#rozkminy

7
1382

Zaloguj się aby komentować

Jestem na obchodach 80-lecia mojego LO. Dziwne, w moim roczniku nie było takich starych ludzi.


Ale parkiet i krzesełka chyba te same. xD


#rozkminy #szkola #wspomnienczar

d82a1d16-4c1e-4008-ba99-3ca108097922

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Tak się zastanawiam o co chodzi z tą Polską powiatową i tym, że ludzie pchają się do dużych aglomeracji, jak muchy do gówna.


Zrobiliśmy sobie wczoraj motowycieczkę W-wa-Płońsk-Sierpc-Rypin-Brodnica-Iława-Lubawa-Lidzbark-Działdowo-Mława-W-wa.


I muszę powiedzieć, że na tej strasznej prowincji, to biedy nie widać. Wszędzie pełno firm, w tym przemysł, fabryki, również międzynarodowych koncernów. Wszędzie dużo się buduje, zarówno eleganckich bloków, które na ogół mają ciekawszą stylistykę, niż wielkomiejskie klocki, jak też domów. Zwłaszcza nowych domów jest zatrzęsienie, a wiele to wypasione i ciekawe architektonicznie rezydencje. Praktycznie nie ma łanówki i szpetnych szeregówek czy kołchozów deweloperskich klonów, które zdominowały duże miasta. Estetyka przestrzeni jest większa.


W każdym miasteczku sklepy, jakieś knajpki, przynajmniej jedna minigaleria handlowa, tam gdzie większy ruch turystyczny, to pełno hoteli, pensjonatów i to często wypasione nówki sztuki. Ulice pełne bryk i to bynajmniej nie 20+ letnich.


Miasteczka zadbane, czyste, wszędzie jakieś parczki, skwery, porobione nowe drogi, jakieś mini obwodnice, ścieżki rowerowe, pomosty, przystanie, itp.


I tak się zastanawiam, na ile te parcie migracyjne do dużych miast, to efekt wykreowanej sztucznej mody na "dostęp do filharmonii", a na ile gross tej migracji to małorolna bieda ze wsi, dla której jakaś elegancka powiatówka, to ujma na honorze.


Mając wybór "kariery" za około minimalkę i życie na wynajmie w pokoju w Stolicy, to chyba jednak lepiej żyć na spokojnie za to samo w takiej zadbanej powiatówce. O ludziach z kasą i wolnym zawodem nawet nie wspomnę, bo w wielkim mieście są przeciętniakami jakich wielu, a na prowincji ich status społeczny jest nieporównywalnie wyższy.


#hydepark #polskapowiatowa #migracje #rozkminy

34a47d1f-7502-43c5-a079-e391b5d5c1eb

To nie jest dostęp do filharmonii tylko dostęp do uczelni, kapitału i zdecydowanie większej ilości firm, w których można pracować czy się rozwijać. Dla młodego człowieka to ogromny przeskok. Sam pochodzę z miasteczka powiatowego i z perspektywy czasu mogę wywnioskować, że każdy kto nie ruszył po szkole średniej w świat, zostanie z tą "minimalką" do końca życia. Wynajem pokoju w mieście to tylko chwilowy stan dla osób zaradnych życiowo.

@kitty95 oj byq


Pochodzę z lubelskiej wsi, której liczba mieszkańców kręci się w okolicy 300. Pobliskie miasto gminne to 1500 osób. Miasto powiatowe liczy sobie 25000 i znajduje się od mojej rodzinnej miejscowości 17 km.


Mój ojciec pracuje od 20 lat w fabryce mebli. Moja matka nie ma pracy, ale oboje tez tyrają w polu, którego nie mają za wiele. No i tak jak większość swoich sąsiadów, pochodzą z biednych rodzin.


Oboje wiedzieli, że jeśli chcą zapewnić jakąkolwiek przyszłość dla swoich dwóch synów, to muszą im dać dobrą edukację. Czytaj: studia.


Bo widzisz, minimalna? Status? Spokojne życie w małym miasteczku? W praktyce to wygląda że dla takich jak ja, perspektywy wyglądały tak: albo będę całe życie tyrał w polu, co mnie przerażało, bo z pierwszej ręki doświadczyłem z czym to się wiąże (a propozycje w stylu: dokup pola i uprawiaj więcej rozbiają się o to, że lokalni bogacze dawno temu wykupili co się da w okolicy i nie ma opcji rozwoju dla takich małych gospodarstw.) - mordercza praca i pieniądze które ledwie wystarczają na życie. No to może praca w mieście gminnym/powiatowym? W tym pierwszym jedyną opcją na zdobycie pracy są znajomości. Tyle, koniec i kropka, moja matka się o tym przekonała, bo przez lata próbowała zdobyć pracę ale pomimo dobrego jak na tamte czasy wykształcenia nie miała szans z ludźmi, który mieli rodzinę w gminie czy szkole. Prywatne firmy? Nie ma takich poza paroma sklepami prowadzonymi rodzinnie.


