Dobrze, jako że na tą listę o grach się nie załapałem, to przynajmniej podepnę się pod listę 9 anime które mnie ukształtowały. Szczerze nie mam tego aż tak wiele na koncie oraz nie jestem aż tak doświadczony jak inni, ale jestem w stanie taką listę zrobić, a nawet podać rzeczy które ostatecznie nie trafiły, ale chciałbym je chociaż wspomnieć. Kolejność akurat chronologiczna.
Serial Experiments Lain - serial (nomen omen) od którego na poważnie i regularnie zaczęła się moja animemania. Ukształtował moje zainteresowanie bardziej awangardowymi czy eksperymentalnymi tytułami jak Paranoia Agent, Evangelion lub Sonny Boy, sprawił że obejrzałem inne anime tych samych twórców jak depresyjny Texhnolyze czy przyjemne i refleksyjne Haibane Renmei, zdefiniował moje zainteresowanie filozofią, wiarą, symboliką oraz wpływem technologii (w tym Internetu) na świat i życie człowieka, sprawił że zacząłem zwiedzać coraz dziwniejsze krańce Internetu, a nawet sprawił że pojawiłem się na Hejto po znalezieniu wpisu dotyczącego Lain przez co postanowiłem pozostać tutaj na stałe. Są to dość mocne słowa, ale dla mnie to nie jest zwykły serial lecz spełnione proroctwo w którym dzisiaj żyjemy. Głębia, niejednoznaczność, symbolika oraz narracja sprawiają że można oglądać to anime w kółko i analizować całość pod każdym możliwym kątem, odkrywając kolejne warstwy, tworząc własne interpretacje oraz znaczenia poszczególnych elementów składowych. Nie jest to tytuł dla każdego, ale mnogość interpretacji, mroczne wizualia, oniryczny nastrój który wylewa się z ekranu, nietypowa fabuła i przede wszystkim aktualność tematów które się pojawiają dość jasno wyjaśniają dlaczego obecnie anime to przeżywa nową młodość. Był to dla mnie seans i doświadczenie wyjątkowe i niecodzienne, odmienne od jakichkolwiek wcześniejszych i późniejszych. Póki co mój ulubiony serial w ogóle, o którym mógłbym mówić godzinami, ale może kończmy bo już się strasznie rozpisałem.
Azumanga Daioh - sympatyczna i pozytywna komedyjka dziejąca się w szkole, z dozą brainrotowych gagów i charakterystycznych postaci. Chyba pierwsze moje anime dziejące się w szkole i potęgujące silne poczucie tęsknoty za przeszłością, czy to za lepszymi momentami i wspomnieniami ze szkół, czy generalnie czasami kiedy było się dzieciakiem bez większych obowiązków oraz doświadczało rzeczy których nie da się już powtórzyć. Ulubione anime tego typu, tak bardzo że jak je kończyłem to zaczynałem już tęsknić za głównymi bohaterkami.
Paprika - ex aequo z Millennium Actress. Filmy które sprawiły że moim ulubionym reżyserem jest nieżyjący od ponad 15 lat Satoshi Kon. Paprikę uwielbiam za bycie pochwałą ludzkiej wyobraźni i docenieniem roli jaką odgrywają sny, Millennium Actress zaś za hołd dla japońskiej kinematografii, począwszy od propagandówek z czasów wojny z Chińczykami przez filmy historyczne po science fiction oraz za ostatnie zdanie które pamiętam do dziś. W obu tytułach pojawia się wizytówka reżysera, czyli wątek mieszania się świata idei (w tym wypadku snów i wspomnień) ze światem rzeczywistym, oba są osobiste i zachęcające do przemyśleń, są piękne audiowizualnie oraz opowiadają intrygujące historie. Początek Papriki z magiczną piosenką Susumu Hirasawy w tle oraz słodko-gorzkie zakończenie Millennium Actress to jedne z najpiękniejszych doznań jakich doświadczyłem oglądając, zaś ten drugi film zachęcił do obejrzenia japońskich filmów aktorskich przed planowanym wyjazdem do Japonii.
