Niesamowicie cieszę się, że dr Jacek Dębiec zgodził się udzielić wywiadu na YT. To autor jedynej znanej mi książki, która opisuje opętanie z punktu widzenia psychiatry. Doktorat obronił na UJ pracą „Opętanie. Próba psychopatologicznego ujęcia problemu”. Obecnie pracuje na Uniwersytecie Michigan jako Assistant Professor (adiunkt). Wysłuchanie tej rozmowy to była dla mnie prawdziwa przyjemność i mam nadzieję, że będzie nią również dla Was.
Jest szansa na część drugą, więc oznaczając mnie możecie zadawać pytania, które przekażemy panu doktorowi w kolejnej rozmowie.
Skończyłem właśnie 3 miesięczną terapię na oddziale dziennym ze wskazaniem zaburzeń osobowościowych. Mniej więcej czuję się zresocjalizowany ( ͡° ͜ʖ ͡°) .
Gdybyście chcieli to mogę zrobić ama, bo to było naprawdę wartościowe i nieznane przez znaczną większość osób miejsce ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Dziwi mnie ze takie coś komuś pomaga, byłem w takim cyrku i to zwykle kółko wzajemnej adoracji dla ludzi którzy chcą się wygadać i nic więcej ja nie wiem niby w którym momencie jest tam jakieś leczenie. Ja tam tylko straciłem czas który mógłbym tak samo spożytkować na chociażby spaniu xd
Wiedzą, że Kościół wymaga celibatu. Wiedzą, co sądzi o gejach. I o wyuzdanym seksie grupowym. Wiedzą też, że właśnie to lubią robić. Ale mimo to pchają się w sutannę. Ale chwila… a jeśli właśnie czegoś nie wiedzą?
„Na badania? A jeszcze co znajdo!”
Arystoteles twierdził, że człowiek z natury dąży do poznania i nawet jeżeli wiedza nie ma praktycznego zastosowania, to jest ceniona sama przez się. Główna rzecz jaką możemy z tego wywnioskować jest taka, że Arystoteles był tylko człowiekiem i też czasami się mylił. Wie o tym każdy lekarz, który co i raz spotyka pacjentów wcześniej lekceważących objawy. Tu paradoks jest tym większy, że bardzo często tacy pacjenci mogliby być wyleczeni gdyby tylko wcześniej zgłosili się do lekarza. Czemu tego nie zrobili?
Bo człowiek z natury nie dąży do poznania. Człowiek z natury dąży do spójności.
Podstawą jakiegokolwiek funkcjonowania w rzeczywistości jest posiadanie na jej temat wiedzy w miarę spójnej. Dzisiejszy dzień mogę jako tako zaplanować, bo nie przewiduję u siebie udaru, wybuchu wojny, pożaru ani nawet awarii prądu. Najbliższe kilka miesięcy też sobie jakoś wyobrażam, bo zakładam, że nie trapi mnie rak trzustki w terminalnej fazie. Takie przekonania są nie tylko praktyczne (bo pomagają jakoś zaplanować przyszłość) ale też wygodne. Bo gdybym dzisiaj się dowiedział, że mam rzucić wszystko i od dziś zacząć żyć na oddziałach onkologicznych, chemią i operacjami… no nawet nie chcę o tym myśleć.
To jednak nie wszystko. Rzeczywistość ma bowiem jeszcze jeden wymiar.
Poza tym „co jest” mamy pewien obraz tego „co powinno być”. Mamy w swoich głowach pewien obraz człowieka i jego działań, które oceniamy pozytywnie i do których aspirujemy. Sami w większym lub mniejszym stopniu za ludzi dobrych się uważamy. A jeżeli się mylimy?
Naturalnie, o tym, że człowiek potrafi nie sprostać stawianym sobie wymogom wiedziano od zawsze. Platon miał słynną alegorię wozu zaprzęgniętego w dwa konie, z których jeden ciągnie wóz w dół, a drugi do góry. Ale wóz miał też woźnicę (czyli rozum) który miał nad końmi panować i prowadzić wóz w dobrą stronę.
