Phillipe Delambre jest zdeterminowany, by zrehabilitować ojca poprzez pomyślne zakończenie eksperymentu, nad którym pracował. Wujek François odmawia mu jednak pomocy.
Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Rozumiem, że mógł się komuś spodobać i tego nie krytykuję, jednakże nie uważam, żeby to było „arcydzieło science fiction”, a z takimi opiniami się spotkałem.
Najjaśniejszym punktem historii jest pierwszy kontakt człowieka z obcą cywilizacją, próby porozumienia się. Uwielbiam ten motyw i z rozczarowaniem zorientowałem się, jak naiwnie zostało to rozwiązane. A szkoda, bo problemy w komunikacji mogłyby być ciekawym urozmaiceniem. Reszta również była naiwna, a zakończenie fabuły bardzo przewidywalne.
Klisza związana z polubieniem słodko wyglądającego stworka, który poświęca się, żeby uratować człowieka, ale tak naprawdę nie umiera? Jest.
Bohater, który musi dokonać wyboru, czy wrócić do domu czy uratować stworka? Jest.
Coraz to poważniejsze problemy, które są coraz groźniejsze, a mimo to postacie wychodzą bez większego szwanku? Są.
Być może film zrobiłby na mnie wrażenie, gdybym nie obejrzał kilku serii „Star Treka”, w którym jest wiele odcinków z podobnym trudnym do rozwiązania problemem. Przez to jestem uczulony na tego rodzaju historie i „Project Hail Mary” nie przypadł mi do gustu.
@cyberpunkowy_neuromantyk pojszłem se dziś na to i wynudziłem sie srogo. Bajeczka dla dzieci, ale w sumie tego się spodziewałem patrząc na dotychczasowy dorobek twórców. Myślałem tylko, że będzie to lepsze niż "Marsjanin", a okazało się jeszcze bardziej infantylne.
Czuć pośpiech żeby zmieścić to wszystko w dwie i pół godziny, powtarzane w kółko żarty irytują jeszcze szybciej niż głupkowatość Goslinga.
Uwielbiam tematykę sci-fy, a jak dzieje się w kosmosie to już w ogóle jestem bardzo ukontentowania. Dlatego idąc na film Hail Mary, liczyłam że zobaczę coś co pobudzi moją wyobraźnię, przeniesie mnie w odległe zakątki wszechświata i uruchomi rozkminy na temat funkcjonowania naszej rzeczywistości.
Niestety to się nie stało. Nie wiele mogę powiedzieć pozytywnego o tym filmie, oprócz ładnych scen i fajnego przedstawienia kosmity jako skalnego pojaczka.
Uwielbiam bajki, niektóre moge oglądać kilkanaście razy, ale muszę wiedzieć, że idę na bajkę a nie na coś poważnego bo właśnie w ten gatunek wrzuciła bym ten film. Dla mnie to po prostu bajka dla dzieci 6+.
Bardzo naiwna historia, nauki tam było niewiele no i w sumie rozumiem głównego bohatera, który nie chciał się podjąć misji, również nie poświęciłbym się dla ludzkości, zwłaszcza jakbym nie miała rodziny.
Bardzo bym chciała zrozumieć dlaczego ludzie tak bardzo się zachwycają tym filmem bo on dla mnie poziomem nie odbiega od filmów, które wypuszcza Netflix w tym gatunku.
Hmm może ten film zachwyca tych co mało przeczytali powieści sci-fy. Bo fabuła tej historii przy takich powiedział jak "człowiek z Marsa" czy "wyście z cienia" wymieka. Miałam też do czynienia z jedną książka Andiego Weira, "Artemis" i mimo, że ta książka również nie była jakaś oryginalna ale bardzo mi się podobała i fabuła była znacznie mniej naiwna niż ta przedstawiona w omawianym filmie. No ale jak wspomniałam, gdybym wiedziała, że idę na Bajkę dla dzieci, zupełnie inaczej bym odebrała to dzieło.
Ścigany przez policję gangster siejący niemałe zamieszanie w okolicy, na skutek nieprzewidzianych okoliczności zatrzymuje się w gospodzie na odludziu Arizony.
Ehh ostatni film z Bogatem jaki miałem. Wspaniałe 37 filmy to były nie zapomnę ich nigdy
Mildred ma olbrzymi nos, z którego wszyscy wkoło się naśmiewają. Decyduje się na operację plastyczną u podejrzanego typa, który przyjmuje w klubie ze striptizem. Zabieg nie kończy się sukcesem. Doprowadzona do skrajności bohaterka rozpoczyna rajd przez miasto, zabijając wszystkich, którzy jej dokuczali.
Ten film to totalny shit. Mógłby być wykorzystywany jako narzędzie tortur i byłby skuteczniejszy niż water-boarding. Gdyby ten film był politykiem w polskim rządzie, Ziobro miałby przezwisko "jeden", bo "zero" byłoby zajęte przez Grotesque. Uczestnictwo w produkcji tej abominacji musiało być karą dla ekipy, której członkowie do końca życia będą zeskrobywać kawałki gówna ze swojej reputacji. Film ten może być wyznacznikiem dna absolutnego, od którego odmierzane będą oceny wszystkich innych filmów świata i żaden z nich dzięki temu nie osiągnie najniższej możliwej oceny.
Jest dostępny na Amazonie. Jeśli zamierzasz to włączyć, przypnij się pasami do fotela.
Widziałem ale bałem się włączyć. Widziałem że jest 2 tego shitu. Jednak nadziałem się na inne gowno. Imperium. Niby fracuska komedia, ale czekałem gdzies z 40 min na coś śmiesznego i się poddalem
Daję tylko oryginalny tytuł bo polskie tłumaczenie jest moim zdaniem nieporozumieniem - na siłę można by przyjąć, że polski tytuł " Syn przeznaczenia" ma dużo wspólnego z fabułą, ale oryginalny tytuł w pełni oddaje treść fabuły, gdzie relacja pomiędzy ojcem a synem jest praktycznie podstawą tego obrazu.
To kolejne pasterskie bajania o wszechmogącym, tym razem w wersji na pewno "fiction", ale to i tak nie ma znaczenia, bowiem "Syn cieśli" to po prostu klasyczny horror, gdyby obedrzeć go z biblijnej otoczki.
Film opowiada o nastoletnim synu cieśli, który w sumie cale życie ukrywa się ze swoją rodziną, bo wie, że grozi im niebezpieczeństwo. Józef wie, że jego przybrany syn to tak naprawdę syn Boga. Ale sam nastolatek nie wydaje się tego wiedzieć. W ojcu widzi trochę nawiedzonego nudziciela, ale oczywiście robi wszystko co ten mu każe - może przyczyną posłuszeństwa są straszne koszmary o tym, że umiera na krzyżu?
Dopiero gdy poznaje dzieciaka, który żyje pośród trędowatych do młodego zaczyna docierać jak wielkie ma moce oraz to, że szatan, którym straszy go stary, istnieje naprawdę.
Mam słabość do biblijnych interpretacji oraz horrorów więc w sumie dobrze się bawiłam. Chociaż akurat w tym filmie Nicolas Cage nie zrobił typowej popisówy, ale still solidny jako aktor.
@ostrynacienkim Tak, aczkolwiek sama aktorka przeszła chyba jakiś zabieg medycyny estetycznej bo ma wyraźnie dziwniejszy profil kości policzkowych. I zawsze jak na nią patrze to mam taką dolinę niesamowitości.
@Jarasznikos choruje. Ma chorobę Gravesa-Basedowa, która rozwala tarczycę i powoduje całą masę objawów, które ludzie oceniają przez ekran, jako efekt operacji plastycznej.
Ech, w strasznie kiepską stronę ten serial skręcił. Pamiętam te pierwsze sezony, fascynacja alternatywną historią podboju kosmosu podlana sosem mniej czy bardziej rodzinnej dramy. Połączenie idealne dla wszystkich sierot po Battlestar Galactica. Nie mogło być inaczej, w końcu to flagowa produkcja tego samego showrunnera.
A dziś? Od kilku sezonów Ronald D. Moore nie ma już nic wspólnego z warstwą kreatywną. Jak na razie w piątym sezonie wszyscy się snują, płaczą, wspierają, robią smutne miny, kręcą intrygi na poziomie CSI. Kosmos? No gdzieś tam jest, w każdym odcinku znajdzie się mały dialog odhaczający ten wątek.
I w recenzjach zachwyt, że serial w końcu rozwinął skrzydła i pokazuje, że gdziekolwiek ludzkość się nie uda, tam będzie miała te same problemy. Super, mam serial o ludzkich problemach, który mógłby być osadzony wszędzie.
Ciekawe, jak wypadnie nadchodzący spinoff, Star City. Chyba ma cofnąć historię do lat '70, więc jest jakieś pole do pokazania wyścigu kosmicznego zamiast siedzenia na czerwonej planecie i zastanawiania się, czy kupić słoik śledzi.
@TyGrySSek Nie do końca - urodził się w okolicy 1890 roku, bo w 1902 był, jako chłopiec, na pogrzebie matki, a na wojnie jest już dorosłym doktorem. Tak, sprawdziłem dzięki AI, ale dlatego, że mi nie pasowało
Leslie Crosbie (Bette Davis) zeznaje, że zabiła Hammonda, ponieważ przyjechał do niej pod nieobecność męża z niecnymi zamiarami. później na jaw wychodzą nowe fakty.
Nie dodaję do licznika filmmeter, bo uważam że powinniśmy zroibć tag serialmeter (niech ktoś) na którym będą liczone seriale.
Ale muszę opowiedzieć o tym serialu, bo to chyba mój ulubiony, i tak jak generalnie seriale są dla mnie jednorazowe, to tego obejrzałem chyba 4 razy i spokojnie wciągnę po raz 5.
Dobre Miejsce (The Good Place) - dostępne na Netflix.
Cóż, Elenor, umarłaś. I jesteś w zaświatach. Nie wyglądają one tak jak wyobrażali sobie wyznawcy różnych religii na Ziemi, wszyscy oni mieli jakieś 5% racji. Każdy nasz uczynek za życia ma swoją wagę i dostaje się za niego punkty - dodatnie lub ujemne. Ci najlepsi trafiają do Dobrego Miejsca, ci najgorsi do Złego Miejsca. Elenor, jesteś w Dobrym Miejscu.
Ale szybko się dowiadujemy, że wystąpiła jakaś pomyłka lub błąd, bo Elenor była absolutnie okropną osobą za życia, lecz nie wiedzą o tym twórcy Dobrego Miejsca i Elenor próbuje się nie ujawnić.
Jak dla mnie majstersztyk, serial wypchany oryginalnymi postaciami drugoplanowymi które bardzo miło się wspomina, a przynajmniej ich dziwaczność, bo większość z nich nie jest ludźmi - ale nie są to totalni dziwacy, tylko w pewien komiczny, oryginalny i spójny sposób wykrzywieni. Główni bohaterowie ewoluują, co wyraźnie obserwujemy. Fabuła jest zaskakująca i trudna do przewidzenia. Serial ma tylko 4 sezony i jest to w sam raz przed zmęczeniem buły tym serialem. Brak nadmiernej popularności chyba go uratował, bo zamiast robić kurtyzanę z logiki byle wcisnąć jeszcze jeden sezon doprowadzili do eleganckiego i spójnego zakończenia. Polecam mocno.
Opowieść o rywalizacji mistrzów szachowych, która przerodziła się w trochę zrozumiałe, ale zarazem nieco absurdalne podejrzenia.
Jest to ciekawy dokument, najlepsze jest w nim to, że pokazuje nam ułamek osobowości arcymistrzów szachowych, jak myślą o grze, a głównie o zwyciężaniu i przegrywaniu. Można też lekko odwiedzić wielki świat szachów, spojrzeć na niego z szerszej perspektywy. Polecam szczególnie tym, którzy zatrzymali się na Kasparowie i Deep Blue.
Elizabeth Shelley (ha! nazwisko nieprzypadkowe) zostaje rozjechana na przyjęciu przez kosiarką. Jej narzeczony, domorosły naukowiec Jeffrey Franken (ha! nazwisko nieprzypadkowe) postanawia przywrócić ją do życia. Oczywiście będzie to trudne bo Jeffrey posiada tylko głowę dziewczyny, plus kilka innych części ciała. Aby zrekonstruować jakoś swoją oblubienicę nasz genialny amator postanawia wybrać się do dzielnicy z prostytutkami i tam wybrać z dziewczyn co lepsze kawałki, z których ułoży nowe ciało Elisabeth.
Gdy Jeffreya przytłaczają wątpliwości natury moralnej pomaga sobie w ten sposób, że niszczy poszczególne części mózgu wiertarką. Nie dość, że fajny haj, to jeszcze łatwiej zabrać się do roboty.
Mnóstwo nagich piersi, wybuchające prostytutki i wspaniałe teksty, którymi lepiej nie chwalić się rodzinie.
Ten film to czyste szaleństwo - stworzony specjalnie w taki, a nie inny sposób, kompletnie powalona parodia "Frankensteina".
Doskonale zdaję sobie sprawę jakiej kategorii to film - ale uczciwość twórcy i niebagatelny fun jaki wynika z seansu nie pozwala dać mi niższej oceny!
Ciekawostka: prostytutki zagrały... prawdziwe prostytutki, bo żadne aktorki nie chciały tak się negliżować ani ubrać.
@Furto -am. Mamy taki klubik wewnętrzny gdzie oglądamy takie vhsowe perełki - niestety nie mogę udostępniać, ale widzę, że jest na CDA: https://www.cda.pl/video/2429103778
Ależ mnie zawiódł ten film. Po części chyba dlatego, że miałem duże oczekiwania, bo słyszałem dobre opinie, a po części dlatego, że był to jeden z filmów, które chciałem obejrzeć od dawna, ale zawsze jakoś nie było po drodze. Z opisu na Filmwebie: Ranny po ataku niedźwiedzia Hugh Glass jest świadkiem zabójstwa swojego syna. Pozostawiony przez mordercę na pewną śmierć, postanawia się zemścić za wszelką cenę. Ot idzie se skatowany chłop, trochę akcji, chłop dalej idzie. To, że chłop idzie miało stać się dla mnie treścią tego obrazu. Umęczenie, znój, trwoga, przytłoczenie. Liczyłem na jakiś mroczny klimat, na mękę udręczonej śmiercią własnego dziecka duszy, na zemstę powolną, żmudną i z zimną krwią. Zemstę która raczej psychicznie zniszczy zarówno mściciela jak i tego złego a nie, że ktoś komuś wsadzi nóż albo obije mordę. Dostałem raczej trochę akcji (głównie w finale) plus zimowe krajobrazy. To drugie na plus.