoją drogą Ethan Chlebowski - nazwisko zobowiązuje xD - jeden z moich ulubionych youtuberów około-jedzeniowych który przynajmniej w mojej ocenie nie wydziwia, a stawia raczej na edukację widza i zrozumienie "czemu coś się robi")
* W czasie gdy czekam na: drożdże, ciasto, nagrzanie piekarnika czy samo pieczenie, jestem w stanie normalnie pracować.
@frondeus Pod warunkiem, że w czasie pieczenia nie wyskoczy super pilna sprawa w pracy, na to nałoży się kolejna, i po 3 godzinach będziesz wyjmować chleb z pieca łopatą. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@LondoMollari Na wszelki wypadek ustawiam samo-wyłączenie w piekarniku xD Najgorsze co się stanie to troszeczeczkę bardziej się przypieką albo nierównomiernie.