No to może miasto powiatowe? Jedynymi miejscami są fabryki, jak ta, w której pracuje mój ojciec. Po dwóch dekadach pracy (w tym roku przechodzi na emeryturę) zarabia w okolicy 5000 zł na rękę. A to i tak nie jest źle.


Ale głównym powodem, dla którego ludzie tacy jak ja uciekają do większych miast, jest edukacja. Bo nie przenosisz się w wieku lat 30, tylko dzieje się to kiedy idziesz na studia i de facto zaczynasz układać sobie życie jeszcze na etapie edukacji. A opcji na rozwój w mieście wojewódzkim (mieszkam od kilkunastu lat w Rzeszowie) jest milion razy więcej.


Mam 34 lata, faktem jest że nie mam jeszcze swojego mieszkania, ale dzięki studiom i ludziom których poznałem w mieście, mam swoje JDG, zarabiam kilkanaście tysięcy miesięcznie, planuję rozwijać działalność i zacząć zatrudniać ludzi. A żeby było śmieszniej, moja praca jest w 100% zdalna i teraz mogę nawet wynieść się z powrotem (co rozważam) w moje rodzinne strony.


I dopiero teraz to ma sens. Ale nie byłoby to możliwe gdybym nie wyrwał się z tej "polski powiatowej". Bo wielu moich rówieśników, co najmniej tak bardzo zdolnych jak jak, zostało w tym powiecie i ich życie opiera się na pracy w tartaku, wódzie i wyjazdach do Niemca na szparagi.


Przepraszam za tak chaotyczny wpis, ale wkurwia mnie postrzeganie emigracji do wielkich miast jako coś dziwnego, bo przecież można sobie życie układać tam, gdzie się urodziło. No da się, jeśli masz bogatych rodziców lub znajomości. Czyli tak jak wszędzie. Tylko łatwiej jest być biedakiem w mieście, niż być biedakiem na wsi. A i łatwiej jest się z tego wyrwać w metropolii, niż w miejscu gdzie jest więcej alkoholików niż dzieci w szkołach.


Aha, nigdy nie byłem w filharmonii.

Zaloguj się aby komentować

Jako że wjechał wieczorny świąteczny dryneczek to po przeczytaniu wpisu @fisti naszły mnie rozkminy.

Dokąd zmierzamy jako społeczeństwo?


Z roku na rok człowiek czyta na internetach coraz więcej wpisów, jak to ludzie fajnie i alternatywnie spędzają święta. Inni z kolei narzekają jak wkurwiające jest siedzenie razem z rodziną i traktują to jako zło konieczne.

Nie będę tu się więcej rozwodził, bo każdy wie mniej więcej o co mi chodzi.


Do powyższego się nie czepiam. Jesteśmy wolnymi ludźmi i każdy może spędzać czas, jak sobie życzy Jeśli chodzi o rodzinę to wiadomo jej się nie wybiera i można mieć za rodziców takich zjebów, których się nie chce na oczy widzieć.

Jeszcze wiara. Byłem pierwszy raz od dawna w kościele w te święta i powiem wam, że widać skutki solidnej pracy kościoła nad laicyzacją społeczeństwa.


I tu rodzi się we mnie pytanie: jakim społeczeństwem będziemy za te 10, 20, 30, 40 lat?


Tradycje są co raz bardziej zabijane przez komercję i massmedia starają się je obrzydzać. Jak widać, skutecznie. Młodzi nie chcą spotykać się z rodzicami. Rodzina jako najważniejsza instytucja w państwie powinna być pielęgnowana. A tutaj co raz więcej ludzi zamyka się w swoich 4 kątach i nie podtrzymuje kontaktów z najbliższymi.

Myślę, że święta nie tylko tracą smak przez to, że z roku na rok przybywa nam lat, ale także przez to jak zmienia się nasz stosunek do nich.


Mam wrażenie, że stajemy się powoli taką szarą zmieszaną breją z napisem Polska i wciśniętą w nią flagą biało-czerwoną podnoszoną w święta o których wiemy tylko tyle, że jest wtedy wolne.


A co Wy sądzicie na ten temat?