Gunsmith Cats - 3-częściowa seria OVA, łącznie o długości filmu pełnometrażowego o dziewczynach które w Chicago lat 90. sprzedają broń palną i polują na przestępców. Jako OVA jest to po prostu reklama mangi opowiadająca niezależną historię, ale kurde to jest jedna z moich ulubionych serii OVA. Do dziś robiąca wrażenie animacja (zwłaszcza scena pościgu z odcinka 2), jazzowa muzyka, charyzmatyczne postacie, krótka zwięzła fabuła na jeden wieczór z prostą logiczną intrygą łączącą się w jedną całość, akcja i humor oraz umiejscowienie akcji w USA gdzie znane motywy czy sceny z amerykańskiej popkultury i kina akcji są przepuszczone przez japoński filtr dają dość efektowny i świeży efekt końcowy. Przesadna szczegółowość, pasja i znajomość broni palnej zarówno w mandze jak i anime jest tak zaraźliwa że sprawiła iż bardziej zainteresowałem się tematem, natomiast samo anime do ostatecznego sięgnięcia po mangę która choć miejscami mroczniejsza i kontrowersyjna wypada jeszcze lepiej od animacji i zachęciła do poszerzenia horyzontów w tym medium. Obejrzenie tej animki było też momentem kiedy uświadomiłem sobie że jestem fanem podgatunku akcyjniaków znanego jako "baby z gnatami" i postawiłem sobie za cel obejrzenie jak największej ilości tego typu produkcji.
Ghost in the Shell - już kiedyś się tutaj dzieliłem że moją pierwszą stycznością z GITSem był... film aktorski z 2017, który niezależnie wydaje się być co najwyżej znośnym średniakiem, ale po sięgnięciu dalej wypada naprawdę bladu. Ghost in the Shell to obecnie jedna z moich ulubionych franczyzn sci-fi. Pierwszy film z '95 to niedościgniony ideał który genialnie wykorzystuje materiał źródłowy do opowiedzenia własnej wersji, wycinając, zmieniając, dodając lub zostawiając poszczególne elementy z mangi, a także zachowując sensowny balans między akcją, ekspozycją, filozofią, muzyką i dialogami. Seria Stand Alone Complex to moim zdaniem najlepsza wersja, będąca mariażem filmu i mangi, łącząc te dwa światy w dwusezonowy serial gdzie pojedyncze sprawy mieszają się z wątkiem głównym i gdzie wymyślne intrygi oraz niestarzejące się motywy idą w parze z wartką akcją i kreatywną zabawą znanymi motywami. Do tego dochodzą mniej (SAC_2045) i bardziej (Arise) udane serie które nadrabiałem przed najnowszą wersją, a zwieńczeniem mojej przygody jest tegoroczny The Ghost in the Shell który pomimo wad bardzo mi się podobał i sam okres kiedy mogłem to oglądać na świeżo w momencie kiedy nic mi nie ciążyło będę wspominał latami. Przechodząc do konkretów - uwielbiam GITS; za postacie z którymi można się utożsamić, za intrygującą i mroczną wizję przyszłości która nie wydaje się już być aż tak odległa, za czerpanie z filozofii wschodu i zachodu oraz motywów religijnych, a nawet ten bełkot związany z technologią, geopolityką czy filozofią który ostatecznie i tak jest bardzo inspirujący. Za zachęcanie do pogłębiania wiedzy, zadawania pytań na temat siebie oraz otaczającego świata i inspirowania się. O samej serii Ghost in the Shell chciałbym się bardziej rozpisać w osobnym wpisie, ale na to jeszcze przyjdzie czas, ale podobnie sprawa wygląda z następnym anime na liście.
