Książka jest zbiorem wywiadów z komunistycznymi dygnitarzami okresu PRL, który sprawowali władzę w latach 40. i 50. XX wieku. Wikipedia podaje, że „Oni” przetłumaczono na kilkanaście języków, a w niektórych uniwersytetach znajduje się wśród lektur dla studentów nauk społecznych i politycznych. No niech będzie, chociaż źródła w artykule są słabe.
Kompletnie nie rozumiem fenomenu tej książki. Największy problem? Na każdym kroku czuć, że rozmówcy „Oni” majtczakują.
Torańska w uzupełnieniu do książki sama przyznała, że po latach nie napisałaby książki w ten sposób. Wszyscy rozmówcy usprawiedliwiają swoje decyzje, obrażają się, jak Torańska nie zgadza się z czymś, w przypadku Julii Mincowej byłem zażenowany jej wyjątkowo niskim poziom inteligencji i jestem pełen podziwu dla cierpliwości Torańskiej. Wszelkie relacje o początkach kariery komunistów, doświadczeniach z II wojny światowej i życiu prywatnym rzecz jasna należy odebrać z wyjątkową rezerwą. Część historii mogła być z premedytacją przeinaczona podczas wywiadu, inne po prostu spłowiały po kilkudziesięciu latach. Z drugiej strony Torańska zbyt słabo wierciła dziurę w brzuchu, zdecydowanie poświęcając zbyt dużo czasu na wspomnienia o partyzantce, trudach wojennych, prywacie, relacjach z innymi komunistami, a nie na samych czynach.
Skalę sensacji, jaką ta książka wywołała w drugim obiegu uważam za wyolbrzymioną. Rozumiem, że mógł zaskoczyć sam fakt, że wybrani komuniści zgodzili się na taką rozmowę, ale z samych rozmów niewiele wynika: tu jeden wyraża swoje zdanie o innych, tu wypiera się udziału w jakiś zbrodniach, tu usprawiedliwia się swoją uległość wobec ZSRR itd. Nic specjalnego. To że komuniści są cyniczni, ulegli i ubodzy intelektualnie? Szok, zwłaszcza dla ponad 30 milionów Polaków, którzy wiedzieli o tym od dawna. Dobór rozmówców? No pogrzebiemy po śmietniku historii tych, którzy zdążyli się skompromitować, damy im ostatnią szansę i posłuchamy, co mają do powiedzenia.
No ale książka stanowiła sporą sensację i jak ktoś interesuje się historią powojenną to powinien przeczytać tę książkę. Nie dlatego, że treść tych wywiadów jest interesująca, tylko dlatego, że Torańska pokazuje palcem setki dowodów na kłamstwa i manipulacje ludzi, który po wojnie budowali totalitarny kraj. Na studiach historycznych pojedyncze fragmenty (zwłaszcza z Bermanem) należy obowiązkowo omawiać, by pokazać mechanizm władzy i mentalność komunistów. Nie mniej czytanie przez ponad pięćset stron, jak komuniści wybielają się ze swoich czynów po prostu nuży. Do tego stopnia, że książkę czytałem przez trzy miesiące, podczas gdy międzyczasie przeczytałem kilkanaście innych tytułów, znacznie ciekawszych lub potrzebniejszych.
Uzupełnienie do recenzji: ma tę świadomość, że Torańska wykazała się sporą odwagą, bo jednak rozmowy przeprowadzono w latach 80., gdy Polska była wpółtotalitarnym krajem i takie rozmowy mogły być odebrane bardzo źle. Tego absolutnie nie odbieram i jestem pełen szacunku za odwagę. Tylko niestety nie dostrzegam w tym zadaniu sensu. Wydaje się być, że książka z góry była skazana na pisanie pod tezę
Ja w 2025 kiedy ludzie na migi pokazują żeby odkręcić gazu: *udaję, że nie widzę*
Ja w 2026 kiedy ludzie na migi pokazują żeby odkręcić gazu: ALEŻ OCZYWIŚCIE JESZCZE JAK
Z country na słuchawkach tolerancja na wieśniaczenie rośnie xD
Ale żeby nie było, że samymi harlejkami człowiek żyje, w piątek udało mi się po czterech latach przerwy wybrać na trening pit bike. Nie wiem czy to ogromny progres mentalny który zaliczyłem mimo braku praktyki czy może zasługa nowych moto ciuchów (w końcu coś lepszego niż używka z olx za 500 zł), ale miałem chyba najlepszy dzień jazd w życiu, schodzenie na kolano po 5 minutach na placu, super czucie sprzętu, totalny fun. Plan jest żeby zaliczyć 10 treningów przed końcem sezonu, może się uda.
O ogólnie polecam mocno pit bike na Modlinie, 400 pln za 3h jazdy do porzygu z instruktorem na nieswoim sprzęcie jak na obecne czasy moim zdaniem to naprawdę spoko oferta. Muszę chyba sprzedać jakiegoś harlejka, to sobie kupię 400-600cc do upalania na tor jak należy
@knoor jak przyjechałem z ziomkiem na 2h sesje pit bike'ów, to było faktycznie fajnie, choć ostatnie 30 min już się strasznie męczyłem,ale to przez to że były to okolice 22 godziny.
Natomiast powrót to była jakaś padaka, człowiek wsiada na swój motocykl, a on za c⁎⁎j nie chce skręcać xD strasznie dziwne uczucie, człowiek w 2h zapomniał jak się jeździ na normalnym motocyklu
Tim Hecker to kanadyjski kompozytor i artysta dźwiękowy mieszkający w USA, znany z eksperymentalnych kompozycji łączących ambient i drone.