#tradycja #swieta #rozkminy #zapraszamdodyskusji

@sprite Tradycje przemijają - czy to dobrze? Ani dobrze, ani źle, to fakt. Tradycje są odzwierciedleniem obyczajowości i mentalności danego społeczeństwa. Globalne się lokalizują, lokalne globalizują. Ta sytuacja jest stała.

Pojawią się nowe tradycje, które też kiedyś przeminą.

Na gruncie podstawowym, duch społeczeństwa, jego tradycje, usankcjonowane zachowania, preferencje są projekcją kontekstu kulturowego w danym momencie na względnie niezmienny profil biologiczny. Stąd malejąca rola rodziny - kontekst kulturowy jest kształtowany przez poziom i styl życia. O ile rodzina to biologiczny paradygmat, to jest tak tylko ze względu na wsparcie. Jeśli ten komponent przestaje mieć znaczenie, to i rodzina również. To nigdy nie zjedzie do zera, ale trend spadkowy nie jest niczym nietypowym.

Sądzę, że Świat a z nim Polska cały czas się zmienia i nie ma co płakać, to po prostu ewolucja. Święta inaczej spędzane były w 1800 i w 2100 będą inaczej spędzane.

Nie zamykałbym się w bańce Polski bo jak sądzę to dotyczy całego Świata.

Zgadzam się w 100% w kwestii, że sam kościół sobie pracuje na laicyzację, bardziej jak sądzę niż mass media. Stąd taki hejt firmy na media, ale nigdy uderzenia w pierś.

Ciekawi mnie co Ciebie skłoniło do takich przemyśleń na mszy?

Tradycje... Rodziców staram się odwiedzać/pomagać na codzień, a w święta mam wywalone na stwierdzenie, że te dni są ekstra rodzinne.. Dwoma dniami w roku moja siostra chce zapełnić cały rok braku kontaktu z jej strony. No sorry ale nie.

Świat się zmienia, a my razem z nim. Z fartem

Zaloguj się aby komentować

W treningu zwierząt jest coś takiego jak pozytywne wzmocnienie (positive reinforcement). Polega to z grubsza na tym, że chcąc nauczyć jakiegoś zachowania, czy sztuczki, nagradza się każdą udaną próbę, np. smakołykiem - utrwalając (wzmacniając) skojarzenie wykonania danej czynności z czymś przyjemnym. Jedną z odmian tej metody jest wzmacnianie rekacji jakimś zewnętrznym impulsem, np. urządzeniem wydającym "klik", gwizdkiem, czy odpowiednią intonacją głosu.


I czemu to na zwierzęta dobrze działa?


Ano temu, że nie są intencjonalnie złośliwe jak podgatunek człowieka.


#hydepark #rozkminy #zwierzeta #behawiorystyka

@kitty95 to na wszystkich dobrze działa. Dlatego jak dzieciak coś narysuje i powiesisz na lodówke, to zapierdala narysować jeszcze. Dlatego Jak pochwalą cię w szkole czy w robocie, to poprawia ci się humor.


Rzecz cała w tym, że w świecie ludzkim częściej używa się pozytywnej kary, bo "powinieneś to już umieć, rozumieć"

W przypadku zwierząt się od tego odchodzi, ludzi nadal się opierdala jakby jutra miało nie być.


I dlatego też, jak robisz, w swoim mniemaniu, swoje w robocie, a ktoś cię opierdala, to tylko bardziej ci się nie chce. Bo dostałeś krytykę nie do końca wiesz z czego, bo robiłeś normalnie i jest źle. To po co się starać?


W przypadku i psów, i ludzi, korzystanie z metody awersyjnej jako głównej osi wychowania porwadzi do wycofania, zamknięcia w sobie i gromadzenia się negatywnych emocji i lęku przed zrobieniem czegoś nie tak, aż do "nagłego" wybuchu (ugryzienie, pierdolnięcie papierami)

Zaloguj się aby komentować

Jako że jestem na życiowym rozdrożu (a właściwie #pracbaza owym) chciałbym zapytać hejtowiczów o opinię: co byście wybrali: praca biurowa, słabiej płatna i bez możliwości rozwoju, czy praca fizyczną (nie kołchoz, bardziej fachowa) dużo lepiej płatna? Aktualnie znajduję się w tej pierwszej, ale dostałem możliwość tej drugiej w innej firmie. Mimo że obecnej mam dosyć i chcę ją zmienić, to lenistwo mocno u mnie weszło i szkoda zmieniać ciepłej posadki. <biuro_vs_produkcja_mem.jpg> #gorzkiezale #rozkminy #zapytajhejto

Jaka #pracbaza

195 Głosów

Jeżeli fizyczna nie jest jakaś mocno obciążająca i jest trochę różnorodna, to z mojego doświadczenia jest w c⁎⁎j lepsza od jałowego wiszenia przy kompie. Dla kręgosłupa też, o psychice nie wspominając. Lepsza kasa to już w ogóle game changer.