Bubblegum Crisis - niegdyś legenda OVA i anime sci-fi, dzisiaj zapomniana marka. Oryginał to kwintesencja lat 80. z odwołaniami do Blade Runnera, Terminatora, Obcego czy filmu Ulice w ogniu. Nietypowa i na czasie wizja w której wielka korporacja produkuje biomechaniczne AI maszyny niszczące miasto i zwala brudną robotę na specjalną jednostkę policyjną oraz samozwańcze wojowniczki w futurystycznych zbrojach. Jest to kolejne moje ulubione uniwersum, i co by nie mówić o jakości to podoba mi się ze wszystkimi dziurami fabularnymi, nieścisłościami, niedopowiedzeniami i urwanymi wątkami. Porządna animacja, świetne designy postaci, pojazdów i robotów, klimatyczna stylistyka, muzyka i piosenki które są częścią historii, wciągająca fabuła i wydarzenia na ekranie, garść dramatu i humoru oraz niesztampowy cyberpunk. Późniejsze twory z tej marki miały pod górkę, i wyszły albo słabo albo tak sobie, ale część z nich też lubię. Serial telewizyjny będący rebootem serii także uważam za dobry w przeciwieństwie do części fanów oryginału, w niektórych aspektach jest lepszy, ale w innych wolę pierwowzór. Podobnie jak w przypadku GITSa mam w planach zrobienie retrospektywy serii, ale na razie przekładam ją na później ponieważ obecnie czytam mangę A.D. Police i jak skończę to ją tam umieszczę i wtedy wrócę do tematu. Tak jak inni fani łudzę się że pewnego dnia powstanie cokolwiek nowego z tej marki.
Noir - myślałem czy nie dać tu jakiegoś romansu komediowego dla większego urozmaicenia, ale ostatecznie uznałem że dam przykład czegoś nieoczywistego czy wręcz nielogicznego. Po obejrzeniu Noir bardzo mi się podobał, ale dopiero z każdym mijającym miesiącem zacząłem czuć jeszcze bardziej pozytywne emocje. Z perspektywy czasu czuję że jest to jeden z moich ulubionych tytułów, co uważam za nieco irracjonalne: to nie jest nic wyjątkowego, podobnie jak .hack//Sign od tych samych twórców strasznie się dłuży, sceny walki potrafią być potwornie głupie, ścieżka dźwiękowa jest powtarzalna i często występują momenty które współczesna młodzież nazywa "aura farming", zaś motywacji antagonistów do dzisiaj nie do końca rozumiem. Ale jednak są powody dla których to anime wewnętrznie mocno ze mną rezonuje. Uwielbiam stereotypowy europejski setting, niejednokrotnie czułem że dany odcinek mógłby na spokojnie mieć miejsce w moim rodzinnym mieście. Utwory są nieziemskie: chórki śpiewające po włosku, skrzypce, energiczna muzyka - Yuki Kajiura tutaj oraz w późniejszym .hack'u stworzyła niebiańską ścieżkę dźwiękową której mogę słuchać do porzygu. Te dwa elementy składają się na charakterystyczny magnetyczny klimat który potęgowany jest na dodatek przez motywy ezoteryczno-gnostyckie budujące aurę tajemniczości i wiekowości głównej intrygi oraz antagonistów serii. Sama sfera wizualna też jest elementem który bardzo wpasował się w mój gust, i pomimo że obejrzałem to współcześnie to wywołuje uczucie nostalgii i sentymentu za latami dwutysięcznymi, oraz ubolewania że produkcje z takim klimatem i w takim stylu już nie powstaną. Sama fabuła zaś, opowiadająca o losach dwóch dziewczyn - Korsykanki i Japonki - uwikłanych w działalność tajnej organizacji starszej od włoskiej mafii, to inspirująca historia o lojalności, moralności i tożsamości, w której główne bohaterki mają proste ale wiarygodne problemy i motywacje, a kilka postaci wymyka się tradycyjnemu podziałowi protagonista-antagonista.
