Yyh, Netflix mnie przyatakował na stronie głównej Stargate SG-1, klasykiem którego nigdy nie oglądałem i sie zastanawiam czy się za to nie wziąć.
Ktoś oglądał i się wypowie? Rzeczywiście jest to takie dobre czy w 2k26 będzie budziło tylko uśmiech politowania. Pytam bo jak już zacznę to oglądać to będę musiał skończyć a jest tego 10 sezonów po 20+ odcinków tak że trochę życia na to stracę xD
Żeby dać jakiś punkt odniesienia - Battlestar Galactica oceniam na 7+/10, z tego co się orientuję powstał mniej więcej w podobym czasie.
Jak byłem młody yo obejrzałem wszystkie sezony kilka razy, do tego Atlantis i Universe. Ale teraz bym nie dał rady, musiało się kiepsko zestarzeć. Szczególnie pierwsze sezony są kiczowate i nudnawe.
Oglądałem ostatnio, na fali nostalgicznych zachwytów niektórych ludzi, co ich znam. Mocno to nadgryzł ząb czasu. Da się wciąż obejrzeć, niektóre odcinki wręcz dobre, ale ogólnie to zachwytów nie było.
Nie będę pisać o czym bo wiadomo o czym - napiszę tylko, że żal patrzeć jak Besson z roku na rok spada na ryj - kiedyś czekałam z niecierpliwością na każdy jego film, ech.
Gdy się widziało Draculę Coppoli i nowego Nosferatu to ciężko wypatrywać w bessonowskiej wersji czegoś nowego, czegoś istotnego. Miałam nadzieję, że sytuację uratuje chociaż nieszablonowy Caleb Landry Jones, ale niestety, nie udało się.
Może jest wypas, przepiękne kostiumy, ale zabrakło iskry bożej - oglądałam do końca byle obejrzeć, nie czułam nic niestety podczas seansu. Wielkie rozczarowanie.
Nowojorski boss mafijny, który obecnie prowadzi uczciwe życie, zostaje porwany przez czterech młodych mężczyzn i wplątany w skomplikowaną intrygę.
Miał być kolejny od Hiczkoka. Zaryzykowałem coś świeżego i choć na początku było bez szału tak później zrobiło się nader ciekawie. Do końca nie było wiadomo kto stoi za porwaniem - zleceniodawca. Końcówka też super - na taka liczyłem
Jest rok 2021. Johny jest kurierem przewożącym w swoim mózgu dane komputerowe. Jest to człowiek pozbawiony wspomnień i przeszłości. Żyje w świecie zdominowanym przez technikę i zawładniętym przez śmiertelną chorobę NAS. By uniknąć niebezpieczeństw działania choroby, postanawia usunąć ze swej głowy elektroniczną wstawkę. Przed tym jednak otrzymuje ostatnie zlecenie, a japońska mafia czyha na jego życie.
Mary przyjeżdża do ciotki, która razem z mężem prowadzi oberżę "Jamajka". Wkrótce kobieta odkrywa, że gospoda jest miejscem spotkań niebezpiecznej bandy
PS. jeden z nielicznych filmów w których się nie pojawił reżyser na planie
Kryzys tylko hehe zabawnie. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Big Short
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Adam McKay
Kategoria: #thriller #komedia
Czas trwania: 130 min
Moja ocena: 6/10
Historia amerykańskiego kryzysu gospodarczo-ekonomicznego z początku tego wieku wyjaśniająca mechanizmy stojące za katastrofą.
Nie mogłem kupić tego filmu, wydawał mi się jakoś dziwnie fałszywy. Z jednej strony wyśmiewał i piętnował amerykański system bankowy, chciwość, głupotę i obłudę graczy z Wall Street, ale bohaterami (niby nie do końca pozytywnymi) byli ludzie, którzy się na tym obłowili, przy czym pokazywano ich w sposób, który miał ich uczłowieczyć, a nawet sprawić, żeby budzili współczucie. Przy tym wszystkim zwykli ludzie, którzy najbardziej oberwali, byli jedynie niewyraźnym tłem. No ale hehe, śmiesznie, bo Margot Robbie w wannie i Selena Gomez. Ok, Ryan Gosling był świetny, to muszę przyznać, ma chłop talent komediowy. Polecam tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o źródłach kryzysu, ale nie za dużo.
@szatkus-4 @TyGrySSek ja z hiczkokiem mam jakiś problem, ale znając życie albo przegapiłam czas na hiczkoki albo to dopiero przede mną - tylko jak skoro jego największe tytuły już widziałam i mheh 6/10...
Tytuł: Morderca szyty na miarę
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Rafał Skalski
Czas trwania: 3x1h
Ocena: 7/10
Serial dokumentalny o tym jak prostego, niewinnego, moze troche nieogarniętego człowieka niudolna polska policja wkopuje w dożywocie bo taki maja kaprys
Po takich serialach staje sie na krótki czas JP
Pewnie ocenię ten film zbyt surowo i wyjdę na malkontenta, ale musi być jakaś kontra do pozytywnych recenzji. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Train Dreams
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Clint Bentley
Kategoria: #dramat
Czas trwania: 103 min
Moja ocena: 6/10
Mężczyzna żyjący w Ameryce na początku lat XX stara się odnaleźć swoje miejsce w świecie i sens istnienia, doświadczając miłości i straty.
Ładne zdjęcia, raczej prosta historia z rzucanymi od czasu do czasu mądrościami, dobre aktorstwo, no powinno to zagrać - ale jakoś nie zagrało. Wyszedł trochę Malick z dyskontu, przez liczne flashbacki jest mało subtelnie i ogólnie byłem podczas oglądania jakiś podejrzliwy, jakby ktoś mnie próbował nabrać, oszukać, rozegrać emocjonalnie. Na dobrą sprawę na tym polega kino, żeby wzbudzić w widzu emocje, zmusić do refleksji, zachwycić obrazem i dźwiękiem, ale w tym przypadku nie byłem w stanie dołączyć do korowodu. Mogło się obejść bez kilku scen, które trochę zepsuły mi seans. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że jest to zły film - jest w porządku. Ale do wybitnego mu brakuje. Polecam tym, którym się nie spieszy i lubią sobie podumać.
Laban Feather i Pap Gutshall są głowami dwóch zwaśnionych rodzin. Ich synowie dokuczają sobie, robiąc nieszkodliwe kawały. Sytuacja staje się poważna, gdy bracia Feather porywają przybyłą do miasta Roonie Gill , biorąc ją omyłkowo za narzeczoną jednego z Gutshallów
Ada jest łobuziarą, wesołą, acz jednak łobuziarą. Ojciec wysyła ją do szkoły dla elity, by tam trochę "wyporządniała". Do tego chce wydać ją za mąż za syna hrabiego, ale ten nie jest zbyt chętny by poznać dziewczynę (w tej roli absolutny amant polskiego kina przedwojennego - Aleksander Żabczyński). W roli Ady mamy Lodę Niemirzankę i jest ona po prostu genialna!
Jak to bywa w polskim kinie przedwojennym rozrywkowym - to komedia omyłek z wątkiem romantycznym. Trzeba oglądać z przymrużeniem oka - na przykład porwanie Ady przez bandę na⁎⁎⁎⁎nych facetów, z czego jeden już prawie jest zdolny obłapiać nieznajomą dziewuszkę ma służyć pokazaniu widzowi, że Fred właśnie zakochuje się w dziewczynie, za którą miał wyjść, a o tym nie wie. Wygląda to absurdalnie i brutalnie, ale może w tamtych czasach wyglądało to inaczej?
Zawsze mnie zdumiewa jak w polskim przedwojennym kinie wplatano nieświadomie wątki queer - tutaj na przykład mamy udawany ślub w szkole dziewcząt, jedna przebiera się za "pana męża". Natomiast na pokazanej imprezie artystów normalnie w parach tańczą sobie lesbijki a gdzieś w kącie siedzi przebrany za babkę facio - oczywiście mam oko do takich rzeczy, nie wysuwają się te elementy nawet na drugi czy trzeci plan, trzeba uważnie patrzeć by takie coś złapać. Ale też taka prawda, że elita artystów w przedwojennej Europie w dużych miastach bawiła się po swojemu nie patrząc na konwenanse. Co do samych wątków queer w takim kinie to można jeszcze przywołać "Czy Lucyna to dziewczyna?" czy w "Piętro wyżej" gdzie Bodo śpiewa przebrany za babę. Jakbym miała czas i ktoś mi za to zapłacił to mogłabym napisać o tym spory felieton albo i książkę Śmieję się, ale czasem tak mam, że w trakcie seansu coś mi się rzuca w oko i potem to rozgryzam.
W trakcie oglądania miałam wrażenie, że jednak już widziałam ten film, ale musiało to być dawno temu, bo przypominałam sobie tylko takie ogólne elementy.
Prześmieszna komedia, gdy pierwszy raz usłyszałam jak dziewczyny przezywają opiekunki to musiałam zatrzymać film, bo po prostu atak śmiechu mnie dopadł! Wiecznie śmiejące się młode dziewczyny potrafią ukoić najbardziej zszargane nerwy. Mi jak zwykle takiego rodzaju komedia poprawia humor!
Niektóre żarty są już wytarte (jak głucha nauczycielka wiecznie przekręcają słowa), ale ogólnie jest FUN.
Polecam serwis Ninoteka (jest też apka na tv) - mają tam dość spory wybór polskich filmów przedwojennych - z opisami skąd pochodzą źródła filmy i czy to pełna wersja (rzadko są pełne, to samo niestety dotyczy Ady - zresztą podczas oglądania widać, że brakuje scen), po filmie można sobie obejrzeć jak wyglądał materiał źródłowy przed i po rekonstrukcji.
Polecam - serwis jest za darmoszkę i można tam znaleźć też inne filmy, teatr, programy itp.
Zawsze mnie zdumiewa jak w polskim przedwojennym kinie wplatano nieświadomie wątki queer - tutaj na przykład mamy udawany ślub w szkole dziewcząt, jedna przebiera się za "pana męża". Natomiast na pokazanej imprezie artystów normalnie w parach tańczą sobie lesbijki a gdzieś w kącie siedzi przebrany za babkę facio
W kontekście tego o czym piszesz, to w latach międzywojennych normą było, że na imprezach w przypadku niedoboru pań w towarzystwie facet tańczył z facetem. Po prostu jak chciałeś po tańczyć, to brałeś kumpla i dawaj. Normą było, że każdy chłop potrafił tańczyć jako kobieta, jak i jako prowadzący czyli facet. Opisuje to m.in. Stanisław Grzesiuk w "Boso ale w ostrogach".
@WatluszPierwszy to też, ale funkcjonowanie relacji queerowych które były powszechnie znane, akceptowane ale zupełnie nieobecne w dyskursie społecznym również jest faktem.
Imho też się skłaniam ku temu, że tańczące dziewczyny były prostu hetero pannami, a przebieranie się za kobietę miało być żartem jak w polskim kabarecie ;) Ale w rzeczywistości mogłyby być przejawem ówczesnej kultury LGBT+, gdyby coś takiego zobaczyć w klubie.
@Vampiress O to to! właśnie AI mi wypluło, że np. Waszyński (reżyser) był otwartym homoseksualistą, o związki z facetami podejrzewany był sam Bodo.
Po prostu całkiem inne czasy (tak jest oczywista kapitanko - to do mnie :D) - więc dziwnie się rekonstruuje takie elementy - z jednej strony dawne czasy kojarzą się z konwenansami i ustalonym porządkiem, ale jak widać kino fajnie uchylało rąbka tajemnicy, świadomie czy nie - już ma to mniejsze znaczenie w kontekście tego jak patrzymy na to jako dzisiejsi widzowie.
Świetny temat! Też bardzo lubię polskie kino międzywojenne, a "Czy Lucyna to dziewczyna?" to jedna z moich ulubionych komedii. Jadwiga Smosarska zawsze mnie pociągała, a jako przedwojenna chłopczyca...
No właśnie, bo te dawne styluzacje, które wówczas miały wyglądać męsko, dla dzisiejszego mężczyzny mogą wyglądać wręcz mega kobieco.
Dla podobnej obserwacji polecam "Bożą podszewkę". Mimo, że to serial z lat 90-tych, to akcja dzieje się przed wojną. W serialu jedną z sióstr głównej bohaterki gra młoda Katarzyna Herman. Chodzi w garniturach, pod krawatem, z "ulizanymi" włosami - w domyśle chłopczyca. Dla dzisiejszego mężczyzny zjawiskowa, elegancka kobieta
Eddie Hawkins to legendarny złodziej. Wychodzi po 10 latach odsiadki i próbuje zacząć uczciwe życie. Niestety zostaje zmuszony przez parę milionerów, państwa Mayflower, do kradzieży dzieł Leonarda da Vinci.
Od rana się męczyłem oglądając na raty. Mocno średni humor.
Losy ser Duncuna Wysokiego i jego giermka Jaja. Kto czytał książkę i to oglądał to już wie, że dość wiernie zekranizowane przygody Dunka. Jednak gdy mamy mięsisty materiał źródłowy od Martina to w sprawnej realizacji wszystko się spina.
Cudo! Płakałam, śmiałam się, przeżywałam. Wspaniali aktorzy, świetnie jest to po prostu zrobione. Zachęciło mnie to do powrotu do książki, bo przecież kolejne sezony to kolejne przygody z opowiadań.
Nie będę się mocno rozpisywać - ten serial robi furorę nie bez powodu. Warto zobaczyć, nawet jeśli nie czytało się książki, nawet jeśli nie przepada się za fantasy.
@Mahjong już to pisałem wczoraj ale dzisiaj się powtórzę, dawno mi się żaden serial tak nie spodobał jak ten. Książki nie czytałem bo nie przeczytam nic od tego grubasa do czasu aż nie wyda Wichrów Zimy, taki mój bojkot xD
W roli żołnierza przepiękny Lorenzo Lamas. Wojskowy wypowiada wojnę gangom narkotykowych, gdy z przedawkowania umiera jakiś dzieciak. Zabiera broń i granaty, ale po rozróbie zostaje aresztowany. Na szczęście sprytny adwokat sprawia, że mimo iż nasz Jack-wojskowy zabił cztery osoby, idzie zaledwie do szpitala psychiatrycznego. Tam, przy pomocy nowych znajomych, postanawia dokończyć wojnę z gangami.
Boziu święta, czego tam nie ma, toż to cudna parodia kina akcji! Wybuchy kibli, środki na sranie, bijatyki i walka w szpitalu psychiatrycznym w wózki-tarany. Do tego oglądane z głosem pana Knapika. Seans z rodzaju: FUN FUN FUN!
Kto będzie brał takie kino na poważnie - to niestety zabawy nie uraczy. Na szczęście ten film od razu pokazuje, że jest po prostu komedią akcji.