No i tak można jeździć - jako że okwadraciłem już Wrocław i w sumie najgorsza część każdej trasy to wyjazd z tego gównianego miasta, który dłuży się w nieskończoność, wsiadłem w ciapąg i myk do Ścinawy, przy okazji powrót z wiatrem. A jako że po drodze googlalem jak jechać, to wysiadłem w Orzeszkowie, bo i tak bym tamtędy jechał a ominąłem miasto i drogę z większym ruchem. Na początku przywitały mnie lekkie piachy, ale po chwili już była szutra premium, chociaż przeplatana tłuczniem. Trasa się sama ustalała na bieżąco, po wstępnych oględzinach stanu traktów na kolejnych rozjazdach i wyszło całkiem spoko. Asfalciki z Krzydliny Małej na Stobno, jeszcze z wiatrem w plecy, to mistrzostwo świata, ależ tam się zapierdala. Tylko jakoś myślałem że więcej kaemów wpadnie, następnym razem już Ścinawa i łukiem przez Prochowice...
#rower #gravel
