#autyzm
Zaloguj się aby komentować
1186 + 1 = 1187
Tytuł: 1001 porad dla rodziców i terapeutów dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera
Autor: Ellen Notbohm, Veronica Zysk
Kategoria: psychologia, nauki społeczne, autyzm
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Format: książka papierowa
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10
Książka, o której dowiedziałem się dzięki hejto z tego wpisu
https://www.hejto.pl/wpis/956-1-957-tytul-1001-porad-dla-rodzicow-i-terapeutow-dzieci-z-autyzmem-i-zespole za co w tym miejscu serdecznie dziękuję.
Nie pamiętam już kiedy czytając tyle razy nie pomyślałem “no shit, Sherlock”. Być może tak miało być i wbrew tytułowi książka została skierowana również do osób, które nie miały kontaktu z dziećmi z autyzmem, aby uświadomić im, że nie każdy funkcjonuje tak samo jak my. A może to po prostu amerykański styl pisania poradników. Na pewno treść została podana w sposób bardzo przystępny i ustrukturyzowany, umożliwiający odnalezienie danego zagadnienia w zależności od bieżącej potrzeby. Podejrzewam natomiast, że wiele osób, które miały regularny kontakt z takimi dziećmi, czyli właśnie rodzice czy terapeuci może ocenić sporą część treści jako trywialną, gdyż wiele elementów i porad wynika nie tyle z jakiegoś specjalistycznego wykształcenia tylko z podstawowej umiejętności obserwacji i po prostu z traktowania dziecka jak człowieka. Może to brzmi niedorzecznie, ale poobserwujcie kiedyś. Gwarantuję, że będziecie w szoku jak wielu dorosłych traktuje dzieci niczym jakiegoś pieska bez samoświadomości.
Ale do rzeczy. Czy w takim razie książka jest według mnie słaba? Nie. Wśród licznych truizmów znalazły się też wartościowe i mniej oczywiste detale oraz mnóstwo cennych pomysłów na zajęcia terapeutyczne w formie zabawy, czy też na wprowadzenie drobnych modyfikacji do codziennych aktywności i to właśnie ten ostatni element wydaje mi się najbardziej wartościowy, gdyż wprowadzenie ich w życie nie wymaga rewolucyjnych zmian harmonogramu ani nawyków. W dalszej części książki można znaleźć też liczne propozycje przystosowań i modyfikacji zajęć skierowane do nauczyciela. Oczywiście, co zresztą podkreśla jedna z autorek, nie ma metod uniwersalnych, ale myślę, że wielu rodziców czy pedagogów może wyłowić coś odpowiedniego dla swojego dziecka.
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #autyzm #asperger

Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj napomknę Wam o niecodziennej #psychoterapia w której uczestniczyłem przez ostatni tydzień. Był to rodzaj muzykoterapii zwany „rave”, a odbywał się on w ramach węgierskiego festiwalu „Ozora”. Jak jesteście ciekawi szczegółów to zapraszam do piorunowania i ankiety.
O co chodzi w zabawie? Otóż gwóźdź programu, to wspólne uczestniczenie we wspomnianym rejwie (pisownia fonetyczna). Polega on na znalezieniu sobie punktu na „parkiecie tanecznym” w którym będzie nam odpowiadało natężenie i akustyka dźwięku, oraz będzie dostatecznie dużo miejsca abyśmy mogli komfortowo się poruszać.
nastepnie DJ, a czasem bardziej szaman-akustyk używa ogromnego soundsystemu (patrz zdjęcie), aby wprawić powietrze w drgania, które połączone z grupowym ruchem do rytmu wprawiają ciało w stan NREM analogiczny do tego podczas snu, który dosłownie „wypoczywa” umysł, a fizycznie może dać uczucie ekstazy.
poniewaz temat jest mega obszerny a bardzo chciałbym go Wam przybliżyć w przystępnej formie, zostawiam ankietę o czym byście chcieli dalej poczytać
#muzyka #autyzm #adhd #adhddoroslych #psychiatria #narkotykizawszespoko #muzykaelektroniczna #ozora #tworczoscwlasna

O czym pisać dalej?
Teraz nie wiem, czy coś mnie ominęło, bo gość opisuje psajki jako coś mistycznego, ludzie w komentarzach podłapują, a ja do tego tupałem swego czasu co i rusz. Ba, letnie rejwy to się regularnie odbywają po miastach. Ale nikt nigdy nie nazwał tam tego psychoterapią.
No ale może działać w coś a'la terapeutyczny sposób, tu się zgodzę. Tyle, że nie w tak dużych słowach.
