Jako dziecko uwielbiałem przeglądać gazetki z marketów, wyobrażając sobie, że jedna czy druga zabawka trafi pod moją choinkę. Gdy wśród ubrań znalazła się jakaś zabawka to była z niej frajda przez długie tygodnie.
Dzisiaj dzieci mają wszystko i nic na dłuższą metę ich nie cieszy.
W zeszłym roku mieliśmy większą wigilię i mój młody dostał chyba siedem samochodów. Pomyślałem, że jednego schowam i wyciągnę za miesiąc w nadziei, że bardziej się z niego ucieszy. Faktycznie, ucieszył się, ale po 10 minutach już o nim zapomniał.
Nie jest to pojedynczy przykład, inni znani mi młodzi rodzice zauważają to samo.
Narzeka się na dzisiejsze zabawki w Happy Mealu albo Kinder Niespodziance zapominając, że kiedyś stanowiły one faktyczną zachętę do zakupu. Dzisiaj dzieci chcą HM i KN dla frytek i czekolady, a na te zabawki mają wywalone.
Z jednej strony to wspaniale, że jako Polacy poczyniliśmy taki postęp. Z drugie dochodzimy do filozoficznej kwestii, czy człowiek bogatszy faktycznie jest szczęśliwszy.
Pytanie do rodziców - mieliście albo macie problemy z atakami paniki swoich dzieci przy wizytach u lekarzy? Jak sobie z nimi radziliście? Czy to coś, co po prostu musi przejść?
Mysz, prawie lvl 5, była i jest bardzo chorowita, przez co najróżniejszych wizyt u lekarzy, badań i pobierań krwi mieliśmy do tej pory dużo. Doszło do tego, że od roku przy jakichkolwiek wizytach dostaje histerii, nad którą nie da się zapanować. Nic nie daje przygotowywanie jej, odgrywanie scen w domu, mówienie, tłumaczenie, przytulanie, obiecywanie różnych rzeczy, branie ulubionych zabawek. Wszystko jest w porządku do momentu przekroczenia drzwi - sama układa plan co będzie robić, wie, co się będzie działo. Jednak, gdy tylko wchodzimy do gabinetu dostaje korby, ucieka, chowa się, wiotczeje, wrzeszczy, płacze, wyrywa się i kopie. Uspokaja się dopiero po wyjściu, zwykle dość szybko, i potem trochę się wstydzi o tym mówić. Części badań i zabiegów zwyczajnie nie da się w takich warunkach zrobić i kończy się na wielokrotnym umawianiu wizyt.
Mieliście bądź macie podobne doświadczenia? Nie wiem, czy to już się kwalifikuje do psychologa? Mam obawy, czy dokładanie kolejnego lekarza to dobre rozwiązanie.
Nie wiem, czy to już się kwalifikuje do psychologa?
Kwalifikowało się już w momencie pierwszej histerii. Próbowaliście ale wam nie wychodzi, więc lepiej chyba zapytać specjalisty, jak temu zaradzić.
Psycholog to nie lekarz, więc nie dokładasz kolejnego. Nie przedstawiałbym też dziecku, sytuacji w ten sposób że idzie do lekarza. Zwyczajnie, idzie porozmawiać z wyrozumiałą Panią na temat paniki jaką ją ogarnia w gabinecie. Mało tego, w żadnym momencie nie zestawiałbym tego z lekarzem, czyli nawet nie używał słowa "gabinet" żeby nie wywołać choćby skojarzenia z lekarzami. Coś powoduje traumy, więc nie będzie chętna jeżeli jakkolwiek przemknie jej myśl że u psychologa też ją mogą czekać takie traumy. Oddzielić grubą kreską, nie wspominać a jak zapyta to powiedzieć że to jest kompletnie co innego niż wizyta u lekarza.
