Państwa zachęcić do pisania wymyśliłem sobie, że naczelną zasadą edycji bieżącej będzie: jeśli powstanie w niej więcej niż 10 wierszy oraz weźmie w niej udział więcej niż 7 osób zwycięzcą zostanie kolega @bojowonastawionaowca.
Chociaż wczoraj położyłem się spać grubo po północy (parafrazując klasyka: nie mogę spać, bo piszę sonet), to dzisiaj obudziłem się wcześnie rano. Wcześnie jak na niedzielny poranek. A obudziłem się wcześnie, ponieważ jakaś niespokojna myśl nie dawała mi spać. Dręczony tą natrętną myślą wstałem i policzyłem. Ale nie owce, a sonety. No i wyszło mi z tych obliczeń, że do tego, żeby kolega @bojowonastawionaowca zwyciężył w obecnej edycji #nasonety brakuje nam jednego (słownie: 1) wytworu. Pomyślałem sobie, że przykro by było wszystkim - z w/w kolegą na czele - gdyby tak duży wysiłek, tak wielu zaangażowanych w to zwycięstwo osób, po prostu się zmarnował. No tak być nie będzie. Dlatego przychodzę do Państwa z ostatnim, dziesiątym utworem, za który z góry Państwa przepraszam
Niedzielny poranek
I może to nie jest najlepszy czas,
Bo mówią, że nie wypada tak w lesie,
To właśnie przez cały ten spacer w las,
Chętka mnie naszła miłosnych uniesień.
Pęcznieje mi w spodniach coś niczym guz,
W myślach obracam już chwile intymne,
Aż ślinka mi cieknie z kącika ust,
(nie mówiąc już o tym, że cieknę gdzie indziej)
I kiedy rozpięty już miałem pas,
I rękę pod bluzkę chciałem jej wsadzić,
To wściekłej żony rozległ się wrzask:
Obudź się @fonfi, ty stary dziadzie!
Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować koledze @bojowonastawionaowca zwycięstwa - @George_Stark czyń swoją powinność. No chyba, że te zasady to tak jak zawsze...
Skoro spełniliśmy warunki, to nie muszę się spieszyć z podsumowaniem, co w sumie mi odpowiada, bo przeszacowałem swoje poranno-niedzielne możliwości czasowe (no ok, wyjątkowo dobrze i długo mi się dzisiaj spało). Podsumowanie będzie dzisiaj, ale jednak wieczorem.
EDIT: A nie, nie spełniliśmy jeszcze, jak sam główny zainteresowany zwraca uwagę. No to tym bardziej termin przedłużony do wieczora.
Każdy mag dostatecznie sprytny, by przeżyć pięć minut, jest też wystarczająco rozsądny by wiedzieć, że w całej demonologii władza i moc tkwi wyłącznie w demonach. Wykorzystanie ich dla własnych celów przypominałoby próbę zatłuczenia myszy grzechotnikiem.
A to jest w ogóle bardzo ciekawy motyw. Bo faktycznie we współczesnej zachodniej "demonologii" wywodzącej się z chrześcijańskiej mitologii, to logika jest właśnie taka i cały okultyzm nie ma sensu. Ale sam koncept wzywania złych sił na swoje usługi, w zamian za opłatę (duszę/noworodka/założenie państwa w Azji), jest dużo starszy i tam te siły są bardziej neutralne, czasami bardzo ograniczone i dużo magi szamanicznej ma taką mechanikę. I wtedy jest to logiczne, zanim się to przemieli przez chrześcijański młyn interpretacji.
Co tradycyjnie doprowadza do absurdów w działaniu czarnej magii w popkulturze, jeśli autor nie przemysli dobrze tego, skąd bierze inspirację.
(I nie tylko - "satanizm" jakim straszył ksiądz w podstawówce jest właśnie na podobnym poziomie absurdalny 🙃)
@Dzemik_Skrytozerca przecież odniosłem się do fragmentu Pratchetta, który wyśmiewa takie subiektywne podejście do obiektywnej logiki. Jeśli w mitologii chrześcijańskiej przywołujesz demony, to jesteś debilem. A imho jeśli w nie wierzysz IRL (bo jesteś katolikiem, żydem czy innym muzułmaninem) to też jesteś debilem, sorry.
A światy, gdzie ta demonologia jest inna, a religia je zakłamuje, to właśnie światy, gdzie autor odrobił lekcję. I jest to popularny motyw (nie tylko w tym przypadku, bo zabieg relatywizacji "zła" jest dość prosty i wdzięcznym punktem wyjścia do swiatotworstwa).