Zaloguj się aby komentować
Z porannych sukcesów to młody sam posmarował sobie kanapki serkiem smarującym i je wcina. Jestem z niego dumna
#autyzm #dzieci #rodzicielstwo
Zaloguj się aby komentować
chyba dorosłem do tego aby zakupić eSIM i założyć konto na #wykop
To nie jest pożegnanie. #hejto jest super i na pewno tu zostanę, ale czuje się tu trochę jak w domu. Komfortowe miejsce, gdzie ludzie raczej czytają, myślą i dopytują, zamiast przechodzić do napierdalanki ad-hominem i szukania haków w starych postach. Moja internetowa persona została już chyba ukształtowana i zweryfikowana we wspierającym środowisku jako „nie popierdolona, czasem mająca coś ciekawego do napisania”.
a jak chce docierać do ludzi którzy się ze mną nie zgadzają, to muszę przywyknąć do agresji i nauczyć się ją neutralizować, oraz przekonywać nieprzekonanych, krnąbrnych, ignoranckich i chamskich. Tutaj jest ich w sam raz żebym czuł się dobrze, ale za mało żebym się rozwinął.
kilka razy udało mi się napisać coś z czym ludzie się identyfikowali, za każdym razem jest mi bardzo miło jak któryś mój wpis doceni wiele osób. Dziękuję też tym którzy moje posty lajkują i komentują regularnie. Z takich sławniejszych person to @moll próbująca zrozumieć autyzm zawsze mnie bardzo rozczula, ale też często pomaga mi zrozumieć normalność xD
kibicujcie mi proszę
#autyzm #psychiatria #gownowpis i w sumie #polityka bo chyba to mnie najbardziej motywuje do dzielenia się przemyśleniami i doświadczeniami
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
18 czerwca:
-
Międzynarodowy Dzień Sushi
-
Dzień Zrównoważonej Gastronomii
-
Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Mowie Nienawiści
-
Dzień Ewakuacji
-
Dzień Europejskiego Protestu Przeciw GMO
-
Autystyczny Dzień Dumy
#nietypoweswieta #kalendarz #ciekawostki #sushi #gastronomia #gmo #autyzm #mowanienawisci

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#autyzm #padaczka #zdrowie
Jakiś czas temu wpadła do mojej współlokatorki jej koleżanka. Od razu powiedziała, ze jest ze spektrum i ma ADHD. Za⁎⁎⁎⁎scie mi sie z nia gadało. Na drugi dzien powiedziała, ze tego typu kontakt łapie tylko z ludźmi w spektrum.
Zacząłem troche o tym myśleć, a jako ze jestem w pracy, wiec mam czas (
PS. Nie próbuje w ten sposob na siłę udowodnić sobie, ze nie jestem w spektrum. Po prostu taka z nudów myśl mnie naszła xD
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1525505014004818
https://www.bath.ac.uk/announcements/research-discovers-link-between-epilepsy-and-autism/
@HolQ sory ale odpisze to co zawsze - idź do specjalisty i zrób test na spektrum
Ja mam syna w spektrum i to co dla mnie było niezwiązane dla psychiatry było czerwonym wykrzyknikiem
Nie myślałeś może o tym że epilepsja nie jest przyczyną, a objawem tego że należysz do spektrum autyzmu? Czasem tak jest że mózg inaczej działa i w skrajnych wypadkach są wyzwalane ataki po to aby ustabilizować się/zresetować.
Uważam że nie ma wstydu w udowodnieniu sobie i innym że jest się w spektrum autyzmu. To można powiedzieć że jest nawet powodem do dumy. Osoby ze spektrum, które mają dużą świadomość (często takie osoby miały kiedyś padaczkę która później ustała) często widzą rzeczywistość kompletnie inaczej, co przez niektórych normalnych jest nawet pożądane.
I oczywiście to co powiedziała twoja znajoma może być dobrą i prawidłową korelacją.
Mam też do ciebie pytanko. Na ile lat faktycznie się czujesz psychicznie? Może być to konkretna liczba lub zakres. Ma to trochę związek z byciem w spektrum, a ja jestem tego ciekawy.
Zaloguj się aby komentować
956 + 1 = 957
Tytuł: 1001 porad dla rodziców i terapeutów dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera
Autor: Ellen Notbohm, Veronica Zysk
Kategoria: psychologia, nauki społeczne, autyzm
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Format: książka papierowa
ISBN: 9788323340904
Liczba stron: 384
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 28/36
Poradnik dla rodziców i terapeutów dzieci ze spektrum autyzmu. Moim zdaniem całkiem dobra i udana pozycja.
Książka to dość szeroka i konkretna synteza. Autorki w przystępny i konkretny sposób prezentują szeroką gamę zagadnień, z którymi stykają się na co dzień opiekunowie dzieci ze spektrum - od problemów sensorycznych, przez rozwój mowy po rozwój społeczny, kończąc na zagadnieniach związanych z edukacją.