Twój koszyk vs koszyk syna koleżanki twojej starej
Nie no, tylko mój młody ma zadatki na profesjonalne ogołacanie lasu
Pochorował się i musiałem z nim dziś zostać w domu (jakby w grudniu i tak nie było mało roboczogodzin xD), więc od 4 godzin nakurwiamy w #grzybobranie
Ja mam flashbacki z dzieciństwa (miałem "w lesie/w sadzie"), on zadowolony bo jakimś cudem zawsze wygrywa, co widać na załączonym obrazku. Spokojnie, podrośnie to zobaczymy kto sobie lepiej radzi w Splendor :v
Jutro, kiedy już w końcu mu się znudzi, pewnie zmienimy na Chińczyka i tak upłynie kolejny wieczór i poranek, i tak byle do weekendu
Czy dodawanie recenzji bajki dla dzieci to drobne oszustwo? Możliwe, ale chciałem się podzielić tą pozycją.
Z całą serią Basia mam styczność codziennie, bo młoda ją bardzo lubi, tak więc na okrągło lecą słuchanki, a w bibliotece zazwyczaj wypożyczamy kolejne części. Nie mogę powiedzieć, żeby mi się te historie jakoś specjalnie podobały - niektóre są ok, niektóre mnie drażnią, inne uważam za zbyt ostre dla pięcioletniego dziecka. Ogólnie za dużo w nich konfliktów, złości, narzekania, zmęczenia rodziców itd. Rozumiem intencję stojącą za tworzeniem takich opowiadań, ale odczuwam duży przesyt historii opartych na odwzorowaniu rzeczywistości, radzenia sobie z emocjami, trudnymi sytuacjami i tym podobnych: Basia, Pucio, Tola i Nelek, Misia, nawet Tupcio Chrupcio. Brakuje mi baśni pobudzających wyobraźnię, sprytnych i angażujących, wprowadzających trochę magii w otaczający świat.
Otóż Bajki na dobranoc są inne. Pomysł na nie jest bardzo sympatyczny: oto najmłodszy braciszek Basi, Franek, nie może zasnąć, więc każdy z członków rodziny opowiada mu po cztery krótkie bajeczki. Każda osoba ma inny styl, tematykę i sposób prowadzenia historii. I tak, mała Basia nawija makaron na uszy, dziadek w swoje opowiadania wplata wspomnienia z dzieciństwa, bajki babci są rymowane, mama dodaje trochę magii do zwykłych rzeczy, historyjki taty są połączone postacią dzielnego rycerza Franka, a starszy brat opowiada o swoim kuzynie, w którego jest zapatrzony.
Cały zbiór bajek czytałem z przyjemnością, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, momentami sam wpadałem w nastrój dziwnej melancholii. Myszy też się bardzo podobały, nieraz śmialiśmy się wspólnie z przedstawionych wydarzeń. Widziałem, jak jej mała główka pracuje na podwyższonych obrotach, zupełnie odlatując w świat wyobraźni, a o to właśnie mi chodziło.
Teraz bardzo dobra wiadomość: aby cieszyć się z tych opowiadań nie potrzeba znać innych książek ze świata Basi. Większość z nich jest na tyle uniwersalna, że spokojnie bronią się jako osobne historyjki. Oczywiście, znając perypetie rodziny Basi oraz ich wspólną dynamikę będzie można wyciągnąć z tych bajek trochę więcej, jednak (jak już pisałem) można spokojnie się bez tego obejść.
Ze swojej strony mogę polecić tę pozycję. Ja już zamówiłem sobie egzemplarz do domu, także czuję, że przeczytam te bajki jeszcze nie raz.
Ostatnio chwaliłem się, że czekamy na drugie dziecko z żoną jesteśmy po pierwszej wizycie u lekarza, wszystko idzie bardzo dobrze. Zastanawiam się tylko jak się przygotować na to wszystko. Niby jedno już jest i spoko, daliśmy radę, wiemy co robić, ale no po ludzku się martwię trochę. Jak finanse i jak czas w domu rozdzielać na to wszystko. Mnóstwo takich myśli. Starsza córa ma niecałe 5 lat teraz, jak się urodzi młodszy syn/córka to będzie jakieś 5,5. Jeśli są tu rodzice, którzy mają dwójeczkę dzieci lub więcej dajcie proszę znać co na pewno należy kupić (nie chodzi mi o wózki itp, bardziej o sprzęcik ułatwiający mega życie z małym dzieckiem, co wam mega ułatwiło wszystko). Dodatkowo, podzielcie się proszę z młodszym (a może starszym xd) kolegą doświadczeniem. Jak najlepiej wspomóc żonę w tym czasie? Z racji pracy często wyjeżdżam, ale równie długo jestem potem w domu. Dajcie trochu porad, żebym się uspokoił xd mam natłok myśli ostatnio haha.
