Porzucona około 2 lat Ładzia Niva, upolowana wieczorkiem ale na pewno odwiedzę za dnia bo pięknie mech obrasta progi.
#wrosty





Porzucona około 2 lat Ładzia Niva, upolowana wieczorkiem ale na pewno odwiedzę za dnia bo pięknie mech obrasta progi.
#wrosty





Zaloguj się aby komentować
Porzucony od początku roku Kampero-van na Transicie. Wygląda jak "idź stąd i nie wracaj"
#wrosty




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zastępy #nekroblog zasila @Cybulion
#znikajacyuzytkownicy #justhejtothings
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
No dobra, jako, że wygrałem ostatni wątek u @GazelkaFarelka to teraz moja kolej.
Co można powiedzieć podczas meczu piłki nożnej ale nie można na warsztatach kulinarnych?
#hejtolineanyway
Zaloguj się aby komentować
Dziś w nocy obudził mnie dźwięk kapania. Szukam, nasłuchuję. Jest, cieknie wąż doprowadzajacy wodę do baterii zlewozmywaka w kuchni. W sumie może dobrze, że w nocy, bo w dzień bym tego nie usłyszał. Na podłodze za szafką kałuża. No ch... - myślę - trzeba będzie pojechać do marketu po wężyki. Wracam przed chwilą z marketu, zabieram się za wężyki. W międzyczasie wrzucam pranie do pralki. Nie mija 15 minut - słyszę głośne trzaski. Wchodzę do łazienki: smród spalenizny zza pralki. No żesz k..., znowu filtr przeciwzakłóceniowy. O wszechświecie! Jakim jeszcze próbom poddasz mnie w ten łikend?
#zalesie #jprdl

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zostało mi z pół kilograma wątróbki scybulką z obiadu, więc dokupiłem trochę mięsa z łopatki, ugotowałem je, potem zmieliłem z przyprawami i zaraz zapiekę.
Przez najbliższe trzy dni będzie pasztet zapiekany na śniadanie obiad i kolację az mi przestanie smakować xD
#gownowpis #zainteresowania #gotujzhejto #gotowanie #jedzenie #chwalesie


Zaloguj się aby komentować
27 671,24 + 10,01 = 27 681,25
Pierwszy bieg w nowych butach. Ja pierdziu, nie spodziewałam się, że one tak będą nieść. xD
Petarda. Jak po kilku biegach wrażenia dalej będą takie same to chyba na zaś zamówię drugą parę na przyszłość, póki są jeszcze na promkach.
BS w pełnym słońcu w tempie <5:00, tego jeszcze nie grali. 😃
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin


@Trypsyna co to za salcesony?
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1129 + 1 = 1130
Tytuł: Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami
Autor: Philip Gourevitch
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Filia
Format: ebook
Liczba stron: 432
Ocena: 8/10
Nie polecam - to jest ciężka książka o zabijaniu dla zabijania. O zabijaniu, bo ktoś nam kazał. O zabijaniu, bo ktoś nam powiedział, że ci inni są niegodni żyć obok nas. I wreszcie o zabijaniu, na które świat przymknął oko.
To jedna z tych książek, które bardzo trudno oceniać wyłącznie pod kątem tego, czy dobrze się je czytało. Philip Gourevitch opisuje ludobójstwo w Rwandzie, podczas którego w ciągu około stu dni zamordowano setki tysięcy ludzi, głównie przedstawicieli społeczności Tutsi. Nie jest to jednak zwykłe historyczne opracowanie pełne dat, nazwisk i statystyk (no dobra, trochę jest). Autor przede wszystkim oddaje głos ludziom, którzy przeżyli, któzy uciekli, któzy stracili całe rodziny albo musieli później mieszkać obok swoich oprawców.
Książka zaczyna się bardzo mocno, od wizyty w Nyarubuye, gdzie Gourevitch ogląda pozostawione w budynkach kościelnych szczątki zamordowanych. Później stopniowo cofa się na linii czasowej do źródeł konfliktu, opisując kolonialne tworzenie podziału na społeczności Hutu i Tutsi, propagandę Hutu Power, działalność radia nawołującego do mordowania oraz wieloletnie przygotowania do zbrodni. Dzięki temu dobrze widać, że ludobójstwo nie było nagłym wybuchem „plemiennego szaleństwa”. Zostało zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone przy udziale wojska, polityków, urzędników, duchownych oraz zwykłych mieszkańców.
Najbardziej przerażające jest właśnie to ostatnie. Ludzie często nie byli mordowani przez anonimowych żołnierzy, ale przez sąsiadów, współpracowników, znajomych, a czasami nawet krewnych. Zabijanie zostało przedstawione jako obowiązek wobec państwa i własnej społeczności. Kto nie chciał brać w nim udziału, sam mógł zostać uznany za zdrajcę. Kolejne relacje ocalałych zaczynają się przez to zlewać w jeden niekończący się ciąg przemocy:
„...Tymczasem w Rwandzie - zabijanie, zabijanie, zabijanie...”
I chyba właśnie ten cytat najlepiej oddaje charakter tej książki. Zmieniają się miejscowości, nazwiska i okoliczności, ale niemal wszędzie historia wygląda podobnie: ludzie szukają schronienia w kościele, szkole albo szpitalu, wierząc, że ktoś ich ochroni, po czym zostają wydani napastnikom. Szczególnie mocno zapada w pamięć historia pastorów z Mugonero, którzy poinformowali swojego przełożonego, że następnego dnia zostaną zabici wraz z rodzinami (cytat tytułowy). Odpowiedź człowieka Kościoła była w zasadzie potwierdzeniem, że ich śmierć została już zaakceptowana.
"...Zginąć jako kto?..."
Dużym atutem reportażu jest to, że Gourevitch nie zatrzymuje się na samym ludobójstwie. Pokazuje także to, co wydarzyło się później: przepełnione więzienia, powroty uchodźców, procesy zbrodniarzy, problemy z wymierzeniem sprawiedliwości oraz próby pojednania ludzi, którzy nadal musieli mieszkać w tych samych wsiach. Trudno mówić o wybaczeniu, kiedy morderca wraca do domu obok i tłumaczy, że jedynie wykonywał rozkazy. Jeszcze trudniej, kiedy ofiara nie ma już rodziny, domu ani żadnej możliwości odzyskania dawnego życia.
Książka jest również bardzo mocnym oskarżeniem wobec ONZ, Stanów Zjednoczonych, Francji i całej społeczności międzynarodowej. Informacje o przygotowywanym ludobójstwie były znane wcześniej, ale nikt nie chciał podjąć ryzyka. Gdy rozpoczęły się masakry, zagraniczne państwa koncentrowały się głównie na ewakuacji własnych obywateli. Dyskutowano nawet, czy oficjalnie używać określenia „ludobójstwo”, ponieważ mogłoby ono oznaczać obowiązek podjęcia działania. To jeden z najbardziej irytujących, ale również najważniejszych fragmentów książki.
Nie jest to jednak łatwa lektura. Autor często przeskakuje między osobistymi historiami, polityką, historią kolonialną i własnymi refleksjami. Momentami liczba nazwisk, miejscowości i organizacji może przytłoczyć. Zdarzało mi się również tracić orientację, zwłaszcza w drugiej części, kiedy wydarzenia przenoszą się do obozów uchodźców w Zairze i wojny prowadzącej do obalenia Mobutu. Nie jest to więc reportaż, który czyta się szybko albo dla samej przyjemności poznawania kolejnych wydarzeń.
Najważniejsze pozostają historie ludzi. Ocalałych, którzy nie wiedzą, dlaczego przeżyli. Rodziców, którzy stracili dzieci. Osób, które ukrywały się wśród ciał swoich bliskich. Ale także tych, którzy odmawiali podziału na Hutu i Tutsi, próbując zachować zwykłą ludzką przyzwoitość.
"Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" to bardzo mocny, trudny i potrzebny reportaż. Nie daje prostych odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie zaczynają mordować swoich sąsiadów, ale pokazuje, jak propaganda, strach, podporządkowanie władzy i obojętność świata mogą małymi kroczkami doprowadzić do katastrofy. Po tej książce najbardziej zostaje świadomość, że ludobójstwo nie wydarzyło się nagle ani w całkowitym chaosie. Wielu wiedziało, co nadchodzi. Wielu mogło zareagować. Niewielu zareagowało.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 153/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Młody wypatrzył dzisiaj #smiesznypiesek w ogrodzie. Chyba samiec, skubany się zamaskował i mając oczy wyżej niż metr nad ziemią ciężko dojrzeć.
Osobiście modliszka kojarzyła mi się przez większość życia bardzo egzotycznie, ale teraz to już co lato ją widuję xD
#przyroda #owady #zwierzeta no i #globalneocieplenie bo kiedyś kto to myślał takie cuda na ścianie wschodniej oglądać