Każdy rozdział składa się z części teoretycznej - otwierającej dany blok tematyczny, w której mamy w miarę wyczerpująco rozpisane dane zagadnienie, rozwój jakichś kompetencji, typowe bolączki "etapu". Następnie zapoznajemy się z gamą rozwiązań/pomysłów, które w gotowy sposób możemy spróbować zaimplementować w odpowiedzi na potrzeby dziecka - dostajemy przegląd strategii, które możemy wypróbować (nie na każde dziecko zadziała to samo, część rzeczy można sobie elastycznie dostosować do własnej sytuacji). Dostajemy również ramki z wskazówkami/radami, które w tekście znajdują się w wyróżniony sposób przy marginesach i uzupełniają główną treść danej porady.
Tytuł posiada sporo odnośników i bogatą bibliografię, a także indeks, więc po przeczytaniu tej pozycji możemy sięgnąć po coś kolejnego, ale także jeśli potrzebujemy do czegoś wrócić - łatwo i szybko możemy to ogarnąć.
Czy to poradnik dla każdego? Jeśli ktoś przejrzał ich już kilka, zapewne nie znajdzie tu zbyt wielu nowości. Jeśli szukamy czegoś do usystematyzowania wiedzy i jej delikatnego pogłębienia lub po prostu nabycia jej w przystępny sposób (ale jeszcze nie na poziomie akademicko-specjalistycznym) to jest to bardzo dobry tytuł.
Książka nadaje się zarówno dla rodziców małych dzieci, jak i tych nieco starszych. Sama łapałam się na tym w trakcie lektury, że z części zagadnień mój syn już wyrósł, część to kwestie bieżące, za to im bliżej końca książki, tym bardziej brzmiało to jak pieśń przyszłości.
Myślę, że za kilka lat będę musiała do tej książki wrócić.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #dwanascieksiazek #ksiazki #czytajzhejto i pozwolę sobie #autyzm

Zaloguj się aby komentować
Człowiek by się zbadał, ale co jak wpadnie z deszczu pod rynnę? Niby zawsze można odstawić prochy, ale posłuchałbym świadectw ludzi, którzy poczuli jak to jest z obu stron i np. wrócili to ADHD
Zaloguj się aby komentować
Pojawiły się przełomowe badania przeprowadzone w kooperacji Uniwersytetu Queensland oraz Instytutu Badań Nielsa Bohra w Aarhus. Badanie przeprowadzono w okresie 1981-2000r na grupie prawie 72 tys osób dotyczące wpływu witaminy D w okresie prenatalnym i niemowlęcym na rozwój mózgu oraz zaburzeń takich jak autyzm, ADHD, choroby o podłożu psychicznym.
Gorąco polecam zapoznanie się szczególnie przyszłym rodzicom z racji ogromnego potencjału prewencyjnego.
https://stories.uq.edu.au/infant-vitamin-D-brain-development/index.html
Badania https://www.nature.com/articles/s41598-018-35418-z
#autyzm #adhd #psychiatria #schizofrenia

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mam pewne rozkminy na temat autyzmu, które stanowią przeciwwagę dla dzisiejszego interwencjonizmu w życie autystyka wysokofunkcjonujacego.
Jest to też niejako wpis traktujący o tym jakie kiedyś było podejście do osób z widocznymi cechami autystycznymi i jakie efekty może to powodować z perspektywy osoby przed 30stką.
Pierwsze moim autystycznym objawem było to że późno zaczałem mówić, na tyle że powinno to wzbudzić zainteresowanie wokół, i wzbudziło, chodziłem do logopedy. We wczesnym dzieciństwie miałem sporo objawów - fascynacja napisami końcowymi w filmach, ciekawiły mnie one bardziej niż film, byłem mocnym niejadkiem, samotnikiem który albo nie bawił się z rówieśnikami, albo skupiał się na zabawie a nie na kontaktach z nimi. Przedszkole przechorowałem, za to pójście do szkoły było dla mnie ciężkim doświadczeniem.