jeśli jeszcze nie masz to odkurzacz na baterie typu Dyson (na allegro za kilka stówek można już świetny sprzęt kupić). tylko Nie żAden gówno robot tylko taki normalny ręczny, u mnie przy trójce non-stop korzystam, po każdym śniadaniu podłoga uwalona zdejmujesz z uchwytu kilka ruchów i czysto.
Kurde, najmłodszy za 5 dni kończy 2 lata, a tu dzisiaj poszedł na stół z ostrym zapaleniem obu uszu ( ͡° ʖ̯ ͡°)
Mamy szczęście, najstarszy jak miał pół roku, to święta spędził w szpitalu, rok temu trzylatka na 10 dni przed miała zapalenie płuca, na szczęście leczone w domu. Oby teraz rzeczywiście był tylko tydzień w szpitalu, to będą rodzinne święta.
Dobrze chociaż, że mogę zdalnie pracować, to starszyznę ogarnę.
U nas młody w wieku ok 3 lat co chwilę miał zapalenie ucha. Skierowanie do laryngologa, skierowanie na wycięcie migdałka. Jak zacząłem obdzwaniać szpitale to się okazało że terminy fhooj po⁎⁎⁎⁎ne. Poszliśmy na prywatną wizytę do ordynatora laryngologii, ten stwierdził że migdałka w grubej większosci nie trzeba usuwać, młody dostał krople które sami mu przygotowywaliśmy i do tego ćwiczenie - dmuchanie przez rurkę z zatkanym nosem do szklanki wypełnionej wodą. Miało to na celu 'przetykanie' dziurki łączącej ucho z nosem (to tak w mega uproszczeniu i przez upływ czasu mogłem coś pomylić). Ilość zapaleń ucha zmalala o ok 80%
Masa ludzi, masa frajdy, okazja do pogadania z rodzicami i dzieciakami.
Przy okazji fajnie było patrzeć jak dzieciaki (które pamiętasz jak w pieluchach latały) uczą się asertywności, uczą się targować (doceniać wartość własnej pracy), reklamować, promować, rozmieniać, wydawać... Twarde Mazowieckie Żydki z nich będą, jest nadzieja w narodzie, nie zginiemy. #polskastrong
Z drugiej strony, kilka godzin wcześniej zmarła kolejna bliska osoba.
Dawno nie byłem tak rozdarty miedzy radością a dobitką.
Aż mi się wszystkie numery Małego Modelarza z mojej młodości przypomniały ( ͡° ͜ʖ ͡°) Byłem pewien, że wytnę i skleję w jakąś godzinę, a skończyłem dopiero przed chwilą - zaczynając po 19. #heheszki #rodzicielstwo
No i d⁎⁎a zbita... Młody był twardy i nie chorował od pół roku to teraz prócz ospy ma anginę XD Co najlepsze moja córunia lvl3 okaz zdrowia chodzi dalej do przedszkola Coś czuje w kościach, że święta w tym roku będą fajne... Dalej czekam kiedy mnie dopadnie ospa XD
To powiem wam ciekawostkę - nie da się drugi raz zachorować na ospę. Zamiast na ospę, przy drugiej ekspozycji na wirusa, chorujemy na półpasiec, który jest turbo-przejebany bo wirus go (i ospę) wywolujacy odkłada się wzdłuż nerwów, głównie w obrębie głowy i twarzy.
Dwa lata temu czułem że coś mnie bierze i uznałem, że pójdę na saunę się wypocić. Po saunie przez chwilę było ok, ale następnego dnia juz wiedziałem, że będę chory. Potem na twarzy wyszły mi krosty, które bolały tak, że nie mogłem spać. Jeszcze pół roku po chorobie czułem ból dotykając blizn. Bo ta choroba zostawia blizny, czasem bardzo głębokie. Także powodzenia!