Excel Saga - przeterminowane, stara grafika, kuriozalna fabuła, urwane wątki, wątpliwej jakości humor, jednowymiarowe postacie, częsty brak przyczynowo skutkowości, wygodne wymówki aby nie martwić się scenariuszem i brakiem konkluzji w historii. Kocham. Dlaczego? Excel Saga to jak nic relikt swoich czasów i obecnie anime dość mocno zatopione w formalinie, ale kocham je za bycie tym dziwnym śmiesznym potworkiem z przełomu wieków. Zabawne postacie, genialne aktorstwo głosowe i angielski dubbing, retro wygląd, pełen wad i naiwności ale sympatyczny główny duet, mnóstwo absurdalnych sytuacji, szczyty slapsticku, głupawe odniesienia, ciągłe momenty przełamywania czwartej ściany, odcinki o kręglach i urzędzie miasta, sprytne pomysły i koncepcje, a także wpadająca w ucho muzyka. Excel Saga to moja póki co ulubiona parodia anime, i choć wiem że są zapewne lepsze rzeczy jak Gintama, tak to anime jest świetnym pokazaniem że nie wszystko musi być robione na poważnie oraz że czasami liczy się tylko dobra zabawa i mile spędzony czas. Serial robi sobie jaja z różnych gatunków, konkretnych tytułów, motywów, schematów, a nawet sam w sobie jest parodią adaptacji mang, będąc specjalnie niezbyt wierną adaptacją, zaś pod koniec staje się wręcz autoparodią, nagle znikąd stając się znacznie poważniejszym w tonie i dotykając tematów takich jak odrzucenie, nieodwzajemniona miłość czy syndrom sztokholmski. Ale wisienką na torcie jest ostatni odcinek, w którym twórcy zupełnie odpięli wrotki, specjalnie wstawiając tyle obrazoburczych i niepoprawnych politycznie żartów i gagów (krew, przemoc, seks, pedofilia, ataki sarinem w nawiązaniu do zamachów Aum Shinrikyo z lat 90.) że nigdy nie został wyemitowany w telewizji, a nie zahaczyłem nawet o szereg anegdot i ciekawostek związanych z produkcją. Kończąc zaś kwestią fabuły - ona jak na standardy jest zaskakująco sprawnie zrealizowana, przedstawiając czterowątkową historię (członków organizacji ACROSS, studentów pracujących w urzędzie miasta, uchodźcy z Ameryki Łacińskiej który przeżywa serię nieszczęść i samego reżysera anime który jest w konflikcie z autorem mangi Excel Saga), w której poszczególne warstwy umiejętnie się przeplatają przez co jest to o dziwo sensowna choć kwasowa narracja.
Orb: On the Movements of the Earth - na koniec chyba trochę naciągane. To jest anime które oglądam w chwili gdy to piszę i jeszcze kilka odcinków przede mną do końca, ale już na tym etapie mogę napisać że jest to coś dla mnie wyjątkowego. Nietuzinkowe miejsce akcji w fikcyjnej wersji Królestwa Polskiego, świetne odwzorowanie realiów, panujących doktryn, dogmatów i zachowań tamtejszego społeczeństwa i klas, różnorodne postacie które mają wiarygodne motywacje i własne racje w konflikcie geocentryzm-heliocentryzm, skłaniające do przemyśleń dialogi i postępowania bohaterów, brutalność i okazjonalne potyczki, oraz zwroty akcji z których kilku kompletnie się nie spodziewałem pomimo możliwości połączenia kropek. Orb jest porywającą sagą o poświęceniu, odkrywaniu prawdy wbrew rozsądkowi i głównemu nurtowi, wierze, sceptycyzmie, zuchwałości. Najbardziej podoba mi się morał który z tego wynika, dotyczący tego że postęp naukowy nie polega na tym że pojawia się jedna osoba i nagle coś odkrywa, tylko że nauka i badania to łańcuch zdarzeń i proces który ciągnie się latami jeśli nie wiekami i przekazywany jest w kolejne ręce, po to aby z każdą kolejną poprawką i spojrzeniem w końcu doszło do przełomu. Choć jeszcze nie skończyłem to odważę się stwierdzić że to jest moje ulubione anime z gatunku fikcja historyczna i pomimo przesadnego udramatyzowania i podkoloryzowania wydarzeń względem prawdziwej historii w celu podkręcenia dramaturgii i powagi, jest to perełka która ostatecznie w moich oczach udowadnia że pomimo narzekań na normictwo, współczesnych fanów i utracone estetyki to nawet współcześnie wychodzi szereg bardzo dobrych tytułów.