Chodzenie do szkoły powodowało u mnie wszelkie możliwe objawy typu biegunki, wymioty. Skarżyłem się na hałas i na zapachy. Wtedy też byłem u psychiatry, dostałem jakieś leki na uspokojenie które nie pomagały i zostały wycofane, zaś mi przeszło z czasem choć trochę to zajęło a uraz do małych dzieci mam do dziś. Życie szkolne na tym etapie było z mojej strony pełne izolacjonizmu, po jakims czasie znalazłem znajomego a właściwie kumpla do gier. W szkole podstawowej szło mi średnio, miałem oceny trójkowe, nie wstrzeliwałem się w klucz. Na tym etapie nikt na mnie uwagi nie zwracał bo nikomu nie zawadzałem, nie wiele też ode mnie wymagano. Rodzice widzieli że jestem inny, ale nie próbowali z tym walczyć. Dawano mi wolną rekę w wielu rzeczach typu organizacji dnia, bylebym tylko zdawał, a wraz z wolna ręka wypełzły objawy ADHD na pierwszy plan, robienie kilku rzeczy na raz itp. Od gimnazjum zawsze jak wychodziłem na zewnątrz miałem muzyke w słuchawkach, nieświadomie tak pokonywałęm nadwrażliwość na dzwieki i zaspokajałem ADHD.
Ten pierwiastek ADHD umożliwił też moją socjalizacje od etapu gimnazjum nauczył niejako funkcjonować w społeczeństwie i dobrze się maskować, wiedziałem że musze utrzymywać pewien kontakt wzrokowy, na pytania odpowiadać dłużej i zadawać różne pytania mimo że nie jestem zainteresowany na nie odpowiedzią. Mimo wszystko zawsze miałem tylko 1-2 osoby z którymi rozmawiałem w sposób naturalny dla mnie i mnie tolerowały, jak się później okazało u jednej z nich podejrzewam autyzm a u drugiej adhd, integracja z cała resztą była pelna społecznych wtop. W gimnazjum miałem objawy fobii społecznej i wiele rzeczy typu wyjście do baru sprawiało mi problem, tutaj duży wkład miała moja przyjaciółka która w sposób naturalny zabierała mnie w różne miejsca, a gdy już się oswoiłem to kazała mi np. samemu coś zamówić. Uczyłem sie słabo, mature z matematyki ledwo zdałem, na tym etapie ktoś mogłby posyłać mnie na korepetycje, probować ze mnie robić prymusa, lub stwierdzić że ze mnie będzie już tylko pracownik fizyczny tymczasem , gdy trafiłem na studia na swoja niszę to miałem stypendium naukowe. Pózniej wykorzystałem swój autyzm i adhd by być bardzo dobrym specjalistą w niszowym segmencie IT z dobrymi zarobkami, wszystko to co sprawiało że miałem problemy w szkole jednocześnie wywindowało moją kariere zawodową w góre. Po pewnym czasie autyzm wygrał z adhd, zbyt duza zmienność w IT oraz zbyt ciężkie kontakty z klientami spowodowały wypalenie. Konieć konców skończyłem w nudnej powtarzalnej pracy w księgowości, i tutaj ADHD dostało pierdolca, mózg robił wszystko by nie pracować mimo że chciałem pracować, doszły różne problemy psychiczne co skutkowało szeregiem diagnoz - spektrum autyzmu (w stopniu wysokim), fobia społeczna, zaburzenia lękowo depresyjne a w pózniejszym kroku diagnoza ADHD i to własnie ADHD stało za zaburzeniami lękowo depresyjnymi które z pozytywnymi skutkami są lęczone.
Generalnie jestem zadowolony ze swojego życia, nie próbuje kopać się z koniem, zmieniać siebie by dopasować się do jakiś norm społecznych i cieszę się że i za młodu tego nie próbowano, wiode naturalny dla mnie żywot samotnika piwniczaka, probowałem żyć jak normik ale związki, seks, podróże, konsumpcjonizm i inne rzeczy są nie dla mnie, bardzo długo mi zajeło zrozumienie tego że z racji neuroatypowości mam inne potrzeby.
To co według mnie jest często problemem to traktowanie autyzmu jako odchylenia od normy które trzeba do tej normy naprostować, zamiast zrozumieć jak to działa i pozwolić takim osobą być sobą. Na wykopie czytam doświadczenia innych osób które są na to "leczone" typu:
- terapie grupowe i przymusowa socjalizacja w miejsce zrozumienia że autysta zawsze będzie samotnikiem, otoczonym wąskim gronem ludzi a jego komunikacja polegać będzie na infodumpach na temat jego zainteresowań a nie small talkach. Tego że autysta czesto nie czerpie przyjemnosci z tej całej integracji, rozmów itp.
- psychoterapie na których dziecko co tydzień opowiada o tym jak minał mu tydzień, beż zadnej puenty.
- jakieś szkoły specjalne
- traktowanie autysty wysokofunkcjonującego jak niskofunkcjonującego.
Problemem w próbach wsparcia osób autystycznych jest sam fakt ludzkiej natury to że wsparcie interpretujemy jako działanie a czasami najlepszym działaniem jest brak działania.
