Żyję
Szybko nadmienię, że nocować można, ale jest zakaz pozyskiwania drewna, a palić ogień można tylko w miejscu wyznaczonym - tj. w miejscu z infrastrukturą.
Nas interesowała dzicz.
Z Kuźnicy miało być 6 km piechotą do tego konkretnego lasu. Nie znaleźliśmy wejścia, więc zrobiliśmy 10 km. Tak - w tym upale
Po dotarciu wytypowaliśmy fajną mini-polanę ze sporym drzewem po środku. Wybudowaliśmy dwa szałasy, bomę, z kamieni okrąg pod ognisko. Przygotowaliśmy drewna na całą noc. Wykopaliśmy też kibel w razie, gdyby kogoś pogoniło na dwójkę.
Po zbudowaniu bazy, zjedliśmy kolację (dotarliśmy do lasu o 16, skończyliśmy robotę o 18). Następnie od 20 do 23 zaczęliśmy Męski krąg. Każdy powiedział coś o sobie (znaliśmy się ale nie aż tak szczegółowo, by wiedzieć więcej niż podstawy). Potem każdy powiedział co wnosi do lasu, a co zostawił za sobą. Następnie każdy po kolei odpowiadał na 3 głebokie pytania o swoje życie. Wtedy szybko wyszło, że mamy podobne doświadczenia i to nie przypadek, że jesteśmy razem w tym lesie.
Od północy do czwartej zaczęliśmy nocne warty po 2 godziny na parę. To był też czas na dodatkowe rozmowy przy ogniu, a nawet kawce.
O 4 rano zaczęliśmy się pakować, rozebraliśmy szałasy i bomę, a ognisko zalaliśmy wodą z 5-litrowego baniaka, którą przytachaliśmy z Kuźnicy. Potem zasypaliśmy pozostałości piachem.
Ruszyliśmy w drogę powrotną - tą drogą, której nie znaleźliśmy wejścia. Nic dziwnego, była konkretnie zarośnięta. Powrót 6 km trwał lekko ponad godzinkę. Potem jeszcze powrót pociągiem.
Wyprawa mega, ale dlatego, że z dobrą ekipą.
#bushcraft #mikroprzygoda




























