Tytuł: Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii
Autor: Małgorzata Rejmer
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: ebook
ISBN: 9788380497672
Liczba stron: 344
Ocena: 9/10
Tak jak ocena wskazuje - książka wybitna. Ciężko poznawać losy wszystkich, którzy opowiadają, jak to w Europie istniała ambitna namiastka północnokoreańskiej maszynki do niszczenia ludzi, gdzie wpadnięcie w tryby machiny niszczyło tylu oraz ich rodziny, ale oderwać się nie jest łatwo. Człowiek łapie się co chwilę za głowę i nie dowierza: jak do tego mogło dochodzić, trwać tyle czasu i jest jednocześnie wdzięczny, że ominął go podobny los.
Forma przypominała trochę "Gottland" Szczygła, ale tu jest pisana jeszcze bardziej jak reportaże z gazet.
Zapomniałem napisać: wczoraj spróbowałem tego zestawu nowości paprykarz łosoś ustka. I tak: nic wybitnego d⁎⁎y nie urywa raz na jakiś czas można zjeść.
Ananas 7/10- są kawałki ale zawód bo go w ogóle nie czuć. Smak paprykarza jakby przez to rozcieńczony. Liczyłem na słodycz.
Dżalapinio 4/10- pali ryło innego smaku praktycznie w ogóle nie czuć.
Ogórek 8/10- najlepszy ze wszystkich, faktycznie lekko ogórkowe.
Skala ocen w odniesieniu do klasycznego paprykarza łosoś ustka, który jest 10/10.
Są książki, które zabierają nas do miejsc pozornie spokojnych, żeby po chwili pokazać, jak wiele przemocy, cierpienia i ludzkiej podłości może kryć się za pięknym krajobrazem. Tym właśnie są "Pożyczone wzgórza" Scotta Prestona. Surową, momentami brutalną opowieścią o ludziach, którzy całe życie poświęcają ziemi, choć ta nigdy tak naprawdę do nich nie należy.
Głównym bohaterem i narratorem jest Steve Elliman, pasterz z angielskiej Kumbrii, który po latach wspomina wydarzenia na zawsze zmieniające życie jego rodziny i lokalnej społeczności. Wszystko rozpoczyna się kiedy epidemia pryszczycy doprowadza do masowego wybijania stad zarażonych owiec. Dla ludzi, którzy od pokoleń zajmowali się hodowlą, oznacza to nie tylko utratę źródła utrzymania, ale również całego dotychczasowego świata.
Z tej tragedii wyrasta historia o przyjaźni, zdradzie, niespełnionej miłości i stopniowym przekraczaniu granic, zza których coraz trudniej zawrócić. Steve wiąże swoje losy z Williamem Herne’em, właścicielem sąsiedniej farmy, który desperacko próbuje uratować rodzinny majątek. Problem w tym, że kolejne decyzje Williama prowadzą ich obu w coraz bardziej niebezpieczne rejony, gdzie kradzież owiec jest jedynie początkiem znacznie poważniejszych problemów.
Najciekawszy jest dla mnie jednak sam Steve. Bohater, który przez większość życia właściwie nie podejmuje samodzielnych decyzji. Podąża za ojcem, później za Williamem, podporządkowuje się silniejszym osobowościom i pozwala, żeby wydarzenia po prostu go niosły. Nie jest klasycznym bohaterem, któremu łatwo kibicować. Bywa bierny, tchórzliwy, podejmuje fatalne decyzje, a czasami ich po prostu nie podejmuje, co prowadzi do jeszcze gorszych konsekwencji.
I właśnie w tym tkwi siła tej historii. Preston pokazuje, jak człowiek może stopniowo stawać się częścią zła, którego początkowo był jedynie świadkiem. Jak łatwo usprawiedliwiać kolejne ustępstwa i przekonywać samego siebie, że przecież nie miało się wyboru.
Bardzo podoba mi się również sposób przedstawienia pasterskiego świata. Góry, doliny, owce, stare gospodarstwa i ludzie przywiązani do ziemi od pokoleń. Nie ma tutaj romantycznej wizji życia na wsi. Jest ciężka praca, bieda, długi, brutalność i świadomość, że jeden kryzys może przekreślić dorobek kilku pokoleń. Ziemia, która miała zapewniać stabilność, staje się czymś, co powoli niszczy swoich właścicieli.
Szczególnie interesujący jest motyw owiec. Zwierząt, wokół których kręci się całe życie bohaterów, ale które jednocześnie stają się świadkami ich upadku. Ocalały z epidemii Rusty urasta niemal do symbolu świata, którego bohaterowie desperacko próbują się trzymać, nawet kiedy właściwie nic już z niego nie zostało.
Preston oddaje głos staremu pasterzowi, który opowiada historię po swojemu, posługując się regionalnymi określeniami i charakterystycznym rytmem wypowiedzi. Nadaje to opowieści autentyczności, choć wymaga od czytelnika przyzwyczajenia się do sposobu narracji. W polskim tłumaczeniu może jednak tracić trochę na autentyczności.
"Pożyczone wzgórza" są dla mnie przede wszystkim opowieścią o dziedziczeniu nie tylko ziemi i rodzinnych obowiązków, ale również błędów, obsesji i przemocy. O ludziach, którzy tak bardzo boją się utraty swojego świata, że ostatecznie sami doprowadzają do jego zniszczenia.
Najbardziej gorzka pozostaje jednak historia Steve’a. Człowieka, który przez lata żył w cieniu innych, a kiedy wreszcie otrzymał możliwość decydowania o własnym losie, okazało się, że nie różni się od nich tak bardzo, jak chciałby wierzyć. To brudna, ponura i pozbawiona sentymentów opowieść, w której piękno angielskich wzgórz stanowi jedynie kontrast dla ludzkiego okrucieństwa. A sam tytuł nabiera z każdą kolejną stroną gorzkiego znaczenia.
Okładka może się Wam wydawać znajoma, bo to obócony o 90 stopni fragment obrazku "Udręka" autorstwa Augusta Friedricha Schencka.
O właśnie, miałem ostatnio zapytać. Wuja, opanowałeś którąś z technik szybkiego czytania? Twoje tempo (zważywszy na masę innych aktywności w ciągu dnia) jest porażające.
Wczoraj bez kręcenia, bo byłem bardzo zmęczony, bardzo zapracowany i musiałem ogarnąć bardzo brudny napęd w starej szosie. Dobra, tak naprawdę nie chciało mi się, a w zasadzie odechciało się, gdy zobaczyłem o 18:00 odczuwalną -0,8 stopnia. No więc chociaż ten napęd ogarnąłem.
Dzisiaj przed 17:00 zaczęło padać, więc na poważnie rozważałem chomika. Szczęśliwie, mój pies nieszczęśliwie zawołał na spacer, a na nim zauważyłem, że kostka jest praktycznie sucha. Pozostało mi zatem pojechać i te 500 metrów kostki od domu, to były jedyne suche metry na trasie xD Pozytyw chociaż taki, że całkiem ciepło, bo co najmniej 7 stopni.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@npnptcn Kurde, udało się. Namęczyłem się z końcówką @maximilianan (były 3 podejścia), dwóch czy trzech z pamięci nie znałem dokładnego nicku - @WatluszPierwszy jednak ma L w nicku, parę osób jednak nie miało wystarczającej rangi.
@efceka jak do ogólniaka chodziłem to te tramwaje to była nowinka i cud techniki. Do szkoły jeździłem jeszcze tymi przegubowymi, gdzie motorniczy sterował taką śmieszną wajhą po lewej stronie. Niestety nie pamiętam co to za model był, ale gówno to było straszne.
Dzisiaj zrobiłem dobry uczynek - rozwiązałem spór trzech chłopców w Żabce.
Wbijam rano po kanapkę, a tu przy lodówce stoi grupka dzieciaków jakoś w wieku między 8 a 12 (sorry nie potrafię identyfikować wieku dzieciaków) i prowadzą debatę kto jaką kanapkę ma sobie kupić. I dodam, że jak to Łona wyśpiewał: "spór jest k-wa fundamentalny"! Zerkam do lodówy, a tam leży 1 sztuka kanapki z jajkiem i bekonem oraz 3 sztuki kanapki "Low Carb" w ciemnym pieczywie. Tak więc sięgam między chłopakami, chwytam kanapkę z bekonem i zmierzam do kasy. Za plecami nie słyszę już rzucanych argumentów, kłótni i potyczek słownych - jest cisza. Pokój i zgoda. Przechodzą wzrokiem co rusz a to na trzy smutne kanapeczki w lodówce a to na oddalający się od nich jedyny słuszny sandwich. Wszystko w milczeniu.
Ledwo dzień zacząłem, a już udało się być rozjemcą w wydawałoby się patowej sytuacji.