Obawiam się że gdybym był dzieckiem w dzisiejszych czasach to system by podejmował wszelkie działania które miałyby zwiększyć mój komfort obecny, kosztem niesamodzielnej przyszłości.
1. Na problemy z nadwrażliwością na dzwieki dostałbym słuchawki wyciszające co mogłoby pogłębić problem.
2. Mogłbym zostać przeniesiony do szkoły specjalnej pomimo że dawałem sobie rade w zwykłej lub zostałaby wdrożona jakaś silna farmakoterapia.
3. Mogłbym być przymuszany do jakiś interakcji społecznych, a to tak jakby próbować leczyć introwertyka z introwersji bo normą jest ekstrawertyzm.
4. Mogłbym być przymuszany do chodzenia do psychologa/psychoterapeuty, nie z własnej inicjatywy by rozwiązać moje problemy lub zapewnić mi psychoedukacje o tym jak działają ludzie, tylko by próbować leczyć problemy które mają ze mną inni ze względu na ich nietolerancje lub że ten psycholog/psychoterapeuta nie miałby odpowiednich metod dla osób neuroatypowych.
5. Mogłbym dostać metylofenidat mimo że na tamtym etapie nie był mi potrzebny, choć działa on obecnie świetnie to wtedy mogłby pogłębić mój autyzm, zmienić moją nature na etapie jej kształtowania. Jestem zwolennikiem by go podawać wtedy gdy jest faktycznie potrzebny a człowiek bez niego się męczy z samym sobą, najlepiej na jakimś etapie gdy ma sie pewną samoswiadomość. Do tego może i to by poprawiło wyniki w szkole, ale mogłoby utrudnic znaczaco wychwycenie moich predyspozycji.
6.Mogłbym być ciągany na korepretycje, bo syn koleżanki ma lepsze wyniki i z takimi ocenami nic w zyciu nie osiągne. zamiast załapać ze te pojedyncze przedmioty z których mam dobre oceny to moje predyspozycje i zainteresowania które trzeba pielegnować kosztem reszty o ile z nich zdaje.
Tymczasem ja, mając dzisiejsza wiedze jedyne czego bym chciał z perspektywy tamtych czasów to troche ksiażek o ludzkiej psychologii i socjologii, by samemu przeanalizować, wychwycić i zrozumieć jak działają ludzie, czym sie kierują itp. tylko ze na takim czymś nie zarobi ani psycholog, psychoterapeuta, nauczyciel wspomagajacy, szkoła, psychiatra jest to sprzeczne z cała doktryną która nakazuje interwencjonizm.
Według mnie celem powinno być osiągniecie jak największego poziomu samodzielności dziecka, a nie jego bieżacego komfortu z naszej perspektywy. Ten brak samodzielności w przyszłosci może spowodować o wiele wieksze problemy psychiczne niż te które są bieżace. Interweniować należy, ale adekwatnie do problemu jakim on jest dla dziecka a nie dla rodzica czy szkoły, poniekąd też rozumiejąc że zycie osoby neuroatypowej z racji jego odmienności nie będzie lekkie i nie każdy problem da się rozwiązać i że też nie każdy problem jest problem bo bycie osobą neuroatypową to poniekąd płyniecie pod prąd i że nie ma co porównywać ich do osób neurotypowych i probować na siłe z nich takie osoby robić.
Krótko mowiąc trzeba być ostrożnym bo z jednej strony można skonczyć z niesamodzielnym autystą a z drugiej takim który jest samodzielny ale jest to okupione innymi zaburzeniami typu fobia spoleczna, depresja, zaburzenia lekowe, ptsd, generalnie trudny temat.
#autyzm #adhd
Najpierw czytając Twój wpis czułam się w opozycji do tego, co napisałeś i jakie tezy postawiłeś. W ogóle rozmowy o spektrum i rodzajach wsparcia są trudne, bo każdy patrzy przez pryzmat znanego sobie przypadku - siebie, własnego dziecka, osób z otoczenia. I mogą one nie obrazować tej ogromnej różnorodności potrzeb. Nie mogę się zgodzić z tym, że wspieranie dziecka w spektrum, wdrażanie pewnych narzędzi ułatwiających mu funkcjonowanie skutkuje w przyszłości brakiem samodzielności. Pomówmy na przykładzie:
Problem - ogromna męczliwość dziecka przy pisaniu odręcznym. Napisze parę zdań, ale nie ma szans, żeby dał radę napisać dłuższe wypracowanie. Aby sobie oszczędzić trudu, pisze coraz krótsze zdania, skraca wyrazy, poświęca cenny czas na wymyślanie synonimu danego słowa, który zawiera mniej liter.
