@CzosnkowySmok podejrzewam, że autorowi chodzi o blokowanie naturalnego rozrostu miast, który odbywa się najczęściej przez trzy typy podmiotow: deweloperów, rolników i spekulantów.
- firmy deweloperskie blokują poprzez wykup terenów "na przyszłość". Skupują działki jak leci i trzymają duże areały, które leżą odłogiem, czekając aż okolica sie rozwinie na tyle, że opłacalne stanie sie budowanie na nich osiedli. Mogą minąć dekady, zanim tak przyblokowany teren osiągnie potencjalną stopę zysku, by inwestor zarobił tyle ile chce.
- rolnicy mają często zabezpieczone ziemię w obszarze, który kiedyś był typowo rolniczy, a obecnie przylega np. do zabudowy wielorodzinnej (np. Felin w Lublinie). Rolnik ma podejście "nie oddam ojcowizny" (i ma do tego pełne prawo). Taka sytuacja jest szkodliwa dla urbanistyki miasta i dalszego jego rozwoju, bo paraliżuje potencjalne lokowanie nowych funkcji, na które zapotrzebowanie mają osiedla mieszkaniowe
- inwestorzy lokujący kapitał w działkach. Podobny zabieg jak deweloperzy, z tą różnicą, ze oni nigdy nie zamierzają nic budować.
Problemem jest to, że naturalne procesy rozrostu miast są blokowane przez takie działalności. Skutkiem tego jest dogęszczanie zabudowy na potęgę, bo nie ma dostepnych gruntów na poszerzanie granic, rozbudowę komunikacji publicznej lub infrastruktury.
Czy przymusowe wywłaszczenia są na to lekarstwem? Nie wiem, ale podejście "święte prawo własności" napewno problemu nie rozwiązuje, a go jeszcze bardziej pogłębia.