panstwowe=niczyje.
Dlatego wiekszosc tego nie szanuje i wykorzystuje do czerpania z tego maksymalnych korzysci.
I my chcemy miec prawdziwie obywatelska demokracje, smiechu warte
Ruda uznała że nie będzie jej taka kałuża jak Bałtyk pluła w twarz, ni dzieci.. Wróć, żadnych gówniaków.
W każdym razie ogłosiła że j⁎⁎ać lęki, płyniemy oglądać klify od strony morza.
Wybrała sobie sama stateczek, oczywiście padło na czerwony, wiadomo w końcu że czerwone toną rzadko i dzielnie przez 1,5h bawiła się w marynarza ;)
Ps: gdyby ktoś chciał się przepłynąć z Sassnitz na klify to polecam profilaktycznie omijać MS Alexander. Tak tylko ostrzegam ;) Sama wycieczka zacna, 1, 5h 20 euro.
ps: zdjęcie MS Alexander tak dla potomnych ;)
Książka opisuje świat, w którym obok zwykłych ludzi żyją osoby obdarzone zdolnością wnikania w umysły innych(zwane tutaj esperami). Dzięki tej bardzo pożytecznej mocy m.in . udało się wyeliminować morderstwa dzięki odczytywaniu zamiarów co bardziej nikczemnych obywateli. W końcu po około 80 długich latach komuś udaje się ukatrupić innego człowieka, a my przez resztę książki obserwujemy zabawę w kotka i myszkę między zabójcą i ścigającym go esperem.
To bardzo milutki średniaczek, nie jakiś super słaby, ale też nie jakoś wybitnie wciągający. Część dotycząca mocy była prawdopodobnie najlepsza, w tym opisy wnikania w umysły innych(szczególnie cześć dotycząca umysłu bohaterki imieniem Barbara). Jeśli idzie o samych bohaterów, to niestety można czuć się rozczarowanym. Główny złol jak i ścigający go detektyw to takie typowe klisze: pierwszy to prawdziwe wcielenie nikczemności, a drugi to perfekcyjny stróż prawa, który nie cofnie się przed niczym, by ująć zbira. Nuda. O postaciach kobiecych nie ma co wspominać(ale co zrobić, lata 50, wątki damsko-męskie były wtedy strasznie denne).
Brakowało mi lepszego opisu świata, ludzi, np. reakcji na pierwsze od dziesiątek lat morderstwo. Autor raczej wolał od początku do końca skupić się wyłącznie na głównym wątku. Zakończenie jest całkiem przyjemne, a opis tytułowej Przeróbki ciekawy, chociaż liczyłem na coś bardziej pomysłowego.
Nic nie zapowiadało, że będą dziś takie przygody. Połowa trasy tak nudna, że nie było czemu zdjęcia zrobić.
Pech zaczął się podczas przechodzenia przez barierkę, gdy uderzyłem w nią piszczelem xD, czym zapewniłem sobie 3 centymetrową krwawiącą ranę.
Dojechałem do Zalesia, gdzie czekały na mnie smerfy
Po skręceniu w łącznik, czekało na mnie super błotko wymieszane z gliną, które zalepiło mi cały bieżnik i musiałem pchać rower. Mimo, że buty też zaraz były zalepione. Do tego zaczęły mnie ciąć jak głupie ślepaki. Droga zamieniła się w staw xD No ale czego się nie robi dla kwadrata
No właśnie czego, niedaleko dalej wjebałem się w takie krzaki, które przewyższały rower. Na koniec były 2 metrowe pokrzywy, które ostatecznie mnie pokonały, a brakowało może z 50 metrów. I w tych pokrzywach, znów atakowany przez ślepaki dałem radę sprawdzić, że można wjechać z drugiej strony. Co nie zmarnowało mojego poświęcenia
W sumie, takie babranie się w błocie, batożenie pokrzywami, przyjmowanie ukąszeń owadów to jest to co kocham i jednocześnie nienawidzę w zbieraniu kwadratów
#kwadraty
Max square: 28x28
Max cluster: 2235 (+24)
Total tiles: 4960 (+17)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Człowiek sprawdza na google, widok z satelity, mapy.com itd., a kończy się zwykle tym samym - przygodą i przeklinaniem. Pod nosem albo na cały regulator w zależności od intensywności przygody
No i tak można jeździć - jako że okwadraciłem już Wrocław i w sumie najgorsza część każdej trasy to wyjazd z tego gównianego miasta, który dłuży się w nieskończoność, wsiadłem w ciapąg i myk do Ścinawy, przy okazji powrót z wiatrem. A jako że po drodze googlalem jak jechać, to wysiadłem w Orzeszkowie, bo i tak bym tamtędy jechał a ominąłem miasto i drogę z większym ruchem. Na początku przywitały mnie lekkie piachy, ale po chwili już była szutra premium, chociaż przeplatana tłuczniem. Trasa się sama ustalała na bieżąco, po wstępnych oględzinach stanu traktów na kolejnych rozjazdach i wyszło całkiem spoko. Asfalciki z Krzydliny Małej na Stobno, jeszcze z wiatrem w plecy, to mistrzostwo świata, ależ tam się zapierdala. Tylko jakoś myślałem że więcej kaemów wpadnie, następnym razem już Ścinawa i łukiem przez Prochowice...