Rozwiązaniem wspierającym - dostosowaniem do indywidualnych potrzeb dziecka może być zezwolenie na pisanie dłuższych prac na komputerze. Wiadomo - od razu nasuwa się myśl, że dziecko nie ćwiczy ręki. Ale i tak jej nie ćwiczy, bo nie pisze. A dzięki pracy na komputerze przynajmniej ćwiczy stylistykę dłuższych wypowiedzi pisemnych.
Ważne jest znalezienie tych narzędzi, które zadziałają na rozwój dziecka, a nie jego uwstecznienie lub stagnację.
Jednak po przemyśleniu Twojej perspektywy zgadzam się na pewno z tym, że obecnie duży biznes się rozkręcił wokół terapii. Istotą jest znalezienie tego złotego środka. Wciskanie dziecka na wszystkie możliwe terapie zadziała równie źle, co wyparcie diagnozy przez rodziców.
Zaloguj się aby komentować
W kontynuacji, załączonego postu, jesteśmy po procesie diagnozy w kierunku spektrum #autyzm , na sugestie szkoły - TL:DR, syn ma zespół nadpobudliwości psychoruchowej ( #adhd ).
Dla bardziej zainteresowanych, ponieważ po drodze dużo się działo, dalsza część postu, w tematyce #rodzicielstwo #dzieci #szkola . Jest długi, ale może komuś naświetli sytuacje, albo zbuduje jakąś ciekawą dyskusję, dla starszych, dzietnych użytkowników portalu, a wiem, że jest nas tutaj wielu.
Noc po wywiadówce była "ciężka", w szczególności dla żony, ja jakoś spuściłem parę postem, ale mam tak, że pierw działam co mogę, potem analizuję plan B. I tak też się stało, rano przejrzałem poradnie w okolicy, sprawdziłem opinie, pyk, jest. Diagnoza ma się składać z rozmowy z nami, potem z dzieckiem, potem diagnoza. Pierw psycholog, potem ewentualnie psychiatra, bo to on może wystawić diagnozę. Termin za tydzień, super, 350zł bo prywatnie, mniej super, ale to dziecko, chcę mu pomóc. Rozmowa z synem, że pójdziemy do trenera, bo się nie skupia na lekcjach i on z nim porozmawia i mu pomoże. Działamy, daję znać wychowawczyni, że chcę opinię na przyszły tydzień, bo mamy wizytę odnośnie Jasia. Luzik, a tak mi się wydawało...
Dostaję odpowiedź, że super, jakim cudem tak szybko, że ona przygotuję, a do jakiego specjalisty. Hmm, żółta lampka ostrzegawcza, znaczy możesz jechać dalej - na spotkaniu, wychowawczyni podała namiary na dwóch Psychiatrów, od Pani wicedyrektor. Ale luzik, tłumaczę jej, że to rozmowa z psychologiem, zaczynam proces diagnozy, chcemy to zrobić jak należy - tutaj dostaliśmy też sugestię od chrzestnej syna, która ma dziecko w spektrum autyzmu, takim mocnym. Dostaję odpowiedź, że Pani Wicedyrektor chcę się z nami skontaktować. Czerwona lampka, znaczy stop. Zgłupiałem. Odpisałem, a w jakim celu, bo robi się dziwnie. Odpowiedź, że chodzi o dobro dziecka, że nie muszę. Okej. Nabrałem postawy oportunistycznej, ale że świetnie się z żoną w sytuacjach awaryjnych uzupełniamy, to powiedziała, że ona to ogarnie w poniedziałek, bo już nabrała siły po kolejnej nocy, do walki o syna.
W międzyczasie, do przedszkola pilne wezwanie odnośnie drugiego syna (5lat), odnośnie tajemniczego incydentu - zwolnienie, wyrzucenie dziecka, policja, kuratorium, udawanie serialu netflixa dla dorosłych, no grubo. Tego wolałbym nie opisywać, dla dobra sprawy, temat zamknięty. Aczkolwiek na spotkaniu z rodzicami, okazało się, że wiele dzieci już z różnych powodów (poza jednym, które ewidentnie powinno) było u psychologa, dużo pomaga. Dało nam to kopa, do działania. Na podwórku rozmowa, z sąsiadką, której wnuczek był niezłym gagatkiem - był u psychologa, dziecko naprawdę się zmieniło - dalej broi, ale nie tak, a powody miało, sam bym się wkurzył na jego miejscu. Zafundowałem sobie spacer do domu piechotą (8km), na rozmyślanie - wynik, chyba połowa dzieci w szkole ma autyzm, bo zarzuty, które sformułowano do syna, jak zapominanie ubrań, czy nie słuchanie na lekcji, albo najlepsze, że w świetlicy, gdzie 50 dzieci drze japę, on siedzi i czyta, tyczą się większości tych dzieciaków, które na co dzień obserwuję.
