Babcia wsiadła na miotłę i wyszeptała kilka słów, choć bez większego przekonania. Po kilku próbach zsiadła, poprawiła wiązanie na witkach i spróbowała jeszcze raz. Na końcu kija pojawiła się sugestia błysku, ale zgasła natychmiast.
– A niech to – mruknęła pod nosem Babcia.
Rozejrzała się czujnie, czy nikt nie podgląda. Był tam jedynie borsuk, który wyszedł na polowanie. Słysząc tupot biegnących stóp, wystawił głowę spod krzaka i zobaczył czarownicę pędzącą po ścieżce. W wyciągniętej sztywno w bok ręce trzymała kij miotły. W końcu magia zaskoczyła, Babcia wsiadła niezgrabnie, a miotła poszybowała w nocne niebo z gracją kaczki pozbawionej jednego skrzydła.
@SzubiDubiDU Sądząc po tym, że osobnik z ilustracji najwyraźniej padł na zawał - przechodzenie obojętnie jest widocznie rozwiązaniem najbezpieczniejszym
Licząc tylko osoby, które oddały typ na mistrza świata, to prawie połowa obstawia Hiszpanię. Byłoby więcej, ale 10 miut temu zmieniłem typ na Canarinhos xD
@onlystat @Pawelvk @Marcus-Aurelius-64 @General_Kenobi @Bigos @alaMAkota @Mycha @Gustawff @TikiMakaka @gildonis @wewerwe-sdfsdfsdf @Seppuku @sokzgumijagod nie macie na dziś już typów
Jak mnie współczesna elektronika i jej oprogramowanie wkurwia. Mam telewizor z odzysku, bo nie kupiłbym takiego sam. Nie ma podłączonej telewizji, tylko same aplikacje do streamingu i iptv.
Od poniedziałku co włączenie i wybranie aplikacji którą chce się oglądać na cały ekran odpala się reklama. Już nie wystarczą na ekranie startowym i w menu. Trzeba j⁎⁎⁎ąć na cały ekran. Oczywiście tego gówna nie da się wyłączyć w żaden sposób, wycinanie reklam po dns? Część aplikacji przestaje działać. Będziesz miał produkt ale nie możesz go używać jak ci się podoba.
Co do samej elektroniki. Wyjście cyfrowe audio nie ma sterowania głośnością. Urządzenie odbiorcze przełącza się na sterowanie telewizorem a on tego nie potrafi.
Zapytacie o producenta, taki jeden koreański, ten z krótką nazwą.
@30ohm dzisiaj zresetowałem telewizor bo przestał działać pilot. Jebane logowanie do konta google mnie pokonało. C⁎⁎j im wszystkim w tym guglu na imię. Z roku na rok wydaje mi się że to wszystko chodzi coraz chujowiej.
Wszyscy się tak jarają tym #gothicremake , to stwierdziłem, że i ja spróbuję, więc poprosiłem kumpla, żeby mi kupił. No i kurde, serio? Przecież ta gra wygląda, jakby miała ze 20 lat. Bohater porusza się jak wóz z węglem. Wszystko kanciaste, tekstury to chyba w paincie rysowali ręcznie. Jedynie dubbing całkiem spoko, no i optymalizacja też git, bo na kilkuletnim laptopie chodzi w maks detalach (ale i tak wygląda jak gówno).
Zdecydowanie nie warta tych 200zł, najgorzej wydane pieniądze w życiu.
Qvevri Etseri GABA 2025 - Przyjechały nowe herbaty, a w tym taki gruziński dziwak. Ten produkt balansuje na granicy herbaty czarnej, a oolongiem. Wyjątkowość polega na metodzie produkcji. Gruzja znana jest z produkcji dobrych win i część z nich fermentuje i dojrzewa w wielkich glinianych naczyniach zwanych qvevri, które zakopuje się w ziemi aż do brzegu. Ta metoda ma już 8000 lat (sic!). Skoro takie dobre, aromatyczne winka produkuje się w jajowatych naczyniach, to dlaczego nie spróbować z herbatą?
Zakupiona herbata pochodzi z plantacji Etseri w zachodniej Gruzji u podnóża gór. Wysuszone i zwiędnięte liście zamyka się w qvevri na kilka dni (a nie jak wino na kilka miesięcy, czy lat), a ma to na celu ograniczenie dostępu do tlenu, dzięki czemu wytwarza się w liściach kwas y-aminomasłowy, znany jako GABA.