Wydawnictwo Znak znów wychodzi poza ramy Czarnej Serii, poświęconej historii II Wojny Światowej. "Zachodni front. Historia pierwszej wojny światowej" Nicka Lloyda w księgarniach od 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 672 strony, w cenie detalicznej 139,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wojna, która zburzyła stary porządek i zmieniła oblicze świata
Linia frontu ciągnąca się od Belgii po Szwajcarię, przeszło 600 kilometrów, 4 lata i ponad 3 miliony żołnierzy – to robiąca wrażenie statystyka. Karabiny maszynowe, moździerze, granaty, haubice – to lista broni udoskonalonych do nowego rodzaju walk. Czołgi, samoloty, gaz trujący – to lista wynalazków i odkryć, które miały zmienić oblicze wojny na zawsze.
Za statystykami i listami kryją się ludzie. Żołnierze tkwiący w błotnistych okopach, którzy chowają twarze w maskach przeciwgazowych i czekają na śmierć. Generałowie, którzy w sztabach za linią frontu decydują o losach krwawych bitew, odnoszący sukcesy i ponoszący bolesne porażki. A skutki odczuwa cały świat.
Uznany historyk wojskowości Nick Lloyd w pierwszym tomie epickiej trylogii Wielkiej Wojny opisuje działania na froncie zachodnim: od niemieckiej inwazji na Belgię w 1914 roku aż do zawieszenia broni w roku 1918. Ukazuje krwawy konflikt ze wszystkich perspektyw, dzięki czemu możemy zobaczyć I wojnę światową w nowym świetle. Świetle, które nigdy nie przyćmi ogromu cierpienia, jakim konflikt zapisał się na kartach historii.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Skończyła się jesień, minęła zima i nastała długo wyczekiwana przez wszystkich wiosna. Jesienią mieliśmy #jesiennewyzwania, zimą - #zimowewyzwania i pewnie zaraz Jejekscelencjajaśnienampanująca @bojowonastawionaowca ogłosi kolejną edycję pod hasłem #wiosennewyzwania.
To ja pozwolę sobie - bardzo subtelnie i delikatnie - przypomnieć, że jeszcze nie dostaliśmy nagród za tę zabawę jesienią. No chyba, że to tylko ja nie dostałem...
@bojowonastawionaowca - Ty już wiesz co...
Choć władzę dzierży będąc jednym z nas,
I strzeże porządku w postów bezkresie,
To wyzwań jesiennych już minął czas,
A nagród wysyłka jest w ciemnym lesie.
Już tyle obietnic padło z jego ust,
Daty przesuwa, podaje wciąż inne,
Minęła zima i mamy wiosnę już,
A on się w ogóle nie czuje winny.
Owieczko, ten jeden ogarnij się raz,
Bo cieniem zwłoka tak długa się kładzie
Na Twoim imieniu, i byłby to kwas
Nie dostać tych nagród w obecnej dekadzie
#zafirewallem #nasonety #diriposta i trochę #jesiennewyzwania
Ósmy tom przygód Eddiego Flynna ponownie wrzuca byłego oszusta, a dziś adwokata, w sprawę, która z pozoru wygląda jasno, ale bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. W centrum jest proces o morderstwo, któego miał się dopuścić znany i ceniony chirurg, a Eddie podjął się bronić. Do tego kłamliwi świadkowie, manipulacje i gra pozorów, w której, jak to u Cavanagha - prawda nigdy nie leży tam, gdzie wydaje się na początku. Flynn znów porusza się na granicy prawa, wykorzystując nie tylko wiedzę prawniczą, ale też dawny instynkt człowieka, który kiedyś sam żył z oszustwa i liczne kontakt w przestępczym półświadku.
Największą siłą książki jest klimat. Czuć napięcie, czuć stawkę, a historia ma ten charakterystyczny dla serii nerwowy puls, który sprawia, że czyta się szybko i z zaangażowaniem. Cavanagh bardzo dobrze buduje poczucie, że Flynn po raz kolejny zadziera z niewłaściwymi ludźmi i że tym razem cena może być naprawdę wysoka i wyjątkowo, w tym tomie, jest. Motyw zagrożenia życia protagonisty działa, bo wpisuje się w jego charakter: to bohater, który regularnie igra z ogniem.
Podoba mi się też, że Flynn nie jest nieskazitelnym bohaterem. Nadal działa po swojemu, czasem balansując na granicy etyki, czasem ją obchodząc, jeśli uzna, że prowadzi go to do celu. To właśnie odróżnia tę serię od bardziej klasycznych thrillerów prawniczych - tu nie chodzi tylko o salę sądową, ale o ciągłą grę, w której bohater sam bywa częścią problemu. Eddie jest oszustem, a dopiero później prawnikiem i autor nigdy tego nie ukrywał.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że seria zaczyna momentami korzystać z własnych sprawdzonych schematów. Flynn po raz kolejny wpada w śmiertelne tarapaty, po raz kolejny ryzykuje za dużo, po raz kolejny gra nie do końca czysto. Po raz kolejny rani to (dosłownie) kogoś z jego najbliższych. To działa, ale nie ma już efektu świeżości z pierwszych tomów.