Kolejny etap, rozmowa z wicedyrektor - żona grzecznie słucha, próbuje rozmawiać, ale w pewnym momencie się wyłącza i przytakuje - po co do psychologa, naciągną was na pieniądze, tylko papier od psychiatry się liczy, że ona musi mieć diagnozę do 15 czerwca, bo inaczej wójt nie da kasy, na 2 lata nauczyciela wspomagającego. WTF. Gdzie tu dobro dziecka. Jak dla mnie, postawiona diagnoza. No zgłupiałem. Ale luz. W międzyczasie inna nauczycielka od kompetencji społecznych (bo akurat na takie zajęcia był skierowane, ale luz, wiedzieliśmy, że nie jest imprezowym dzieciakiem), podsyła info, o darmowych badaniach psychologicznych. Żona dzwoni, spoko, luzik termin na pojutrze, jeszcze przed tym drugim badaniem, dobra bierzemy, co dwie opinie to nie jedna, co nie?
Opinia numer 1: Pani z darmowej konsultacji, psycholog, pierw porozmawiała z żoną, akurat ja dostarczyłem syna. Wzięła go na 15 minut sam na sam w osobnej sali, diagnoza - a niech oni się od dzieciaka odczepią. Nie widzi w nim nic niepokojącego. Objawy, z opinii, są częściowo normalne dla jego wieku, jego otoczenia, nawet jej 14 letni syn czasem takie ma. Możemy podrążyć bardziej, ale ona nie widzi sensu. No okej...
Opinia numer 2: Stwierdziliśmy, że zbierzemy dwie opinie, ok płatne, damy radę. Długa, 1,5h rozmowa z Panią psycholog, opowieści o dziecku, przeplatane pytaniami, fajne wygodne fotele, miła pani, taka do przytulenia, luzik. Na koniec mówi, że jej to na autyzm nie pasuje, z tych pytań co zadała w trakcie, prędzej kierowała by się w kierunku ADHD. Sugerowała by kolejne spotkanie już synem, gdzie ona przeprowadzi obserwacje i chciała by mu zrobić test na inteligencję. No ok, nie ma problemu, koszt 500zł, przeżyjemy. Syn bez problemu spędził z Panią ponad godzinę, ona przeprowadziła obserwację, IQ ponad normę 117, ale rzeczywiście z testów przesiewowych, sugestia w kierunku ADHD.
Zostaje rozmowa z psychiatrą, czyli szansa na ostateczną diagnozę, kolejne 500zł (dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mam je w pakiecie ubezpieczenia, ehh). Wizytę udało się też szybko umówić, jak widać diagnozę zamknęliśmy w miesiąc, a nie jak szkoła sugerowała, ale wiadomo, że włożyliśmy w to dużo czasu i pieniędzy. W diagnozie jasno i wyraźnie napisane "wykluczono rozpoznanie zaburzeń ze spektrum autyzmu". Sugestia, dawać Omega3, różne ćwiczenia, pomagać się mu organizować, nic ciężkiego, na pewno nic farmakologicznie.
W sumie okazało się, że jednak znamy nasze dziecko, nie poszło na marne dobre 6 lat gadania z nim o różnych sprawach, co nawet idzie w parze z testem IQ - wrodzona i nabyta, są zbliżone. Trzeba teraz skan puścić do szkoły. Jeszcze zastanawiam się co napisać w wiadomości i czy to koniec tej przygody...
Mam nadzieję, że nie zanudziłem, a może komuś pomogę, dunno. Pora otworzyć browara - drugie piwo w tym roku, szaleństwo.
Poprzedni, krótki wpis.
https://www.hejto.pl/wpis/dzisiaj-wywiadowka-w-szkole-u-mojego-syna-i-dostalismy-powiadomienie-ze-mamy-zos
@zomers - historia z mojego otoczenia.
Dzieciak 11 lat, można powiedzieć, że klasowy klaun, dusza towarzystwa, zero problemów z nauką.
Nowa wychowawczyni wzywa rodziców po 2 miesiącach od rozpoczęcia roku i robi aferę, że chłopak zaburza tok nauczania innych dzieci i jak tak dalej pójdzie to zostanie zawieszony i że koniecznie trzeba wysłać go do psychologa po diagnozę bo na pewno ma ADHD czy inne chuje-muje.
Rodzice w szoku bo dziecko nigdy nie sprawiało szkolnych problemów i stara wychowawczyni się nad dzieciakiem rozpływała.
Rodzice poszli z dzieckiem do jednego psycholog - wszystko w normie, do tego wysokie umiejętności społeczne.
Poszli do drugiego - wszystko ok, dziecko inteligentne i empatyczne.
Dzieciak nienawidzi nowej wychowawczyni - obniża wyniki w nauce i wycofuje się.
Zarządzaniem losu w nowym roku szkolnym klasę przejmuje facet wychowawca.
Dziecka odżywa, zaczyna znowu się dobrze uczyć.
Po jednej wywiadówce rodzice się zgadują i okazuje się, że wychowawczyni gnębiła chłopaków a dziewczynom wybaczała wszystko i za wszystko je chwaliła.
A morał tej opowieści musisz drogi czytelniku wymyślić sobie sam.
@zomers Jedno nie daje mi spokoju bo u mojego syna też mamy podejrzenie narazie na podstawie własnych obserwacji jakiegoś spektrum autyzmu. Skąd nagle ten wysyp dzieciaków z którymi cos jest "nie tak". Jestem z pokolenia 80' i jak sięgam pamiecią wstecz nigdy nie było u nas czy w przedszkolu czy szkole kogoś kto był zdiagnozowany, że posiada autyzm. Nagle tak nauka wskoczyla na wyższy lvl, że hello odkryliśmy ameryke i autyzm jest wśród nas czy to po prostu świat już do końca zwariował i coś co kiedyś uznawano za norme jest teraz diagnozowane jako nie do końca prawidłowe zachowanie.
Czyli dyrektorce chodzi tylko o to żeby dostała subwencję na dziecko z orzeczeniem. Dlatego nalegała na szybko i u "przedszkolnego" psychiatry.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mogę poczytać, póki nie jestem wypompowana emocjonalnie. Cisza, spokój i jakoś łatwiej przetrawić treść
Więcej takich poranków i książka byłaby dawno za mną. Ehhh...
#ksiazki #autyzm

Z perspektywy matki ośmioletniego Aspa- większość poradników i rad terapeutów można włożyć w kieszeń. Oczywiście terapię jak najbardziej są potrzebne, ale w moim przypadku bardziej sprawdza się w wychowaniu próba rodzica wejścia w skórę dziecka i dawanie mu całego wsparcia. Dużo cierpliwości na początku i dużo zrozumienia.
@moll daj znać czy to jest coś wartościowego dla przyszłego pedagoga specjalnego. Bo mam już trochę literatury w temacie, ale wiedzy nigdy dość
Zaloguj się aby komentować
Kiedyś to nie było tych współczesnych wymysłów: autyzmu, adhd i innych.
Również kiedyś:
#heheszki #deheszki #faktopedia #turing #autyzm

@Sauronus Przykre, że Turing słynie w Anglii jako człowiek, który odkodował Enigmę, a nikt nie pamięta wkładu Rejewskiego, Różyckiego i Zygalskiego. Polacy już od 1932 roku w największej tajemnicy konstruowali kopie Enigmy, które przekazali przed wojną zdziwionym Anglikom, ale tego już się z oskarowego filmu "Gra tajemnic" nie dowiecie. W filmie Enigmę rozgryza Alan Turing, grany przez Benedicta Cumberbatcha.
W sumie można by powiedzieć, że co przyszło Polakom ze złamania Enigmy, skoro we wrześniu 1939 roku dali się zaskoczyć Niemcom jak dzieci i nie obronili swojego kraju.
@Lemon_ historia zlamania i tak naprawdę ciągłego łamania enigmy wcale nie jest taka prosta i oczywista. Polacy mieli swój wkład ale to wcale nie oznacza że to co byli w stanie osiągnąć przed wojną bezpośrednio pozwalało na dekodowane enigmy w trakcie wojny. Polecam podcast
@Lemon_ Czyli Anglicy wzięli sukces jakiegoś narodu i powiedzieli, że to ich sprawka? Nowe, nie znałam 😆 Może mi jeszcze powiedz, że całe muzeum brytyjskie jest pełne zajebanych innym kulturom artefaktów i dzieł sztuki xD
Ten pan był matematycznym wizjonerem, ale też niezłym inwestorem. Jak pisze w swojej książce Andrew Hodges, na początku II Wojny Światowej, gdy Brytyjczycy obawiali się inwazji na WB, pan Alan zamienił większość swoich oszczędności na ok 200 funtów srebra w sztabach, które to zakopał w lesie niedaleko Bletchley Park, a miejsce pochówku zakodował sobie tylko znanym szyfrem. Kiedy po wojnie wrócił, by wykopać srebro, nie był w stanie rozszyfrować, ani złamać swego własnego szyfru. Ponoć nigdy nie odzyskał sztabek.
Zaloguj się aby komentować