No dobra, skoro kącik krajowoznawczo-chemiczny, rozważny i romantyczny, został już poruszony przejdę do meritum. Susz nie wyróżnia się aromatem, jest raczej delikatny, herbaciany, pachnie trochę jak typowa czarna herbatka z Chin, czy Kenii. Herbatę parzyłem przez 4 min. w ok. 95'C. Barwa pomarańczowo-bursztynowa. Jest polecana, jako cold brew, ale mi bardziej smakuje na gorąco. Lekko wyczuwalny słodki, owocowy zapach. W smaku jest słodko i kwaśno, a ta kwasowość wynika właśnie z zamykania liści w qvevri i wpływ kwasu GABA, który jest za to odpowiedzialny.
Dla mnie ta herbata jest po prostu ok ciekawostką. Od czasu do czasu można się napić, ale myślę, że bardziej zasmakuje sympatykom słodkich i kwaśnych smaków.
Na zdjęciu qvevri do wina, herbata leżakuje w znacznie mniejszych naczyniach
@michal-g-1 Czasami kupuję pu-erh, ale jak przeholuję z ilością to mi serducho wali. Tak samo matcha ma właściwości pobudzające. Możesz rownie dobrze kupić guaranę w proszku i dodawać do czegokolwiek, wody, soku, mleka, herbaty itd. Zdrowsza od kawy, a nawet 3 razy mocniejsza. Dawkować ostrożnie.
@michal-g-1 Matcha jest pod tym względem najlepszym wyborem, bo przyswajasz ją całą, z proszkiem. Herbata pobudza inaczej - zaczyna dłużej po wypiciu, ale dłużej trwa. Jednak co ważne, zawiera l-teaninę, która pobudza, ale i relaksuje. Ma ją matcha, większość herbat. Po prostu nie ma szansy, aby Cię kopnęła jak kawa.
@Fox Wymagania wielu chłopaków to aby była jednocześnie jego matką, kultystką, kucharką i ladacznicą, ale przy okazji ma się dorzucać do budżetu.
I nie, nie wymyślam tego, znam takich osobiście. Wiadomo, że to margines. Tak jak karyna z obrazka też jest marginesem. Inna rzecz, że też znam takie też xD
To jeden z tych horrorów, które bardzo długo sprawiają wrażenie, że wiemy, dokąd zmierzają. Mamy bohaterkę z bagażem traum, mamy niepokój czający się na granicy rzeczywistości i wyobraźni, mamy pytanie, czy zagrożenie jest prawdziwe, czy może stanowi jedynie materializację lęków, których nie udało się przepracować. Przez większą część książki wydawało mi się, że czytam solidny, dobrze napisany horror psychologiczny. Dopiero końcówka pokazała mi, jak bardzo się myliłem.
Historia skupia się na kobiecie próbującej poradzić sobie z własną przeszłością, gdy nagle jej życie zostaje wywrócone do góry nogami przez wydarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Musi zaopiekować się chłopcem, którego ściga przemocowy ojciec, pod postacią ogromnego wilka, niszczącego wszystko i zabijającego każdego na swojej drodze. Cassidy bardzo umiejętnie buduje atmosferę niepewności. Czytelnik przez długi czas nie wie, czy ma do czynienia z czymś nadprzyrodzonym, czy raczej z rozpadem psychiki bohaterki. I właśnie ta niejednoznaczność działa tutaj najlepiej.
Największą zaletą książki jest sposób, w jaki autor wykorzystuje motyw lęku. To nie jest horror oparty wyłącznie na potworach, krwi czy jumpscare'ach przeniesionych na papier. To historia o strachu, który rośnie, żywi się wspomnieniami i stopniowo przejmuje kontrolę nad życiem człowieka. Cassidy świetnie pokazuje, że najgorsze potwory często rodzą się z traum, które nosimy w sobie od lat.
Przez pierwsze 80% książki oceniałbym ją na mocne 7/10. Czytało się bardzo dobrze, klimat był gęsty, bohaterowie interesujący, ale nie miałem poczucia obcowania z czymś wyjątkowym. Autor sprawnie korzystał ze znanych motywów horroru psychologicznego i robił to lepiej niż większość współczesnych twórców, ale nadal wydawało się, że zmierza do dość standardowego finału.
A potem przychodzi końcówka. I to właśnie ona sprawiła, że będę tę książkę pamiętał jeszcze długo po zakończeniu lektury. Cassidy nie tylko podkręca tempo, ale całkowicie zmienia skalę wydarzeń. Horror staje się bardziej brutalny, bardziej emocjonalny i znacznie bardziej osobisty. To jeden z tych finałów, które sprawiają, że nagle zaczynamy patrzeć inaczej na to, co przeczytaliśmy wcześniej. Wszystkie elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, a napięcie osiąga poziom, którego zupełnie się nie spodziewałem.
Szczególnie podobało mi się to, że autor nie poszedł na łatwiznę. Mógł zakończyć historię w sposób bezpieczny i przewidywalny, ale zamiast tego postawił na rozwiązania odważniejsze, bardziej emocjonalne i znacznie mocniej uderzające w czytelnika. To właśnie wtedy książka z dobrego horroru zamienia się w coś naprawdę nietypowego.
"Kiedy wilk wróci do domu" jest więc dla mnie trochę nierównym doświadczeniem. Większość czasu czytałem bardzo dobry horror psychologiczny, ale ostatnie kilkadziesiąt stron było już horrorem wybitnym. A że zakończenia mają dla mnie ogromne znaczenie, finalnie oceniam całość wyżej, niż wskazywałaby na to sama pierwsza część książki.
Patrzę na smutnego rudego (bo leje cały dzień i nie może pohasać), i przypomniało mi się jak w #wiedzmin3 jakaś dziewczynka wołała *kotek zmoknie...:(".
Wyszukałem to w necie, i przy okazji poznałem nowe branżowe pojęcie.
Bark npc?
W grach (w tym w The Witcher 3) „bark NPC” to po prostu branżowy termin na:
Tak sobie na marginesie afery z zarobkami myślę o lekarzach i ich wynagrozeniach oraz poziomie życia. Wychowałem się w małym mieście i to, co tam zawsze mogli o mogą lekarze, to była patologia na którą wszyscy pozwalali. Lekarz był królem większym niż proboszcz, lokalny szef januszexu i pan prawnik razem wzięci. Lekarz jednym skinieniem palca skazywał i ułaskawiał. Lekarze byli bez kolejki obsługiwani w urzędach, ich dzieci w szkole głaskane po głowach, żony komplementowane na lokalnych imprezach. Lekarz to był półbóg pan życia i król.
@WatluszPierwszy i sie w glowkach popierdolilo i zapomnieli kto tu jest dla kogo. Lata uprzywilejowan i powstal samoregulujacy sie system, praktycznie panstwo w panstwie, kasta lekarska, nie do ruszenia i nastawiona na hajs.
@Pirazy dlatego mówię, na to wszyscy a przynajmniej większość pozwalała i czapkę przed lekarzem zdejmowali i w sygnet całowali. Podobna sytuacja jak z duchownymi swoją drogą. Współwinne jest tzw. społeczeństwo.
@WatluszPierwszy nadzieja w nowych pokoleniach. Moja krewna 70+ jakby mogła to by dywan przed jaśnie panem lekarzem rozwijała, nawet jak kazali jej czekać 6h na zabieg a potem odwołali bo „coś im wyskoczyło „
Temat jest trudny, bo system nie działa. Mamy najmniej lekarzy na 1000 głów w Unii, więc oni zawsze będą mieli otwartą ścieżkę do zarabiania na kilka batów.
Więc co, otworzyć bardziej dostęp do zawodu?? Przecież już dziś młodzi lekarze nie chcą leczyć. Zachowawcze terapie, które nie uczynią szkody, ale i nie pomogą. Diagnostyki za dużo nie przepisywać, bo po co się narażać pracodawcy, który marudzi na koszta. Spróbować jakiegoś mocniejszego leku, czy zabiegu? Po co się narażać na ewentualną porażkę i pretensje pacjentów, czy skargi do organów? Lepiej robić wymagane minimum i kasować za to
To przecież jest też nasza wina, bo z jednej strony chcemy, jak najlepszego leczenia, a z drugiej bardzo chętnie skarżymy się na lekarzy do Izby, czy organów ścigania. Skończy się to, jak w Stanach - koszty leczenia wzrosną tak, że w pięty nam pójdzie.
Lekarze się wybronią, bo zawsze będą potrzebni, a w d⁎⁎ę dostaniemy my. Nie rozumiem więc tej nagonki i hejtu na lekarzy, skoro to system jest zjebany od samego początku, od dekad już i to my się też do tego przyczyniamy, bo nie rozliczamy polityków z tego co robią, a tylko klaskamy im kiedy robią imbę.