Flapping Eagle Indianin o skłonnościach do alkoholu i brawurowego stylu życia, postanawia, że jego lud wystarczająco długo był gnębiony przez białych. Rozpoczyna ostatnie wielkie indiańskie powstanie
Plan mam taki, żeby dać się dogonić na filmmeterze @TyGrySSek-owi i niech się cieszy długo przewagą, a pod koniec roku pojechać na kolejny festiwal filmowy i jep! kilkadziesiąt filmów trzepnąć i skończyć z przytupem jego tymczasowe liderowanie
Odświeżenie po paru latach (widziałam raz tylko, na Nowych Horyzontach). Ocena raczej pozostała.
Jak się okazuje, to nie pieniądz dzieli ludzi, lecz warunki. Przepysznie bogaci ludzie na luksusowym jachcie. Mamy influencerów, modelki, rosyjskiego przedsiębiorcę, gościa co dorobił się w IT czy starsze, przemiłe brytyjskie małżeństwo, które dorobiło się fortuny na... produkcji granatów.
Mamy więc w trakcie pierwszej części rozbuchane zachowanie bogaczy (scena kłótni o rachunek w restauracji to sztosiwo), na jachcie bogacze wpływają swoimi zachciankami twardo na warunki. Np. Carl oburzony, że jego dziewczyna Yaya zerka z pożądaniem na pracownika, który zdjął koszulę, narzeka na to opiekunce rejsu - pewnie myśli, że koleś od teraz po prostu będzie w pełni ubrany chodzić po pokładzie, ale nie - konsekwencje są ostatecznie - facet po prostu zostaje zwolniony i zabrany z jachtu.
Żona bogatego ruska wymyśla sobie, że cała obsługa "zasługuje" na wypoczynek i kąpiel. To skutkuje opóźnioną kolacją - owoce morza psują się i na kolacji i po biegunka atakuje prawie wszystkich. Kał i rzygi sprząta oczywiście obsługa.
Role odwracają się katastrofie jachtu. Tylko sprzątaczka Abigail potrafi polować i rozpalić ognisko. Szybko przejmuje władzę w grupie i co się okazuje? Że to nie pieniądze deprawują, tylko władza. Abigail też ma swoje zachcianki i błyskawicznie zdobywa co chce - nikt nie będzie oponował jeśli w alternatywie czeka śmierć głodowa.
Piękny to film, ukazujący jak luźna może być pewność siebie - popularność, kasa czy przywództwo może zniknąć w ciągu chwili, ukazując słabość człowieka.
Namawiany przez ojca do podjęcia studiów prawniczych Łukasz słucha opowieści mecenasa Wilczka o procesie, który odbył się przed laty. W roli Wilczka - Jan Frycz.
Widziany z 3 perspektyw proces dziennikarza oskarżonego o zabójstwo swojej kochanki - widzimy sprawę z punktu widzenia Wilczka jako adwokata, jako prokuratora oraz jako sędziego.
Stąd prawdopodobnie tytuł o "bezmiarze sprawiedliwości", która topi w sobie prawdę. Znaczenie ma sama sprawa, a nie prawda - taka konkluzja wychodzi. Pokazówka jest mierna - bo śledczy spartolili sprawę, adwokat spartolił sprawę, prokurator nawet nie musiał dochodzić swego, sąd uchylał wszystko jak leciało.
Sprawiedliwość po polsku - można by smutno napisać.
Sama realizacja dość kiepska w sensie zdjęć - czasem miałam wrażenie, że oglądam jakiś teatr na żywo a nie film. Ale pan Frycz robi tu robotę i za to daję ósemkę. Warto obejrzeć, film wciąga, bo sama historia jest wciągająca.
@TyGrySSek Było mi bardzo smutno jak zmarł Byłem wtedy ze znajomymi na wyjeździe daaaleko za granicą. Jak dotarła do nas informacja, to stwierdziliśmy z kumplem, że trzeba iść po flaszkę
Apple zostaje porwana przez sadystyczną rodzinę ODAMA – bezwzględnych zabójców. Ich siedziba znajduje się w silnie ufortyfikowanej górskiej twierdzy, a J.J. i reszta ekipy podejmują misję ratunkową z wykorzystaniem swoich broni laserowych Zillion.
Świetna kreska, masa akcja i muzyczka wpadająca w ucho
Słabizna taka, że szok. Ciężko się to oglądało. Żarty, które mają działać na masę, ale nie ludzi inteligentnych. Kino bez polotu, raczej na odmóżdżenie po ciężkim tygodniu w robocie. Oczekiwałem trochę więcej elementów RPG, świata fantastyki i mocno się zawiodłem. Globalizacja nawet w takim filmie. Protagonista charakteryzuje się prostym sposobem myślenia niczym chłop pańszczyźniany oderwany od pługa. Nie obrażając chłopów. Sceny z kościastym zalatywały żenadą. Nie i jeszcze raz nie. Zmarnowane 2h życia.
Końcowa faza wojny rodezyjskiej. Życie w Rodezji Afrykanerów z perspektywy 8-letniej Bobo. Bobo przyjaźni się z Sarą, pracującą u nich na posesji. Matka Bobo to alkoholiczka, samolubna baba, która za wszelką cenę chce zostać w Afryce.
Kolonialna epoka umiera wraz z ostatnim kieliszkiem oraz ostatnią jazdą w nieznane. Mała Bobo nie jest jeszcze "rasistką", ale brytyjskie kolonialne naleciałości jej rodziców przenikają do jej zachowania. To też jest ciekawe do obserwacji, szczególnie jej relacja z Sarą, która rozumie, że Bobo jest tylko dzieckiem, i nie potrafi nie lubić tej małej białej łobuziary.
Bardzo dobrze się oglądało, duża w tym zasługa młodocianej aktorki. Do zobaczenia póki co na HBO.
Biografia Michelangela Caravaggia w ujęciu Jarmanowskim. Malarz wspomina swoje życie, jak zaczynał, jak tworzył, jego miłości i problemy.
W sumie ten film to po prostu jeden wielki caravaggiowski obraz - ujęcia modeli, scen, które maluje Caravaggio są bardziej caravaggiowskie niż jego obrazy w tym filmie.
Jak to bywa u Jarmana, współczesne elementy przenikają do renesansowego żywota malarza. Miłość i nienawiść łączą się wiele razy w postaci Rannucia (w tej roli młodziutki Sean Bean) oraz jego partnerki Leny (tu, jak to bywa u Jarmana - Tilda Swinton).
Caravaggio nie jest tutaj rozbójnikiem jakiego znamy z jego biografii, to koleś skoncentrowany na swojej pracy, wrażliwy, choć wygląda jak emocjonalny chodzący chłód, a jednak jego jarmanowski odpowiednik zachowuje dużą porcję empatii, szczególnie to widać w relacjach z Rannucio i Leną.
Oczywiście są nawiązania religijnie, w końcu tworzył wiele dzieł sakralnych.
Film jest po prostu PIĘKNY. Jeśli ktoś lubi twórczość Caravaggia to polecam gorąco, jeśli natomiast ktoś szuka wiernego biopica - to nie tutaj.
Tutaj oglądamy, z zachwytem, proces twórczy, emocje buzujące za chłodnym licem włoskiego malarza. Odkrywamy jego tajemnice i tajemnice innych. Zaglądamy za płótno.
Dziękuję panu panie Jarman za to niezwykłe doświadczenie. Było niesamowicie.
Chłopaki bawili się chyba dobrze, ja pytałam się ciągle "where fabuła?", ale nie było. Nigdy więcej, nigdy nie lubiłam komiksów tych, serii filmowej też nie tykałam, ogólnie motoryzacja not my thing, a wątki SF nic a nic nie ratują i nie wzbudza to mojego zainteresowania.
@Mahjong adekwatna ocena, jako wieloletni fan od brzdąca dałbym -1/10. Wyrzniecie większości starej obsady w pierwszych 10 minutach, żeby sprzedawać zabawki nowych robotów to był ruch tak ku⁎⁎⁎⁎ki, że do tej pory na myśl o tym filmie ręce mi się trzęsą i budzę się zlany potem. Sorry, ale jak ktoś lubi ten film, to jest dla znak, że taka osoba bije szczeniaczki i lubi Hitlera
Nie wiem na ile to dokładnie przedstawione wydarzenia, ale mi się podobał. Szczególnie rola psychiatry, który daje się Göringowi prowadzić jak na sznurku, ale mimo wszystko jego notatki pozwolą staranować misterną obronę nazistowskiego wiceszefa.
Fajna role Crowe w roli Göringa, świetna rola Maleka jako doktora. Drugi psychiatra uważał procesowanych za psychopatów, natomiast Kelley (grany przez Maleka) uważał, że to wytwór ludzki swoich czasów - że to zwykli ludzie, którzy poprzez warunki, środowisko dokonywali tego typu zbrodni.
Ta diagnoza oczywiście pomogła postawić zbrodniarzy przed norymberskim sądem, bowiem byli poczytalni, ale burzyła ludzkie wyobrażenie zła, jako czegoś innego, wyjątkowego.
Jest tam parę rzeczy, które mi nie grały, ale ostatecznie to fajny, wciągający dramat historyczny.
Co się stanie gdy drag queens będą musiały zmierzyć się ze śmiertelnym zagrożeniem w postaci zombie?
Dre organizuje show w swojej knajpie. Liczy na największą dragową gwiazdę Yasmine (w tej roli Elektra z Pose, czyli Dominique Jackson). Może z pomocą przyjdzie Sam, który zarzucił karierę drag na rzecz bycia pielęgniarzem? Na pewno na stosie piętrzących problemów priorytetem stanie się plaga nieumarłych. Nasi bohaterowie zamykają się w knajpie by ratować się przed zombiakami. Tymczasem wciąż do lokalu nie dotarła żona Dre. Towarzyszy im jej brat (żony Dre), taki trochę prawacki Amerykanin, który z niechęcią pomaga "przebierańcom", ale ostatecznie wszyscy razem wesołą zgrają dadzą czadu.
Dziwią mnie niskie oceny, ale z drugiej strony nie każdy lubi drag queens, powiedzmy hm, z różnych powodów.
Nie wiem, ja w każdym razie bawiłam się wybitnie dobrze. Sporo śmiechu, kolory, makijaże, tańce, humor, no i Elektra w roli Yasmine! już w Pose ją uwielbiałam.