Dziękuję bardzo serdecznie za wszelką pomoc w komentarzach pod tym wpisem, finalnie zdecydowałem się na coś innego w roli głównej (z czego jak widać jest satysfakcja, dużo większa niż z kartonu), ale zainteresowaliście mnie wieżą Diogenes (dziękuję @Piesek @6502 i @MJB za komentarze ) i ona też znajdzie swoje miejsce w mieszkaniu
@bojowonastawionaowca W ogóle jeszcze taki jeden tip do przemyślenia. Bo jak widzę kota masz jednego. Jeśli tak to możesz pomyśleć nad dobraniem mu kumpla, lub kumpeli. Możesz sobie zobaczyć na kanał jacksona galaktyki czemu dwa i co to zmienia.
Od poczatku maja zebrałem się w sobie i postanowiłem wejść w moje upragnione hobby.
Od kilku lat latał mi po głowie (hehe) dron. Z racji tego, że fizyka lotu nie jest mi obca postanowiłem zacząć od wysoko postawionej poprzeczki i mój pierwszy w zyciu dron to wyścigowe fpv.
Po długim resarchu i godzinach czytania/oglądania poradników udało mi się wszystko skompletować i i ile chcialem pierwszego zbudować samemu to jednak postawiłem na gotową konstrukcję. Zrobiłem wymagane uprawnienia i wykupiłem OC. Oczywiście jestem dorosły i po rozpakowaniu i wgraniu wszystkich niezbędnych rzeczy (taki dron z pudełka wymaga wgrania mu wielu rzeczy) uznałem, że najmadrzej jest poćwiczyć na symulatorze. Oczywiście, że nie wytrzymałem i od razu poszedłem polatać po dokladnie 0 minutach spędzonych na ćwiczeniu.
Pierwszy lot to była bardziej walka z super czułym sterowaniem niż coś co można nazwać kontrolowanym lotem jednak przewidziałem to i odbył się na ogromnej polanie bez możliwości rozbicia się o coś innego niż trawę.
Generalnie wyszło lepiej niż sądziłem i już po dwóch tygodniach latania nauczyłem się kontroli ktora pozwalała na latanie pomiędzy drzewami z prędkością + - 80kmh i wykonywanie prostych sztuczek.
Wiem ja wyglada te hobby i od poczatku się zastanawiałem kiedy będę musiał kupić lutownica do większej naprawy.
Teraz przechodzimy do sedna:
Wystarczyło 3.5 tygodnia xD
Z własnej głupoty pomyliłem guziki w efekcie czego wyłączyłem go na wysokości 80m bez możliwości włączenia lotu. OCZYWIŚCIE, była piękna pogoda aż do momentu zgubienia drona w szczerym polu i złapała mnie burza.
Teraz mam spalonego drona, jednak zaraz jadę do paczkomatu po lutownicę.
Trzymajcie kciuki bo to bedzie moje pierwsze lutowanie.
Morał jest taki, że nie ma co się załamywać porażkami i pamiętajcie który guzik to wyłącznik
Zadanie będzie polegało na narysowaniu ilustracji do świetnych opowiastek wrzucanych przez @Cori01 na tagu # niemakolaczy (daję ten tag w takiej formie, co by nie było, że go zaśmiecam).
Dla tych co cierpią na totalną niemoc twórczą, podrzucam kilka opcji jako przykłady:
dzieciaki sprzedające łakocie na szkolnym korytarzu
praca w polu
kelnerka odczuwająca krindż na obsługiwanym weselu
przekładanie papierów z jednej kupki na drugą w urzędzie
stanie na baczność w sklepie pod czujnym okiem monitoringu
Najlepszą opcją będzie obrazek przedstawiający jakąś scenkę rodzajową. Poćwiczymy tym samym rysowanie postaci. Widoki bez ludzi, same rekwizyty w formie martwej natury - to wszystko także się łapie, tak więc jest spora dowolność.
Mogą być to obrazy satyryczne, mogą być w pełni poważne wizje.