Idź do takiej do której masz predyspozycje, która ci nie zryje psychiki. Tutaj już każdy musi nabrać doświadczenia i wykminic do czego się nadaje a do czego nie.


Jedne osoby nie wysiedza w biurze na tyłku, musi się dla nich dziać, inne mają dwie lewe ręce do wszystkiego, zatną się wszystkim i mają zerowa koordynację ruchową.

Patrzenie tylko przez pryzmat pieniędzy to droga do wypalenia zawodowego/ nerwicy/ depresji.

Zaloguj się aby komentować

Siedzę wieczorem, coś oglądam i nagle czuję na języku strukturę małego kamyczka.


Tym kamyczkiem był oczywiście kawałek zęba który się ukruszył i powstała wewnątrz dziura xD


Dzisiaj wizyta i "plomb has been planted" czyli zdjęcie + znieczulenie + plomba, na szczęście 400zł chudszy i temat chyba zamknięty. Dostałem sugestię, że dobrze by było usunąć jedną ósemkę która nie ma kontaktu z zębem przeciwstawnym, co też chyba w nie za bliskiej i nie za dalekiej przyszłości zrobię ( ͡° ʖ̯ ͡°)


#memy #rozkminy #zyciezyciejestnobelo #gownowpis

9238ad85-cdd9-4368-9420-fdef10c374d4

Żadna moja 8ka nie ma kontaktu z przeciwstawnym ale do głowy by mi nie przyszło żeby usuwać zdrowe zęby. Co to za stomatolog???

Zaloguj się aby komentować

Mignęło mi przed chwilą na FB.


Czy w waszych regionach też macie/mieliście takich lokalnych nastawiaczy zwichnięć/złamań? U mnie na wsi to normalne, że taki ktoś zawsze jest w okolicy i do niego się jeździ z tego typu kontuzjami, a nie do szpitala czy ortopedy. Jedyny problem - przynajmniej z tymi w mojej okolicy - jest taki, że trzeba trafić jak akurat są trzeźwi.


Zastanawia mnie, czy to jest jakaś lokalna specyfika czy ogólnopolska?


Daję link do zrzutki, bo akurat taki link z info o projekcie filmowym na ten temat mi się wymyślił. Nie wrzucam w celu zachęty do zbiórki bo nie wiem nic na temat jej rzetelności (chociaż oczywiście nie oznacza to że nie jest, po prostu nie chcę firmować czegoś czego nie zweryfikowałam sama).


#rozkminy #medycyna


https://zrzutka.pl/3t2222

@GazelkaFarelka Fizjoterapia i ortopedia szybko wyparły felczerów i wiejskie baby (południowy zachód), po prostu skuteczne elementy medycyny "tradycyjnej" szybko zostały wchłonięte. Z resztą, te zjawiska wynikały z koszmarnego niedoboru kadry medycznej po II W.Ś.

Zaloguj się aby komentować

Drugi wpis z tagu #psychiatria (https://www.hejto.pl/wpis/podziele-sie-z-wami-swoimi-obserwacjami-zwiazanymi-z-oddzialem-zamknietym-w-psyc)


2. LEKARZ-PACJENT


- Czy w szpitalu psychiatrycznym istnieje duża szansa skutecznego wy/leczenia swojej choroby bądź zaburzeń?


To zależy.. fundamentem jest oczywiście współpraca pacjenta z personelem szpitala. Jeżeli stan pacjenta pozwala mu/jej "prowadzić mózg" to nie powinno się kłamać i manipulować.


Z takich ciekawostek: Kobiety w oddziałach zamkniętych częściej bardzo "naginają" prawdę, przez co na początku utrudniają rozpoznanie choroby (chociaż ta potrzeba atencji to też część zaburzeń).


Najłatwiej jest zdiagnozować osoby które są już w zaawansowanym stopniu swojej choroby. Z minusów, takie osoby się już tylko leczy, ale nie wyleczy do stopnia samodzielności (np. otępienie alkoholowe).


Tak więc, prowadzenie mózgu to na oddziale duży przywilej i pacjent który chętniej będzie współpracował może dostać dokładniejszą diagnozę i leczenie.


- Czyli poprawa zdrowia pacjenta zależy głównie od pacjenta?


Oczywiście, że nie.


Świat nie jest idealny i na psychiatrów/psychologów również można trafić różnych.


