Morskie śnieżki Morszkulce to rzadkie i ciekawe formacje, które wyglądają, jak gdyby ktoś utoczył spore kulki z lodu, a następnie poukładał je równo w skupisku wzdłuż wybrzeża. Mogą osiągać różne rozmiary: mniejsze mogą być wielkości piłeczek tenisowych, największe natomiast przypominają lodowe głazy i mogą osiągać nawet prawie metr średnicy.
Morszkulce tworzą się, gdy na niewielkiej, unoszącej się w lodowato zimnej wodzie grudce lodu lub śniegu zaczynają koncentrycznie narastać kolejne warstwy lodu. Z czasem, pod wpływem odpowiednio silnego wiatru i odpowiednio delikatnego falowania wody, tworzy się z tego lodowa kula. Im dłużej taka kula jest formowana przez wodę, wiatr i mróz, tym większe rozmiary może osiągnąć i ostatecznie może zostać wyrzucona na brzeg.
Choć morszkulce wyglądają dość solidnie, niewiele trzeba, by uległy zniszczeniu. Jeśli na jakimś etapie ich powstawania warunki pogodowe się zmienią i na przykład wiatr i falowanie wody staną się w pewnym momencie zbyt silne, lodowa kula rozkrusza się na drobne kawałki zanim dotrze do brzegu.
Na morszkulce można natknąć się głównie w osłoniętych rejonach zimnych mórz oraz na Wielkich Jeziorach Północnoamerykańskich. Pojawiają się też na wybrzeżach Bałtyku, niekiedy także w Polsce .
Jakbyście się kiedyś jak ja, zastanawiali, po co Czesi jadą nad Bałtyk, skoro mają bliżej Adriatyk, to spieszę z odpowiedziom: 1) Czesi lubią łazić, przy Adriatyku masz albo skały i skarpy, albo zatłoczone plaże, nie ma takich pół-dzikich terenów do łażenia 2) Nad adriatykiem jest za gorąco, szczególnie do łażenia.
Ze śmieszniejszych ciekawostek, bywałem w Trzęsaczu dawno temu. I była tam taka legenda normalnie napisana na jakiejś tablicy. Że zakochana para i coś tam i on utonoł czy coś, i teraz bardzo jej chce. Jak już cały kościół będzie w wodzie to się znów połączą. Jakież było moje zdziwienie jak byłem tam po raz kolejny i była całkiem inna legenda na tablicy napisana. Teraz nie wiem jaka jest legendą?
Ja jako osoba od urodzenia mieszkająca nad morzem pójdę o krok dalej. Z uwagi na sezonowość i coraz chujowszą pogodę stwierdzam że nadmorskie zydostwo bije na łeb to górskie
@starszy_mechanik w górach wszędzie masz bilety gdziekolwiek idziesz. plaże masz JESZCZE bezpłatne. jak idziesz do smażalni po głęboko mrożoną rybę ojebaną grubą panierką z mąki, która całą wodę w sobie utrzyma i kosztuje jak złoto to sam jesteś sobie winien. w górach bez biletu nie pozwiedzasz
@Z_buta_za_horyzont Miskuzi, zapomniałem. Nie miałem okazji już go pić, ale dowiedziałem się, że miejscowi je trochę bojkotują, bo jest warzone w Koszalinie. Lokalnym piwem z Kołobrzegu jest Carlberg, a od siebie polecę zwłaszcza ciemne piwo od tego producenta.
Z czarnego szlaku można skręcić w zieloną ścieżkę edukacyjną - przejechałem ten odcinek w nocy na rowerze i jakkolwiek początek był w miarę ok, to później nie można było znaleźć ścieżki, wszystko było zarośnięte po kolana i jechało się beznadziejnie.
Co było fajne:
Fragmenty prowadzące lasem klimatyczne i bardzo ładne.
Wspomniane punkty widokowe.
Co było mniej fajne:
Część trasy prowadząca południowym brzegiem, drogą św. Jakuba, była raczej mało interesująca - trochę asfaltu, dużo ażurowych płyt betonowych.
Warunki pogodowe mnie zaskoczyły, bo mimo wczesnej pory było strasznie duszno, co negatywnie wpłynęło na komfort biegu, który ukończyłem jedynie dzięki silnej woli.
Ogólnie trasa do polecenia. Przewyższeń praktycznie brak. Raczej nie chciałoby mi się jej przejść na nogach, ale na rower jak najbardziej się nadaje - z tym, że sugerowałbym jej "odwrócenie" tak, żeby najfajniejszy odcinek leśny zostawić na koniec.