Film w moim odczuciu niepokojący przez muzykę, kolorystykę i grę aktorską. Oglądałem z zaciekawieniem i wciągnął mnie od początku do końca, jednak musiałem przeczytać w internecie interpretacje zakończenia, bo sam nie zrozumiałem, miałem wielkie WTF na końcu. Są momenty, że myślisz, że się czegoś domyślasz, a nawet myślisz "o, jest tak jak myślalem" ale zakończenie psuje te wszystkie domysły i nie wiesz nagle co właśnie obejrzałeś. Trochę przerost formy nad treścią, ale ogólnie bardzo dobry film.
Młody Arthur Seaton, tokarz w miejscowej fabryce, nie lubi swej pracy ani otoczenia i gardzi swymi niewykształconymi rodzicami. Zbuntowany chłopak spędza wolny czas przesiadując w barze i podrywając dziewczyny
Tytułowy Deathstalker ma misję od wiedźmy - ma zdobyć super broń złożoną z kielicha, amuletu i za⁎⁎⁎⁎⁎tego miecza, który już posiada. Wraz z ekipą wybiera się na turniej organizowany przez Lorda Munkara, aby tam zdobyć kielich i amulet.
Miecz kąsa przeciwników aż miło i Deathstalker wygrywa i zdobywa super broń. Koniec.
W sensie gatunku to było bardzo ciekawe przeżycie - tak ostro szowinistycznego fantasy jeszcze nie widziałam. Oczywiście film skręca bardziej w stronę Conana Barbarzyńcy, a nie na przykład Władcy Pierścieni. Świat fantasy Deathstalkera to świat gdzie kobiety są towarem, można je sobie gwałcić co chwilę bez żadnych konsekwencji. Nawet jedna z pierwszych scen filmu to właśnie rozmowa złodziejaszka ze Deathstalkerem, który mówi, że zdobył trochę kosztowności i jeszcze laskę.
Cycki, krew i głowy latają cały czas po ekranie. Męscy bohaterowie są młodzi, piękni i wysportowani. Bardzo prymitywne fantasy. Mimo to doceniam seans, dużo mi dało to do myślenia - taki skrajnie męski świat, gdzie jedynym złem jest zły mag, a nie to co wyrabia się tam cały czas - czyli gwałt i mord.
@Mahjong Ale jaka to jest nędza aktorska, jakieś niby walki niby zapasy, to szarpanie lasek też jakieś takie żenujące, nie wiadomo co jest na serio a co nie. Szacun że wytrzymałaś do końca.
Rozterki właściciela ubogiego cyrku. Akurat los przywiódł go w rodzinne strony, gdzie parę lat temu zostawił żonę z dziećmi. Tymczasem jego kochanka z cyrku też zaczyna szukać drugiej drogi, gdyby Albert ją porzucił dla rodziny.
Albert postanawia poszukać pomocy u trochę bogatszego właściciela innego cyrku - pożycza stroje, które stracił jego cyrk i postanawiają wystawić super przedstawienie. To jednak kończy się upokorzeniem i lekką katastrofą - to znaczące, bo okazuje się, że żona Alberta radzi sobie całkiem nieźle i wcale nie jest chętna na to by mężczyzna wrócił, a kochance zdarzy się wpaść w ramiona innego.
Opowieść o tym jak w sumie dość proste marzenia spotykają się z rzeczywistością i niestety, nie ma miejsca dla życzeń troszkę lepszego życia - dla mnie to znak, że Albert sam wybrał przed laty taki los i bogowie teraz już go nie puszczą z tej pozycji.
Potęga tego filmu polega na tym, że bohaterowie są bardzo ludzcy, daleko im do ideałów, a przecież z drugiej strony po prostu ta ludzkość polega na pragnieniu szczęścia, które nagle okazuje się praktycznie niedostarczalne z jakiejkolwiek strony. Pozostaje pochylić głowę i dalej ruszyć w podróż. Być może z czasem znów obudzą się w nich jakieś proste marzenia.
Życie i kariera kompozytora, śpiewaka i tancerza od wczesnych lat dzieciństwa do chwili, w której został uhonorowany przez prezydenta za zasługi dla kultury.
Cagney zaskoczył bo głównie grał czarne charaktery. A tu niezle pląsał po scenie teatru
Wracam do regularnego oglądania filmów i zaczynam od hitu braci Coen, którzy wzięli historię o kasie z narkotykowego dealu i zamienili ją w dziwną, lepką od brudu opowieść o losie i pechu. Fenomenalna postać Antona Chigurha, czyli faceta z fryzurą jak od garnka i charyzmą psychopaty, który sprawia, że każda scena z jego udziałem robi się nerwowa - akcję na stacji paliw odpalam średnio raz w tygodniu dla samego kunsztu aktorskiego. Myślę, że każdy z was oglądał już to arcydzieło, więc nie ma co produkować się więcej.
@Desmod A nie wydaje ci się że psychol dający "szansę" przez rzut monety to wybielanie? Nadawanie cech ludzkich zwyrodnialcowi? Żeby nie było, film super, aktor wybitny, uwielbiałem go w Diunie.
Dwa moje ulubione filmy to: No country for old man, oraz Big Lebowsky. I uwaga, jaka koincydencja: oba filmy są autorstwa tych samych reżyserów. 😉 Filmy skrajnie różne w tematyce, ale łączą je te wysublimowane żarty, na najwyższym poziomie.
Serial "oparty na prawdziwych wydarzeniach", opowiadający historię zatrucia ołowiem dzieci mieszkających przy hucie metali nieżelaznych i walki o ich wyzdrowienie, jaką stoczyła doktor Jolanta Wadowska-Król z władzami, niechętnymi do ujawnienia całej sprawy.
Mam do tego serialu spore zastrzeżenie - bardzo mocno zniekształcił prawdziwą historię, wręcz ją zakłamał, wiele osób i instytucji przedstawiając w fałszywym świetle (za Filmwebem):
lekarki były trzy a nie dwie, trzecia została zupełnie pominięta w serialu,
lekarka nie była nowa, pracowała w przychodni już kilka lat, była więc znana i szanowana przez lokalną społeczność
ołowicę stwierdziła jako pierwsza pani profesor, a nie pani doktor; ta druga dopiero po diagnozie pierwszej kontynuowała badania,
rodzice dzieci z jej rejonu stali za "Doktórką" murem, nigdy nie doszło do aktów niechęci, o agresji nawet nie wspominając,
nie doszło do żadnych prześladowań lekarki przez SB, jedyne o czym rodzina wspominała to podejrzenie bycia "na podsłuchu", czego też do końca nie udowodniono,
lekarka nie chorowała na ołowicę, nie była też w ciąży,
wyjazd do sanatoriów i autokary zorganizowała trzecia lekarka, sama huta nic od siebie nie dała,
wojewoda Ziętek był bardziej zaangażowany w sprawę, między innymi pomagał lekarkom lawirować między politykami i biurokratami,
kwestia doktoratu też jest zniekształcona - owszem nie pozwolono jej się obronić a doktorat z badaniami "zaginął", ale ciężko stwierdzić czy to była kwestia osoby "Doktórki" czy raczej niewygodnego tematu badań.
Podsumowując wszystkie te przekłamania, które radykalnie wypaczają całą historię, serial traci przynajmniej dwa punkty z oceny.
Plus za ciekawe odwzorowanie realiów PRL-u, przede wszystkim przedmiotów i lokalizacji z epoki.
Kilka miesięcy przed swoją śmiercią Andrzej Wajda nakręcił film, w którym omawia swoje najważniejsze filmy. Tak też poznajemy pomysły na przeróżne sceny i co one wtedy oznaczały, przygody pana Wajdy z cenzurą, jego losy na światowym rynku, gdzie przecież ówczesna władza mocno utrudniała rozgłos dla polskiego kina, o tym, że nie sądził kiedykolwiek w czasach PRL, że uda mu się nakręcić film ku pamięci swoim rodzicom, a szczególnie ojca, który zginął w Katyniu.
Mamy rok Andrzeja Wajdy, więc dużo tego będzie latać i bardzo dobrze.
W mojej przygodzie z mistrzem zostało zaledwie kilka tytułów do uzupełnienia, ale jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z tym reżyserem to mocne zazdro - chciałabym zobaczyć po raz pierwszy na przykład "Ziemię Obiecaną"...
W każdym razie warto spojrzeć na ten film - za darmoszkę na arte.tv oraz YT:
Nowa lekarka (w tej roli znakomita Joanna Kulig) odkrywa, że dzieci mieszkające w pobliżu huty chorują na ołowicę. Ryzykując swoją karierą oraz własnym zdrowiem staje do nierównej walki systemem.
Pierwsze dwa odcinki łyknęłam bez zapity - potem było już coraz ciężej, ale chęć zobaczenia zdolności aktorskich Kulig ostatecznie pozwoliła mi dokończyć ten serial.
Ogólnie nie jest źle, ale wciąż brakuje tego czegoś do "znakomite". W Polsce zaczynamy czuć gatunek tworzony na podstawie epoki - to już kolejna odsłona tej "czutki". Zresztą mamy do tego znakomite warunki - całą gammę ciekawych historii, bohaterów i specyficznego tła.
Fajnie też, że ostatecznie trochę wymieszano to aktorsko - bardzo cieszę się, że zatrudniono Kulig, jej talent jest niezaprzeczalny, co zresztą udowadnia w tym serialu grając "doktórkę".
Muzyczka, kostiumy, odwzorowanie epoki - jak zwykle na duży plus. Co do samej historii to się nie wypowiadam - bo nie znam faktów, ale ja jestem taką osobą, która nawet jeśli zna fakty to potrafi przymknąć oko ku lepszemu odbiorowi dzieła. Coś jak z "Obecnością" - wiem, że rodzina Warrenów to scam, ale nie przeszkadza mi ich lubić i kibicować w filmowej serii.
No to czekamy na kolejny polski serial - na razie jesteśmy na dobrej fali - tak można uznać po "Heweliuszu" i właśnie "Ołowianych dzieciach".
Naprawdę świetna komedia z tych co ostatnimi czasy patrzyłam na Ninatece. Lucynę już na pewno widziałam kilka lat temu ale miło było sobie przypomnieć.
Lucyna (w tej roli Jadwiga Smosarska) wraca z Francji z dyplomem w kieszeni - chce pracować w fabryce swojego ojca, więc przebiera się za chłopaka i trafia pod pieczę inżyniera Żarnowskiego (Eugeniusz Bodo). Z miejsca zaczyna lubić swojego nowego szefa i wchodzi z nim w konszachty towarzyskie. Żarnowski to uwodziciel i już ma złapaną sekretarkę z biura - Tunię. Ale Tunia nie lepsza, sama uwodzi mężczyzn i traci głowę za każdym razem gdy widzi młodego Juliana (Lucynę znaczy).
Tymczasem Żarnowski czuje się onieśmielony nieustającą sympatią Julka ("a może ty lala"? - mówi nawet do "chłopaka" gdy ten prawie namiętnie go całuje przy brudziu w knajpie). Lucyna postanawia więc wprowadzić do gry "siostrę Juliana - Lucynę" i to jest strzał w dziesiątkę! Znika Żarnowski-uwodziciel a pojawia się całkowicie zakochany facet.
Oczywiście - jak zawsze - mamy do czynienia z komedią omyłek. I znów mamy wątki queer, tylko że tu już bardziej są zaznaczone - czyli przebieranka za mężczyznę i pocałunek "dwóch facetów".
Jadwiga Smosarska w roli Julka jest bezsprzecznie seksi i nie dziwota, że Tunia lata za nim za każdy razem gdy go widzi.
Ale jest równie wspaniała gdy po prostu gra Lucynę. Bardzo lubię całą tę ekipę z przedwojennych polskich komedii, ale po raz kolejny Smosarska pokazała mi, że nie ma lepszej aktorki niż ona z tego gatunku. Niesamowite jest jak ona naturalnie grała - a przecież grała dużo przed wojną - była jedną z najbardziej zapracowanych aktorek.
Jako bonus można zaznaczyć świetne żeńskie role Mieczysławy Ćwiklińskiej (ciocia Lucyny) i Kazimiery Skalskiej (Tunia).
Kocham ten film, na pewno sporo pomaga, że zachowała się pełna kopia filmu, co jest akurat rzadkie. Pani Smosarska to jednak sztos aktorski - była stworzona do grania pięknych i inteligentnych kobiet, bo sama po prostu taka była.