Po czym więc poznać w publicznym szpitalu dobrego psychiatrę?


Psychiatra to co prawda nie psycholog, ale dobry psychiatra nie powinien się ograniczać do absolutnego minimum jeżeli chodzi o interakcję z pacjentem oraz np. jego rodziną. Po dokładnym wywiadzie i na koniec wypisie (opis obserwacji pacjenta podczas jego pobytu) można liczyć na lepsze leczenie. No.. ale przy oszczędnej pracy personelu jest to trudne do zrealizowania.

Winić można po części system: Jeżeli lekarz po pracy na etacie idzie jeszcze na X godzin do prywatnego gabinetu, to w szpitalu często się bardziej oszczędza. Dodatkowo, ciągłe kawkowanie i długie ploteczkowanie to też częsta choroba systemu.

Dodatkowo, psychiatrom którzy chcą wykonywać swoją pracę dokładnie i faktycznie zajmować się pacjentami jest to utrudniane przez.. biurokrację. Bez wchodzenia w szczegóły jest dużo zadań pobocznych do których przydał by się asystent. Wyrabiając się ze wszystkimi zadaniami, jeżeli nie chce się zostawać dłużej w pracy, trzeba iść na jakiś kompromis.


Jeżeli trafi się na lekarza rezydenta (lekarz który jeszcze nie ma ukończonej specjalizacji, tzw. świeżynka) to nie musi to być minus. Psychiatrzy z długim stażem mają co prawda więcej doświadczenia, ale po latach u niektórych potrafi się ukazywać większa obojętność. Jest to też w pewnym sensie system obronny, żeby się nie wypalić.


- Jedni mają lepiej, a drudzy mają gorzej?


Jeżeli chodzi o przydzielanie pacjentów na zamkniętych oddziałach to specjaliści (lekarze po specjalizacji) decydują w jakim oddziale znajdzie się pacjent. U którego konkretnego psychiatry wyląduje pacjent jest już zależne od samego systemu pojedynczych szpitali. Nie jest jednak tak jak na znanymlekarzu, że pacjent wybiera sobie lekarza. Jeżeli jest to osoba powracająca to co najwyżej może dostać z automatu tego samego lekarza którego miał wcześniej.


Oczywiście na oddziały trafiają mniej lub bardziej zamożni ludzie.


Różni się to jakoś w ich traktowaniu albo warunkach?


Jeżeli chodzi o same pomieszczenie i konkretne przywileje udostępniane przez szpital to --> nie. Chorzy nie trafiają na oddział zamknięty przypadkowo i warunki pobytu są zależne od przebiegu leczenia i zachowania samego pacjenta. Jeżeli pacjent wyraźnie stanowi zagrożenie albo mocno przeszkadza w pracy szpitala to jest zapinany w pasy (w ostateczności), niezależnie od jego statusu. Tak samo jest z "przepustkami". Personel musi ocenić czy pacjent XY może wyjść z grupą bądź samemu.


Bliscy mogą przynosić zapasy dla osoby na oddziale. Oczywiście są przy tym różne ograniczenia, bo psychiatryk nie jest losowym miejscem i nie znajdują się tam przypadkowe osoby.

Nie da się też ukryć, że bogata/wpływowa rodzina zachęca szpital oraz cały personel do "lepszego" zajęcia się ich chorym krewnym. Nie są to oczywiście łapówki, po prostu kwestia możliwości zbudowania prestiżu.

Jest różnica czy feedback na temat szpitala i personelu przy leczeniu pochodzi od losowej "osoby z ulicy" czy od kogoś "ważniejszego". Może przykre, ale prawdziwe.


#rozkminy

0528d5cc-720c-4679-b3dc-30f4b8cc5623

Zaloguj się aby komentować

Jesteśmy dominującym gatunkiem na ziemi, planujemy podboje kosmosu, mamy komkurki i komkutery, a podstawowym badaniem prostaty jest palec w du psko. #rozkminy

@lagun


Faceci nie umieją zrobić wokół tego szumu.

Kobiety mają duużo bardziej rozwiniętą diagnostykę.

My zostaliśmy przy metodach z początku 20 wieku.

Może nietypowo trafiam, ale przez ostatnie 9 lat miałem 4 badania prostaty i nigdy nie był to palec w tyłek, a zawsze zewnętrzne USG.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Od dłuższego czasu wiadomo, czym kończą się eksperymenty typu ściąganie imigracji zasiłkowej z obcych kulturowo stron świata, głównie Afryki i krajów islamskich. Przykłady Francji, Szwecji, Niemiec, czy nawet Włoch i Anglii pokazują, że nie ma w tym absolutnie żadnych korzyści, a tylko same problemy.


Nawet w tamtych krajach w końcu zdali sobie sprawę, że popełniono błędy.


A mimo to u nas wciąż jest pełno debili, którzy chcieliby każdego wpuszczać jak leci, a już szczególnie spuszczają się nad wszelkimi nielegalsami, jak choćby ci szturmujący granicę z Białorusią, mimo że ci jeszcze dodatkowo są elementem wojny hybrydowej, a więc wrogiem.


W dziwny sposób powiązane jest to zawsze albo ze skrajnym zlewaczeniem albo skrajną naiwnością i wiarą w piękny i dobry świat pełen uczciwych i dobrodusznych ludzi.


Jednak prawda jest bardziej prozaiczna - wszyscy zwolennicy nieograniczonej imigracji należą do jednej z dwóch kategorii - albo są po prostu zwykłymi idiotami odpornymi na fakty albo wyrachowanymi skurwesynami odnoszącymi jakieś pośrednie lub bezpośrednie korzyści materialne z tego procesu.


#hydepark #polityka #imigranci #rozkminy

@kitty95 z twojego wpisu wynika że najbardziej zlewaczalym tworem była Zjednoczona Prawica, która handlowała wizami i wpuszczała najwięcej imigrantów, zjednoczona prawica to lewica ?

tak jak wyżej pisali, to co jest prawe albo lewe to można sobie wsadzić do kieszeni. a w Polsce nie warto ufać przede wszystkim tym, co sobie flagą ryje wycierają- im bardziej w to brną, w tą "bolzgość", tym z większymi kurłiszonami będzie do czynienia.

Nawet lewak zandberg się odcina od bycia lewakiem i jest wobec migracji ostrożny. Za to postuluje postulaty typowej Partii Pracy. Ah, gdyby tak w Polsce była partia pracy. A do tego jeszcze żeby byli normalni ideologicznie, w sensie, że jak ktoś się kocha to c⁎⁎j z nimi.

Zaloguj się aby komentować

Tak se myślę, że KSeF (krajowy system e-faktur, czyli centralny rejestr dokumentów sprzedaży) to będzie rzeźnia dla wszystkich januszeksów, gdzie Grażynki od lat sobie oryginały fakturek edytują zamiast korekty robić albo w ogóle nie wystawiają duplikatów tylko ponownie oryginały. A to już coraz bliżej, termin 1 luty 2026.


Będzie się działo, oj będzie. Kwik będzie cudny.


#hydepark #rozkminy #ksiegowosc #finanse #ksef

Raczej takie rzeczy robi się rzadko, dużo większy kwik będzie z tym wystawianiem faktur po zakończeniu miesiąca z datą wystawienia końca miesiąca. Sytuacje w których przykładowo 10-tego dostajesz fakturę z datą wystawienia 31 poprzedniego miesiąca. Dla mnie jako księgowego w biurze rachunkowym to lepiej. Może wkoncu ludzie zaczną odróżniać datę wystawienia od daty sprzedaży.

@kitty95 może chociaż skończy się latanie z papierowymi fakturami do księgowej. Tylko wszystkie faktury w jednym miejscu w internecie

Zaloguj się aby komentować

Formę kapitalizmu panującego w Polsce można śmiało nazwać "uwłaszczeniem na środkach publicznych".


Nie spryt, wiedza i innowacyjność zrobią z ciebie przysłowiowego milionera, tylko znajomości odpowiednich osób, na odpowiednich stołkach w sektorze publicznym. Dzięki temu będzie płynął strumień kasy, czy to pośrednio do twojego biznesu, czy wręcz bezpośrednio do kieszeni.


Główne inwestycje w rozwój, które musisz ponieść, to inwestycje w łapówki. Możesz nawet z każdym rokiem zwiększać ich efektywność i płacić mniej za więcej. Na optymalizację tego procesu dostaniesz wielomilionowy grant z PARPu, NCBRu, czy innego funduszu, za jedyne 20% jego wartości.


Natomiast jak już się dorobisz, to koniecznie pamiętaj, żeby większość kasy wyprowadzić za granicę, bo kto by chciał w takim skorumpowanym kraju inwestować, prawda?


#hydepark #rozkminy #gospodarka #darmoweporadybiznesowe

@kitty95 to nie tylko Polska, to forma kapitalizmu wschodniego - od Polski, przez Czechy, Słowację, Węgry, Ukrainę, aż po Rosję (no i pewnie Bałkany i większość byłych republik radzieckich)

Zaloguj się aby komentować

Czy tylko ja zauważyłem wysyp shit gierek na steam czy już kompletnie zdziadziałem i nie kumam czaczy co jest aktualnie trendy w gamingu?