Nie masz skilla do plastyki? Nie przejmuj się, chodzi przecież o to, abyśmy się świetnie bawili, a dzięki praktyce, sztuka którą tworzysz będzie coraz lepszej jakości!
Zasady gry:
Zabawa trwa do: 12 czerwca (do końca dnia można wrzucać swoje prace).
13 czerwca opublikuję wpis, w którym będzie podsumowanie.
Zwycięży wpis, który zdobędzie najwięcej piorunów (w przypadku remisu, w wygranej przesądzi liczba komentarzy).
Technika dowolna - oprócz generatorów grafiki AI - tych rzeczy nie lubimy!
Do wpisu należy dodać tag #narysunki, sam wpis powinien zostać umieszczony w społeczności "Pracownia SPECJALNEJ TROSKI"
Dla tych, co nie wiedzą o jakie wpisy chodzi, a wyszukanie tagu jest zbyt dużym wysiłkiem, wrzucam linki do wpisów:
No bardzo mądre, jeszcze z rowerem żeby było łatwiej utrzymać równowagę podnosząc nogi nad tymi poprzecznymi belkami.
A potem zdziwko że kolejki na SORze.
Swoją drogą skoro to stoi i nie jest przerdzewiałe to mogli by tam kładkę zrobić, żeby była atrakcja turystyczna i żeby zdziecinniali elektrycy życia i zdrowia nie ryzykowali.
Dziś ciut później i leniwiej, no i w większym gorącu. Muszę zacząć wcześniej wstawać, bo jutro o tej porze to zdechnę z kretesem xD
Wczorajsze włażenie na Wieżę Eiffla było relaksujące w porównaniu z przejazdem zatłoczoną linią metra numer 7 xD
Najmłodszy syn teraz ma traumę i jak mówimy dokąd się wybieramy to pyta czy można tam dojechać bez wsiadania do metra...
Turystyka bieganiowa, bardzo fajna rzecz. Ja zaliczyłem Belweder w Wiedniu, most Karola w Pradze i centrum Wrocławia z Halą Stulecia. Zważywszy kiedy biega się rano, nie ma ludzi i te miejsca są tylko dla ciebie.
Bardzo miło wspominam. W Wiedniu to w ogóle było jeszcze ciemno jak biegałem bo październik szósta rano. Eh, chciałbym znowu biegać *
*Nie pytajcie czemu nie biegam bo to długa historia.
Ostatnio wracając z urlopu znowu sobie uświadomiłem jaka zmianę w zachowaniu potrafi przynieść przekroczenie granicy.
Po tygodniu jeżdżenia po Austrii i Szwajcarii przekroczyłem granicę i wjechałem do Czech i szybko sobie przypomniałem dlaczego tak nie lubię tego stylu jazdy bo nawet chyba 2 km nie zdążyłem przejechać już mi ktoś "siedział na d⁎⁎ie" przy wyprzedzaniu bo nie robiłem tego wystarczająco szybko w jego mniemaniu. Najlepsze że ci wszyscy ludzie potrafią idealnie trzymać się ograniczeń prędkości, dystansów czy używać lewego pasa tylko do wyprzedzania kawałek wcześniej...
@KattaK W sensie, że już pepiki tak jeżdżą?
Byłem u nich rok temu na urlopie i podobnie jak Litwinów - oceniam ich jazdę jako bardzo płynną - nawet jak jedziesz za takim to wydaje się skupiony, trzyma tempo i tak się toczymy.
Rok temu pisałem, że łażenie tydzień po górach mnie tak nie zmęczyło jak przejazd 600km przez Polskę - wariaty na zderzaku, na lewym pasie, zero wpuszczania, skakanie po pasach, rozpędzanie do 150, żeby za chwile zamulać prawy pas z nosem w telefonie.
Na krajówkach 150 na prostej żeby zwolnić do 70 w zakręcie.