Takie przekonania były silne zwłaszcza w XIX wieku, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i USA. Słynna „epoka wiktoriańska” cechowała się wśród klasy wyższej bardzo rygorystycznym podejściem do moralności, zwłaszcza w strefie seksualnej. Uważano, że człowiek (a raczej: biały, w miarę bogaty mężczyzna, bo rasizm, seksizm i klasizm wręcz kipiały w ówczesnym światopoglądzie) może wyćwiczyć w sobie zdolność do sprostania społecznym wymogom. Jeżeli ktoś tego robić nie potrafi to świadczy o jego słabości, zdziecinnieniu i ogólnie rzecz ujmując: to jego problem i jego wina.
Rzeczywiście – człowiek ma pewne możliwości kontrolowania siebie. Ale czy zawsze?
Pod koniec XIX wieku w Wiedniu równie słynny co kontrowersyjny lekarz psychiatra, Zygmunt Freud leczył swoich pacjentów wychodząc z negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Freud uważał, że bardzo często nasze pragnienia i niezgodne z kulturalnym wzorcem cechy nie tyle kontrolujemy, co ukrywamy. Zachowujemy się jak ten Janusz nosacz, który nie idąc do lekarza nie dopuszcza do siebie wiedzy o chorobie.
Tyle tylko, że te wyparte pragnienia podobnie jak choroba nie znikają
I podobnie jak choroba dają prędzej czy później o sobie znać. I wtedy na ten przykład osoba przekonana, że należy dbać o zdrowie pali papierosa. Nie wie, że nie powinna? Wie. Ale papieros pomaga jej się zrelaksować po stresującym dniu. Więc summa summarum wychodzi na dobre, nie?
Jasne, że nie. Ale ta oczywista sprzeczność zostaje w głowie usunięta.
Tego typu praktyki chroniące spójność naszego obrazu siebie nazwał Freud, a za nim cała psychoanaliza (której był pionierem) mechanizmami obronnymi. Powyższy przykład jest tylko jednym z wielu możliwości. Pozostając w tej konwencji palacz może dopuścić, że sobie szkodzi papierosami, ale w to miejsce dużo ćwiczy, czym sobie rekompensuje. Albo stwierdzić, że palenie jest tylko skutkiem, a prawdziwą przyczyną są inni ludzie którzy go stresują i w ten sposób „zmuszają” do palenia.
Słynna antropolożka Mary Douglas stała na stanowisku, że „nieczystość” w różnych kulturach oznacza rzeczy, które wymykają się klasyfikacji
Dany człowiek czy dana społeczność przyjmuje klasyfikację czegoś (np. zwierząt) według jakichś reguł (np. pływające/latające). Coś co do żadnej z tych kategorii się nie zalicza z miejsca staje się podejrzane, nieczyste i nienormalne. I tego należy się wystrzegać.
Według psychoanalizy podobnie działa ludzka psychika. Nie potrafi ona zaakceptować szarej rzeczywistości i dąży do tego, by podzielić świat na czarno i biało, siebie stawiając po jasnej stronie. W każdym z nas jest Dr Jekyll i Mr Hyde (nb książka z epoki wiktoriańskiej), gdzie intuicyjnie utożsamiamy się z Jekyllem, a Hyde’a w jakiś sposób próbujemy sobie wytłumaczyć.
W internecie często spotyka się twierdzenia, że każdy homofob i pruderyjny mędrek to kryptogej i libertyn.
W tą stronę to oczywiście nie działa. Jednak rzeczywiście, bardzo często cechy i pragnienia których sami nie akceptujemy pchają nas do robienia czegoś całkowicie z nimi sprzecznymi. Ale równie dobrze może być to forma „ucieczki do przodu” przed czymś innym.
Niektórzy psychoanalitycy w mechanizmach obronnych widzą fundament całej kultury. W tym co robimy ich zdaniem nigdy o to naprawdę nie chodzi, po prostu w ten sposób dajemy ujście nieakceptowanym pragnieniom. Taka teza wydaje się przesadzona, a nawet jeśli to jest tak skonstruowana, że ciężko z nią dyskutować. Ale nie ulega wątpliwości, że hipokryzja chroni nierzadko prawdę tak tajemną, że sami o niej nie wiemy.
