Podoba mi się w nim wszystko. Atmosfera, muzyka, a przede wszystkim bohater. Phoenix zagrał tutaj fenomenalnie. Cichy Joe nie musi mówić za wiele, a to co robi jest mega wymowne. Skojarzenia mam tutaj z "Drive". Bardzo polecam!
George Sanders był pierwszym odtwórcą roli Simona Templara „Świętego”.
Roger Mur jednak bardziej mi sie podoba w tej roli
Simon Templar, zwany "Świętym", jest nietypowym złodziejem. Specjalizuje się w okradaniu przestępców i kryminalistów, których następnie doprowadza do więzienia. Zyskuje w ten sposób fundusze na własne potrzeby i walczy ze złem. Inspektor policji, Claude Teal próbuje aresztować Templara, ale nie jest to łatwe.
Pomysł na film bardzo intrygujący - spodobał mi się świat, w którym wszyscy muszą zachowywać ciszę, ponieważ pojawiły się stwory reagujące na każdy dźwięk. Na samym początku pomyślałem, że w takim świecie idealnie sprawdzi się język migowy i byłoby fajnie, gdyby bohaterowie się go nauczyli... po chwili zobaczyłem, że rzeczywiście tak jest.
Ogromnym plusem jest także to, że niesłyszącą dziewczynkę zagrała niesłysząca dziewczynka, co wcale nie jest takie oczywiste. Cieszy to moje serduszko, że osoby z niepełnosprawnościami także otrzymują angaże w filmach.
Jednocześnie wiele rzeczy wydawało mi się nielogicznych.
Po pierwsze, kto w takim świecie decyduje się na spłodzenie dziecka? W świecie, w którym dźwięk uderzenia byle czego o podłogę może przyciągnąć śmiertelne niebezpieczeństwo. Rozumiem, że pewnie odczuwali ogromny ból po stracie dziecka, jednakże była to decyzja skrajnie egoistyczna i nieodpowiedzialna.
Po drugie, skoro szum rzeki zagłuszał inne dźwięki (ojciec z synem krzyczeli pod wodospadem), to dlaczego cała rodzina nie przeprowadziła się w pobliże wody? Po co aż tak ryzykować mieszkając w domu?
No i trzecia rzecz, poród. Trudno mi uwierzyć, że wybuch fajerwerków z jakiejś odległości był dla stworka głośniejszy niż krzycząca z bólu kobieta, która znajdowała się tuż obok. No ale okej.
Szkoda, że różne mniejsze lub większe głupostki zasłoniły tak fajny pomysł.
#filmy #kino #kosciol
Byłem wczoraj na Ministrantach, tegorocznym filmie docenionym na festiwalu w Gdyni. Historia grupk dzieciaków, które autentycznie wierzą i szczerze chcą czynić dobro, ale zderzają się ze zwykłym polskim kościołem. Pół żartem pół serio można powiedzieć że ten film to polska odpowiedź na Stranger Things, tylko zamiast eksperymentów i potworów z innych wymiarów, jest bieda i twój stary pijany.
A na serio, może to kwestia tego, że sam byłem ministrantem w małym miasteczku i wszystko w nim wydawało się strasznie mi bliskie i autentyczne, ale film niesamowicie przetyrał mnie emocjonalnie.
Kilka razy jakiś ninja kroił cebulę, kilka razy nie mogłem patrzeć na ekran, ale też zdarzyło się kilka bardzo śmiesznych scen.
W każdym razie film na bardzo przyzwoitym poziomie; dzieciaki grające główne role siłą rzeczy nie mogą być profesjonalnymi aktorami, a naprawdę wypadają autentycznie i przekonująco.
Polecam, 9/10, sam nigdy nie chciałbym oglądać go drugi raz.
Niestety jedynie Phoenix moim zdaniem przykuwa tutaj uwagę swoją grą. Emma Stone jakas niewidzialna, Pascal jakos tez tak słabo.
Do połowy mnie wymęczył, od połowy troche sie rozkręca, ale dłuży sie i nudzi. Za duzo tez tu politycznych tematów wrzucone moim zdaniem jest. Mogłoby byc troche wiecej czarnej komedii, zdecydowanie jest jej za malo, ale ma kilka dobrych momentów śmiesznych. Zmarnowany potencjał, obsada nie ratuje, spodziewalem sie zdecydowanie czegoś lepszego i mialem nadzieje, ze ocena w internetach jest zaniżona. Niestety nie jest.
@kopytakonia a mnie akurat miło rozczarował ten seans, chociaż zgadzam się, że mógłby być krótszy o te 15 minut chociaż - czarny humor w sumie w zamierzeniu nie powinien być śmieszny, więc tu się wszystko zgadza, biedny Phoenix, Aster kolejny film go j⁎⁎ie na fabule XD
Według mnie zaniżona ocena na Filmweb, film dobry, Brad Pitt jak zawsze bardzo dobrze zagrał, James Gandolfini żywczem jak wyjety w szlafroczku z Sopranos. Ciekawy klimat i fajnie zrobiony film.
Kolejny rewatch. Jakoś nie miałam ochoty wieczorem na nic ambitnego, szukałam bezmyślnego akcyjniaka, ale przy przeglądaniu vodów mignął mi Matrix i pomysł by sobie przypomnieć film nagle zajął całą moją mózgownicę.
Nie wiem czego się spodziewałam, na pewno nie tego, że od pierwszych sekund wejdę w ten film na pełnej głowie, na spiętej d⁎⁎ie, rozkoszując się każdą sceną. Może sądziłam, że tym razem podejdę bardziej krytycznie po tylu latach. Nic z tego.
Matrix dalej robi fenomenalne wrażenie.
W tym akurat rewatchu obserwowałam zależności społeczno-polityczne, czyli jak powstaje rewolucja. I przez cały seans zastanawiało mnie czy to prawidłowa rewolucja? Czy nie lepiej zostać w symulacji i jakoś żyć, niż trwać w blaszanych trumnach i podziemnym mieście i walczyć o przetrwanie? A jednak zdrada Cyphera, mimo jego wcale nie takich niewłaściwych wniosków, boli za każdym razem tak samo.
Ostatecznie, jako widzowie, czy chcemy czy nie, stajemy po stronie rewolucjonistów - może dlatego, że ludzie nie potrafią znieść myśli, że ktoś ich traktuje jak trybiki w maszynie i nic więcej, a przecież ego ludzkie potrzebuje większego paliwa niż matriksowe maszyny.
Świetny film, arcydzieło popkultury, akcji, ambitnego kina - filozofia, socjologia, psychologia - można rwać film na warstwy, a wciąż coś zostanie do zbadania. Niesamowite jak Wachowskie rodzeństwo zdołało tak wiele rzeczy umieścić w jednym seansie: odniesienia do wu xia, kina akcji, dodane nowe atrakcje akcyjne, które właśnie dzięki Matrixowi przeszły do historii kina, do tego cała ta filozoficzna otoczka, film wymusza refleksję, a nie tylko załatwia nam umysł złożoną i pędzącą akcją.
Chyba w tym właśnie tkwi geniusz Matrixa. Zamiast chaotycznego miszmaszu dostaliśmy perfekcyjne dzieło, gdzie wszystko się trzyma idealnie i idealnie pasuje.
@Mahjong Napisać książkę albo nakręcić taki film, że ludzie po 26 latach będą o tym dyskutowali i doszukiwali się jakiś ukrytych w filmie przekazów. To byłoby dopiero coś.
@Dybala nieważne jak się nazywają, daję jak wszędzie wpisują je oficjalnie, dla mnie to wciąż ci sami twórcy, bez znaczenia czy mają inną płeć czy inne imiona - nazwisko się zgadza
można w sumie pisać też rodzeństwo Wachowski - będzie poprawnie w obu przypadkach jak kogoś kłuje
Bardzo lubię ten film, ale smak mi zepsuł fakt, jak po latach się dowiedziałem, że film jest metaforą transseksualizmu. Wychodzenie z matrixa i znajdowanie własnej, prawdziwej tożsamości. Sami bracia (a teraz siostry) Wachowscy potwierdzili/ły tą teorię...
@nick-chevs sądzę, że to jednak jedna z interpretacji i sposób na przypodobanie i wpisanie się w jakieś tam dzisiejsze trendy, niż oryginalny zamysł. A nawet jeśli, to przecież każdy może interpretować dzieła po swojemu.
@nick-chevs To tylko kolejna z setek interpretacji. Ale nie nazwałabym tego metaforą transseksualizmu tylko ogólnie metaforą szukania prawdziwego "ja".
Seans na TVN, spędzany czas z mamełe, więc akuratny film, rodzinny taki, wzruszający.
Fabuła? O wielkim bezdomnym nastolatku, który dostaje od życia fart stulecia - czyli bogatą w kasę i w serce białą republikańską rodzinę, która praktycznie adoptuje chłopaka, pomaga mu w skończeniu szkoły i umożliwia start kariery w futbolu amerykańskim.
W roli głównej sam Drabulok, który zagrał Mike'a oraz całą jego rodzinę. Za rolę białej wspaniałej kobiety, która stoi za każdym czarnym chłopakiem dostał nawet Oscara.
Fun fact: w tym samym roku Bullock dostała równocześnie Oscara i Malinę za najgorszą rolę
Sorki za wstawki wyśmiewające, no ale tak jest - ten film aż się prosi by o to by wyśmiewać całą historię. Wielki Mike by pewnie umarł z głodu ostatecznie gdzieś, albo gangusy przemieliły by go do stania na kornerach i ostatecznie odsiadywałby wyrok.
A zamiast tego miłość, kasa i kariera sportowa. Bo wystarczył ruch serca pewnej białej pani.
Z drugiej strony można się śmiać, ale to na podstawie prawdziwej historii, więc chociaż tyle.
Film przesłodzony, amerykański na maksa, ale o dziwo nie ogląda się go źle. Solidna produkcja, perfekto zrealizowana. Ale nic więcej.
Ehh te czasy kiedy wstawało sie chyba w czwartek przed 5 rano, odświeżanie polishtrackera, cyk dodanie torrenta do pobierania i za kilka minut seans...tyle życia zmarnowane na tak ch⁎⁎⁎we zakończenie
3 cześć trylogii "Na noże" (Knives Out).
Tym razem trafiamy na niewielką parafię w Nowym Jorku, w której dochodzi do zabójstwa proboszcza, o które zostaje oskarżony wikary. Będziemy świadkami rozwiązania tytułowej zagadki zmartwychwstania, a rolę detektywa po raz kolejny przyjmie Benoit Blanc.
Niejsłabsza część trylogii i mam wrażenie, że seria choruje na wyraźną tendencję spadkową, pierwsza część była super i często do niej wracam, druga byłą wyraźnie gorsza, ale dalej zjadliwa, a trzecia - no cóż, sami oceńcie.
@Mahjong nie, to zupełnie osobna część i jedyne co je łączy to postać detektywa Blanca (Daniel Craig). Nie ma żadnych nawiązań do poprzednich części, po za tym, że dzięki rozwikłaniu poprzednich zagadek, detektyw stał się sławny. Żadnych nawiązań do treści czy spoilerów.
Kurtyzana Julia przybywa do Florencji. Rozkochuje tam w sobie lokalnego władcę i jego syna.
Muzyka robi robotę - podkręca tempo wydarzeń choć były momenty że monco stonowana i robiło się troche nie tyle nudo co bez większych emocji. Specyficzne kino które nie każdemu przypadnie do gustu.
4 - film Frtiza Langa choć tu tylko był odpowiedzialny za scenariusz
@TyGrySSek dzięki, właśnie importuje. Lubię takie klimaty. Trzy lata temu byłem na nocnym seansie filmu Nosferatu w "Koperniku". Impreza bez dzieci, z piwem wewnątrz. Sztos