Label: Kranky
Album: Harmony In Ultraviolet
Wykonawca: Tim Hecker
Utwór: Chimeras
Kraj wydania (label): USA
Kraj pochodzenia: Kanada
Wydany: 16.10.2006
Gatunek: Electronic
Styl: Abstract, Experimental, Ambient
Historia: Odkryty około 1914 roku jako sadzonka przez piekarza Franza Xavera Klingera w Beutelsbach w Dolnej Bawarii. Od 1930 roku uprawiany przez nas.
Zbiory: połowa października
Okres dojrzewania: od grudnia do lutego
Owoce: duże, z czerwonymi policzkami, soczyste i aromatyczne; te duże, piękne owoce zachwycają
Skoro zostałem już posądzony o jakieś inklinacje muzyczne, to nie odmówię sobie parafrazy:
było ich dwóch,
w każdym z nich inny duch
ale jeden przyświecał im wiersz.
***
Wiersz, który przyświecał nam obu, to fragment pochodzący z utworu pana Zygmunta Marka Miszczaka.
Mnie ten wiersz przyświecił na południe, przyświecił w kierunku Krakowa, a przyświecił światłem tak jasnym, że przebiło się ono nawet przez tamtejszy smog i pozwoliło dostrzec pałętającego się po mieście Czarnego Stopę.
Koledze @fonfi ten wiersz przyświecił z zachodu, przyświecił mu wieczorową porą, kiedy to powietrze jest już chłodniejsze, A niebo tak różowe. Przyświecił mu ten wiersz u zmierzchu konkursu, kiedy to już myślałem, że edycja nam się wy⁎⁎⁎ie. Nie wy⁎⁎⁎⁎ła się jednak, kolega ją uratował. Ciekawe jak to skończyło się z Brajanem?
***
Zwycięzcą CXXXV edycji zabawy #nasonetyw kawiarni #zafirewallem zostaje kolega @fonfi! Gratuluję!
Jeśli miałbym jakoś uzasadnić ten werdykt, to mógłbym odwołać się do licznych zalet, tak wiersza kolegi, jak i samego kolegi, ale nie będę tego robił. Najważniejszym kryterium, jakie zdecydowało o zwycięstwie kolegi w tej edycji jest to, że kolega nie jest mną. Co również można rozpatrywać w kategorii zalet.
Trzem skazańcom pozwolono zabrać ze sobą po jednej rzeczy, która pomoże im przetrwać czas odsiadki. W autobusie wiozącym ich do więzienia pierwszy skazany pyta drugiego:
- No i? Co ze sobą zabrałeś?
Zapytany wyjmuje pudełko farbek i oświadcza, że zamierza poświęcić się malarstwu. Po czym pyta pierwszego:
- A co ty zabrałeś?
Pierwszy skazaniec wyciąga talię kart.
- Karciochy. Mogę nimi układać pasjanse, trzaskać w pokera, tysiąca i całe mnóstwo innych gier.
Trzeci skazany siedzi sobie cicho w kątku i uśmiecha się pod nosem. Dwaj pozostali zauważają to i pytają:
- Coś taki zadowolony? A ty co wziąłeś? Koleś wyciąga pudełko tamponów, uśmiecha się jeszcze szerzej i mówi:
- Ja zabrałem to.
Tamci osłupiali pytają:
- A co ty z tym niby możesz robić?
Skazany wskazuje na pudełko i mówi zadowolony:
- Cóż, zgodnie z tym, co tu napisali - mogę jeździć na rowerze i rolkach, chodzić na basen, jeździć konno...
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
Widzę coraz więcej amatorów pcha się do zabawy w gofery Twarogowe więc polecę od siebie budżetową goferownice która robi spoko duże gofery i nie klei (psikam oliwą z oliwek).
Biegłbym dalej, bo siła była, ale w okolicach 10 km zaczęła mnie boleć głowa i nie chciało mi się męczyć. Chyba trzeba jakieś picie ze sobą targać. No ale przynajmniej pierwszy raz ponad 10 km poszło.
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta elegancko. Propo picia, polecam kupić softflask - taki „bidon” do biegania, bardzo wygodny. Koszt od 30-40 pln. Korzystam z niego na 90% biegów.
@Trypsyna myślałem o tym, ale pewnie by trzeba było jakiś uchwyt jeszcze zmontować do tego. I oduczyć się wypijania na raz całego picia znajdującego się w zasięgu ręki, bo pewnie by się to skończyło bolącym brzuchem.
Właśnie minąłem grupę koleżanek w koszulkach tego typu. Oczywiście jakaś grafika wygenerowana przez AI, w sumie sam wielki napis BABSKI WYJAZD LEPSZY OD TERAPII.
I, może to moja nadwrażliwość ale nie można po prostu napisać że alkohol lepszy od terapii? To znana polska forma radzenia sobie z problemami.
Nie neguje spotkania ze znajomymi ale jakoś męskie i babskie wypady kojarzą mi się z odpowiednio wódą/whisky/piwem i aperolkiem/winem. Tylko w innych okolicznościach.
Lepszy od terapii o tyle, że na takim wypadzie zrobią przegląd obrabiania d⁎⁎y każdemu o wszystko, a w bardziej hardcorowych przypadkach po prostu spuszczą się wzajemnie ze smyczy przez zachęcanie się, że jedna z drugą "potrzebuje więcej przygód" i "facet ją ciemięży"