PS: Skończyłem tekst, siadam do następnego – wstępniaka do jutrzejszego newslettera. Jak chcesz zobaczyć co mi wyjdzie zapisz się
Uważano, że człowiek może wyćwiczyć w sobie zdolność do sprostania społecznym wymogom. Jeżeli ktoś tego robić nie potrafi to świadczy o jego słabości, zdziecinnieniu i ogólnie rzecz ujmując: to jego problem i jego wina.
To jest ciekawe, bo na założeniu racjonalnego człowieka opiera się prawo, ekonomia i ogólnie modele społeczne. No ale na tym polegają modele, że muszą być uproszczone.
Stoicyzm który promuje ostatnio @splash545 też się na tym opiera. I te ćwiczenia które on opisuje nawet mi się podobają, ale osiągnięcie stoickiej doskonałości wymagałoby pozbycia się Mr Hyde'a a to jest chyba nierealne
Znowu do pytania inspiruje mnie @smierdakow dzięki za wrzucenie newsa https://www.hejto.pl/wpis/skrywany-majatek-morawieckich-onet-ujawnil-adresy-i-zdjecia-onet-pisze-ze-wedlug
Załóżmy że jutro dostajecie dziesięć milionów złotych. Kupujecie mieszkanie, auto, jedziecie na wakacje na rok. Wracacie z wakacji, kolejny rok leżycie na d⁎⁎ie. Zostaje Wam pięć milionów, bo sobie nie żałowaliście.
I co dalej? Ja bym pewnie wrócił do pracy (programowanie) i sobie pracował, no bo ocipieć można od siedzenia i nic nie robienia. Może rozwijał pet projecty zamiast pracować dla kogoś, ale z nich też kiedyś przyjdzie jakiś hajs, bo tak już działa kapitalizm xD
pytam, bo nie umiem zrozumieć - jaki jest cel zbierania majątku 120 milionów poza podniecaniem się rosnącymi liczbami na koncie w banku?
I jeszcze rozumiem jak to się dzieje u Bezosa albo Muska - grają w grę, publiczna giełda, większość tego siana i tak jest w akcjach i nigdy nie zostanie skapitalizowana, a jak chcą się dalej bawić w biznes to liczby będą rosły.
Ale kraść i robić na wałkach 120 milionów? Jaki jest sens? Przecież pozostałe powiedzmy 40 lat życia i tak musi przeżyć, i tak musi coś robić. A że majątek jest na żonę, to nawet na k⁎⁎wy i kokainę nie przepuści xD
@wombatDaiquiri Da się tyle przepuścić. Zobacz na co wydawają najzamożniejsi. Sama tylko działka budowlana potrafi kosztować 10 milionów. Budowa domu kolejne 10. A można mieć ich parę, w górach i na morzem...
Każdy ma swoją sprzątaczkę i ogrodnika.
Kilka samochodów po milion każdy, helikopeter, najdroższe hotele i dziwki biorące po 200 tys za tydzień na jachcie i tak czas płynie.
Hmm.. A co jeśli ma się miliardy, to co można z tymi pieniędzmi jeszcze zrobić? W kosmos polecieć? A no okazuje się że tak. I prywatny wyczarterowany samolot, z masażystką, dziwkami, osobistym kucharzem który będzie ci gotował to co dokładnie chcesz ect.
Potem poza fizycznymi przyjemnościami chodzi o poczucie bycia królem, buduje się jachty wielkości miasteczek na których jest się właścicielem, prywatne cokolwiek, wojsko, firma w której jest się szefem i w której zidiociałe kuce mają cię za pół-boga. Oprócz posiadania wszystkiego no i władzy to jeszcze wchodzi chęć chwały, chęć bycia zbawcą świata i tak bogacze czasem zbiegają się na w jakiś Davos i udają że ratują świat.
Każdy człowiek przyjmie każdą ilość pieniędzy. Im wyższe kwoty tym mniejszą mają realnie wartość dla człowieka, ale zagospodarować je zawsze można. Tym bardziej że ma się wtedy 100% czasu wolnego, co zmienia perspektywę, a oszczędność staje się zbędna.
@wombatDaiquiri Morawiecki ma 55 lat, być może, że już w tym roku skończy z polityką po przegranych wyborach więc pieniądze mu się przydadzą żeby nadal utrzymać wysoki poziom życia. Z resztą on ma też 4 dzieci ludzie też czasem po prostu chcą zostawić coś po sobie dla dzieci, tak aby te miały lepszy start w życiu i ich dzieci miały jeszcze lepszy start wtedy każde pokolenie jest coraz bardziej zamożne. Każdy ma też inne cele w życiu są ludzie którym właśnie gromadzenie pieniędzy sprawia przyjemność a nie ich wydawanie.
Siema, chciałbym się zapisać do specjalisty w celu diagnozy/potwierdzenia, czy nie mam ADD/ADHD. Czy jesteście mi w stanie kogoś konkretnego polecić/klinike? Oczywiście prywatnie, lekko również mi zależy na czasie. Online/Warszawa
Przecież od małego jedziemy od skrajności w skrajność z emocjami. Rodzice nas tak wychowali bo tak sami zostali wychowani więc z pokolenia na pokolenie skaczemy sobie do gardeł i się opluwamy. Życzliwości to się uczymy żeby wykorzystać w razie 'W' a nie to że mamy ją we krwi. Wszędzie widzimy problem, nic nam nie pasuje - takie wzorce czerpiemy. I powiedz mi, jak my w takim toksycznym otoczeniu mamy niby nie być neurotyczni
Moim zdaniem w dniu przeciwdziałania samobójstwom najważniejsze jest uświadomienie sobie że zjawisko to najczęściej ma wymiar przewlekły i zaczyna się od całkiem niepozornych i niewinnych elementów.
Samobójstwa są chyba najczęściej budzącym podejrzenia rodzajem zgonów
To dosyć zrozumiałe. Ktoś kto sam odbiera sobie życie rzadko mieści się w naszej powszedniej logice. Samobójstwa często popełniają osoby do których „to nie pasuje”, którzy „mieli normalne życie” albo po których „nic nie wskazywało, że to planują”.
Takie myślenie wynika zapewne z przekonania, że pomiędzy samobójcami a resztą ludzi jest jakaś przepaść nie do przeskoczenia. Ktoś żyje „normalnym życiem” a w pewnym momencie postanawia je, z powodów których po prostu nie da się zrozumieć, samodzielnie zakończyć. Jak jednak wskazują badacze tego zjawiska jest to bardzo niebezpieczny mit.
Jednym z najbardziej „zrozumiałych” samobójstw o jakich słyszałem było zastrzelenie się przez człowieka który cierpiał na zaawansowaną postać złośliwego nowotworu.
Mówię o zrozumiałym samobójstwie, bo akurat w tym wypadku łatwo sobie wyjaśnić takie postepowanie i wejść w buty tego człowieka. Rak potrafi być czymś piekielnym, sprowadzać ból w takiej sile, że nie pomagają najmocniejsze opioidy. A nawet jeśli pomagają, to co to za życie leżeć przykutym do łóżka i dogłębnie naćpanym?
Jednak te piekielne katusze nie pojawiają się nigdy znikąd. Największy problem z nowotworami jest taki, że najczęściej są zbyt późno wykrywane. Początkowo są to malutkie zmiany, które można bez problemu zaleczyć. A na absolutnym początku zmian nie ma w ogóle. Komórka nowotworowa jest zdrową komórką, która wadliwie zmutowała.
Podobnie można opisać proces samobójczy.
Suicydolodzy (czyli badacze samobójstw) stworzyli kilka różnych modeli które pokazują jak zwykły człowiek doprowadzony zostaje do momentu w którym postanawia odebrać swoje życie.
*Nie będę przytaczał tutaj tych modeli, są zaskakująco szczegółowo opisane na polskiej Wikipedii:
Kiedy zaczniemy postrzegać samo samobójstwo jako finał jakiegoś szerszego procesu cała sprawa nagle zaczyna się robić zdecydowanie bardziej zrozumiała. Poprzedzające, zwłaszcza początkowe fazy dotyczą tego co przeżywa masa ludzi. Oczywiście, nie muszą one doprowadzić do targnięcia się na własne życie, tak jak pojedyncza komórka nowotworowa może zostać unicestwiona przez organizm. Może. Ale nie musi.
Dla wielu ludzi to jest niepojęte, jak można w jednym momencie założyć sobie na głowę sznur i zeskoczyć z krzesła. I słusznie, bo to nie dzieje się w jednym momencie. Ten proces zazwyczaj trwa bardzo długo, czasami nawet latami. Warto go poznać, bo może się okazać, że ktoś już od dawna zaczął popełniać samobójstwo.
Ale jeszcze o tym nie wie.
PS: Rzadko proszę o share, ale wyjątkowo problem jest poważny i warto żeby jak najwięcej osób uświadomiło sobie, że samobójstwo tak jak rak może dotknąć każdego i prawie zawsze jest to finał pewnego procesu. Natomiast jeżeli chcesz mieć pewność, że moje wpisy do Ciebie dotrą to zapisz się na mój newsletter. Następne (drugie) wydanie planuję pod koniec przyszłego tygodnia (wraz z nowym formatem wpisów na IG!)
@loginnahejto.pl Jako że mam doświadczenie 26 lat niewykrytej depresji, w której miałem myśli samobójcze, to jestem pewien, że większość samobójców to niezdiagnozowana depresja.
Robiliście test osobowości 16personalities.com ? Co Wam wyszło i czy zgadzacie się z opisem, który otrzymaliście? Pokazałem to w robocie, każdy sobie zrobił i zgodził się z tym jaki wynik otrzymał. Mi wyszło ISFJ i w sumie też się z tym zgadzam. Nawet usłyszałem, że teraz już jest wszystko jasne dlaczego jestem taki w porządku xD
Ja robiłam dawno temu, wyszło mi INFJ-A, coś tam się zgadza, coś tam nie zgadza, generalnie uważam że takie testy są bardzo dużym uproszczeniem i nie uważam ich jako miarodajne źródło wiedzy o czyjejś osobowości czy charakterze. Może to być jakaś wskazówka, ale na pewno nie oddaje sedna, bo nie wierzę, że 8 miliardów ludzi można wtłoczyć w 16 szufladek i że to będzie miarodajne.
Poza tym to jest trochę tak jak z kartami tarota - ludzie na siłę będą szukać podobieństw i ignorować różnice żeby potwierdzić coś w co wierzą.
Rzecznicy najczęściej uważają za cel swojego życia pomaganie innym i choć nieraz pracują jako ratownicy lub angażują się w pracę charytatywną, ich prawdziwą pasją jest eliminacja problemów u źródeł tak, aby działania ratunkowe nie były konieczne.
Dlatego, zgodnie z obietnicą złożoną przed rokiem pod tym adresem https://wykop.pl/wpis/66848397/koledzy-z-tagu-przegryw-czy-jak-wyjdzie-ksiazka , wybieram się jutro do księgarni w celu zakupu książki "Przegryw". Zrecenzuję się i zeskanuję, podesłając Wam ciekawsze strony. Sami ocenicie, czy jest to książka, którą warto kupić.
Do zobaczenia jutro, w przede dniu premiery!
Osobiście trochę żałuję, że wpadłem na ten "genialny" pomysł, no ale cóż. Słowo się rzekło. I to przy braku sprzeciwu red. Wieczorkiewicz i red. Herzyk
@gawafe1241 jeśli nie jesteś pewien czy w ogóle chcesz z kimś być, to nie ładuj się w związek. Oszczędź jej tego i nie mydl potencjalnej pannie oczu. Poważny związek to projekt, który wymaga dużego nakładu sił, czasu i uwagi. Jeśli nie jesteś gotowy, nie ładuj się. A jeśli chodzi o finansowy aspekt to sam sobie zaprzeczasz: mówisz, że nie będziesz miał na zachcianki oraz, że będziesz musiał harować na ślub itd., a wcześniej mówisz, że wcześniej się razem dorobicie. Z mojej perspektywy związek to oszczędności, a nie wydatki.
@lactozzi Z nikim nie jestem już 8 lat i nikogo nie ma na oku. I nie chcę z nikim być. Denerwujące jest tylko to że im starszy się robię to presja społeczna wzrasta coraz bardziej, no kiedy dziewczyna i kiedy. Przecież miałeś już nie jedną. Co z tego. Po prostu widzę więcej wad aniżeli plusów. A co do dorobienia się jest tam znak zapytania więc tego nie jestem do końca pewien czy aby na pewno dobrze napisałem to zdanie i czy aby potrzebnie widząc otaczające mnie pary.
z wymienionych minusow tylko jeden jest realny. Ostatni. Faktycznie tworzac z kims zwiazek w pewnym wieku wypadaloby miec gdzie mieszkac razem. Pozostale to tylko Twoj wymysl. Z jaka kobieta sie zwiazesz z taka bedziesz.
@mortt czyli chcesz powiedzieć że gdybym się związał z odpowiednią kobietą nadal jak do tej pory po pracy mógłbym przyjść do domu, powiedzieć "cześć" i wbijając do pokoju zamknąć drzwi i siedzieć sam na sam do 22, ewentualnie wyjść do łazienki na siku? Nie sądzę... Myślę że na pewno by pytała jak mi minął dzień w pracy, weź zrób to czy tamto. Widać że chyba nie miałeś nigdy kobiety... ¯\_(ツ)_/¯
@gawafe1241 jestem zonaty od ok 14 lat. I tak, jestem pewien, ze sa takie kobiety, ktore tez wola wiekszosc czasu spedzac same. Nie widze problemu. Uwaszasz, ze jestes wyjatkowy czy co? Jedyny problem jaki widze to, ze dwie osoby, ktore chca "90%" czasu spedzac same - moga sie nigdy nie spotkac. Ludzie sa rozni i maja rozne potrzeby. Bardzo czesto zwiazek faktycznie dziala gdy kazde z osobna ma rowniez jakies zycie (np. hobby) na wlasna reke. Zamiast tylko cisnac maksymalnie wspolny czas.
edit: korekta. Zonaty jestem 10, mieszkamy razem 14.
Wiem, że wyjdę na jakiegoś pizdusia albo nie wiem co tam jeszcze się używa za określeń...
Ale psychoterapeutka prosiła mnie bym codziennie pisał za co jestem wdzięczny.
No i poważnie muszę mieć nudne życie, bo prawie codziennie tematem wdzięczności jest żona, na 2 miejscu własne mieszkanie, ma 3 stała praca, na 4 działka.
@Daewoo_Esperal nie wiem czy się chwalisz czy się żalisz. Człowiekowi zawsze mało i chce wiecej, a to co ma i z czego się tsk cieszył wydaje się oczywiscie, normalne, że już zawsze tak bedzie. Prawdziwa wartość czujemy jak stracimy wiec cieszmy się ze zdrowia, domu, żony itp. Sam mysialem sobie to napisac żeby docenić
Macie skłonności do podejmowania ryzyka? Ja to we wszystkim co robię muszę mieć jakiś dreszczyk emocji, niepewności. Jeżeli coś jest dla mnie zbyt pewne, oczywiste to nie odczuwam tego wyrzutu dopaminy. Niby jestem spokojny i staram się unikać przypałów, ale takie jakieś minimalne zwiększenie pulsu muszę mieć. Ciekawe czy da się to leczyć.
@evilonep Ryzyko podejmuję tylko wtedy, kiedy na prawdę warto; kiedy nie zaszkodzi to relacjom i portfelowi - nawet na ewentualnej stracie muszę coś ugrać i mieć pewien zysk.
Przede wszystkim - nie poddaję się ślepemu losowi. Lubię kontrolować i sam ten fakt wiąże się ze sporym ryzykiem XD
Chęć osiągnięcia celu będzie cię pchała do działania. Stawiając sobie dostatecznie ambitne cele nigdy nie uda ci się ich osiągnąć w pełni. Natomiast unikając stawiania sobie celów unikniesz ryzyka niepowodzenia.