Szkoda strzępić
W tamtym roku zrobiłem trasę do Tallina. I wspominacie to o płynnej jeździe w krajach bałtyckich i trochę jest w tym racji. Ale myślę, że decydują o tym drogi.
Jadąc przed Litwę, czy Łotwę prawie wszystkie drogi, krajówki, są jednojezdniowe, jest sporo fotoradarów. Ale jest też bardzo mało obszarów zabudowanych (są kawałek od głównej drogi), drogi nie są kręte, normalnie, jedziesz za tirem, 90 na tempomacie i odpoczywasz. Czasem jakiś baran wielkim suvem wyprzedza i tyle.
Jak tylko wjechałem do kraju to od razu, 1,5 miliona znaków, ograniczeń, drogi krajowe prowadzą przez wsie i miasta, co chwila "zwolnij", "zginiesz", "ostry zakręt"... No i więcej baranów i to nawet nie w wielkich suvach.
Nie ma co wybielać kierowców za granicą, a że u nas jak w lesie. Po prostu wszędzie dostosowują się do lokalnych warunków, kar i ich nieuchronności. W Polsce można naprawdę dużo odpier.olić na drogach i nie ponieść żadnej konsekwencji.
Nie wiem gdzie w Austri jezdziles. Bo może i w zabudowanych trzyma sie te 59. Ale start na swiatlach w Wiedniu to rakieta w porownaniu do polski. A i jazda poza zabudowanym w Austri to raczej takie 100+
„Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało, a książka ma już ponad 50 lat. W większości książek science fiction kontakt z obcą cywilizacją oznacza spotkanie z kosmitami. Clarke zrobił coś znacznie ciekawszego. Nie pokazuje obcych. Pokazuje ich dzieło, które nagle trafia do naszego Układu Słonecznego.
Rama ma około 50 kilometrów długości i 20 kilometrów średnicy. Początkowo wygląda jak zwykła asteroida, ale gdy ludzie zbliżają się do niej, odkrywają, że jest idealnym cylindrem wykonanym z nieznanego materiału. Nie ma żadnych anten, okien, sygnałów radiowych ani oczywistych śladów załogi. Jest jak gigantyczny statek kosmiczny, który od realizuje swój własny cel.
Najbardziej fascynujące jest jednak jej wnętrze.
Po otwarciu śluzy okazuje się, że Rama jest pusta tylko pozornie. W rzeczywistości jej wnętrze stanowi cały świat. Obracając się wokół własnej osi, generuje sztuczną grawitację. Na wewnętrznej powierzchni cylindra znajdują się góry, równiny, zabudowania, a nawet morze. Ludzie, którzy wchodzą do środka, mają wrażenie, jakby znaleźli się na powierzchni nowej planety..
Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że Rama sprawia wrażenie całkowicie obojętnej na obecność ludzi. Nie próbuje się z nimi komunikować. Nie atakuje ich. Nie pomaga im. Jest jak mechanizm działający według własnego planu, którego ludzie nie rozumieją.
W pewnym sensie Rama przypomina bardziej zjawisko naturalne niż statek kosmiczny. W środku znajdują się również tajemnicze konstrukcje i biomechaniczne istoty. Nie wiadomo jednak, czy są mieszkańcami Ramy, robotami, narzędziami czy czymś jeszcze innym. Im więcej odkrywają bohaterowie, tym bardziej zdają sobie sprawę, jak niewiele rozumieją. I właśnie to najbardziej mi się podobało.
Współczesne science fiction często stara się wszystko wyjaśnić. Clarke robi coś odwrotnego. To trochę jak wejście do piramidy zbudowanej przez cywilizację miliony lat bardziej zaawansowaną od naszej. Możemy mierzyć ściany, opisywać pomieszczenia i analizować mechanizmy, ale nie jesteśmy pewni, po co to wszystko powstało. I chyba dlatego Rama robi tak wielkie wrażenie. Jest tajemnicą. A Clarke doskonale rozumiał, że czasami największy zachwyt budzi nie odpowiedź, ale rodzące się pytanie.