Zaloguj się aby komentować
352 707 + 58 = 352 765
Dobitka na drugą nóżkę
Jak ktoś jest z okolicy to polecam lody włoskie na ulicy sw. Rocha w Oławie;)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Pewien kolega w dyskusji na temat OZE użył sformułowania "[jeżeli] chcielibyśmy elektrownie węglowe demontować, to...".
Stwierdzenie tego w dyskusji o energetyce, to jak stwierdzenie w rozmowie ze znajomym, który jeździ Oplem z 1996 roku, w którym dawno zeżarło już progi, diagnosta już piąty rok brał w łapę za przybicie pieczątki i który zaliczył właśnie dzwona, rozwalając cały przód auta - "a gdybyś chciał wymienić na nowe auto, to...". Tu złomowanie i wymiana na coś nowszego nie podlega już żadnej dyskusji, to nie jest kwestia czy znajomy tego chce lub nie - bo sprzęt dokonał swojego technologicznego żywota i jego reanimacja oraz dalsza eksploatacja nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego.
20% energii w Polsce - do 5,5 GW mocy - generuje elektrownia Bełchatów. Zasilana jest węglem brunatnym z kopalni odkrywkowej znajdującej się tuż obok - odpada koszt transportu. Wydobycie na pierwszym polu "Bełchatów" zakończyło się w grudniu zeszłego roku. Zakończyło się, ponieważ po prostu skończył się tam węgiel.
Do 2036 roku skończy się węgiel wydobywany na drugim polu "Szczerców".
Elektrownia Bełchatów spala 1 tonę węgla na sekundę, co daje codziennie 3 000 dużych, 28 tonowych wywrotek węgla. Gdyby chcieć utrzymać jej działanie, trzeba by - po pierwsze - gdzieś otworzyć nową kopalnię. Węgiel brunatny jest płytko pod ziemią, wydobywany odkrywkowo. Faktem jest, że jakieś złoża mamy. Ale mamy jednocześnie kwestie wykupu tysięcy hekatrów gruntów - wywłaszczenia, wysiedlenia, odszkodowania. Wszystko kosztuje, bo nikt za damo działki czy domu nie odda.
A później 3 000 kursów wywrotek dziennie na kilkadziesiąt, może więcej kilometrów. Kierowcy nie pracują za darmo, paliwo kosztuje. Wszystko to podnosi cenę prądu. Albo nowa linia kolejowa. Która też nie jest za darmo i pociągi, które też nie jeżdżą za darmo.
Los elektrowni Bełchatów jest przesądzony, jak ktoś próbuje dyskutować o jej utrzymaniu, to nie ma pojęcia ani o faktach ani o ekonomii.
Pytanie brzmi nie "czy", ale "czym ją zastąpimy".
Wyrobiska po kopalni zostaną zrekultywowane i zalane, tworząc największy sztuczny zbiornik w Polsce. To i obecna już infrastruktura przesyłowa do 5.5 GW mocy sprawiają, że Bełchatów jest jednym z najmocniejszych kandydatów do kolejnej polskiej elektrowni atomowej.
Równolegle na Bałtyku budowane są kolejne farmy wiatrowe.
W Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. wskazano, że moc zainstalowana w morskiej energetyce wiatrowej osiągnie w 2030 r. wartość 5,9 GW, natomiast w 2040 r. – do 11 GW.
Aktualnie pierwsza farma "Baltic Power" już od niedawna pracuje w trybie testowym. Do jesieni ma być uruchomiona w pełnej mocy 1,2 GW.
Tak więc plany są i są od dawna już konsekwentnie realizowane. Co nie przeszkadza nagle wielu ludziom w dyskusjach wyskakiwać ze stwierdzeniami, które od dawna przedmiotem dyskusji już nie są. To jest jak dyskusja czy wsiadać do pociągu, który dawno już odjechał zgodnie z planem.
#energetyka #oze
P.S. "wiatraki psują krajobraz reeeee"

To może ja się wypowiem z racji pracy w energetyce od 26 lat.
Niestety jako państwo przespaliśmy bardzo dużo jeśli chodzi o energetykę. Jeśli chodzi o Bełchatów to musi pracować dopóki nie ruszy elektrownia jądrowa. Jeśli chodzi o OZE to niestety nie zastąpią nigdy elektrowni jądrowych i węglowych w naszych warunkach. Owszem są wsparciem, ale sieć energetyczna jest bardzo wrażliwa i potrzebuje stabilności. Możemy budować OZE, ale tylko jako wsparcie stabilnych źródeł.
Zawsze w takich rozmowach pomijane są rezerwy wirujące i przywołanie mocy, które było chociażby wczoraj. Nie jesteśmy tego w stanie uzyskać i zabezpieczyć sieć przed blackoutem tylko dzięki OZE, prawdopodobnie jedną z przyczyn blackoutu w Hiszpanii był brak odpowiedniej rezerwy wirującej.
A co należałoby zrobić?
Moim zdaniem rozbudowa OZE z jednoczesną budową elektrowni jądrowych. Jeżeli ten proces poważnie nie przyśpieszy to możemy za 10-15 lat być w doopie. I wtedy będzie ciężko to prostować. Niestety z wiatrem średnio, ze słońcem różnie, susza hydrologiczna pozbawia rzek wysokich stanów, węgiel drogi w wydobyciu, złóż gazu nie mamy.
Na sąsiadów lepiej nie liczyć. Taka trochę lipa.
Potrzebujemy mądrej dywersyfikacji i szybkiego działania.
Zaloguj się aby komentować
Ojciec fanatyk Parkside: Energetyki to zło. Jak można pić ten syf.
Ojciec fanatyk Parkside po jednym wyjściu do Kauflanda na dział napoi:
#heheszki #dziendobry

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować