BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
part 3 - kelnerka na weselach
Dzięki mojej znajomej udało nam się ogarnąć fuchę na weekendy jak miałyśmy 17-18 lat. Miałyśmy być kelnerkami na imprezach w jedynej restauracji w moim mieście. Polegało to na tym, że jak brakowało ludzi to dostawaliśmy smsa z propozycją pracy przy jakieś imprezie okolicznościowej. Zazwyczaj były to wesela, ale zdążyły się jakieś rocznicę czy Sylwester.
Pamiętam zarabialiśmy wtedy 6 zł na godzinę. Plus ewentualne napiwki, które raczej się nie trafiały. Atmosfera w pracy była super ponieważ pracowałam tam z koleżanką, z którą również chodziłam na truskawki. Było dużo śmiechu, a na sylwestra zrobiliśmy sobie swoją własną imprezę w toalecie w której piliśmy szampana. Również kucharki nas częstowały jedzeniem i to było naprawdę dobre jedzenie, Tatarki, fryteczki, schabowe mmm. Często od pary weselnej dostawaliśmy w nagrodzie też ciasto do domu.
Minusem było to, że nie byłam lubiana przez szefowa sali. Była to znajoma mojej koleżanki i obgadywala mnie do niej, że sobie nie radzę w pracy i gdyby nie moja koleżanka to by mnie wywaliła. Było mi przykro bo bardzo się starałam i miałam motywację do pracy.
Z ciekawszych rzeczy to to, że na jednym weselu był koleś ktory łudząco przypominał Ryśka z Klanu. Powiedziałam mu to że jest do niego podobny, on odpowiedział że każdy mu to mówi. Do dziś uważam, że to był Rysiek z Klanu, ale nie chciał się przyznać
Podsumowując: fajna praca bo z moją ulubioną koleżanką na tamten czas. Dało mi to świadomość, że praca może być ciężka ( pracowaliśmy po 16-17 godzin na nogach), ale jak się pracuje z kimś z kim ma się za⁎⁎⁎⁎sty flow to wszystko idzie dużo łatwiej i aż chce się pracować.
#pracbaza #praca






