Honorowe wzmianki (już nie chronologicznie):
Canaan - moje pierwsze anime które dzieje się w konkretnym miejscu w którym byłem (jest scena w Oriental Pearl Tower w Szanghaju, a samo umiejscowienie połowy akcji w tym mieście i dostrzeżenie kilku znajomych krajobrazów jak panorama dzielnicy Pudong wywołuje dość dziwne, a zarazem przyjemne uczucia).
Black Lagoon - masa zapamiętywalnych barwnych postaci, bogata reprezentacja grup przestępczych i ludzi z różnych krańców świata, szaleństwo i odloty, przesadzona w pozytywnym sensie akcja, fabuła głębsza niż się na pierwszy rzut oka wydaje, niebanalna lokalizacja i realistyczna pół-zabawna pół-mroczna pragmatyczno-cyniczna wizja świata. Seria o której dość często myślę i która poprzez relacje między postaciami uzmysłowiła mi jak bardzo potrafię być okropny w stosunku do innych.
Desert Punk - chyba najbliższa rzecz jeżeli szukalibyśmy japońskiego odpowiednika klasycznych Falloutów; czarny humor, brutalny bezlitosny świat, erotyka, nieprzyjazne warunki naturalne, wioski zamieszkiwane przez garstkę pozostałych ludzi, mutacje i retrofuturyzm, walczące ze sobą stronnictwa i tytułowy (anty)bohater który pomoże każdemu, oczywiście za godną opłatą i z własnych cynicznych pobudek. Podobnie jak Noir bardziej mi się wygrawerowało w umyśle niż powinno.
Samurai Champloo - feudalna Japonia nie musi być nudna i wtórna, wystarczy połączyć dość zręcznie typowe dla miejsca akcji klisze z elementami współczesności. Mecz baseballa z reprezentacją Stanów Zjednoczonych które powstaną dopiero za 100 lat? Beatboxujący samuraj? Haj po marihuanie? Czemu nie!
Panty and Stocking with Garterbelt - wizualizacja tego co by było gdyby Bartosz Walaszek i Piotr Połać byli Japończykami oraz mieli zarówno większy budżet jak i chęci do pracy. Dowód na to że japońska animacja może wyglądać skrajnie inaczej, a zarazem że może być dokładnie tym czym straszyła Superniania wymachując mangowym Dragon Ballem.
Death Note - przykład tego że ultra-super-duper-hyper-uber popularne serie których raczej unikam nie są takie złe; teraz rozumiem popularność tego tytułu i rzeczywiście zasługuje na status kultowego, nawet pomimo pewnych dziur czy późniejszego spadku jakości.
Call of the Night - poszerzenie repertuaru o komedie romantyczne, które może potrafią być żenujące lub mieć dziecinne żarty, ale można je urozmaicić poprzez na przykład wstawienie elementów akcji, horroru czy thrillera, dodając do tego jasne zasady, powoli odkrywane tajemnice oraz wątki i mniej lub bardziej wyszukane postacie ze swoim bagażem opinii i doświadczeń, co wprowadza nowe perspektywy i uprzedzenia które mają rację bytu.
Welcome to the N.H.K. - anime odzierające obraz Japonii z wszelkiego romantyzmu i kawaii-sweetaśnej wizji tego kraju, czyniąc swym głównym punktem wszelkiej maści patologie czy problemy społeczne: od hikikomori, przez fale depresji i samobójstw, po naciąganie ludzi na kasę przez sekty finansowe. Bardzo gorzki obraz o niespełnionych marzeniach i próbie wyjścia z przeciętności, ale warty wspomnienia.
Dobra, bo zaraz wymienię wszystkie animce które mi się mniej lub bardziej podobały, a to nie o to tutaj chodzi XD. Na tym więc skończmy na dziś.
#my9anime #anime