#grykomputerowe #steam #rozkminy #boberkurwa

790ec298-7b05-4e20-bd6d-bd641d31ee72

Zdziadziałem?

42 Głosów

@Spider Nic, a nic nie zdziadziałeś. O ile steam ma wiele fajnych funkcji, o tyle liczba gunwa na tej platformie jest porażająca.

Zadne trendy tylko debilne zachowania ludzi, po co sie stara robic fajna indie gierke a dusza? Zrobisz takie cos czy symulator bycia mlynkiem do przypraw, jakis streamer pogra dla beki i jestes ustawiony.

Zaloguj się aby komentować

Jedną z rzeczy ktorą bym zmienił w mentalnosci Polaków jest poczucie krotkoterminowosci.

Jak pracowalem za granicą jako spawacz to mialem niemaly szok kulturowy gdzie zakład miał swoich wychowanków praktycznie od szkoły. Dla większości chłopaków z ktorymi wspolpracowalem byla to ich pierwsza praca.


Majster tez tam pracował od szkoły, po kilkunastu latach awansował na swoje stanowisko. Swoją drogą człowiek orkiestra, wiedzial doslownie wszystko o tej robocie. No i był wyznaczony na glownego kierownika jesli owczesny przejdzie na emeryture.


U nas jest w połowie dziki zachód. Przychodzi młody na próbki, zepsuje, ale widać ze sie starał. Wypad. Wszystko musi być tu i teraz. Kupić raz dobre narzedzia, zeby sie latwiej pracowało? To za drogie. Przykladow mozna mnozyc.


Kiedys slyszalem teorie, ze to przez poczucie tymczasowosci panstwa Polskiego. Przez ostatnie 200 lat bylismy niepodlegli zaledwie 50. Widocznie nie zostało to bez echa w naszej swiadomosci.


#rozkminy #przemyslenia

Tak było za komuny. Szybko przeminęło, bo sprawdza się tylko w małych ośrodkach. W dużych, gdzie przemiał ludzki jest większy, to już nie. No i system gospodarczy zapewniał za komuny dużą stabilność pracy. Dzisiaj nie ma żadnego problemu, żeby jakieś produkcyjne bydle zbankrutowało. Popatrz na kopalnie, które sobie same kształciły personel. W mieście, z którego pochodzę, zostały dwie z pięciu.

@Capo_di_Sicilia historia i czas rozwoju tych firm na to wplywa. Zachodnie firmy mialy czas zarobic pieniadze i budowac kapital. Wczesniej tez niz w polsce trafili na problem braku pracownikow.


W polsce miales komune, biede i bezrobocie 30% a teraz 2%. Janusze musza do tego dojrzec.

Zaloguj się aby komentować

Na jednej z grupek branżowych na FB natrafiłam ostatnio na wpis, który skłonił mnie do pewnych przemyśleń.


Obserwując dyskusje, jakie od pewnego czasu toczą się w necie na temat #demografia , odnoszę wrażenie, że zbyt mało uwagi poświęca się temu, jak system wymusza na nas opóźnione dorastanie i wchodzenie w prawdziwe dorosłe życie. Opóźnione o lata studiów.


Jak doskonale udowadnia ten screen, dyplom to dzisiaj absolutny must have, o ile rzecz jasna nie idziesz w pracę fizyczną. I to nie jakikolwiek dyplom w odpowiedniej gałęzi nauki, tylko najlepiej od razu dyplom studiów magisterskich. Bardzo mało widzę ogłoszeń na stanowiska biurowe powyżej poziomu junior, gdzie bycie absolwentem nie jest jednym z kluczowych wymogów wobec kandydata. Jak widać, brak dyplomu potrafi zastopować karierę nawet tym, którzy mają już duże doświadczenie w branży. Jest to efektem dewaluacji wykształcenia wyższego, jaka nastąpiła po czasach komunizmu i transformacji ustrojowej.


Za komuny zlikwidowano opłaty za studiowanie i utworzono sporo nowych szkół wyższych, co dało masom dostęp do edukacji wyższej. Ponieważ władze PRL stawiały na szybki rozwój kraju, potrzebowano sporej rzeszy ludzi wykształconych, zdolnych objąć specjalistyczne i kierownicze stanowiska. Absolwenci uczelni mogli więc liczyć na dobrą pracę, co zostawiło w zbiorowej świadomości naszego narodu przekonanie, że dyplom = życiowa wygrana. Zwłaszcza, że darmowe studia wciąż pozostawały średnio/trudnodostępne dla mieszkańców prowincji ze względów logistyczno-finansowych (trzeba było dojechać na egzaminy wstępne na uczelnię, potem załatwić sobie stancję, potem mieć za co się utrzymać w dużym mieście itd.).


Lata transformacji ustrojowej były dla edukacji wyższej w naszym kraju prawdziwym gamechangerem. W czasach wysokiego bezrobocia, młodzi wychowani w przekonaniu, że skończyć studia to jak wygrać z rakiem, w posiadaniu dyplomu upatrywali nieraz jedynej szansy na jakiekolwiek zatrudnienie. Rynek nie pozostał głuchy na ich przekonania i jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać prywatne uczelnie, będące i wówczas, i dziś, fabrykami dyplomów, gdzie wystarcza w zasadzie minimum wysiłku, by zostać magistrem. W bardzo krótkim czasie namnożyło się więc w naszym kraju absolwentów i studia przestały być atutem, a stały się warunkiem sine qua non.


I takie postrzeganie dyplomów trwa do dzisiaj. Pracodawcy wyżej cenią papierek, niż faktyczne kompetencje. Młodzi, którzy chcą pracować umysłowo, chcąc nie chcąc muszą iść na studia i pół biedy, jeśli są to studia zaoczne, które umożliwiają połączenie pracy z nauką. I teraz, jeśli przeciętny absolwent opuszcza mury alma mater w wieku 24-25 lat, to zanim znajdzie sobie dobrą pracę i będzie gotów zakładać rodzinę, będzie już w okolicach trzydziestki. (UWAGA: Ponieważ wpis jest o studiach, świadomie nie uwzględniam tutaj innych czynników, które wpływają na dzietność.) Tymczasem optymalny wiek na prokreację u obu płci to lata dwudzieste.


Ogólnie to myślę, że ta swoista „bańka edukacyjna” to jest coś, nad czym rzeczywiście można i należy pracować, zarówno na poziomie społeczeństwa, jak i państwa. Jak? Choćby promując i dotując, jak w Niemczech, edukację zawodową na poziomie szkół średnich. Prawda jest taka, że do większości prac umysłowych na start spokojnie wystarczy dyplom technika, a całe późniejsze doświadczenie i tak przyjdzie w czasie praktyki zawodowej. Niestety, obecnie technika, tak jak i zawodówki, to w wielu przypadkach przechowalnia dla patusów. Myślę, że dobrym krokiem byłoby też wprowadzenie opłat za studia dzienne na mniej przydatnych, z punktu widzenia funkcjonowania państwa, kierunkach, o co dzisiaj było zesrańsko w tym wpisie ( https://www.hejto.pl/wpis/krzysztof-s-wstal-i-wybral-debilizm-najgorsze-mozliwe-polaczenie-nam-probuje-zas ). Takie opłaty, które wbrew temu, co niektórzy mogli pomyśleć, wcale nie musiałyby oscylować w granicach 100k rocznie (tak jak nie kosztują tyle studia zaoczne), mogłyby ograniczyć liczbę tych studentów, którzy idą na gównokierunki, bo nie wiedzą, co ze sobą zrobić i są ciśnięci o studia przez rodziców, albo chcą sobie po prostu robić przez 3-5 kolejnych lat studenckie bajlando.


#przemyslenia #rozkminy #studia #uczelnie #edukacja #spoleczenstwo

61d3358f-06f8-48d8-be45-57b8ec0dd143

@AndzelaBomba To za daleko idący wniosek. Patrząc na szalone lata 90 i wcześniejsze widać, że ludzie pobierali się, robili dzieci bez względu na wykształcenie, zawód itp. Cały ten problem jest dużo bardziej złożony, żeby sprowadzać go tylko do kwestii studiów. Są składniki bardziej ogólne jak mniejszy wpływ więzi rodzinnych, a zamiast niego większy wpływ mediów masowych. Jednocześnie sprowadzanie kwestii demografii do liczb i statystyk, gdzie to jest przede wszystkim decyzja pary czy chce wejść ze sobą w związek i czy chcą mieć dzieci. Nie znam nikogo, kto by się decydował na dziecko dlatego, że sytuacja demograficzna w Polsce jest zła i wątpię, żebym takie osoby kiedyś poznał.

@AndzelaBomba ciekawe spostrzeżenie i wydaje mi się, że słuszne.

Sam mam magistra, a po studiach myślę że śmiało mógłbym robić to co robię bez żadnej szkoły lub po technikum (takim w starym stylu). A pracuję w swoim zawodzie, umysłowo jak to ująłeś.

Zaloguj się aby komentować