Jest to solidny, klimatyczny thriller prawniczy, który może nie należy do najmocniejszych części serii, ale dobrze wykorzystuje to, co w Eddiem Flynnie najlepsze i co najważniejsze, nie wymaga właściwie znajomości poprzednich tomów, żeby się dobrze bawić.
Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocjami księgarni Wydaje Nam Się - czyli firmowej księgarni Wydawnictwa Poznańskiego.
Domowe Targi Książki -50% na wszystkie książki i ebooki -LINK do promocji
Promocją objęte są też pakiety książek - LINK do pakietów
Promocja trwa do 19.04.2026 do 23:59
Rincewind miał ochotę powiedzieć: słuchaj rzuć te zabawy z chemikaliami w ciemnych pokojach, ogól się ostrzyż, weź kąpiel, albo lepiej dwie kąpiele, kup sobie nowe ubranie i wyjdź wieczorem, a wtedy... – tu musiałby szczerze przyznać, że nawet umyty, ogolony i wymoczony w solach kąpielowych Thursley nie miał szans na żadną z nagród... – a wtedy możesz dostać w twarz od dowolnej kobiety, jaką sobie wybierzesz.
@Opornik Rincewind, w stosunku do reszty magów, widział i przeżył, uciekając, nie jedną rzecz. Miał też styczność nie raz z płcią przeciwną, więc w pewnych kręgach akademickich mógł uchodzić za eksperta.
Podobnie jak w Limesie, kiepsko napisane, brakuje rozmachu, wygląda na rozciągnięte opowiadanie, a nie powieść. Zakończenie lepsze, chociaż trochę takie z generatora zaskakujących zakończeń, a historia zbyt często ociera się o banał. Może by to bardziej działało, gdyby na pierwszym planie był rozwinięty i ciekawy świat sci-fi, zamiast tego jest mało subtelny przekaz o systemie komunistycznym i ulepiona do tego jako taka fabuła.
@JapyczStasiek mi się akurat Paradyzja podobała znacznie bardziej niż Limes Inferior. Mimo ewidentnej jeździe po komunistycznym ustroju, miała w sobie jakiś pierwiastek kosmicznej tajemnicy. To może być po części zasługa rewelacyjnie przygotowanego słuchowiska.
Wydawnictwo Albatros ogłasza barwiony dodruk. "Rodzina Borgiów" Mario Puzo wróci do księgarń 22 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 464 stron, w cenie detalicznej 54,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
W 1492 roku kardynał Rodrigo Borgia zostaje wybrany na papieża, bynajmniej nie za zalety duchowe i świętość za życia. To człowiek opętany żądzą bogactwa i władzy, zręczny polityk bez skrupułów eliminujący rywali i wrogów, choć niepozbawiony pewnej szlachetności.
Jego ukochane dzieci – nieodrodni potomkowie rodziny, której nazwisko zawsze było synonimem walki o wpływy, korupcji i zbrodni – miały wspierać go w drodze do umocnienia największego imperium świata, tymczasem różnymi sposobami próbują zagarnąć dla siebie jak najwięcej władzy. Ale wszyscy w pokrętny sposób pozostają wierni rodzinie. Bo ona nie wybacza nielojalności. Zwłaszcza rodzina Borgiów.
Na tle barwnego zgiełku włoskiego renesansu duchowi przodkowie cosa nostry, genialnie sportretowanej w Ojcu Chrzestnym, rozgrywają partię śmiertelnej gry, której stawką jest hegemonia nad centrum świata – Rzymem.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo MAG przedstawia szatę graficzną reedycji. "451° Fahrenheita" Raya Bradbury'ego ma zaplanowaną premierę na czerwiec 2026 roku.
Guy Montag jest strażakiem. Jego praca polega na niszczeniu najbardziej zakazanego ze wszystkich dóbr, źródła wszelkich niesnasek i nieszczęść: książek.
Nie przychodzi mu do głowy, że mógłby kwestionować swoje nijakie życie – dopóki nie zostanie mu objawiona przeszłość, w której ludzie nie żyli w strachu, i teraźniejszość, w której można postrzegać świat przez pryzmat idei.
Zaczyna ukrywać w domu książki, które wkrótce zagrożą jego życiu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach