To była wyczerpująca rozmowa. Mój gość spędził 9 lat w sekcie Łukasza Kadzińskiego, z którą ja też miałem do czynienia. Postanowiliśmy opowiedzieć o tym czasie tak szczegółowo jak nigdy dotąd. Kilkanaście godzin nagrań zaowocuje w najbliższych tygodniach serią odcinków na ten temat.
W pierwszym odcinku staramy się odpowiedzieć na często powtarzające się pytanie: „dlaczego poszedłeś do sekty?”. Przyglądamy się sytuacji życiowej i psychicznej nastolatka, który dołącza do takiej organizacji. Opisujemy pierwsze miesiące zaangażowania, love bombing, subtelną manipulację, doświadczenie religijne i wszystko to, co prowadzi do przeprowadzki z domu rodzinnego do komuny / kibucu / sekty zarządzanej przez psychopatycznego guru.
@Marchew ciężko zorganizować czas. Współczesny model życia nie wspiera rodziny i życia we wspólnocie. Ludzie przestali poświęcać sobie czas. Po pierwsze dużo pracujemy. Pracując 8 godzin bliżej Ci do niewolnika niż wolnego człowieka. A mało kto pracuje 8 godzin, często więcej. Dodatkowo oboje rodziców musi pracować żeby utrzymać mieszkanie. I często mówimy o jakiś podstawowych sprawach typu kredyt i zwykle utrzymanie. Człowiek pierwotny pracował 2 - 3 godziny dziennie. Niewolnik od świtu do zmierzchu. Czyli mniej więcej tyle co współczesny człowiek. Bliżej nam do niewolnika niż wolnego człowieka. Ludzie skupili swoją uwagę na pracy, technologii i skupiają na sobie mniej uwagi. Rodziny są porozłączane, mieszkamy daleko od siebie. Nie ma babci ani cioci do pomocy. Więc momentami np. wychowanie takiego rocznego dziecka to prawdziwy koszmar. My z żoną musieliśmy pracować na zmianę żeby jedno w tym czasie zajmowało się dzieckiem, to był covid. Mamy w pamięci tamten obraz i nie chcemy kolejnego dziecka bo pamiętamy jak było ciężko.
Ech, czemu ten shopping tak poprawia humor. Wydawanie pieniędzy ciągle wydawanie. Wczoraj miałem małą chandrę więc poszedłem na zakupy. Obkupiłem się na pół sezonu ale endorfiny od razu wywaliły.
Spodnie dresowe, 2 koszulki bawełniane - wszystko markowe, Bekkin. 96 pln ale w tym kubek - bidon jeszcze.
@Michumi mózg kocha dopaminę. Dopamina uwalnia się przed zakupem, kiedy zaczynasz myśleć o jakimś przedmiocie, planować jego zakup. Największy wyrzut i "posmyranie" ośrodka nagrody jest w momencie zakupu, zdobycia przedmiotu. A potem wracamy do codzienności.
Jakoś zapomniałem o stworzonym przeze mnie tagu #chcewyjsczbagna więc postanowiłem nieco go odkopać.
Nie pisałem, bo po prostu nie czułem weny, a nie chciałem zaśmiecać go wpisami tworzonymi na siłę i tym samym bezwartościowymi.
Cóż więc... nastąpił lekki kryzys w mojej drodze. Teoretycznie wszystko się normuje. Wróciłem do ćwiczeń fizycznych, staram się dbać o siebie, poprawić dietę i zadbać, o tzw. dobrostan psychiczny. Chyba pierwszy raz od dwudziestu lat stoję przed lustrem i nie czuję wstrętu do swojego ciała. Wróciłem do częstszego wychodzenia z domu na koncerty, mecze, kino, spotkania ze znajomymi. Stałem się bardziej otwarty wobec ludzi, a co najważniejsze zmienia się, bardzo, ale to bardzo powoli moje podejście do samego siebie. Gdzie więc kryzys? Chyba winna jest farmakologia. Moja głowa zaczyna eliminować pamięć krótkotrwałą. Zdarza mi się zapominać o wydarzeniach sprzed dosłownie godziny, np. nie mogę sobie przypomnieć z kim rozmawiałem pół godziny temu, o czym była rozmowa itp. Czytam ogłoszenie w przedszkolu syna i za godzinę nie wiem już, czego dotyczyło. To kompletnie niknie mi z pamięci. Całości dopełnia zmęcznie. Nie ważne czy śpię 5 godzin, czy 10 i tak jestem niewyspany. Temat do omówienia na przyszłotygodniowej wizycie u psychiatry.
Jednak, by nie było, że minusy przysłaniają plusy, powiem, że na boga jedynego (albo kilku, jeśli wolicie lub żadnego jeśli tak wolicie) jeśli coś złego się z wami dzieje, to idźcie na terapię. Naprawdę teraz widzę, jak wiele jest ona w stanie dać i jak powoli człowiek odzyskuje siebie, jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało.
W marcu odbędzie się rozdanie nagród Pulsu Biznesu na Biznesową Książkę Roku.
Biznesowa Książka Roku to konkurs, w którym redakcja „Pulsu Biznesu” wyróżnia najlepsze publikacje biznesowo-ekonomiczne. Nagrodzimy te, które w ocenie jury są najbardziej wartościowe, praktyczne i inspirujące, i które wspierają przedsiębiorców oraz osoby zainteresowane rozwojem osobistym, pomagając im skutecznie wprowadzać innowacje i rozwijać inicjatywy.
___
KSIĄŻKA NAUKOWA
- Jak powstają wielkie strategie? I dlaczego nie wszystkie muszą być wielkie
- Nierówności po polsku. Dlaczego trzeba się nimi zająć, jeśli chcemy dobrej przyszłości nad Wisłą
- Nowy wspaniały świat…? Strategiczne narracje Chin a reforma systemu globalnego zarządzania
- Pożegnanie z pańszczyzną. Historia gospodarcza Polski od rozbiorów do dziś
- Sztuczna inteligencja w zarządzaniu. Regulacja a konkurencja
- Wpływ lokalnej kultury na małe i średnie przedsiębiorstwa
KSIĄŻKA POPULARNONAUKOWA
- Być wolnym. Jak zachować kontrolę nad swoim życiem w państwie opiekuńczym?
- Demografia jest przyszłością. Czy Polska ma szansę odwrócić negatywne trendy
- Cześć pracy. O kulturze zap***dolu
- Lit: złoto przyszłości. Globalny wyścig o dominację w produkcji baterii i zwycięstwo w nowej rewolucji energetycznej
- Pieniądze albo życie. Jak pieniądze wpływają na nasze zachowanie, emocje i relacje
- Porozmawiajmy o inflacji. 14 odpowiedzi na najważniejsze pytania
- Siła empatii. Biznes i życie w wielokulturowym świecie
KSIĄŻKA PORADNIKOWA
- Dar przywództwa. Jak stać się dojrzałym liderem
- Książka o inwestowaniu. Rynek akcji dla nowicjusza
- Jak odkupić swój czas. Odblokuj się, odzyskaj wolność i stwórz własne imperium
- Powolna produktywność. Zapomniana sztuka osiągania sukcesów bez wypalenia zawodowego
- Ukryty potencjał. Ty tez go masz i co z nim zrobisz?
- Władca finansów. Fantastyczny przewodnik po finansach osobistych
Czy ktoś mi powie jak nazywa się takie zaburzenie z #psychologia ?
Mój przyjaciel właśnie się srogo przejechał na mojej kumpeli. Generalnie laska sama go podrywała, non stop do niego pisała, prawiła mu komplementy, żaliła się na różne rzeczy i dostawała wsparcie, generalnie zachowywała się jak zakochana po uszy, często się spotykali (ale seksu nie było, tylko całowanie). I nagle jednego dnia powiedziała mu, że sobie wróciła do relacji friends with benefits z jakimś znajomym i generalnie nic z tego nie będzie XD Co oznacza, że w tym samym czasie musiała już z nim pisać. Na koniec próbuje odwrócić kota ogonem, że przecież ona tylko tak z nim się wygłupiała jak z kumplem.
Znam ją dobrze i ona tak robi z każdym, stąd potem ma wiele problemów z tym, że ktoś do niej wypisuje i się dobija, bo naprawdę umie sobie kogoś zakręcić wokół palca i ma "to coś" w sobie, co przyciąga. Na końcu rani i wyrzuca do śmietnika w 1 dzień.
Wydaje mi się, że poza tym, że go tak zbajerowała i 2 miesiące robiła push-pull, to jeszcze zraniła go specjalnie. Jak zwierzę, co bawi się ofiarą przed egzekucją.
Najlepsze jest to, że sam się kiedyś z nią spotykałem chwilę i też tak zrobiła, ale bez ranienia mnie i na dużo mniejsza skalę. U nas było inaczej, bo już się znaliśmy (ale słabo) i po miesiącu jak zaczynała mnie ghostować (dzień po tym, jak poszła namiętnie w ślinę) to po prostu kontakt się urwał, a potem po 2-3 miesiącach się zobaczyliśmy i wyjaśniliśmy sobie w cztery oczy i wyszło, że w sumie się lubimy i możemy relację koleżeńską utrzymać i wtedy nawiązała się jakaś kumpelska relacja, że zaczęła mnie traktować zupełnie inaczej - nie zabiegała o atencję, słuchała tez co ja mówię, a nie tlyko "ja, ja, ja", no i generalnie można było z nią wyjść na browar albo ze wspólnymi znajomymi, poprosić o podwózkę do domu czy przywiezienie piwa na kaca. Prawie że zostaliśmy przyjaciółmi, bo naprawdę sobie nawzajem pomagaliśmy w różnych rzeczach, szczególnie ona w ostatnim czasie mi pomogła mega z 1 rzeczą i wisze jej przysluge.
Niestety poznała mojego ziomka i sam mnie pytał, czy ja do niej coś ten, to nie dość, że powiedziałem, że nie, bo dobra z niej koleżanka i można na nią liczyć (o co poprosisz, to dla ciebie zrobi), ale jako dziewczyna to tylko ci psyche zora i odradzam. No, ale nie uwierzył xD A miałem promyk nadziei, że się uda, bo w sumie ją lubię jako kumpelę i mówię o fajnie jakby dwa ziomki razem były.
Zabieganie o atencję, fałszywe sygnały, udawanie zakochanej, a potem rzucenie w kąt jak śmiecia, celowe zranienie i zakrzywianie rzeczywistości, że wcale nic takiego nie było xD Ktoś powie na czym polega ten problem?
Chłop teraz bardzo cierpi, a to bliska mi osoba i pytanie brzmi czy według was powinienem stanąć murem za nim i urwać z nią kontakt? Wszyscy moi kumple ją przeklinają między sobą, a mi jest głupio, bo ja ich poznałem i teraz nie wiem. Jestem oczywiście za nim w 100 %, ale czy powinienem te znajomość z nią olać w imię solidarności z nim?
@pvintage No ja ją zapytam na pewno jak minie troche czasu i bedzie ku temu okazja. Wiesz, kumpli sie poznaje po tym, ze mozna se wyrzygac i pogadac na ciezkie tematy bez focha.
Po raz pierwszy, od chyba lat 20 nie płakałem za moim pierwszym owczarkiem. Jak miałem te lat naście, prawie dwadzieścia, to usypiałem psa przy akompaniamencie tej muzyki (i ta muzyka powoduje, że się rozklejam), bo akurat leciała w radiu w lecznicy. To było straszne pies się zerwał i próbował ostatni w życiu łyk powietrza załapać. Czasem ciężko ocenić jak pies odejdzie. jeden z moich następnych po prostu zasnął. Mam to w głowie do dziś. moje psy, są częścią rodziny i zawsze tak było. Utwór, który moim zdaniem jest majsterstykiem muzycznym i idealnie pasuje do klimatu filmu (btw)... po prawie 20 latach nie powoduje u mnie płaczu. Jeszcze rok temu, jak to usłyszałem, to płakałem jak dziecko. Tak silne odczucia u mnie spowodował i to nie tyle sam utwór, ale sytuacja. Dzisiaj się trochę budzę. Ale minęło 20 lat.... ale to jest po⁎⁎⁎⁎ne.
kto tego nie przeżył na własnej skórze tego nie zrozumie, mi przyszło jechać usypiać psa który był zemną od 5 albo 6 lvlu i też łatwego odejścia z padołu łez nie miał ale moment jak było już po wszystkim przyszła mi ogromna ulga że już się nie męczy i ma spokój na jaki zasługiwał. A brać pod swoje skrzydła psa i nie traktować go jako część rodziny? tego to ja nie pojmuje.
also wtrącę że to młodemu mi też ugruntowało wcześniej niepewny stosunek do eutanazji, potem oglądanie ludzi których trawiły choroby mnie zradykalizowało tylko
Dzisiaj czytanka na dobranoc. Czytam fragmenty książki „Bezbronni dorośli w Kościele: dlaczego nie potrafimy przeciwstawić się krzywdzie”, wyd. WAM, 2024. A dokładnie rozdział dotyczący egzorcyzmów.
Ojciec Tomasz Franc, psychoterapeuta i psycholog, delegat prowincjała dominikanów ds. ochrony małoletnich i osób w duszpasterstwie, w poruszającej rozmowie z Magdaleną Dobrzyniak opowiada, w jaki sposób działają sprawcy przemocy psychicznej, duchowej i fizycznej w Kościele, i jakie zranienia powoduje ich działanie. Odsłania mechanizmy nadużyć i sposoby przeciwdziałania im. Radzi, gdzie szukać pomocy i podpowiada, jak na wyrządzone zło powinny reagować kościelne instytucje.
@pkostowski rozumiem, że ten Pan jest osobą duchowną, tak? Jak jego krytyka ma się do tego, że przecież egzorcyzmy są usankcjonowane w KK? On krytykuje część tych procesów, całość ogólnie czy jak? Jeżeli odpowiedź jest w filmie to przepraszam, obejrzę jutro, bo dzisiaj już nie mam możliwości.
@Iknifeburncat Mówi dosyć oczywiste rzeczy, gdyby nie był osobą duchowną, to w ogóle nie byłoby warto tego cytować:
-egzorcyści nie mają prawa nikogo unieruchamiać, bo to nie lekarze psychiatrzy
-nie powinno się odprawiać takich rytuałów nad osobami po traumie lub w psychozie
-egzorcyści posługują się średniowiecznymi kryteriami diagnostycznymi i powinni się douczyć kryteriów naukowych dotyczących np. zaburzeń dysocjacyjnych
-wierzący lekarz albo psycholog nie powinien rezygnować z polegania na własnych profesjonalnych kompetencjach pod wpływem autorytetu osoby duchownej
-ludzi na wsiach nie stać na profesjonalną pomoc psychiatryczną, a kolejki w NFZ są za długie, więc idą do egzorcysty
-w egzorcyzmach powinni obok księdza uczestniczyć pomocnicy z wykształceniem lekarskim albo psychologicznym, a nie świry zapatrzone bezkrytycznie w egzorcystę
Zastanawiam się często, czy po bólu jaki doświadczyłam w życiu wypada mi być szczęśliwą. Znacie tą wątpliwość? To tak jakby ktoś zasadził Ci bułę w ryło, a Ty zamiast płakać czy bać się zaczynasz śmiać się w głos. Zupełnie jakby oszukiwało się system i działało na przekór wszystkiemu. Jestem niezwyciężona czy niezrównoważona? Biorę 500 zł od każdej drużyny i słucham Państwa.
Przybyłam do domu rodzinnego. Obiadki na życzenie, pogaduszki przy kawie z mamą, cała sobota przebimbana w piżamie. Niebo na ziemi... teraz, ale działo się tutaj zdecydowanie zbyt dużo. Nie mogę spać w swoim starym pokoju, bo aż czuje bijącą ze ścian rozpacz. Tam widziałam diabła stojącego nademną o 3 w nocy, tam przelewałam swoją krew w prawie codziennych rytułałach w skarpetę z flagą Kanady, tam myślałam o śmierci przekładając swoje nogi za okno na 10 piętrze i tam chowałam się przed gniewem ojca, modląc się z bezsilności do wgapujacego się upiornie we mnie znad drzwi Jezusa i błagajac o to, by go uśmiercił. Nie wierzę, że to miało miejsce. Nie umiem zestawić się z przeszłością i sobą. Wiem, że mielę ten temat od jakiegoś czasu, ale dopada mnie nawrotowo takie dziwne uczucie, które sprawia że moja przeszłość jest odległa, obca. Zupełnie jakbym obejrzała film ze swojego życia, a nie realnie tego wszystkiego doświadczyła. No nie wiem, dziwne to takie wszystko. Niezrozumiałe i pomieszane.
Jak sobie radzicie z cierpieniem z przeszłości? Daję 10 gum turbo, za każdą strategię i radę.
Nie mam podobnych doświadczeń, więc i każda rada, która pałęta mi się po głowie, brzmi banalnie. Z tego co piszesz wynika jednak, że jesteś świadoma tego co przeszłaś, wydaje mi się również że znalazłaś sposoby, dzięki którym potrafisz poradzić sobie z sytuacjami, kiedy przeszłość powraca.
Więc radził nie będę, w zamian trzymam kciuki i przesyłam pozytywne wsparcie (nie wiem czemu objawiło się ono w postaci pioruna).
@PaczamTylko bo piorun ma moc, zwłaszcza tutaj. To jest w sumie śmieszne, że drobna grafika połączona z animacją potrafi mieć jakieś znaczenie.
Tak, zdolność analizy i wnikania w siebie mam dosyć dobrze rozwiniętą, ale nie daje to zbyt wiele w połączeniu z tym dziwnym ścisku w klatce piersiowej, która zabiera mnie na chwilę z tego świata.
Chyba jednak powinnam się wybrać na tę terapię leczenia traumy. Najlepiej MDMA. XD
Zastanawiam się często, czy po bólu jaki doświadczyłam w życiu wypada mi być szczęśliwą.
Na świadomym poziomie wiem, że znasz odpowiedź na to pytanie. Gdzieś głęboko w podświadomości masz wątpliwości i jest to typowy błąd poznawczy. Wiesz gdzie jest problem, teraz wypadałoby się nim zająć.
dopada mnie nawrotowo takie dziwne uczucie, które sprawia że moja przeszłość jest odległa, obca. Zupełnie jakbym obejrzała film ze swojego życia, a nie realnie tego wszystkiego doświadczyła.
Bardzo dobrze, jest to zdrowe i stoicy polecają myśleć o swojej przeszłości właśnie w ten sposób. Zdejmujesz wtedy z siebie jej ciężar:
Wyobrażaj też sobie, że to, co ci się wydaje twoją przeszłością, co pamiętasz z dzieciństwa, młodości, wszystkich lat dorosłego życia, także ostatnie dni, zapisane w twojej pamięci najbardziej żywymi barwami, że wszystko jest jedynie snem albo obejrzanym wczoraj filmem - nic z tego nie jest naprawdę twoje. Twoja dziedzina, twoje jedyne królestwo, jedyna rzeczywista przestrzeń twojego życia zaczyna się w tej chwili, w chwili przebudzenia - a objęcie panowania to przepatrzenie twoich zasobów, wszystkiego, co ci przypadło w udziale, a następnie podjęcie decyzji, jak dzisiaj będziesz tym zarządzał.
Podobnie wyobrażaj sobie, że jutrzejszy i wszystkie następne dni, lata dorosłego życia, jakie cię jeszcze czekają, następnie starość i umieranie, wreszcie śmierć, czymkolwiek ta ostatnia jest, to inny sen, właściwie baśń, której ci jeszcze nie opowiedziano, a ty słyszałeś dopiero jedynie jej zapowiedź - nic z tego nie jest naprawdę twoje, nic z tego nie musi się przydarzyć tak, jak to sobie wyobrażasz, jak byś tego sobie życzył. Jeśli masz jakieś nadzieje i obawy związane z przyszłością, potraktuj je jak fantazje wokół opowieści, której ci jeszcze nie opowiedziano. Jutro przejdzie ci może nawet ochota, żeby jej wysłuchać.
Mam farta, że nie miałem w życiu żadnej tego typu traumy, mi się dom rodzinny zawsze kojarzyć będzie z ciepłem, wychowywała mnie bardzo opiekuńcza i kochająca, ale samotna Mama. Ciężko mi powiedzieć @Fafalala czy lepiej unikać domu rodzinnego ? Czy warto tam przebywać ? Na bank masz choć trochę dobrych wspomnień, ale faktycznie warto unikać ruminacji, tu Ci ślicznie @splash545 Pana Mazura zacytował.
Pewno grubą krechą się odciąć nie da, ale Ja bym po takich doświadczeniach nie przebywał zbyt długo, przy czym, co Ja tam wiem.
Cieszę się, że znalazłaś odskocznię, to jest bardzo ważne!
Trzymam kciuki za Ciebie, niech Ci się wiedzie! \o/
TLDR: Wracam do swojej głowy myśląc o tym kim i czym jestem.
53.
Jak to mówią mądre ludzia, najtrudniej jest zacząć. Dlatego rozpoczynam powolutku od marszu, który zaraz zamieni się w trucht, następnie bieg, by na końcu zapierdzielać na łeb na szyję w szalonym sprincie, czyli w skrócie... chciałbym się streszczać, ale ja już się znam i jak usiądę i zajrzę do tej swojej głowy, to będę miała problem by z niej wyjść. A dzieje się w niej sporo, zresztą jak zawsze.
Pomysł na treść przewijały mi się w głowie w sumie większość czasu. Chyba w jakiś sposób jestem uzależniona od pisania i analizowania siebie i swoich działań. Atencjuszka alert! Nie dzwońcie tylko po wykopków, bo mnie rozszarpią. Nie wiedziałam też do końca, czy chcę się zestawiać obecną siebie z tym co było wcześniej, ale doszłam do jedynej słusznej myśli - i ta i tamta ja, to nadal ta sama osoba, choć potrafi to zaboleć. Zwłaszcza obrazy i poczucie abstrakcyjnosci niektórych sytuacji. To, że można szaleć tak, że tak może boleć ból istnienia, że może mnie tak odcinać od świata. Psychiatryk był dla mnie trudnym doświadczeniem. Nawet wspomnienie tego białego światła, odbijającego się od jasnych ścian aktywuje jakieś dziwne obszary w głowie, doprowadzając do tego, że mnie ściska w klatce piersiowej. Nawet to mnie rusza. Powinni czasem odpalać tam jakieś kolorowe ledy, byłoby weselej, a tak smród, bród i ubustwo. I chrapiacy ludzie, wszędzie w każdej sali. Czasami wręcz łapali synchro. No nie polecam ogółem, chyba że chce się mieć dużo czasu na czytanie książek i spanie to wtedy tak.
Co do samopoczucia, to często czuje że chodzę po krawędzi. Nie wiem, czy czuje się dobrze i radośnie, czy do drzwi puka już hipomania. To wydaje mi się najgorsze, że sam nie wiem skąd wynika mój stan. Czy podejmuję się nowych działań, bo mam do tego gotowość, czy może poszukuję zwiekszonych bodźców? Czy gniew na innych wynika z potrzeby wyznaczenia granic, czy wykazuje zwiększony poziom rozdrażnienia? Czy radosny zryw tańca na ulicy jest wynikiem osobistej ekspresji i czucia muzyki, czy może znowu powoli odrywa mnie od norm społecznych? Gubię się w tym wszystkim, tego co jest moje, a co jest chorobą. Zabiera mi to osobowość. Lecz dla mnie wszystko jest okej, czuje się dobrze i tylko łykanie dzień w dzień różnorakich piguł ratuje mnie od szaleństwa, a zarazem bólu istnienia. W sumie dobrze że są.
Dobra, już widzę że nie udało mi się krótko. Bywa, z fartem. A! Dzięki że jesteście. Myślę, że tworzymy tutaj coś wyjątkowego.
PS Pochwalę się, że rozkręcamy poradnię zdrowia psychicznego i dołączyłam do zespołu orzecznictwa o niepełnosprawności dzieci. To dla mnie duży krok w karierze. Jest trudno, czasem bardzo trudno, zwłaszcza na początku, ale myślę że będzie warto. Fun fact: sposobem na określenie tego czy ktoś jest - powiem to niegrzecznie -"spierdolony" jest głosowanie. Tak też banda różnorakich specjalistów i psychiatra na komendę przewodniczącego podnoszą pokornie rączkę do góry, zupełnie tak gdy zgłaszało się do odpowiedzi w szkole. Później zlicza się głosy i większość wygrywa w pojedynku. Bawi mnie to, że tak infantylna rzecz decyduje o tak ważnym aspekcie życia innych.
Chyba w jakiś sposób jestem uzależniona od pisania i analizowania siebie i swoich działań.
Polecam pisanie dziennika codziennie, albo co drugi dzień byle by regularnie. Widać, że masz taką potrzebę, a może i częściej by Ci się samoistnie napisało coś fajnego czym byś się tu z nami podzieliła.
Wpis bardzo fajny, lubię ten Twój styl pisania. To dobrze, że jest dobrze, a to, że się gubisz i nie wiesz co jest od Ciebie a co od choroby, to cóż sądzę, że każdy tak ma, ale niewiele osób się nad tym zastanawia.
'Co jest moje a co mi się przypałętało c⁎⁎j wie skąd?' - Myślę, że każdy powinien sobie stawiać takie pytanie i im częściej tym lepiej. Ty to robisz i idziesz dzięki temu w stronę rozwoju samoświadomości a to jest niekonczaca się, ale też ciekawa droga.
Fajnie, że udało Ci się załapać tak ciekawą pracę. Podziel się czasem jakimiś smaczkami bo strasznie mnie interesują tego typu tematy.
@splash545 no jakoś z systematycznością ciężko u mnie. Próbowałam takie cuda robić, jak byłam na psychoterapii, ale wychodziło no tak w sumie... nie wychodziło. XD
Nie wiem jaki jest mój styl pisania, zastanawiam się czy w ogóle jakiś mam, ale bardzo mi miło, że komuś miło jest obcować z moimi tekstami. Ja niektóre lubię bardziej, z innych jestem mniej dumna. Zupełnie jak matka z odczuciami do swoich dzieci. 😂
No ja dzięki takiej stałej analizie, jestem tutaj gdzie jestem. Jest to przeogromny wysiłek zwłaszcza w okresie kryzysów, ale z czasem jest łatwiej. Jak z bieganiem gdy trenujesz. Czerpię satysfakcję z tego jaką osobą jestem, jakie mam zasoby. Widzę to teraz wyraźniej i sprawia, że mam ochotę czasami sama sobie przybić piąteczkę. 😄
@Fafalala Co do systematyczności no to cóż jest to coś co trzeba sobie wypracować, z nieba to nie spadnie. Zagryźć zęby pierwszy miesiąc i wyrobić sobie nawyk. Albo jest szereg książek, które proponują różne ciekawe tricki pomagające w ich wytwarzaniu np. 'Atomowe nawyki'.
Jaki jest Twój styl pisania? Przede wszystkim lubię go za to, że jest pełen dystansu i humoru, jest dosyć zabawny i potrafisz pisać lekko o poważnych i niekiedy ciężkich rzeczach.
@Fafalala jakoś ten fragment wydawał mi się wskazywać, że wciąż cierpisz na coś:
Co do samopoczucia, to często czuje że chodzę po krawędzi. Nie wiem, czy czuje się dobrze i radośnie, czy do drzwi puka już hipomania. To wydaje mi się najgorsze, że sam nie wiem skąd wynika mój stan.
Miałem krótki moment gdy zastanawiałem się czy Andrew Tate jest swego rodzaju nietzscheanistą. Poza jednak aspektem amoralnym raczej nie ma on jednak wiele wspólnego z filozofią Nietzschego. Jego światopogląd opiera się na potrzebie osiągnięcia osobistego sukcesu, zdobywaniu bogactwa, kobiet i życia w luksusie. Nietzsche bardziej koncentrował się na sile woli. Człowiek nawet biedny może być silniejszy pod tym względem od człowieka z wysokim statusem.
Nadczłowiek to osoba twórcza, zdolna kreować własne wartości i narzucać je innym przekształcając świat wedle własnego upodobania. Najważniejsza jest jednak jego umiejętność do nadawania swojemu życiu sensu w świecie go pozbawionym. Przezwycięża on otaczający go nihilizm i staje się równy bogom. Status i pieniądze mogą go interesować, ale nie jest to coś co wyznacza jego osobiste poczucie własnej wartości.
Choć potrafi panować nad innymi to najważniejsze aby mógł on panować nad samym sobą. Czy Andrew Tate jest tego typu twórczą jednostką? Jest to mocno wątpliwe. Wydaje mi się, że raczej uzależnia swoje poczucie mocy od rzeczy zewnętrznych. Zgodnie z jego własną filozofią to, gdyby nagle miał utracić wszystko, co osiągnął stałby się nagle nikim. Dąży on więc do uzyskania coraz większego sukcesu bo szuka potwierdzenia, że jego życie ma jakieś znaczenie.
Choć pozornie sprzeciwia się panującym normom to w praktyce jego definicja udanego życia wpasowuje się w model kapitalistyczny gdzie wszystko jest sprowadzane do posiadania luksusowych aut, własnego jachtu, prywatnego odrzutowca, dobrych garniturów, drogich zegarków, wielkiej rezydencji i kilkunastu kobiet. Filozof i psycholog Erich From powiedziałby, że taki człowiek funkcjonuje według modusu posiadania, a nie bycia. Pozornie Andrew Tate może przez to wzbudzać u wielu poczucie zazdrości, ale w praktyce taka egzystencja jest zwyczajnie pusta i płytka.
@Michot To miała być trochę moja krytyka jego osoby bo wiem, że dla niektórych Andrew Tate mógłby w swoim brutalizmie i amoralności być kimś w rodzaju nadczłowieka. Miałem dłuższe analizy filozofii Nietzschego na podstawie mang, książek i filmów. Łatwo je znaleźć.
@Al-3_x Czytywałem Twoje rozkminy. Film, w ostateczności nawet anime mi nie przeszkadza. Wspominając o kimś takim jak Tate, bardzo obniżasz poprzeczkę. OK, Twój wątek, twoje przykłady.
W 1969 roku powstał film "The Cube" który opowiadał o człowieku uwięzionym w białym sześcianie z którego nie mógł wyjść. Co chwile spotykał on różnych, dziwnych ludzi którzy wchodzili do jego sześcianu, a potem wychodzili lecz on sam był skazany na przebywanie w tym osobliwym miejscu. Istnieje bardzo silna sugestia, że ten sześcian miał symbolizować ludzką świadomość. Nikt ostatecznie nie może wyjść poza samego siebie.
Jakiś czas temu pisałem o tym, że każdy jest bez wyjątku skazany na samotność. Nawiązywałem wtedy do konceptu Qualiów. Jest to określenie na subiektywne doświadczenia które doznaje każdy człowiek. Nikt nie ma wglądu w doświadczenia drugiego człowieka. Pod tym względem Leibniz miał racje i każdy jedynie jest samotną monadą wśród innych samotnych monad. Dlatego wszyscy ludzie są w pewnym sensie mi całkowicie obcy.
Uświadomienie sobie tego daje pewne poczucie ulgi. Nie muszę się martwić o brak poczucia bliskości bo wiem, że jest to uczucie zwyczajnie iluzoryczne. Lacan słusznie stwierdził, że gdy człowiek przejrzy niemożliwość osiągnięcia pożądanego obiektu to dostrzeże własną pustkę jednak ta pustka może być wyzwalająca.
i wolności. Nie trzeba już siebie ubierać w "słowa", bo akurat ktoś, gdzieś zrozumie nasze doświadczenia i będzie potrafił wejść w naszą skóre. Do tego pozwala to docenić ludzi którzy trwają przy nas mimo tego braku absolutnego zrozumienia naszego "ja".
23 lutego to Światowy Dzień Walki z Depresją. Na temat tej choroby mówi i pisze się coraz więcej, bo chorych wciąż przybywa. Niestety, leczenie podejmuje tylko co trzecia osoba z depresją się zmagająca.
Według danych statystycznych Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w Polsce z depresją, najczęstszą chorobą psychiczną, zmaga się 1,5 mln osób i tylko co trzecia z tej grupy się leczy
Pragnienie jest źródłem cierpienia. Wiedział to już Budda, a po nim chociażby Schopenhauer. Francuski psychoanalityk Lacan wprowadził pojęcie "obiektu małego a” jako przedmiotu który jest źródłem nieustannego pożądania i tęsknoty u człowieka. Może to być pogoń za bogactwem, władzą, sławą, a w tym przypadku nieosiągalnymi romantycznymi partnerami. Jednostka nieustannie goni za tymi przedmiotami, mając nadzieję, że przyniosą mu satysfakcję, której pragnie.
Obiekt ten jest pożądany, poszukiwany i o którym się nieustannie marzy, ale jego prawdziwa natura pozostaje nieuchwytna i na zawsze wymyka się z ludzkiego uścisku. Wiara jednak w to, że jest to coś co człowieka dopełni, spełni jego pragnienia i przyniesie wieczne szczęście pozostaje. Jak sugeruje Lacan, przedmiot sam w sobie nie jest kluczem do spełnienia; to samo pragnienie popycha do przodu. Pod tym względem "obiekt mały a" jest integralną częścią ludzkiej psychiki, ponieważ kształtuje pragnienia, fantazje i ostatecznie tożsamość.
Kobieta więc dla przegrywa jest właśnie czymś takim i dlatego przegrywowi tak trudno odrzucić koncept by kobiety nie pożądać. Gdyby się zdecydował na tak radykalny krok to odsłoniłby własną wewnętrzną pustkę. W końcu cała jego osobowość jest zbudowana by marzyć o jakieś szarej myszce która by go chciała. Sami to przyznają w dyskusji ze mną. Co drugi piszę mi, że bez partnerki to on nie ma na nic motywacji. Ktoś kto jest niewolnikiem własnego pragnienia nie ma zdolności do samostanowienia. Dlatego woli wybrać ciągłą frustracje niż zmierzenie się z możliwością egzystencji opartej na sobie samym. Brakuje mu do tego zwykłej odwagi.
Są pewne bodźce, na które nasz mózg jest szczególnie wrażliwy.
Z reguły powodowane jest to użytecznością takiego rozwiązania – będzie wiązać się z przyjemnością lub uniknięciem potencjalnego zagrożenia, nawet jeśli te rzeczy są do pewnego stopnia prawdopodobne, a nie pewne na sto procent.
Sensowniej jest zaryzykować, jeśli efekt będzie dla nas przyjemny lub nie ryzykować, jeśli może nam się stać coś potencjalnie złego.
Przykładem takiego bodźca-informacji jest nasze imię. Nazywamy to tzw. efektem cocktail party (Pollack i Pickett, 1957). Przez większość czasu nasz mózg ignoruje większość bodźców słuchowych, które do nas trafiają, kiedy jesteśmy na przyjęciu, czy dużym skupisku ludzi.
Ale, kiedy pada nasze imię – ważna informacja – wyłapujemy je z tego całego zalewu słów, na które nasz mózg nie kieruje swojej uwagi. Znaczy naszej, wiecie, o co chodzi.
Co ciekawe, dzieje się to nie tylko w przypadku zmysłu słuchu, ale również wtedy, kiedy nasz analizator wzrokowy wyłapuje nasze imię (Shapiro i in., 1997).
Taką ważną informacją może być również nagłe skrzypnięcie schodów, ułamana gałązka albo dziwne pomruki. Takie, jakie możemy usłyszeć w Darkwood.
Jak się wtedy czujemy
Odpala nam się reakcja walcz albo uciekaj. Podnosi się poziom kortyzolu (Russel i Lightman, 2019), abyśmy byli bardziej wyczuleni, nasze zmysły muszą zarejestrować to zagrożenie, a nasze ciało i układ nerwowy czujne.
I tu wchodzi nam adaptacyjna funkcja strachu (Mobbs i in., 2015).
Jak już kiedyś pisałem – nie ma tak, że emocje są złe albo dobre. Emocje po prostu są i mają swoje określone funkcje. Gdyby tak nie było, w toku ewolucji nasze mózgi by się ich pozbyły.
Można założyć, że gdzieś w prehistorii żyli przedstawiciele protoludzi, którzy byli pozbawieniu strachu. I najpewniej z tego powodu właśnie nie byli w stanie przekazać swoich genów dalej, bo sobie poginęli po drodze.
Ale musimy tu rozgraniczyć pewne pojęcia. Wielu z nas używa słów Strach i Lęk zamiennie, a nie jest to do końca stosowne. Obie te rzeczy różnią się między sobą.
Po pierwsze – źródło. Strach odzywa się w odpowiedzi na konkretne i realne zagrożenie (np. do naszej Darkwoodowej chatki wbija nam nagle Banshee), gdzie źródło lęku bywa hipotetyczne lub abstrakcyjne.
Po drugie – funkcja. Strach jest reakcją na bezpośrednie zagrożenie, a pobudzenie organizmu, jak wspomniałem wyżej, ma na celu wrzucić nas na ofensywno-defensywne obroty. Lęk może potencjalnie przygotować nas na zagrożenie, ale jak wiecie, w przypadku zaburzeń lękowych, bywa, że funkcja ta bardziej szkodzi współczesnym ludziom, niż im pomaga.
Po trzecie – czas trwania i intensywność. Strach jest krótkotrwały i raczej intensywny, gdzie lęk może utrzymywać się dłużej, ale niekoniecznie musi prowadzić do kilkudniowych palpitacji serca.
Wiadomo, są też różne rodzaje lęków. Niektóre mogą na nas działać motywująco – jeśli czujemy lęk z powodu niskiego poziomu paliwa w generatorze, będziemy zmotywowani do przeszukiwania dalszych fragmentów mapy, aby nie mieć niemiłej niespodzianki w nocy.
W tym wypadku lęk też może być adaptacyjny. Ale w odróżnieniu od strachu, to lęk może przerodzić się w coś o rysie psychopatologicznym, gdzie w przypadku strachu takie prawdopodobieństwo jest raczej znikome.
Pollack, I., Pickett, J. M. (1957). Cocktail party effect. The Journal of the Acoustical Society of America, 29(11).
Shapiro, K. L., Caldwell, J., Sorensen, R. E. (1997). Personal names and the attentional blink: A visual "cocktail party" effect. Journal of Experimental Psychology: Human Perception and Performance, 23(2), 504–514.
Russell, G., Lightman, S. (2019). The human stress response. Nat Rev Endocrinol 15, 525–534.
Mobbs, D., Hagan, C. C., Dalgleish, T., Silston, B., Prevost, C. (2015). The ecology of human fear: survival optimization and the nervous system. Frontiers in Neuroscience, 9.